przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies

Wpisy z tagiem: prawo autorskie

czwartek, 22 września 2011
Prawa artystów wykonawców i producentów chronione przez 70 lat

We wrześniu 2008 r. napisałem następujące słowa:

"...Unia Europejska snuje całkiem realne plany wydłużenia ochrony praw wykonawców i producentów muzycznych. W tej chwili w Europie okres ten wynosi 50 lat, a jako że w USA jest dłuższy, naturalne dla pewnych grup interesów jest dążenie do zrównania tych wartości w obu regionach."

I oto we wrześniu 2011 r. owe "całkiem realne plany" dochodzą do skutku. Jak donoszą VaGlaGazeta Wyborcza, Rada Ministrów UE zdecydowała o przedłużeniu ochrony praw wykonawców i producentów muzycznych (nie chodzi o producentów w znaczeniu potocznym ale o wytwórnie muzyczne) z 50 do 70 lat.

Ruchu tego można było się spodziewać, ponieważ już w 2013 r. wygasłyby prawa do pierwszych nagrań zespołu The Beatles, a następnie nagrań całej masy artystów, którzy rozpoczęli karierę w latach 60. XX w. Gra toczyła się więc o duże pieniądze i można było się spodziewać, że właściciele majątkowych praw autorskich do nagrań włożą sporo wysiłku w przekonanie ustawodawców do swoich racji.

Osobom nie znającym prawa autorskiego należy się wyjaśnienie: prawa autorów (np. kompozytorów lub autorów tekstów) już od dłuższego czasu chronione są przez 70 lat od śmierci ostatniego ze współautorów. Wspomniane zmiany dotyczą praw pokrewnych, czyli praw producentów i artystów wykonawców. Upraszczając: producenci to z reguły wytwórnie muzyczne, a artyści wykonawcy to np. ci, którzy grają lub śpiewają w danej wersji nagrania, ale niekoniecznie skomponowali utwór lub napisali tekst. Gdyby ochrona praw pokrewnych nie została wydłużona to właśnie producenci i artyści wykonawcy przestaliby czerpać korzyści z danych nagrań jako pierwsi, twórcy chronieni byliby natomiast dłużej na podstawie wcześniejszych przepisów. Jakie to korzyści? Np. tantiemy płacone przez ZPAVSAWP i STOART z przychodów zebranych od podmiotów wykorzystujących nagrania, np. stacji radiowych, klubów muzycznych, hipermarketów, etc.

Tak jak we wcześniejszych przypadkach wydłużania okresu ochrony własności intelektualnej powstaje pytanie o faktyczny cel istnienia prawa autorskiego. Jednym z ekonomicznych uzasadnień istnienia prawa autorskiego jest bowiem stworzenie finansowych bodźców, które będą skłaniać artystów do tworzenia. Powstaje wobec tego pytanie: czy wydłużenie czasu ochrony z 50 do 70 lat skłoni posiadaczy majątkowych praw autorskich do nagrań do większej kreatywności? Być może wytwórnia kontrolująca nagrania Beatlesów wyda jeszcze jedną reedycję ich płyt. Może zainwestuje nowe środki w specjalne, jeszcze lepsze techniki oczyszczenia starych masterów. Może stworzy jakieś remiksy lub nowe wersje wcześniej wydanych płyt (tak jak było w przypadku płyty Let It Be... Naked). Powstają jednak dwa pytania:

  • czy nie jest tak, że wszystkie nowe, specjalnie wyczyszczone i zremiksowane wersje starych nagrań, które miały powstać już powstały i wydłużenie czasu ochrony niewiele zmieni? Zwróćmy bowiem uwagę, że np. bezprecedensowy wysyp nowych płyt zespołu The Beatles rozpoczęty wydaniem w 1995 r. płyty Anthology 1 miał miejsce właśnie dlatego, że wytwórnia widziała już na horyzoncie rok 2013 i wygaśnięcie czasu ochrony nagrań... Czy kolejne wydłużenie praw producentów przyniesie jakieś korzyści społeczeństwu?
  • jaką mamy gwarancję, że gdy po wejściu w życie nowych przepisów zbliży się kolejny termin wygaśnięcia majątkowych praw autorskich do ważnych nagrań (np. w przypadku The Beatles w 2033 r.) nie dojdzie do lobbingu mającego na celu wydłużenie ochrony o kolejne x lat?

Naturalnie można też znaleźć argumenty na obronę wydłużenia czasu ochrony. Nie jest zaskoczeniem, że najłatwiej znaleźć je producentom i artystom wykonawcom. Zacytuję Gazetę Wyborczą:

"W takiej sytuacji znalazł się Jan Ptaszyn-Wróblewski. Legendarny saksofonista i popularyzator jazzu nagrywał swoje pierwsze płyty z zespołem Krzysztofa Komedy pod koniec lat 50. Teraz ukazują się na rynku bez jego wiedzy i zgody, bo minął 50-letni okres ochrony.
 - O wielu takich wydawnictwach dowiaduję się z półek sklepowych. Niedawno na przykład ukazała się w Poznaniu płyta z pierwszymi nagraniami sekstetu Komedy. Nikt mnie nie zawiadomił, nie przesłali mi nawet egzemplarza. Dlatego dobrze oceniam nowe przepisy, bo doszedłem do takiego etapu, że niektóre rzeczy by mi przepadały. 70 lat ochrony to słuszny" (Roman Pawłowski "Unia rozszerza ochronę praw autorskich", Gazeta Wyborcza z dnia 21.09.2011 r.)

Oczywiście jest też argument czysto pragmatyczny - zrównanie czasu ochrony praw pokrewnych w różnych krajach. Jeśli bowiem wszędzie poza UE prawa pokrewne chronione będą przez 70 lat, trzymanie się 50 lat staje się dyskusyjne.

Czy wobec tego istnieją inne sposoby uregulowania czasu ochrony majątkowych praw autorskich? Owszem, w literaturze są rozważane różne propozycje. Pisałem o nich np. tutaj.

piątek, 08 października 2010
Google i John Lennon

Google na stronie głównej wyświetla czasami swoje logo w nieco zmienionej formie. Tak było np. przy okazji rocznicy stworzenia legendarnej gry Pacman, kiedy to strona główna wyszukiwarki wyglądała tak. Dziś Google zaskoczył mnie jednak bardziej niż zwykle. Oto jak wygląda strona główna wyszukiwarki:

Google i John Lennon

Wygląda na tyle intrygująco, że kliknąłęm na ikonę "play", po czym wyświetliła się prosta animacja oraz fragment utworu Johna Lennona "Imagine". Powodem jest 70 rocznica urodzin artysty (obchodzona jutro), co przez przypadek zbiegło się z dniem przyznania pokojowej nagrody Nobla (dzisiaj).

Ciekawe jest jednak co innego: ile Google zapłacił za prawo do odtworzenia 32 sekund utworu? Musiały to być spore pieniądze. Ciekawe czy rozliczenie z właścicielami nagrania zostanie dokonane na podstawie liczby odtworzeń czy płatność wniesiona została ryczałtem? Postaram się poszukać odpowiedzi na te pytania w najbliższym czasie. Tak czy inaczej Google stać pewnie na każdy utwór...

wtorek, 14 września 2010
"Nikt nie lubi ZAiKS-u" - komentarz

Krótki komentarz do tekstu "Cicho w sklepach i u fryzjera. Nikt nie lubi ZAiKS-u". Krótki ponieważ, jak wspomniałem w ostatnim wpisie, jestem zajęty opracowywaniem wyników badań sceny netaudio (interesujących nota bene w kontekście wspomnianego tekstu, ale o tym innym razem).

We wspomnianym tekście autorka donosi, że:

"Zamilkły radia w sklepach, zakładach fryzjerskich, gabinetach kosmetycznych. - Zdemontowałam wieżę, zrezygnowałam z abonamentu radiowego. Wszyscy wkoło robią tak samo - mówi właścicielka bielskiego salonu fryzjerskiego. Wszystko po tym, gdy ZAiKS zaczął upominać się o tantiemy dla artystów" (Źródło: Furtak E., Cicho w sklepach i u fryzjera. Nikt nie lubi ZAiKS-u, Wyborcza.pl z dnia 12.09.2010 r.).

Komentarz dotyczy może nie tyle samego tekstu, ale dyskusji, która rozpętała się na forum - w chwili gdy to piszę jest już 345 wpisów. Wprawdzie należy odnotować, że w dyskusji pojawiają się także głosy merytoryczne, jednak wiele wpisów pokazuje jak mało zrozumiałe są przyczyny, dla których wspomniane opłaty istnieją. Z drugiej jednak strony, trzeba zauważyć, że wielu wypowiadających się stawia słuszne diagnozy, nawet jeśli nie do końca rozumieją przyczyny stanu rzeczy. Na przykład, jeden z internautów napisał:

"a że poziom tego co ci "artyści" tworzą jest 2 metry poniżej mułu to tego nikt nie widzi ??? w radiu w komercyjnych stacjach puszczane są właśnie takie "artystyczne" kwiatki, więc nie bardzo rozumiem za co tu płacić i to jeszcze jakiemuś pośrednikowi ZAiKS-owi"

Uwaga jak najbardziej słuszna - repertuar znacznej części stacji radiowych jest słaby, jednak nie jest temu winien ZAiKS, tylko sposób dobierania repertuaru, będący niestety funkcją m.in. poziomu edukacji muzycznej słuchaczy.

Czym więc zajmuje się ZAiKS i, jak piszą internauci, "im podobne organizacje"? Szczegółowo już to kiedyś wyjaśniałem na blogu, zachęcam do przeczytania tego wpisu. Do praktyk stosowanych przez organizacje zbiorowego zarządzani można mieć wiele zastrzeżeń - pisałem o tym choćby tu i tu. Nie zmienia to jednak faktu, że jeśli w istocie odtwarzanie muzyki zwiększa przychody zakładów usługowych, wówczas - z ekonomicznego punktu widzenia - logicznym byłoby wymaganie od tych podmiotów by płaciły za to co przyczynia się do wzrostu ich dobrobytu. Innymi słowy, skoro fryzjer płaci za - dajmy na to szyld reklamowy przytwierdzony do sąsiedniego budynku (opłaca mu się to bo reklama przyciąga klientów) - nie ma powodów by nie płacił za odtwarzaną muzykę. Oczywiście można dyskutować czy należy płacić także za wykorzystywanie muzyki nadawanej w stacjach radiowych. Wątpliwości można tu mnożyć, bo np. co jeśli wykorzystuje się TOKfm, które muzyki nadaje bardzo mało, ale jednak ją nadaje? Opisana w tekście metoda taksówkarza wyłączającego radio po usłyszeniu wiadomości pokazuje do jakich paradoksów dochodzi.

Argumenty za obowiązkowym płaceniem rodzą jednak dwie wątpliwości:

  • Czy koszty ściągania opłat od wszystkich punktów potencjalnie wykorzystujących muzykę nie są większe od korzyści? Co innego bowiem jeśli kontrolerzy ZAiKS odwiedzą największe puby i dyskoteki, a co innego gdy chodzą po kioskach Ruchy by sprawdzić, czy czasem nie gra tam małe radio (które zresztą ma raczej zabawić sprzedawcę, a nie klientów).
  • Czy włączanie radia w punkcie usługowym w istocie przyciąga klientów? Nie wątpie, że są badania, które to udowadniają. Problem jednak polega na tym jak i kiedy te badania przeprowadzano. Obecnie oferta muzyczna większości polskich stacji radiowych jest bowiem w istocie tak słaba, że niejeden klient chętnie by zapłacił aby np. nie musieć słuchać radia u fryzjera. Oczywiście nieco przesadzam, jednak osobiście bardzo ucieszyłbym się gdybym w większości punktów usługowych nie musiał słuchać muzyki, którą wybierają usługodawcy. Od razu sam sobie odpowiem: jeśli usługodawcy nie będą chcieli płacić organizacjom zbiorowego zarządzania, a jednocześnie uznają, że "muzyka musi być", wówczas dla klientów o nieco bardziej wyrafinowanych gustach sytuacja zmieni się na gorsze. Usługodawcy skorzystają bowiem z ofert firm dostarczających muzykę, za którą nie trzeba płacić organizacjom zbiorowego zarządzania. I nie mam tu bynajmniej na myśli muzyki wydanej na licencjach Creative Commons, ale tzw. Muzak (wyjaśnienie na podlinkowanej Wiki).

Co mogą więc zrobić usługodawcy?

  1. Płacić organizacjom zbiorowego zarządzania i mieć święty spokój.
  2. Wyłączyć radio (i klienci będą mieli święty spokój); oczywiście nie wchodzi to w rachubę w przypadku pubów, barów itp., które w istocie przyciągają klientów muzyką i raczej nie wykorzystują radia, ale własne playlisty.
  3. Skorzystać z usług dostawców Muzaka (nie zachęcam!). Wówczas klienci o nieco większych wymaganiach muzycznych pójdą sobie do lokali, które wykorzystują "prawdziwą" muzykę lub nie wybierają ciszę.
  4. Skorzystać z muzyki wydanej na licencjach Creative Commons dopuszczających wykorzystanie komercyjne. Niestety większość artystów wydających nagrania na licencjach Creative Commons nie pozwala na wykorzystanie komercyjne, jednak jak się poszuka, wówczas na pewno znajdzie sie ciekawą muzykę.

Na koniec dodam, że populistyczni krytycy organizacji zbiorowego zarządzania (wielu z nich skomentowało wspomniany artykuł) są niejednokrotnie jednocześnie zdecydowanymi zwolennikami ściągania muzyki za darmo z internetu, co uzasadniają tym, że "artyści zarobią w inny sposób". Jest tu pewna niekonsekwencja -  środki pobierane przez organizacje zbiorowego zarządzania są właśnie tymi "innymi sposobami", umożliwiającymi do pewnego stopnia tworzenie modeli biznesowych zakładających udostępnianie muzyki słuchaczom za darmo. Jeśli bowiem artysta udostępni swoją płytę np. w sieciach P2P lub na jamendo, wówczas powinien móc liczyć na przychody z innych źródeł. Takimi źródłami są m.in. przedsiębiorcy wykorzystujący ich nagrania. Tu oczywiście wracamy do zadanego wcześniej pytania "Czy puszczanie w punkcie usługowym radia w istocie przyciąga klientów?" i czy organizacje zbiorowego zarządzania rzeczywiście dobrze wykonują zadanie zbierania należnych środków.

Ponadto współpraca organizacji zbiorowego zarządzania z artystami udostępniającymi nagrania słuchaczom za darmo, a jednocześnie chcącymi czerpać zyski z innych pól eksploatacji, nie przebiega(ła) łatwo (patrz ten wpis), co dodatkowo komplikuje interpretację problemu.

Reasumując: sprawa jest nieco bardziej skomplikowana i nie da sie jej wyjaśnić ani an forum internetowym ani w tym wpisie. Jak nic trzeba będzie napisać książkę.

A wpis miał być krótki...

środa, 28 kwietnia 2010
Teksty o własności intelektualnej

W ostatnim czasie natknąłem się na wiele ciekawych tekstów poświęconych własności intelektualnej, oprogramowaniu open source, wolnej kulturze, piractwu itp. Linki do niektórych z nich zamieszczam poniżej, mam nadzieję, że komuś się to przyda. Miłej lektury, niebawem więcej źródeł.

Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter