przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies

Wpisy z tagiem: piractwo

poniedziałek, 10 stycznia 2011
Czytanie komiksów w Empiku i ekonomiczne paradoksy

Gazeta Wyborcza pisze dziś o tym, że niektórzy wydawcy komiksów skarżą się na to, że w Empikach rozpowszechniła się praktyka czytania komiksów. Wyborcza.pl pisze, że:

"W empikach to norma: w pobliżu regału z komiksami zawsze siedzą na podłodze miłośnicy obrazkowych historii. Pochłaniają książkę, po czym albo odstawiają ją na miejsce, albo na stosik gdzieś obok, po czym biorą się za następny komiks. (...) W Polsce większość komiksów sprzedaje się w nakładach od kilkuset do dwóch tysięcy egzemplarzy. Według Tomasza Kołodziejczaka z wydawnictwa Egmont, klienci empików potrafią zaczytać na strzępy nawet sto egzemplarzy. To znaczący odsetek nakładu." (Źródło: Wojtczuk M., Czytasz komiksy w empiku? To jak piractwo w internecie, Gazeta Stołeczna, 2011-01-10.)

Z jednej strony nie ma się co dziwić wydawcom, że narzekają. Komiksy czytane w ten sposób stanowią dla nich koszt, bowiem zużywają się fizycznie i ich wartość spada do zera (nikt ich nie kupi). Biorąc pod uwagę, że obecność na półce w Empiku jest kosztowna, zużyty egzemplarz wracający do wydawcy znacząco pomniejsza jego zyski. Zakładamy, że osiąga zyski, bowiem w przeciwnym wypadku wycofałby się z Empiku. Zyski są, ponieważ nawet jeśli kilkunastu czytelników zrezygnuje z zakupu po przeczytaniu komiksu w ten sposób, ktoś jednak go (tzn. niezużytą kopię) w końcu kupi. Zyski są jednak mniejsze niż mogłyby być (lub niż wydawcy wydaje się, że mogłyby być), co budzi sprzeciw firm wydających komiksy.

Z drugiej jednak strony, nie ma się co dziwić empikowym czytelnikom. Wielu spośród nich ma na tyle niskie dochody, że nie są w stanie kupić wszystkiego co chcieliby przeczytać. Nie każdy tytuł jest na tyle dobry, by dysponujący niskimi dochodami konsument chciał go mieć na własność. Jeśli jednak czytelnik komiksów chce się cieszyć statusem osoby obeznanej w temacie (a dla wielu czytelników ma to znaczenie), powinien znać większość nowych publikacji. Logicznym jest więc to, że skoro jest okazja by przejrzeć dany tytuł w Empiku, niektórzy robią to. Przypuszczalnie są to młodzi czytelnicy, którzy mają niskie dochody i sporo czasu wolnego. Mały komfort panujący w Empikach nie przeszkadza im, bowiem komiks przeczytany w ten sposób stanowi dla nich określoną oszczędność.

Nie znamy stosunku Empiku do tych praktyk. Skoro w tekście czytamy, że "w empikach to norma", widać są one tolerowane. Pytanie czy dzieje się tak dlatego, że Empik chce mieć wizerunek miejsca, w którym można poczytać (i dlatego toleruje uciążliwe praktyki czytelników komiksów), czy też obecność czytelników komiksów po prostu się opłaca (bo jednak coś tam kupują, bo przyciągają innych klientów, etc.). Warto zwrócić uwagę, iż ewentualne straty Empiku wynikają z tego, że tłum robiony przez czytelników komiksów może odstraszać innych konsumentów. Faktyczny koszt zniszczenia kopii komiksu ponosi wydawca, bowiem niesprzedane egzemplarze są przez Empik zwracane.

Na czym polega więc ekonomiczny paradoks? Na tym, że w długim terminie zarówno wydawcom komiksów, jak i czytelnikom mogłoby się opłacić wycowanie się z Empików. Wynika to z faktu, że Empiki mają wysoką marżę i ograniczone wolne miejsce na półkach (co stanowi o przewadze Empików w negocjacjach z wydawcami, co z kolei przekłada się na niekorzystne dla wydawców praktyki silniejszej strony). Gdyby wydawcy byli w stanie stworzyć alternatywny kanał dystrybucji, wówczas mogliby zaproponować niższe ceny. To natomiast pozwoliłoby czytelnikom na zakup większej liczby egzemplarzy, co w naturalny sposób zmniejszyłoby ich motywację do czytania "na miejscu" (nawet gdyby w tej alternatywnej rzeczywistości było to możliwe). Nakłady mogłyby się więc zwiększyć, co przy niezmienionej marży wydawców powiększyłoby ich zyski.

Problem polega jednak na tym, że Empiki są potrzebne wydawcom bo tam właśnie sprzedaje się dużo komiksów. Stworzenie alternatywnego kanału dystrybucji jest koszowne, a reakcja czytelników na jego powstanie nie jest pewna. Pewnie zarówno wydawcy, jak i czytelnicy zyskaliby na stworzeniu alternatywnego kanału dystrybucji, ale problemem jest to, że obie strony nie mogą się umówić na solidarne korzystanie z nowej formy sprzedaży.

Problem empikowego czytelnictwa można rozwiązać na wiele sposobów, np. rozwijając handel przeczytanymi komiksami, tworząc system wypożyczalni, programy lojalnościowe, systemy prenumeraty, itp. Nie znam specyfiki tego rynku na tyle by stwierdzić czy wszystkie możliwe opcje zostały wykorzystane. Być może tekst w Wyborczej nie jest jedynie wyrazem frustracji wydawców, lecz stanowi element jakieś próby sił między nimi a Empikiem? Jeśli tak, to znów dostało się czytelnikom, czyli nie tym, którym powinno...

sobota, 31 lipca 2010
Koszty kampanii antypirackich

Chciałbym skomentować tekst informujący, że RIAA (Recording Industry Association of America - oraganizacja reprezentująca interesy dużych wytwórni muzycznych w USA) traci masę pieniędzy na walkę z tzw. piratami internetowymi (inny tekst po angielsku tutaj). Cała dyskusja istotna jest także dla nas, szczególnie w kontekście sprawy pozwu przeciwko Chomikuj.pl.

OSnews.pl donosi, że w kolejnych latach RIAA wydało:
2006: $19 milionów na prawników, $3.6 miliona na "operacje śledcze".
2007: $21 miliony na prawników, $3.5 miliona na "operacje śledcze".
2008: $16 milionów na prawników, $0,9 miliona na "operacje śledcze" (Źródło: RIAA insestorem dekady, 14.07.2010.).

We wspomnianym wpisie porównano koszty kampanii antypirackich prowadzonych przez RIAA z przychodami organizacji z tytułu ugód z tzw. piratami. Z tekstu możemy się dowiedzieć, że wynik finansowy RIAA jest mocno na minusie.

Oczywiście jeśli spojrzeć na liczby to może to i tak wygląda. Ale celem pozwów RIAA przeciwko osobom, które miałyby się dopuścić naruszania prawa autorskiego nie jest zarabianie pieniędzy, ale odstraszanie potencjalnych "piratów". Jeśli przyjąć taki punkt widzenia, wówczas wychodzi, że działania RIAA mogą być skuteczne. W USA oczywiście dalej ściąga się muzykę z sieci P2P, jednak dzięki akcjom RIAA część osób uznała, że proceder ten po prostu nie opłaca się. Przynajmniej do takiego wniosku dochodzi RIAA obserwując szybki rozwój rynku muzyki cyfrowej w USA.

Z drugiej jednak strony akcje prawne przeciwko potencjalnym piratom rzeczywiście są kosztowne, więc RIAA stara się osiągnąć maksymalny rozgłos przy jak najmniejszych nakładach. Stąd właśnie m.in. sławne akcje przeciwko nastolatkom lub emerytom, którym zdarzyło się ściągnąć pojedyncze utwory. Stwarza to wrażenie, że każdy internauta naruszający prawo autorskie może być pozwany. Jeśli znaczna część ściągających uznała, że lepiej wydać parę dolarów miesięcznie na abonament w Rhapsody lub Napsterze, zamiast narażać się na ryzyko bycia namierzonym przez RIAA, wówczas kalkulacja kosztów i korzyści wygląda inaczej.

Cała sprawa ma jednak jeszcze jeden aspekt. Ben Depoorter i Sven Vanneste w swoim artykule sugerują, że akcje prawne przeciwko naruszającym prawo autorskie wiążą się z paradoksem niemożności. Nie mogą one bowiem jednocześnie osiągać efektu odstraszania (o którym piszę) i promować postaw przychylnych prawu autorskiemu. Można osiągnąć albo jedno albo drugie. Jeśli więc RIAA decyduje się na pozywanie tzw. piratów internetowych, osiągnie zapewne efekt odstraszania, ale z drugiej strony trudniej jej będzie promować normy społeczne sprzyjające przestrzeganiu prawa autorskiego. Intuicyjnie czujemy chyba o co chodzi: metody walki przyjęte przez RIAA budzą kontrowersje, nawet jeśli część opinii publicznej uzna, że są prowadzone w słusznej sprawie.

Na koniec: kto na tym wszystkim zyskuje w każdych okolicznościach? Oczywiście prawnicy -  wystawią oni RIAA rachunek niezależnie od tego czy dojdzie do ugody czy sprawa trafi do sądu.

piątek, 19 marca 2010
Nie będzie łatwo branży filmowej przekonać konsumenta do swoich racji...

Wyborcza.pl opublikowała doniesienie o zatrzymaniu kolejnego tzw. "pirata internetowego". Możemy przeczytać m.in., że: "Przedstawiciel Związku Producentów Audio Video (ZPAV) już złożył wniosek o ściganie 40-latka. Wstępnie oszacowano, że straty jakie twórcy i autorzy z Polski i - przede wszystkim - Hollywood ponieśli wskutek jego przestępczej działalności sięgają co najmniej 7 milionów złotych. To koszty sprzedaży płyt, ale też np. spodziewanej sprzedaży biletów w kinach. Mężczyźnie grozi kara do lat 2 więzienia." (Wyborcza.pl z dnia 2010-03-19).

Nie będę oceniać sprawy po notce prasowej, chciałbym zwrócić uwagę na co innego. Od samej informacji ciekawsze są bowiem komentarze zamieszczone przez czytelników na gazetowym forum. Zazwyczaj fora takie pełne są ostrych sporów i dyskusji (prawda, że niejednokrotnie na niskim poziomie). Nie chcę oceniać poziomu merytorycznego tej konkretnej dyskusji, zwraca jednak moją uwagę zaskakująca zgodność czytelników.

Wobec tak trzeźwego wyśmiania całej sprawy przez zdecydowaną większość komentujących widać wyraźnie, że argumenty przemysłu kultury na temat szkodliwości "piractwa internetowego" nie trafiają na podatny grunt. Może czas rozważyć zmianę strategii i rozwiązać problem w zgodzie - przynajmniej częściowo - z oczekiwaniami konsumentów? Rozwiązania są, przynajmniej w przypadku branży fonograficznej; pisałem o tym m.in. tu.

Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter