przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies

Wpisy z tagiem: mp3

piątek, 16 kwietnia 2010
To w końcu da się zarobić na sprzedaży muzyki on-line czy nie?

Przy okazji jednego z ostatnich wpisów czytelnik podzielił się linkiem, wyrażając jednocześnie życzenie bym "sobie odpowiedział »czy rzeczywiście sprawy wyglądają tak różowo?«". Proszę bardzo, odpowiem nie tylko sobie, ale także wszystkim, którym zechce się to przeczytać.

Zacznijcie od zerknięcia na tę stronę.  Zamieszczone jest tam graficzne porównanie przychodów jakie artyści mogą pozyskać z różnych źródeł wraz ze wskazaniem ile nośników artysta musi "sprzedać" by zarobić równowartość minimalnej miesięcznej płacy w USA (zgodnie z podanymi danymi jest to 1160 USD).

Całość zaprezentowana jest w sposób działający na wyobraźnię... ale przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach. I nie mam bynajmniej na myśli samych wartości liczbowych, ale raczej sposób w jaki je zestawiono. Bowiem:

  1. Zestawienie nie bierze pod uwagę tego, że chyba żaden artysta nie zdecyduje sie na umieszczenie muzyki wyłącznie w Rhapsody czy Spotify. Na tym polega specyfika/urok (rodzącego sie cały czas) rynku muzyki cyfrowej, że artysci powinni starać się czerpać przychody z różnych źródeł. Z ekonomicznego punktu widzenia można stwierdzić, że internet ułatwia stosowanie dyskryminacji cenowej, czyli - upraszczając - oferowanie różnych wersji niemal tego samego produktu w różnych cenach różnym konsumentom. Innymi słowy - jeden nabywca zapłaci za płytę CD lub winyl (i przyniesie artyście przyzwoity przychód), inny odsłucha jedynie utwór w Last.fm, przekazując artyście pośrednio jakiś ułamek grosza. Żaden artysta nie powinien się jednak skazywać wyłącznie na groszowe przychody z serwisów subskrypcyjnych czy reklamowych, wiedząc jednocześnie, że na rynku są chętni na kupienie winyla.
  2. W zestawieniu porównano przychody artystów ze sprzedaży płyt wydanych własnym sumptem z dystrybucją muzyki z pomocą wytwórni muzycznych. Oczywiście nic złego w takim porównaniu nie ma, wręcz przeciwnie - trzeba je pokazywać. Warto jednak przy tym pamiętać, że na rynku muzyki on-line też można sprzedawać nagrania bez pośrednictwa wytwórni muzycznej. Oczywiście także w takim wypadku pojawiają się pośrednicy (tzw. agregatorzy), którzy pobiorą od niezależnego artysty prowizję. Zasadniczo ten wariant jest na omawianym grafie pokazany (zerknijcie na "CD Baby MP3 download"), jednak jest on pokazany w odniesieniu do pojedynczego pliku, a nie całego albumu. Nic dziwnego więc, że kategoria "cały album sprzedawany na iTunes z pośrednictwem wytwórni muzycznej"jest wyżej niż "pojedynczy utwór sprzedawany na iTunes z pośrednictwem CD Baby". Jeśli chcieć porównywać obie wartości należałoby porównywać album z albumem lub pojedynczy plik z pojedynczym plikiem. Jeśli przyjąć, że na albumie jest 10 utworów, wówczas sprzedaż na iTunes z pośrednictwem CD Baby przynosi artyście więcej niż sprzedaż na iTunes z pośrednictwem wytwórni muzycznej. Oczywiście każdy wariant ma swoje wady i zalety, jednak dla porządku warto porównywać wartości, które są porównywalne.
  3. Przychody i korzyści jakie artysta uzyskuje dzięki współpracy z wytwórnią muzyczną jest dość trudno porównywać z przychodami i korzyściami z indywidualnego wydawania muzyki. Kontrakty z firmami fonograficznymi są różnorodne, a w wielu przypadkach artyści nie otrzymują od firm fonograficznych żadnych tantiem nagraniowych (na wykresie założono, że pieniądze trafiają do artystów). Z drugiej jednak strony, współpraca taka przynosi artystom pewne korzyści niematerialne (np. łatwość promocji), więc porównywanie tylko i wyłącznie tego ile artysta otrzymuje dzięki jednemu ściągnięciu utworu z iTunes z przychodami niezależnego muzyka jest dość ryzykowne. Oczywiście ten, który współpracuje z firmą fonograficzną otrzyma mniej, jednak ten który działa na własną rękę musi ponieść dużo większy samodzielny wysiłek promocyjny. Siła przebicia firmy fonograficznej jest często nieoceniona, więc trudno jest zestawiać wszystkie te wartości bez brania pod uwagę preferencji i sytuacji artystów. Jedni wolą działać samemu, inni razem z firmą fonograficzną. Każdy zarobi nieco inne pieniądze i poniesie inne koszty.
  4. Zestawienie pokazuje wyłącznie przychody z fonografii, nie pokazuje natomiast przychodów z innych źródeł: tantiem autorskich, tantiem za wykonania, innych przychodów publishingowych, przychodów z koncertów. Ze sprzedaży tylko i wyłącznie nagrań trudno jest wyżyć, nieistotne czy sprzedaje się płyty czy pliki. Jest to smutna prawda, ale nie winiłbym za to wyłącznie internetu.

Można do tego dodać ogólną refleksję dotyczącą tego, że miało być tak fajnie, a nie jest - zarabiać na sprzedaży muzyki w internecie jest ciężko. Bo tu może tkwi paradoks - mimo krytycznych uwag dotyczących tego konkretnego graficznego porównania przychodów, zgadzam się z przesłaniem analizy - rodzący się rynek muzyki w internecie jest bardzo daleki od doskonałości, a artystom jest ciężko. Być może w pewnym sensie ciężej niż w czasach "przedinternetowych" (wiadomo - większa konkurencja, rosnąca niepewność, łatwo się pogubić, nie ma prostych recept na pewny zysk). Problem polega na tym, że nie ma powrotu do czasów "przedinternetowych".

A tak w ogóle - patrząc na to jak słabo rozwinięty jest polski rynek muzyki on-line, to chyba nie doszliśmy jeszcze do tego typu problemów? U nas artyści mają podwójnie trudno - rynek nośników fizycznych zanika, a ten cyfrowy jeszcze się nie narodził. I to jest prawdziwy problem...

czwartek, 11 marca 2010
Breaking Circle - punk rock z Argentyny

Poniżej kolejny wpis, który ukazał się na netaudio.pl 25.09.2009 r. Czemu go zamieszczam można przeczytać tu. W międzyczasie okazało się, że serwis netaudio.pl wraca niczym feniks z popiołów, w chwili obecnej na Bloggerze. O tym więcej niebawem. W międzyczasie stary wpis...

-----------------------------------------------------------------------

Łatwo jest zgodzić się ze stwierdzeniem, że netlabele wydają stosunkowo niewiele muzyki punk rockowej. Jeśli jednak poszuka się dość mocno, można znaleźć nie tylko netlabele wydające punk rocka, ale także takie, które wybierają jeszcze węższą specjalizację. Tak jest właśnie w przypadku netlabela Lepork Records.

Okazją by napisać o Lepork Records jest ich nowe wydawnictwo: EPka “Same Direction EP” zespołu Breaking Circle. Zespół pochodzi z Santa Fe City w Argentynie. Powstali w 2001 r., w 2005 r. nagrali demo, a obecnie przygotowują cały album. Grają melodyjnego punk rocka w stylu amerykańskich kapel z Orange County. Niestety nie śpiewają po hiszpańsku, w związku z czym brzmią tak jak wiele innych kapel z USA, ale cóż - nie można mieć wszystkiego. Aby ściągnąć całą EPkę kliknijcie tu.

A czego posłuchać na początek? Jak to często bywa w przypadku pop punku wszystkie utwory są podobne. Tym niemniej trzymają jakość i jeśli lubicie takie granie - są warte uwagi. Na początek spróbujcie np. utwór Special Day.

Breaking Circle

Licencja: Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych.

piątek, 22 stycznia 2010
Muzyczne e-sklepy zniszczyły się same

Tytuł tego wpisu może nie do końca odpowiada temu co sądzę o kondycji polskiego rynku muzyki cyfrowej, stanowi jednak parafrazę tytułu tekstu, który ukazał się w Rzeczpospolitej. Tekst nosi wiele mówiący tytuł "Piraci zniszczyli muzyczne e-sklepy", który brzmi tak, jakby żywcem wyjęto go z antypirackich raportów tworzonych na potęgę przez branżę fonograficzną.

Autor pisze, że z kilku istniejących dawniej w Polsce sklepów z plikami muzycznymi znaczącą pozycję zdołały utrzymać tylko dwa - Muzodajnia i Nokia Music Store. Iplay, który przez lata był liderem, został niedawno sprzedany za 800 PLN i ma ponoć zmienić formułę. Autor słusznie zauważa, że klientów zniechęcają wysokie ceny i tzw. antypirackie zabezpieczenia, które znacząco utrudniają korzystanie z nagrań.

To co we wspomnianym tekście mi się nie podoba, to wskazywanie tzw. "piractwa internetowego" jako jednego z głównych powodów problemów sklepów z plikami w Polsce. Tzw. "piractwo internetowe" (wolę określenie "ściąganie muzyki z internetu") nie bierze się jednak z próżni. Słuchaczom w większości przypadków zależy na tym by ich ulubieni artyści nagrywali dalej, w związku z czym byliby pewnie skłonni zaakceptować płacenie za muzykę. Musieliby jednak mieć gwarancję, że pieniądze w istocie trafią do ich ulubionych artystów (dlaczego to nie jest regułą, można przeczytać tu i tu), a jakość oferowanej muzyki i wygoda jej użytkowania będą takie jak w przypadku płyty CD.

Trudno się dziwić, że kilku sklepom z plikami się w Polsce nie udało skoro:

  • w większości przypadków oferowały pliki zabezpieczone technologiami DRM, co znacząco utrudniało korzystanie z nich, np. przenoszenie na iPoda;
  • jakość dźwięku oferowanych plików jest niska; osoby ceniące przyzwoitą jakość dźwięku mogą albo kupić płytę kompaktową albo szukać charakteryzujących się wysoką jakością plików FLAC (bezstratna kompresja) w sieciach P2P;
  • ceny oferowanych plików były wyjątkowo nieatrakcyjne - zdarzały się sytuację, gdy za pliki wma o dość kiepskiej jakości dźwięku trzeba było zapłacić więcej niż za płytę kompaktową zawierającą te same nagrania; kiedyś dokonałem dość szczegółowej analizy cen w polskich sklepach z plikami - wnioski można znaleźć tu; opisywane w  Rzeczpospolitej powodzenie serwisu Muzodajnia pokazuje, że obniżenie cen za pliki przekłada się na wzrost popytu;
  • wybór plików w polskich sklepach - mimo, że z czasem się poprawiał - dalej pozostawia wiele do życzenia; innymi słowy - po pewnym czasie oferta sklepów z plikami mogła zadowolić klienta Empiku, ale była co najmniej przeciętna dla osoby, która opanowała korzystanie z sieci P2P;
  • niektóre serwisy nie są przygotowane na sprzedaż plików internautom używającym nowoczesnych przeglądarek internetowych; niektóre były/są jeszcze bardziej radykalne - jeśli chcecie obejrzeć (tak, tylko obejrzeć a nie kupić) ofertę sklepu onetplejer.pl lub stronę polskiej wersji sklepu Nokia Music Store - musicie użyć przeglądarki Internet Explorer; stosując analogię do tradycyjnego handlu to tak jakby powiedzieć klientom hipermarketów, że "nie wpusza się osób, które do sklepu dojechały autobusami" - coż się dziwić, że serwis onetplejer.pl już nie istnieje...

Listę uwag krytycznych można wydłużać, ale czy pięć powyższych zastrzeżeń nie stanowi wystarczającej motywacji do niekorzystania ze sklepów z plikami? Czy należy się wobec tego dziwić, że polski rynek muzyki cyfrowej nie rozwija się w zadowalającym tempie? Łatwiej jest jednak napisać, że to wina tzw. "piractwa", nie wnikając głębiej w przyczyny tego zjawiska.

I na koniec wkleję to co napisałem po uruchomieniu w czerwcu 2009 polskiej wersji sklepu Nokia Music Store:

"Polski rynek plików muzycznych zmieni się dopiero wtedy gdy pojawi się serwis subskrypcyjny z prawdziwego zdarzenia. Np. taki Rhapsody. A wiecie, że miesięczny nieograniczony dostęp do całego katalogu serwisu Napster kosztuje tylko 5 USD? Jestem przekonany, że jak pojawi się serwis oferujący Polakom dostęp do dużego wyboru utworów za ok. 15-20 PLN miesięcznie, problem tzw. "piractwa internetowego" zniknie jak ręką odjął".

Nie iTunes ze sprzedażą drogich plików na sztuki, ale właśnie serwis subskrypcyjny... Czekamy...

Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter