przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies

Wpisy z tagiem: fonografia

niedziela, 13 maja 2012
Peter Gabriel o przemyśle muzycznym

Wczoraj na wyborcza.pl ukazał się wywiad z Peterem Gabrielem. Gabriel, dawny wokalista zespołu Genesis, obecnie jest czynnym muzykiem oraz osobą zaangażowaną w prowadzenie biznesu muzycznego. Do projektów realizowanych przez Gabriela-przedsiębiorcę należy m.in. serwis We7, o którym pisałem jeszcze w 2008 r.

We wspomnianym wywiadzie Gabriel wypowiedział kilka ciekawych zdań, które warto przytoczyć:

"- Przemysł muzyczny zaczyna przypominać trupa, z którego wypełza na świat mnóstwo interesujących stworzeń.

Z jednej strony fantastyczne jest to, że teraz można znaleźć w internecie wszystko, czego dusza zapragnie. I to w dowolnym momencie. Z punktu widzenia muzyków nie wygląda to już jednak tak wspaniale. Zyski ze sprzedaży płyt ciągle spadają, z nielicznymi wyjątkami takimi jak Black Eyed Peas czy Beyonce. W naszej wytwórni wydającej world music mamy artystów, dla których sprzedaż płyt stanowiła kiedyś 60 procent dochodów, teraz jest to mniej więcej 10 procent. Uznani artyści, tacy jak ja, dadzą sobie radę - możemy zarabiać choćby na koncertach.

Ale współpracuję też z mniej znanymi, młodszymi artystami - im czasami jest trudno się utrzymać, pozostać profesjonalnymi muzykami. Niestety, wracamy do starych czasów, kiedy firmy płytowe tak konstruowały kontrakty, że artyści zupełnie nic na nich nie zarabiali. Nasz serwis WE7 za każde odsłuchanie piosenki płacił artystom jakieś sto razy więcej niż konkurencyjny Spotify. Tylko że w takiej sytuacji bardzo trudno jest utrzymać się internetowym biznesie." (Źródło: Darek Maciborek, Gabriel dla "Gazety": Kreatywni muszą przetrwaćwyborcza.pl z dnia 2012-05-11).

Zaiste ciekawe ile We7 płacił artystom za każde odsłuchanie piosenki zanim zorientował się, że można, tak jak Spotify, płacić mniej. Istotniejsze w słowach Gabriela jest jednak - moim zdaniem - co innego. Może nie tyle w jego słowach, ale w tym jak należy je interpretować. Wpisują się one bowiem w trwającą od pewnego czasu w polskich mediach dyskusję o zmierzchu pracy na etat, tzw. umowach śmieciowych oraz problemach jakie pojawiają się na rynku pracy (zob. np. tutaj).

Być może bowiem pomiędzy rynkiem muzycznym a rynkiem pracy zachodzi pewna analogia. Kiedyś artyści mieli stosunkowo bezpieczne (o ile cokolwiek w branży nagraniowej można nazwać "bezpiecznym") kontrakty z wytwórniami, które przy talencie i ciężkiej pracy dawały szanse na zrobienie kariery. Teraz kontrakt coraz trudniej dostać, a o słuchaczy trzeba konkurować z utalentowanymi artystami z całego świata. Do tego stawki płacone przez nowe media (np. Spotify, o którym wspomina Gabriel) są niejednokrotnie bardzo niskie. Niby jest więcej opcji, ale nie każdy umie z nich skorzystać, a nawet jeśli umie to nie oznacza to automatycznego sukcesu. Rynek pracy dla muzyków może być więc w pewnym sensie miniaturą całego rynku pracy - etat (kontrakt) coraz trudniej dostać, można próbować założyć własną firmę (w przypadku artystów np. samemu wydawać swoje nagrania), ale nie każdy się w tym odnajduje; nieraz trzeba pracować poniżej kwalifikacji (w przypadku artystów np. grać "do kotleta"). Może to zbyt daleko idące porównanie, ale taki jest wydźwięk wspomnianej powyżej dyskusji.

czwartek, 10 maja 2012
Cool Kids of Death zbierają środki na wydanie płyty na MegaTotal

Sam tytuł wpisu mówi wszystko - dziś CKOD zaczęli na MegaTotal.pl zbierać środki na wydanie dwóch winyli z remiksami swoich wcześniejszych nagrań. Więcej o projekcie można przeczytać tutaj.

Sam projekt muzyczny nie interesuje mnie tak bardzo jak przebieg zbiórki. Z tego co mi wiadomo jest to bowiem pierwszy zespół, który rozpoczynając zbiórkę na MegaTotal ma już ugruntowaną pozycję rynkową. Owszem, wcześniej był Marek Sośnicki z Tamerlane, ale pod względem potencjalnego zainteresowania mediów projekt CKOD wygląda bardziej obiecująco.

Jest to zatem szansa na przetestowanie prawdziwej siły społeczności skupionej wokół MegaTotal. Jeśli środki uda się zebrać szybko, może to stanowić zachętę do korzystania z MegaTotal dla kolejnych znanych artystów. Wprawdzie mówimy o sporej kwocie - 20 tysięcy PLN, jednak póki co zbiórka idzie szybko. Projekt wystartował kilka godzin temu a już zebrano 2%. Przebieg zbiórki można obserwować tutaj.

czwartek, 19 kwietnia 2012
O netlabelach i crowdfundingu na spotkaniu i konferencji

Jutro i pojutrze wezmę udział w dwóch wydarzeniach naukowych w Warszawie. Sądzę, że oba warto jest polecić.

Pierwsze to spotkanie warszawskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Socjologicznego pod hasłem "Muzyka w relacjach społecznych". Wklejam fragment notki prasowej:

"Oddział Warszawski Polskiego Towarzystwa Socjologicznego zaprasza na spotkanie zatytułowane „Muzyka w relacjach społecznych”.
 
Muzyka jest wszędzie – na ulicy, w restauracji, w sklepie czy u fryzjera. Jej wszechobecność w codziennym życiu sprawia, że często nie zdajemy sobie sprawy, jaki wpływ muzyka może mieć na nasze zachowanie czy samopoczucie. Warto więc zadać sobie pytania: na ile muzyka może być aktywny elementem życia społecznego? Na czym polega „moc” muzyki i w jakich sytuacjach się manifestuje? W jakim stopniu rozwój nowych mediów (w szczególności Internetu) wpływa na zmiany w obrębie relacji społecznych i praktyk związanych z muzyką?
 
Wystąpią:
prof. Wojciech J. Burszta (IKiK SWPS)
dr Patryk Gałuszka (IE UŁ)
dr Tomasz Nowak (IM UW)
 
Piątek, 20 kwietnia, godzina 17:00, Pałac Staszica (Nowy Świat 72), sala 242."

Wydarzenie można też śledzić na Fejsbuku. Na spotkaniu krótko zaprezentuję moje badania sceny netaudio i wezmę udział w dyskusji.

Z kolei w sobotę ok. godz. 13.00 zaprezentuję ze współautorem referat na konferencji 3rd Polish Law & Economics Conference. Konferencja organizowana jest przez Uniwersytet Warszawski oraz Polskie Stowarzyszenie Ekonomicznej Analizy Prawa – PSEAP. Strona stowarzyszenia tak zaprasza na wydarzenie:

"Konferencja ma na celu podsumowanie aktualnych dokonań w dziedzinie ekonomicznej analizy prawa oraz stworzenie impulsu do dalszych badań w tym zakresie. Stanowi ponadto okazję do wymiany myśli i doświadczeń wśród przedstawicieli nauki, prawników i ekonomistów, zajmujących się tematyką Law & Economics w Polsce.
Wykład gościnny przedstawi Prof. Thomas Ulen z University of Illinois at Urbana Champaign, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli ekonomicznej analizy prawa na świecie.
Konferencja odbędzie się w dniach 20-21.04.2012 na Uniwersytecie Warszawskim. Językiem konferencji jest angielski."

Dłuższą notkę prasową (po angielsku) można znaleźć tutaj. Konferencja zapowiada się bardzo ciekawie, polecam zerknięcie na cały program.

Oba wydarzenia odbędą się w Warszawie. Polecam, szczególnie tym, którzy mają blisko.

poniedziałek, 13 lutego 2012
Rynek muzyki cyfrowej w latach 2004-2011

IFPI - organizacja reprezentująca interesy branży fonograficznej - jak co roku opublikowała raport dotyczący rozwoju rynku fonograficznego w internecie. Poza typową dawką antypirackiej propagandy raport zawiera szereg wartych uwagi danych. Rok temu zebrałem je w formie tabelki, którą dzisiaj uzupełniam o nowe informacje.

Rok

2004

2005

2006

2007

2008

2009

2010

2011

Wartość przychodów ze sprzedaży formatów cyfrowych (w miliardach USD)

0,4

1,2

2,2

2,9

3,7

4,2

(zaktuali-zowane do 4,6)

4,6

(zaktuali-zowane do 4,8)

 5,2

Jaki procent rynku fonograficznego stanowi rynek muzyki cyfrowej

2%

5%

11%

15%

20%

27%

29%

32%

 Źródło: raporty "Digital Music Report", udostępnione przez IFPI.

Kilka słów wyjaśnienia. Przede wszystkim, dane podawane dziś przez IFPI nieco różnią się w porównaniu z danymi zaprezentowanymi rok temu (zob. rok 2009 i 2010). Nie doczytałem jeszcze raportu na tyle skrupulatnie by znaleźć przyczynę tej korekty. Intuicja ekonomisty podpowiada, że zmiana wynika z innego kursu dolara amerykańskiego do walut lokalnych - dane są zaprezentowane w USD, więc wszelkie zmiany kursów walut wpływają na zaprezentowane wartości.

Aby częściowo zweryfikować wpływ kursów walut warto więc spojrzeć również na dane zaprezentowane w trzecim wierszu powyższej tabeli. Pokazuje on  jaki odsetek przychodów osiąganych dziś przez branżę fonograficzną stanowią przychody ze sprzedaży muzyki w formatach cyfrowych (pliki, subskrypcje, telefonia). Jeśli tak spojrzeć na wspomniane dane widać, że od trzech lat wzrost jest wolniejszy, choć jest niezmiennie kontynuowany, co w czasach kryzysu można uznać za sukces. Ale tu rodzi się kolejna wątpliwość - jeśli wiersz trzeci pokazuje proporcje pomiędzy sprzedażą formatów cyfrowych i fizycznych, wówczas spadek sprzedaży formatów fizycznych siłą rzeczy poprawia proporcje na rzecz formatów cyfrowych, nawet jeśli sprzedaż tych ostatnich nie zmieniła się.

Reasumując, IFPI pokazuje nam dane, które trzeba jeszcze właściwie zinterpretować. Być może wówczas wydźwięk raportu, który obecnie jest utrzymany w tonie "jest dobrze, ale piraci wszystko utrudniają", będzie nieco inny. Postaram się podzielić się interpretacją, jak tylko zdobędę więcej danych.

poniedziałek, 14 listopada 2011
Universal Music kupuje wytwórnię EMI a Sony/ATV EMI Publishing

Jeszcze niedawno tłumaczyłem studentom, że na rynku działają cztery globalne koncerny muzyczne, a tu 12 listopada media polskie i zagraniczne doniosły, że Universal Music kupuje wytwórnię EMI a Sony/ATV przejmuje EMI Publishing.

Grupa EMI od pewnego czasu miała problemy finansowe. W 2007 została przejęta przez fundusz private equity, który nie był w stanie wyprowadzić EMI na prostą. Spółka w zamian za umorzenie długów została w 2011 r. przejęta przez Citygroup, który wystawił ją na sprzedaż. W efekcie część koncernu  trafiła do Vivendi (właściciela Universal Music), a część do konsorcjum, któremu przewodzi Sony. Powstają dwa pytania:

  1. Kto zrobił lepszy interes? Universal kupił wytwórnię, a więc część EMI zajmującą się produkcją , dystrybucją i sprzedażą nagrań. W katalogach EMI są m.in. nagrania The Beatles i Pink Floyd, które - wziąwszy pod uwagę nadchodzące wydłużenie ochrony praw pokrewnych - ciągle są atrakcyjnym aktywem. Z drugiej strony sprzedaż nagrań spada i wątpliwe by Universal, nawet wyposażony w potężny katalog EMI, był w stanie odwrócić ten trend. Sony/ATV kupiło natomiast publishingową część koncernu, a więc firmę zajmującą się zarządzaniem majątkowymi prawami autorskimi do tekstów i kompozycji (ale nie nagrań). Ta branża nie jest w takich opałach jak branża fonograficzna, nie powinno więc dziwić, że Sony/ATV zapłaciło więcej niż Vivendi (już nawet abstrahując od faktycznej wartości przejmowanych aktywów). Czas pokaże kto zrobił lepszy interes.
  2. Co na tę transakcję powiedzą instytucje dbające o konkurencję rynkową? O fuzji firm fonograficznych, która miała zredukować liczbę globalnych koncernów z czterech do trzech, mówiło się od lat. Warner próbował połączyć się z EMI, Sony z EMI, itd. Transakcje nie dochodziły do skutku ponieważ takie fuzje zagroziłyby konkurencji na rynku nagrań. Teraz sytuacja jest o tyle inna, że oligopol największych koncernów nie jest tak silny - na rynku pojawiło się kilku nowych graczy (m.in. Live Nation), nie istnieje groźba powstania wertykalnie zintegrowanych koncernów (dominującym detalistą pozostaje niezwiązany z wydawcami iTunes Music Store), a sprzedaż nagrań spada. Nie wiem jeszcze czy zapowiedziane właśnie przejęcia muszą być zatwierdzone przez instytucje zajmujące się regulacją rynku, ale nawet jeśli tak to strzelam, że tym razem zgoda zostanie wydana.

Tak czy inaczej na rynku muzycznym stało się coś ciekawego, a skutki transakcji (neutralne lub niekorzystne dla konsumentów) ujrzymy dopiero za jakiś czas. Więcej o globalnych koncernach muzycznych przeczytacie tu. Do tematu wrócę jak poznamy szczegóły transakcji.

czwartek, 22 września 2011
Prawa artystów wykonawców i producentów chronione przez 70 lat

We wrześniu 2008 r. napisałem następujące słowa:

"...Unia Europejska snuje całkiem realne plany wydłużenia ochrony praw wykonawców i producentów muzycznych. W tej chwili w Europie okres ten wynosi 50 lat, a jako że w USA jest dłuższy, naturalne dla pewnych grup interesów jest dążenie do zrównania tych wartości w obu regionach."

I oto we wrześniu 2011 r. owe "całkiem realne plany" dochodzą do skutku. Jak donoszą VaGlaGazeta Wyborcza, Rada Ministrów UE zdecydowała o przedłużeniu ochrony praw wykonawców i producentów muzycznych (nie chodzi o producentów w znaczeniu potocznym ale o wytwórnie muzyczne) z 50 do 70 lat.

Ruchu tego można było się spodziewać, ponieważ już w 2013 r. wygasłyby prawa do pierwszych nagrań zespołu The Beatles, a następnie nagrań całej masy artystów, którzy rozpoczęli karierę w latach 60. XX w. Gra toczyła się więc o duże pieniądze i można było się spodziewać, że właściciele majątkowych praw autorskich do nagrań włożą sporo wysiłku w przekonanie ustawodawców do swoich racji.

Osobom nie znającym prawa autorskiego należy się wyjaśnienie: prawa autorów (np. kompozytorów lub autorów tekstów) już od dłuższego czasu chronione są przez 70 lat od śmierci ostatniego ze współautorów. Wspomniane zmiany dotyczą praw pokrewnych, czyli praw producentów i artystów wykonawców. Upraszczając: producenci to z reguły wytwórnie muzyczne, a artyści wykonawcy to np. ci, którzy grają lub śpiewają w danej wersji nagrania, ale niekoniecznie skomponowali utwór lub napisali tekst. Gdyby ochrona praw pokrewnych nie została wydłużona to właśnie producenci i artyści wykonawcy przestaliby czerpać korzyści z danych nagrań jako pierwsi, twórcy chronieni byliby natomiast dłużej na podstawie wcześniejszych przepisów. Jakie to korzyści? Np. tantiemy płacone przez ZPAVSAWP i STOART z przychodów zebranych od podmiotów wykorzystujących nagrania, np. stacji radiowych, klubów muzycznych, hipermarketów, etc.

Tak jak we wcześniejszych przypadkach wydłużania okresu ochrony własności intelektualnej powstaje pytanie o faktyczny cel istnienia prawa autorskiego. Jednym z ekonomicznych uzasadnień istnienia prawa autorskiego jest bowiem stworzenie finansowych bodźców, które będą skłaniać artystów do tworzenia. Powstaje wobec tego pytanie: czy wydłużenie czasu ochrony z 50 do 70 lat skłoni posiadaczy majątkowych praw autorskich do nagrań do większej kreatywności? Być może wytwórnia kontrolująca nagrania Beatlesów wyda jeszcze jedną reedycję ich płyt. Może zainwestuje nowe środki w specjalne, jeszcze lepsze techniki oczyszczenia starych masterów. Może stworzy jakieś remiksy lub nowe wersje wcześniej wydanych płyt (tak jak było w przypadku płyty Let It Be... Naked). Powstają jednak dwa pytania:

  • czy nie jest tak, że wszystkie nowe, specjalnie wyczyszczone i zremiksowane wersje starych nagrań, które miały powstać już powstały i wydłużenie czasu ochrony niewiele zmieni? Zwróćmy bowiem uwagę, że np. bezprecedensowy wysyp nowych płyt zespołu The Beatles rozpoczęty wydaniem w 1995 r. płyty Anthology 1 miał miejsce właśnie dlatego, że wytwórnia widziała już na horyzoncie rok 2013 i wygaśnięcie czasu ochrony nagrań... Czy kolejne wydłużenie praw producentów przyniesie jakieś korzyści społeczeństwu?
  • jaką mamy gwarancję, że gdy po wejściu w życie nowych przepisów zbliży się kolejny termin wygaśnięcia majątkowych praw autorskich do ważnych nagrań (np. w przypadku The Beatles w 2033 r.) nie dojdzie do lobbingu mającego na celu wydłużenie ochrony o kolejne x lat?

Naturalnie można też znaleźć argumenty na obronę wydłużenia czasu ochrony. Nie jest zaskoczeniem, że najłatwiej znaleźć je producentom i artystom wykonawcom. Zacytuję Gazetę Wyborczą:

"W takiej sytuacji znalazł się Jan Ptaszyn-Wróblewski. Legendarny saksofonista i popularyzator jazzu nagrywał swoje pierwsze płyty z zespołem Krzysztofa Komedy pod koniec lat 50. Teraz ukazują się na rynku bez jego wiedzy i zgody, bo minął 50-letni okres ochrony.
 - O wielu takich wydawnictwach dowiaduję się z półek sklepowych. Niedawno na przykład ukazała się w Poznaniu płyta z pierwszymi nagraniami sekstetu Komedy. Nikt mnie nie zawiadomił, nie przesłali mi nawet egzemplarza. Dlatego dobrze oceniam nowe przepisy, bo doszedłem do takiego etapu, że niektóre rzeczy by mi przepadały. 70 lat ochrony to słuszny" (Roman Pawłowski "Unia rozszerza ochronę praw autorskich", Gazeta Wyborcza z dnia 21.09.2011 r.)

Oczywiście jest też argument czysto pragmatyczny - zrównanie czasu ochrony praw pokrewnych w różnych krajach. Jeśli bowiem wszędzie poza UE prawa pokrewne chronione będą przez 70 lat, trzymanie się 50 lat staje się dyskusyjne.

Czy wobec tego istnieją inne sposoby uregulowania czasu ochrony majątkowych praw autorskich? Owszem, w literaturze są rozważane różne propozycje. Pisałem o nich np. tutaj.

piątek, 16 września 2011
Usieciowiona publiczność i promocyjna siła fanów

Nancy Baym - profesor University of Kansas - od kilku lat prowadzi badania zachowań fanów na scenie muzycznej. Opublikowała na ten temat kilka interesujących tekstów. Poniżej parę słów na temat jednego z nich.

Autorka wychodzi od analizy tego jak zmieniła się sytuacja branży fonograficznej w przeciągu kilkunastu ostatnich lat. Konkluzji możemy się domyślić: podstawowy produkt branży fonograficznej nie jest już tak pożądany jak dawniej. Przykłady:

  • "badania pokazują, że mniejszość Amerykańskich użytkowników Internetu i jedynie 66% tych, którzy kupują pliki muzyczne uważa, że są one czymś za co warto płacić;
  • przychody branży od lat 1998 - 1999 spadły o więcej niż 40%;
  • ok. 90% muzyki jest dystrybuowane za pośrednictwem "'nieautoryzowanych sieci'" (Baym, 2010).

Przykłady można by mnożyć. Baym pokazuje, że w tej sytuacji, zamiast walczyć z zachowaniami internautów, lepiej spróbować je wykorzystać do promocji muzyki. Autorka, opierając się na swoich badaniach, formułuje rady dla wytwórni muzycznych. Trudno jest streścić wszystko w tej krótkiej notce, dlatego zainteresowanych odsyłam do oryginalnego tekstu oraz do wcześniejszych badań autorki. W skrócie, Baym uważa że:

  • wymiana plikami w internecie jest odpowiedzią na żywotne potrzeby słuchaczy - chcą oni mieć łatwy dostęp do nagrań w każdej sytuacji;
  • stała i łatwa dostępność nagrań online ułatwia zwiększenie liczby odbiorców nagrań, szczególnie pomaga zdobyć słuchaczy w innych krajach (tzw. "international audience");
  • zachowania fanów (np. prowadzenie blogów o ulubionych artystach, recenzowanie płyt online) mogą wzmocnić i zwiększyć zaangażowanie słuchaczy;
  • zachowania słuchaczy w internecie dostarczają bardzo ciekawych oraz łatwych do zdobycia i analizy danych marketingowych; duże wytwórnie nie do końca potrafią wykorzystać łatwą dostępność takich danych;
  • dostarczanie słuchaczom zasobów (np. darmowych wersji nagrań, materiałów z koncertów, zdjęć) i wspieranie wymiany takimi zasobami sprzyja budowaniu zaufania do producentów (wytwórni, artystów) i stwarza zachętę do rewanżowania się (np. zakupem winyla, gadżetu) (Baym, 2010).

Oczywiście łatwiej jest powiedzieć niż wykonać. Baym formułuje następujące rady dla wydawców:

  1. zamiast bać się fanów, ufajcie im (słuchacze i tak ściągną wasze nagrania, więc pogódźcie się z tym i potraktujcie to jako działanie promocyjne);
  2. zachowujcie się jak ludzie, a nie jak instytucje (warto zrozumieć, że słuchacze nie kierują się zyskiem, ale sympatią dla artysty i motywami społecznymi, np. potrzebą budowania prestiżu w grupie fanów);
  3. dostarczajcie słuchaczom zasoby, którymi będą mogli się dzielić (fani dzieląc się informacjami, nagraniami, pomysłami etc. będą promować waszych artystów);
  4. docierajcie do słuchaczy za pośrednictwem różnych mediów społecznościowych, ale nie wykorzystujcie większej liczby serwisów niż jesteście w stanie na bieżąco obsłużyć (nic bardziej irytującego niż nieaktualizowany profil...);
  5. nie kontrolujcie słuchaczy, pozostawcie im swobodę (nie stosujcie DRM, nie wytaczajcie procesów sądowych);
  6. zachęcajcie słuchaczy do kreatywności, wynagradzajcie ją (konkursy, zachęcanie do tworzenia remiksów, etc.) (Baym, 2010). 

Trudno się nie zgodzić, choć zapewne nie każdy artysta i wytwórnia będą mogli wykorzystać wszystkie narzędzia. Mam wrażenie, że autorka adresuje rady przede wszystkim do artystów, z którymi fani mogą się mocno utożsamiać. Artyści budzący jedynie "letnie" odczucia, nużące, brzmiące jednakowo gwiazdki pop lub artyści jednego sezonu, a przede wszystkim wydające ich wytwórnie, nie do końca będą zadowoleni z sugestii autorki. Włączając pierwszą lepszą prywatną tradycyjną stację radiową przychodzi mi do głowy, że może to i dobrze gdyby artystów takich było wokół nas nieco mniej...

wtorek, 31 maja 2011
Rynek muzyki cyfrowej w latach 2004-2010

Ostatnio dużo czasu spędzam licząc (badania, ankiety, dane itp.). Trzymając się więc tematu obliczeń zaprezentuję dane, które zebrał kto inny (konkretnie IFPI), a ja jedynie zestawiłem w formie tabelki.

Dane pokazują rozwój tzw. rynku muzyki cyfrowej, na co składają się przychody ze sprzedaży plików, subskrypcji internetowych oraz sprzedaży nagrań i dzwonków za pomocą telefonów komórkowych obliczone według stałych kursów dolara do walut lokalnych.  Innymi słowy tabela pokazuje jak rozwija się globalna sprzedaż formatów niematerialnych (w odróżnieniu od formatów fizycznych - płyt CD, winyli itp.).

Jak widać, formaty cyfrowe stanowią już niemal 1/3 globalnego rynku muzycznego. Należy mieć jednak świadomość, że wielkość sprzedaży formatów niematerialnych na poszczególnych rynkach jest bardzo różna. Przykładowo, w krajach Dalekiego Wschodu formaty niematerialne są bardzo popularne (m.in. dzięki mocno rozwiniętej sprzedaży za pośrednictwem telefonów komórkowych), a ich sprzedaż już dawno przekroczyła sprzedaż formatów fizycznych (jest tak np. w Korei Południowej). Z drugiej strony w innych krajach sprzedaż muzyki cyfrowej osiąga bardzo niewielkie wartości w porównaniu ze sprzedażą płyt kompaktowych (np. w Polsce).

Oczywiście nie ma prostego przełożenia między sprzedażą formatów cyfrowych a ich popularnością. Związane jest to po pierwsze z tym, że formaty cyfrowe (pliki) mogą być nieodpłatnie legalnie oferowane przez artystów i wytwórnie w celach promocyjnych (o czym kiedyś - gdy miałem więcej czasu - pisałem). Po drugie, popularność formatów cyfrowych związana jest z poziomem tzw. piractwa internetowego. Upraszczając - w Polsce pliki są więc bardzo popularne, ale niewiele osób je kupuje. 

Rok

2004

2005

2006

2007

2008

2009

2010

Wartość przychodów ze sprzedaży formatów cyfrowych (w miliardach USD)

0,4

1,2

2,2

2,9

3,7

4,2

4,6

Jaki procent rynku fonograficznego stanowi rynek muzyki cyfrowej

2%

5%

11%

15%

20%

27%

29%

 Źródło: raporty "Digital Music Report", udostępnione przez IFPI.

sobota, 11 września 2010
Pierwszy rozdział książki do ściągnięcia: Narodziny i rozwój branży fonograficznej

Wydawca mojej książki zadecydował o rozpoczęciu sprzedaży "Biznesu muzycznego" w formie elektronicznej. E-book można zakupić m.in. tutaj oraz tutaj. Dla tych, którzy wolą papierowe wydanie - kilka adresów księgarni internetowych.

Przy okazji wydawca udostępnił w sieci wstęp oraz pierwszy rozdział książki.  Rozdział  ten poświęcony jest narodzinom i rozwojowi branży fonograficznej. Można go za darmo, legalnie pobrać z serwisu Chomikuj - serdecznie zapraszam.

Przy okazji - zauważyłem, że sierpień 2010 był pierwszym miesiącem, w którym nie opublikowałem żadnego wpisu (licząc od kwietnia 2007). Ostatnio bardzo zajmuje mnie opracowywanie wyników badań sceny netaudio, stąd mniejsza aktywność na blogu. Pisanie artykułów podsumowujących badania jeszcze trochę potrwa, ale od października postaram się wrócić do bardziej regularnego publikowania wpisów.

środa, 17 lutego 2010
Flattr i fuzja Ticketmaster-Live Nation

Uruchomienie testowej wersji serwisu Flattr i fuzja Ticketmaster-Live Nation... czy jest jakiś związek pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami? Zasadniczo nie, ale wiele mówią one nam o współczesnym rynku muzycznym. Z jednej strony bowiem powstają nowe serwisy, które dzięki pomysłowym rozwiązaniom mają szanse odnieść sukces i zrobić dużo dobrego dla artystów. Z drugiej natomiast, duże firmy stają się jeszcze większe, co będzie niewątpliwie mieć wpływ na rynek, choć z oceną tego wpływu trzeba się wstrzymać. Kilka słów wyjaśnienia.

Flattr jest dzieckiem jednego z twórców The Pirate Bay. Jak pisze Wyborcza.pl:

Flattr "to nietypowy system mikropłatności. Działa tak: internauci wpłacają miesięczny abonament, minimum 2 euro. Ta kwota ma trafiać do właścicieli stron uczestniczących w projekcie (będą miały u siebie specjalną ikonkę). Jeśli internauta będzie chciał np. wesprzeć ulubiony zespół albo blogera, który na stronie umieścił ikonkę Flattr, wystarczy, że w nią kliknie.

Pieniądze mają być rozdzielane na koniec każdego miesiąca. Jeśli internauta kliknie tylko raz, a w danym miesiącu wpłaci na konto Flattr 5 euro, całość pójdzie do właściciela tej jednej strony. Jeśli kliknie więcej razy, pieniądze będą dzielone proporcjonalnie"
(Grynkiewicz,  T. Twórca Pirate Bay: internauci zapłacą za muzykę. Wyborcza.pl z dnia 2010-02-12).

Pomysł wygląda ciekawie, choć na obecnym etapie trudno powiedzieć czy po tym jak minie zainteresowanie mediów Flattr zdoła utrzymać popularność i pozyskać nowych użytkowników. Aby poczytać więcej o Flattr, zajrzyjcie na blog projektu oraz na ten wpis.

Fuzja Ticketmaster i Live Nation to zjawisko z innej części rynku muzycznego oraz zdecydowanie innej wagi (używając terminologii sportowej, można rzec "wagi ciężkiej"). O Live Nation już kiedyś pisałem. Jest to bardzo duża firma zajmująca się organizacją koncertów, a od pewnego czasu także fonografią.

Ticketmaster natomiast jest to potężna firma dystrybuująca bilety (ciesząca się przez pewien czas w USA faktycznym monopolem). Nie chodzi tu jedynie o sprzedaż biletów, ale także o podpisywanie umów z klubami i stadionami obejmujących np. wyłączność na sprzedaż biletów na występy. O tym jak ważnym ogniwem rynku koncertowego jest Ticketmaster przekonał się kiedyś zespół Pearl Jam, bezskutecznie próbujący znaleźć innego dystrybutora biletów.

Na czym polega problem z monopolem Ticketmaster? Przykładowo, jeśli artysta będzie chciał zagrać w dużej sali - dajmy na to - gdzieś w amerykańskim stanie Oregon, jest wysoce prawdopodobne, że wszystkie duże sale będą miały umowy na wyłączność z Ticketmaster. Niby nic, ale oznacza to, że artysta chcący zagrać w takim mieście będzie musiał sprzedawać swoje bilety z pośrednictwem Ticketmaster. Wobec braku konkurencji firma będzie mogła policzyć sobie za pośrednictwo kilkadziesiąt centów więcej (to właśnie nie podobało się onegdaj Pearl Jam).

Teraz już wiecie dlaczego dochodzi do fuzji Ticketmaster-Live Nation? Wielka firma zajmująca się organizacją i promocją koncertów plus dystrybutor biletów zdają się do siebie idealnie pasować. Oczywiście fuzja  budzi obawy dotyczące ewentualnego monopolizowania rynku, wobec czego musi być jeszcze zatwierdzona - bodajże na poziomie federalnym. Z tego co pisze prasa są duże szanse, że fuzja przejdzie. Więcej o fuzji tutaj. Warto też zapoznać się z argumentami przeciwników fuzji.

A co do tego wszystkiego ma Flattr? Może zestawienie dwu zjawisk jest nadużyciem, ale odnoszę wrażenie, że w obliczu łączenia się rynkowych potentatów cieszyć się trzeba każdą nową inicjatywą mogącą pomóc początkującym artystom (a może inaczej - pomagającą wdrażać alternatywne modele biznesowe). Ticketmaster-Live Nation zarabiać będą głównie na eksploatacji korzyści skali (tzn. pracując z naprawdę "dużymi" - Madonną, U2 i im podobnym). Być może ci duzi skorzystają także z Flattr, jednak służyć on będzie przede wszystkim mniej popularnym artystom. I dzięki temu można liczyć na to, że na rynku muzycznym zostanie utrzymana jakaś tam równowaga...

Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter