przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies

Wpisy z tagiem: rynek muzyczny

poniedziałek, 13 lutego 2012
Rynek muzyki cyfrowej w latach 2004-2011

IFPI - organizacja reprezentująca interesy branży fonograficznej - jak co roku opublikowała raport dotyczący rozwoju rynku fonograficznego w internecie. Poza typową dawką antypirackiej propagandy raport zawiera szereg wartych uwagi danych. Rok temu zebrałem je w formie tabelki, którą dzisiaj uzupełniam o nowe informacje.

Rok

2004

2005

2006

2007

2008

2009

2010

2011

Wartość przychodów ze sprzedaży formatów cyfrowych (w miliardach USD)

0,4

1,2

2,2

2,9

3,7

4,2

(zaktuali-zowane do 4,6)

4,6

(zaktuali-zowane do 4,8)

 5,2

Jaki procent rynku fonograficznego stanowi rynek muzyki cyfrowej

2%

5%

11%

15%

20%

27%

29%

32%

 Źródło: raporty "Digital Music Report", udostępnione przez IFPI.

Kilka słów wyjaśnienia. Przede wszystkim, dane podawane dziś przez IFPI nieco różnią się w porównaniu z danymi zaprezentowanymi rok temu (zob. rok 2009 i 2010). Nie doczytałem jeszcze raportu na tyle skrupulatnie by znaleźć przyczynę tej korekty. Intuicja ekonomisty podpowiada, że zmiana wynika z innego kursu dolara amerykańskiego do walut lokalnych - dane są zaprezentowane w USD, więc wszelkie zmiany kursów walut wpływają na zaprezentowane wartości.

Aby częściowo zweryfikować wpływ kursów walut warto więc spojrzeć również na dane zaprezentowane w trzecim wierszu powyższej tabeli. Pokazuje on  jaki odsetek przychodów osiąganych dziś przez branżę fonograficzną stanowią przychody ze sprzedaży muzyki w formatach cyfrowych (pliki, subskrypcje, telefonia). Jeśli tak spojrzeć na wspomniane dane widać, że od trzech lat wzrost jest wolniejszy, choć jest niezmiennie kontynuowany, co w czasach kryzysu można uznać za sukces. Ale tu rodzi się kolejna wątpliwość - jeśli wiersz trzeci pokazuje proporcje pomiędzy sprzedażą formatów cyfrowych i fizycznych, wówczas spadek sprzedaży formatów fizycznych siłą rzeczy poprawia proporcje na rzecz formatów cyfrowych, nawet jeśli sprzedaż tych ostatnich nie zmieniła się.

Reasumując, IFPI pokazuje nam dane, które trzeba jeszcze właściwie zinterpretować. Być może wówczas wydźwięk raportu, który obecnie jest utrzymany w tonie "jest dobrze, ale piraci wszystko utrudniają", będzie nieco inny. Postaram się podzielić się interpretacją, jak tylko zdobędę więcej danych.

czwartek, 09 lutego 2012
Książka - recenzje

Kiedyś na blogu wspomniałem, że moja książka została zauważona przez kilka serwisów internetowych. Dziś chciałbym tę listę uzupełnić o dwie nowe recenzje, za które autorom serdecznie dziękuję. Są to:

Fajnie, że książka funkcjonuje w obiegu wydawniczym, jest dostępna w bibliotekach itd. Szkoda, że trudno ją nabyć w tradycyjnych księgarniach, ale na to już nie mam wpływu. Przy okazji dodam, że pracuję już nad kolejną dużą publikacją, którą mam zamiar napisać po angielsku. Więcej szczegółów w przyszłości - na razie jeszcze bliżej nieokreślonej.

piątek, 30 grudnia 2011
Nowy MegaTotal.pl

Wygląda na to, że po długich pracach 19 grudnia 2011 zadebiutowała w sieci nowa odsłona serwisu MegaTotal.pl, roboczo nazywana MT2.0. Do stycznia oba serwisy - stary i nowy - będą funkcjonowały równolegle, po czym wszyscy użytkownicy zostaną przeniesieni do MT2.0. O szczegółach można przeczytać na blogu dotyczącym nowej wersji serwisu.

Uruchomienie nowej wersji serwisu jest trudne z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, jest skomplikowane technicznie. Nie znam szczegółów, ale wyobrażam sobie wiele potencjalnych problemów, jakie mogą się pojawić po drodze. 

Po drugie, uruchomienie nowej wersji serwisu wiąże się ze zmianą wielu funkcjonalności. Nie polegają one na zwykłej zmianie wyglądu strony internetowej (choć i to nastąpiło), ale na dogłębnej zmianie reguł funkcjonowania serwisu. Niektóre zmiany były długo oczekiwane przez użytkowników (co ukazały np. te badania). Inne, np. ograniczenie czasowe dla zbieranych sum MT (artysta nie może zbierać środków na nagranie "w nieskończoność") lub ograniczenie możliwości wypłacania środków z kont użytkowników, budzą kontrowersje. Tak to bywa w przypadku dużych zmian, że rozbieżności opinii nie da się uniknąć, pytanie jak poradzą sobie z nimi twórcy serwisu.

Tak czy inaczej, zachęcam do zapoznania się z nową odsłoną serwisu MegaTotal.pl. Trudno w tej chwili oceniać jak w długim terminie zostanie ona odebrana przez użytkowników, niewątpliwie jednak warto samemu wyrobić sobie opinię na temat odświeżonego wyglądu MegaTotal.pl. Wygląda na to, że w najbliższych miesiącach MT2.0 będzie jednym z najciekawszych miejsc w polskim internecie.

poniedziałek, 14 listopada 2011
Universal Music kupuje wytwórnię EMI a Sony/ATV EMI Publishing

Jeszcze niedawno tłumaczyłem studentom, że na rynku działają cztery globalne koncerny muzyczne, a tu 12 listopada media polskie i zagraniczne doniosły, że Universal Music kupuje wytwórnię EMI a Sony/ATV przejmuje EMI Publishing.

Grupa EMI od pewnego czasu miała problemy finansowe. W 2007 została przejęta przez fundusz private equity, który nie był w stanie wyprowadzić EMI na prostą. Spółka w zamian za umorzenie długów została w 2011 r. przejęta przez Citygroup, który wystawił ją na sprzedaż. W efekcie część koncernu  trafiła do Vivendi (właściciela Universal Music), a część do konsorcjum, któremu przewodzi Sony. Powstają dwa pytania:

  1. Kto zrobił lepszy interes? Universal kupił wytwórnię, a więc część EMI zajmującą się produkcją , dystrybucją i sprzedażą nagrań. W katalogach EMI są m.in. nagrania The Beatles i Pink Floyd, które - wziąwszy pod uwagę nadchodzące wydłużenie ochrony praw pokrewnych - ciągle są atrakcyjnym aktywem. Z drugiej strony sprzedaż nagrań spada i wątpliwe by Universal, nawet wyposażony w potężny katalog EMI, był w stanie odwrócić ten trend. Sony/ATV kupiło natomiast publishingową część koncernu, a więc firmę zajmującą się zarządzaniem majątkowymi prawami autorskimi do tekstów i kompozycji (ale nie nagrań). Ta branża nie jest w takich opałach jak branża fonograficzna, nie powinno więc dziwić, że Sony/ATV zapłaciło więcej niż Vivendi (już nawet abstrahując od faktycznej wartości przejmowanych aktywów). Czas pokaże kto zrobił lepszy interes.
  2. Co na tę transakcję powiedzą instytucje dbające o konkurencję rynkową? O fuzji firm fonograficznych, która miała zredukować liczbę globalnych koncernów z czterech do trzech, mówiło się od lat. Warner próbował połączyć się z EMI, Sony z EMI, itd. Transakcje nie dochodziły do skutku ponieważ takie fuzje zagroziłyby konkurencji na rynku nagrań. Teraz sytuacja jest o tyle inna, że oligopol największych koncernów nie jest tak silny - na rynku pojawiło się kilku nowych graczy (m.in. Live Nation), nie istnieje groźba powstania wertykalnie zintegrowanych koncernów (dominującym detalistą pozostaje niezwiązany z wydawcami iTunes Music Store), a sprzedaż nagrań spada. Nie wiem jeszcze czy zapowiedziane właśnie przejęcia muszą być zatwierdzone przez instytucje zajmujące się regulacją rynku, ale nawet jeśli tak to strzelam, że tym razem zgoda zostanie wydana.

Tak czy inaczej na rynku muzycznym stało się coś ciekawego, a skutki transakcji (neutralne lub niekorzystne dla konsumentów) ujrzymy dopiero za jakiś czas. Więcej o globalnych koncernach muzycznych przeczytacie tu. Do tematu wrócę jak poznamy szczegóły transakcji.

poniedziałek, 17 października 2011
Tekst o MegaTotal.pl w Gazecie Wyborczej

Dzisiaj w Gazecie Wyborczej ukazał się tekst Jędrzeja Słodkowskiego o serwisie MegaTotal.pl. Piszę o tym nie dlatego, że tekst cytuje moją wypowiedź, ale z powodu zmian jakie niebawem zajdą w omawianym serwisie. O tym jednak za chwilę, najpierw o tekście z dzisiejszego wydania GW. Można w nim przeczytać m.in., że na 70 projektów, które zakończyły zbieranie środków:

"fani wpłacili ponad pół miliona złotych! Nakład płyt waha się od 500 do 2 tys. egzemplarzy. Niektóre już się rozeszły, inne sprzedały się w kilku sztukach" (...)

i że "Liczby MegaTotalu" to:

  • "110 tys. fanów muzyki...
  • ...i 4 tys. artystów (...)
  • Na 70 płyt zebrano pieniądze
  • 50 płyt już się ukazało
  • 500 tys. zł wpłacili fani tylko na ukończone wydawnictwa
  • 300 fanów składa się średnio na jeden album
  • 40 tys. zł zebrał Dorian Mono, twórca muzyki elektronicznej z Tychów, na swoją płytę" (Źródło: Jędrzej Słodkowski Gazeta Wyborcza z dnia 17.10.2011 r.). 

Te dane ładnie komponują się ze wstępnymi wynikami naszego badania, o którym pisałem tutaj i tutaj. Danych tego typu będzie jeszcze więcej - jesteśmy obecnie na etapie kończenia raportu z badania.

Warto przy tym wspomnieć o tym, że całe badanie poprzedza uruchomienie nowej wersji serwisu MegaTotal.pl. Prace nad nią są bardzo zaawansowane, a można je śledzić tutaj. Uproszczony zostanie m.in. system inwestowania, rozszerzone funkcjonalności, a serwis zostanie otwarty na inwestycje pozamuzyczne (np. książki). Zapowiada się to bardzo ciekawie.

wtorek, 31 maja 2011
Rynek muzyki cyfrowej w latach 2004-2010

Ostatnio dużo czasu spędzam licząc (badania, ankiety, dane itp.). Trzymając się więc tematu obliczeń zaprezentuję dane, które zebrał kto inny (konkretnie IFPI), a ja jedynie zestawiłem w formie tabelki.

Dane pokazują rozwój tzw. rynku muzyki cyfrowej, na co składają się przychody ze sprzedaży plików, subskrypcji internetowych oraz sprzedaży nagrań i dzwonków za pomocą telefonów komórkowych obliczone według stałych kursów dolara do walut lokalnych.  Innymi słowy tabela pokazuje jak rozwija się globalna sprzedaż formatów niematerialnych (w odróżnieniu od formatów fizycznych - płyt CD, winyli itp.).

Jak widać, formaty cyfrowe stanowią już niemal 1/3 globalnego rynku muzycznego. Należy mieć jednak świadomość, że wielkość sprzedaży formatów niematerialnych na poszczególnych rynkach jest bardzo różna. Przykładowo, w krajach Dalekiego Wschodu formaty niematerialne są bardzo popularne (m.in. dzięki mocno rozwiniętej sprzedaży za pośrednictwem telefonów komórkowych), a ich sprzedaż już dawno przekroczyła sprzedaż formatów fizycznych (jest tak np. w Korei Południowej). Z drugiej strony w innych krajach sprzedaż muzyki cyfrowej osiąga bardzo niewielkie wartości w porównaniu ze sprzedażą płyt kompaktowych (np. w Polsce).

Oczywiście nie ma prostego przełożenia między sprzedażą formatów cyfrowych a ich popularnością. Związane jest to po pierwsze z tym, że formaty cyfrowe (pliki) mogą być nieodpłatnie legalnie oferowane przez artystów i wytwórnie w celach promocyjnych (o czym kiedyś - gdy miałem więcej czasu - pisałem). Po drugie, popularność formatów cyfrowych związana jest z poziomem tzw. piractwa internetowego. Upraszczając - w Polsce pliki są więc bardzo popularne, ale niewiele osób je kupuje. 

Rok

2004

2005

2006

2007

2008

2009

2010

Wartość przychodów ze sprzedaży formatów cyfrowych (w miliardach USD)

0,4

1,2

2,2

2,9

3,7

4,2

4,6

Jaki procent rynku fonograficznego stanowi rynek muzyki cyfrowej

2%

5%

11%

15%

20%

27%

29%

 Źródło: raporty "Digital Music Report", udostępnione przez IFPI.

czwartek, 31 marca 2011
Podaż muzyki jest duża, sprzedaż pojedynczych tytułów już niekoniecznie

O tym, że nie jest łatwo zarobić na sprzedaży nagrań wiadomo nie od dziś. Ostrożne szacunki z końca lat 90. XX w. mówiły, że tylko jedna na dziewięć wydanych płyt jest w stanie zwrócić koszty. Dane, które znalazłem w serwisie digital music news świadczą o tym, że dziś wcale nie jest łatwiej.

Wspomniany serwis doniósł jakiś czas temu, że na 98 tysięcy albumów wydanych w USA w 2009 r. sprzedaż jedynie kilku przekroczyła milion sztuk. Co więcej, "jedynie 2,1% zdołało przekroczyć poziom 5000 sprzedanych sztuk". Innymi słowy - spośród wielu wydanych płyt bardzo niewielka liczba odnosi sukces komercyjny.

Oczywiście nie musi być tak, że sprzedaż 1 miliona sztuk gwarantuje zysk. Jeśli osiągnięcie owego 1 miliona wiązało się z poniesieniem znacznych nakładów na nagranie i promocję, wówczas zysków może nie być wcale. I na odwrót - przy niskich kosztach sprzedaż owych 5000 sztuk może przynieść zysk. Problem jednak polega na tym, że zapewne występuje korelacja pomiędzy nakładami na promocję a wysokością sprzedaży. Znaczy to tyle, że wprawdzie duże nakłady na promocję nie gwarantują zysku, jednak bez tych nakładów osiągnięcie wysokiej sprzedaży jest jeszcze trudniejsze. W związku z tym najważniejsze jest znalezienie właściwego balansu pomiędzy wydatkami na nagranie, dystrubucję i promocję, a oczekiwaną sprzedażą. Po prostu biznes, z tym że konkurencja jakby nieco większa niż gdzie indziej.

 

PS. Wpis ten zawierał jeszcze dwa niezwykle ciekawe akapity na temat innych danych, jednak serwis blox.pl raczył się zawiesić i wszystko przepadło. Być może wrócę do tych danych w kolejnym wpisie, jeśli znajdę czas i motywację do pisania o tym ponownie. W międzyczasie poszukam jednak mniej awaryjnej platformy blogowej, bo to co tu się dzieje skutecznie zniechęca do pisania czegokolwiek.

piątek, 16 kwietnia 2010
To w końcu da się zarobić na sprzedaży muzyki on-line czy nie?

Przy okazji jednego z ostatnich wpisów czytelnik podzielił się linkiem, wyrażając jednocześnie życzenie bym "sobie odpowiedział »czy rzeczywiście sprawy wyglądają tak różowo?«". Proszę bardzo, odpowiem nie tylko sobie, ale także wszystkim, którym zechce się to przeczytać.

Zacznijcie od zerknięcia na tę stronę.  Zamieszczone jest tam graficzne porównanie przychodów jakie artyści mogą pozyskać z różnych źródeł wraz ze wskazaniem ile nośników artysta musi "sprzedać" by zarobić równowartość minimalnej miesięcznej płacy w USA (zgodnie z podanymi danymi jest to 1160 USD).

Całość zaprezentowana jest w sposób działający na wyobraźnię... ale przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach. I nie mam bynajmniej na myśli samych wartości liczbowych, ale raczej sposób w jaki je zestawiono. Bowiem:

  1. Zestawienie nie bierze pod uwagę tego, że chyba żaden artysta nie zdecyduje sie na umieszczenie muzyki wyłącznie w Rhapsody czy Spotify. Na tym polega specyfika/urok (rodzącego sie cały czas) rynku muzyki cyfrowej, że artysci powinni starać się czerpać przychody z różnych źródeł. Z ekonomicznego punktu widzenia można stwierdzić, że internet ułatwia stosowanie dyskryminacji cenowej, czyli - upraszczając - oferowanie różnych wersji niemal tego samego produktu w różnych cenach różnym konsumentom. Innymi słowy - jeden nabywca zapłaci za płytę CD lub winyl (i przyniesie artyście przyzwoity przychód), inny odsłucha jedynie utwór w Last.fm, przekazując artyście pośrednio jakiś ułamek grosza. Żaden artysta nie powinien się jednak skazywać wyłącznie na groszowe przychody z serwisów subskrypcyjnych czy reklamowych, wiedząc jednocześnie, że na rynku są chętni na kupienie winyla.
  2. W zestawieniu porównano przychody artystów ze sprzedaży płyt wydanych własnym sumptem z dystrybucją muzyki z pomocą wytwórni muzycznych. Oczywiście nic złego w takim porównaniu nie ma, wręcz przeciwnie - trzeba je pokazywać. Warto jednak przy tym pamiętać, że na rynku muzyki on-line też można sprzedawać nagrania bez pośrednictwa wytwórni muzycznej. Oczywiście także w takim wypadku pojawiają się pośrednicy (tzw. agregatorzy), którzy pobiorą od niezależnego artysty prowizję. Zasadniczo ten wariant jest na omawianym grafie pokazany (zerknijcie na "CD Baby MP3 download"), jednak jest on pokazany w odniesieniu do pojedynczego pliku, a nie całego albumu. Nic dziwnego więc, że kategoria "cały album sprzedawany na iTunes z pośrednictwem wytwórni muzycznej"jest wyżej niż "pojedynczy utwór sprzedawany na iTunes z pośrednictwem CD Baby". Jeśli chcieć porównywać obie wartości należałoby porównywać album z albumem lub pojedynczy plik z pojedynczym plikiem. Jeśli przyjąć, że na albumie jest 10 utworów, wówczas sprzedaż na iTunes z pośrednictwem CD Baby przynosi artyście więcej niż sprzedaż na iTunes z pośrednictwem wytwórni muzycznej. Oczywiście każdy wariant ma swoje wady i zalety, jednak dla porządku warto porównywać wartości, które są porównywalne.
  3. Przychody i korzyści jakie artysta uzyskuje dzięki współpracy z wytwórnią muzyczną jest dość trudno porównywać z przychodami i korzyściami z indywidualnego wydawania muzyki. Kontrakty z firmami fonograficznymi są różnorodne, a w wielu przypadkach artyści nie otrzymują od firm fonograficznych żadnych tantiem nagraniowych (na wykresie założono, że pieniądze trafiają do artystów). Z drugiej jednak strony, współpraca taka przynosi artystom pewne korzyści niematerialne (np. łatwość promocji), więc porównywanie tylko i wyłącznie tego ile artysta otrzymuje dzięki jednemu ściągnięciu utworu z iTunes z przychodami niezależnego muzyka jest dość ryzykowne. Oczywiście ten, który współpracuje z firmą fonograficzną otrzyma mniej, jednak ten który działa na własną rękę musi ponieść dużo większy samodzielny wysiłek promocyjny. Siła przebicia firmy fonograficznej jest często nieoceniona, więc trudno jest zestawiać wszystkie te wartości bez brania pod uwagę preferencji i sytuacji artystów. Jedni wolą działać samemu, inni razem z firmą fonograficzną. Każdy zarobi nieco inne pieniądze i poniesie inne koszty.
  4. Zestawienie pokazuje wyłącznie przychody z fonografii, nie pokazuje natomiast przychodów z innych źródeł: tantiem autorskich, tantiem za wykonania, innych przychodów publishingowych, przychodów z koncertów. Ze sprzedaży tylko i wyłącznie nagrań trudno jest wyżyć, nieistotne czy sprzedaje się płyty czy pliki. Jest to smutna prawda, ale nie winiłbym za to wyłącznie internetu.

Można do tego dodać ogólną refleksję dotyczącą tego, że miało być tak fajnie, a nie jest - zarabiać na sprzedaży muzyki w internecie jest ciężko. Bo tu może tkwi paradoks - mimo krytycznych uwag dotyczących tego konkretnego graficznego porównania przychodów, zgadzam się z przesłaniem analizy - rodzący się rynek muzyki w internecie jest bardzo daleki od doskonałości, a artystom jest ciężko. Być może w pewnym sensie ciężej niż w czasach "przedinternetowych" (wiadomo - większa konkurencja, rosnąca niepewność, łatwo się pogubić, nie ma prostych recept na pewny zysk). Problem polega na tym, że nie ma powrotu do czasów "przedinternetowych".

A tak w ogóle - patrząc na to jak słabo rozwinięty jest polski rynek muzyki on-line, to chyba nie doszliśmy jeszcze do tego typu problemów? U nas artyści mają podwójnie trudno - rynek nośników fizycznych zanika, a ten cyfrowy jeszcze się nie narodził. I to jest prawdziwy problem...

piątek, 09 kwietnia 2010
Raport o rynku muzycznym w internecie (Digital Music Report 2010)

W początkach 2010, jak co roku, IFPI opublikowała raport poświęcony rynkowi muzycznemu w internecie. W tym roku w raporcie, oprócz solidnej dawki antypirackiej propagandy, można znaleźć kilka ciekawych studiów przypadku. Zainteresowanym polecam lekturę całego raportu, który można za darmo ściągnąć stąd.

Jako ciekawostkę warto przytoczyć porównanie stanu światowego rynku nagraniowego w roku 2003 i 2009:

  • w 2003 r. funkcjonowało mniej niż 50 licencjonowanych serwisów oferujących muzykę online, w 2009 r. było ich ponad 400;
  • w 2003 r. katalogi tych serwisów liczyły około 1 miliona utworów, w 2009 r. jest to ponad 11 milionów utworów;
  • w 2003 r. przychody branży fonograficznej z tytułu sprzedaży muzyki cyfrowej wynosiły 20 milionów USD, w 2009 r. wynosiły 4,2 miliarda USD;
  • w 2003 r. przychody te stanowiły znikomy odsetek wszystkich sprzedawanych formatów, w 2009 r. stanowiły one 27% przychodów.

Zaprezentowane wartości wyglądają imponująco, jednak nie oznaczają one, że rozwój rynku muzyki cyfrowej będzie w kolejnych latach przebiegać szybko i bez trudności. Jak donosi Billboard, na rynku amerykańskim daje się zauważyć pewne spowolnienie sprzedaży plików.

 

środa, 17 lutego 2010
Flattr i fuzja Ticketmaster-Live Nation

Uruchomienie testowej wersji serwisu Flattr i fuzja Ticketmaster-Live Nation... czy jest jakiś związek pomiędzy tymi dwoma wydarzeniami? Zasadniczo nie, ale wiele mówią one nam o współczesnym rynku muzycznym. Z jednej strony bowiem powstają nowe serwisy, które dzięki pomysłowym rozwiązaniom mają szanse odnieść sukces i zrobić dużo dobrego dla artystów. Z drugiej natomiast, duże firmy stają się jeszcze większe, co będzie niewątpliwie mieć wpływ na rynek, choć z oceną tego wpływu trzeba się wstrzymać. Kilka słów wyjaśnienia.

Flattr jest dzieckiem jednego z twórców The Pirate Bay. Jak pisze Wyborcza.pl:

Flattr "to nietypowy system mikropłatności. Działa tak: internauci wpłacają miesięczny abonament, minimum 2 euro. Ta kwota ma trafiać do właścicieli stron uczestniczących w projekcie (będą miały u siebie specjalną ikonkę). Jeśli internauta będzie chciał np. wesprzeć ulubiony zespół albo blogera, który na stronie umieścił ikonkę Flattr, wystarczy, że w nią kliknie.

Pieniądze mają być rozdzielane na koniec każdego miesiąca. Jeśli internauta kliknie tylko raz, a w danym miesiącu wpłaci na konto Flattr 5 euro, całość pójdzie do właściciela tej jednej strony. Jeśli kliknie więcej razy, pieniądze będą dzielone proporcjonalnie"
(Grynkiewicz,  T. Twórca Pirate Bay: internauci zapłacą za muzykę. Wyborcza.pl z dnia 2010-02-12).

Pomysł wygląda ciekawie, choć na obecnym etapie trudno powiedzieć czy po tym jak minie zainteresowanie mediów Flattr zdoła utrzymać popularność i pozyskać nowych użytkowników. Aby poczytać więcej o Flattr, zajrzyjcie na blog projektu oraz na ten wpis.

Fuzja Ticketmaster i Live Nation to zjawisko z innej części rynku muzycznego oraz zdecydowanie innej wagi (używając terminologii sportowej, można rzec "wagi ciężkiej"). O Live Nation już kiedyś pisałem. Jest to bardzo duża firma zajmująca się organizacją koncertów, a od pewnego czasu także fonografią.

Ticketmaster natomiast jest to potężna firma dystrybuująca bilety (ciesząca się przez pewien czas w USA faktycznym monopolem). Nie chodzi tu jedynie o sprzedaż biletów, ale także o podpisywanie umów z klubami i stadionami obejmujących np. wyłączność na sprzedaż biletów na występy. O tym jak ważnym ogniwem rynku koncertowego jest Ticketmaster przekonał się kiedyś zespół Pearl Jam, bezskutecznie próbujący znaleźć innego dystrybutora biletów.

Na czym polega problem z monopolem Ticketmaster? Przykładowo, jeśli artysta będzie chciał zagrać w dużej sali - dajmy na to - gdzieś w amerykańskim stanie Oregon, jest wysoce prawdopodobne, że wszystkie duże sale będą miały umowy na wyłączność z Ticketmaster. Niby nic, ale oznacza to, że artysta chcący zagrać w takim mieście będzie musiał sprzedawać swoje bilety z pośrednictwem Ticketmaster. Wobec braku konkurencji firma będzie mogła policzyć sobie za pośrednictwo kilkadziesiąt centów więcej (to właśnie nie podobało się onegdaj Pearl Jam).

Teraz już wiecie dlaczego dochodzi do fuzji Ticketmaster-Live Nation? Wielka firma zajmująca się organizacją i promocją koncertów plus dystrybutor biletów zdają się do siebie idealnie pasować. Oczywiście fuzja  budzi obawy dotyczące ewentualnego monopolizowania rynku, wobec czego musi być jeszcze zatwierdzona - bodajże na poziomie federalnym. Z tego co pisze prasa są duże szanse, że fuzja przejdzie. Więcej o fuzji tutaj. Warto też zapoznać się z argumentami przeciwników fuzji.

A co do tego wszystkiego ma Flattr? Może zestawienie dwu zjawisk jest nadużyciem, ale odnoszę wrażenie, że w obliczu łączenia się rynkowych potentatów cieszyć się trzeba każdą nową inicjatywą mogącą pomóc początkującym artystom (a może inaczej - pomagającą wdrażać alternatywne modele biznesowe). Ticketmaster-Live Nation zarabiać będą głównie na eksploatacji korzyści skali (tzn. pracując z naprawdę "dużymi" - Madonną, U2 i im podobnym). Być może ci duzi skorzystają także z Flattr, jednak służyć on będzie przede wszystkim mniej popularnym artystom. I dzięki temu można liczyć na to, że na rynku muzycznym zostanie utrzymana jakaś tam równowaga...

środa, 10 lutego 2010
Książka - promocja

Ucieszyło mnie, że moja książka została zauważona przez kilka serwisów internetowych i blogów. Tytułem podziękowania, chciałem o nich wspomnieć. Oczywiście jest prawdopodobne, że nie zauważyłem wszystkich stron, chętnie tę listę uzupełnię.

Oto wspomniane strony:

Przy okazji chciałbym wspomnieć o fajnym pomyśle jaki realizuje serwis Megatotal.pl. Dla przypomnienia - pomaga on zbierać artystom środki na wydanie pierwszej płyty. Do stycznia 2010 roku, fani za pośrednictwem Megatotal.pl wsparli wydanie płyt już niemal 50 artystów.

Twórcy Megatotal.pl w porozumieniu z moim wydawcą wpadli na pomysł przekazania po jednym egzemplarzu książki tym artystom, którzy zdołali w serwisie zebrać środki na wydanie płyty. Inicjatywa ta cieszy mnie nie tylko dlatego, że pomaga w promocji książki, ale przede wszystkim ponieważ dzięki temu "Biznes Muzyczny" trafia dokładnie do tych, którym przyda się on w praktyce. Będzie miło jeśli informacje zawarte w książce choćby w małym stopniu pomogą tym artystom w karierze.

piątek, 22 stycznia 2010
Muzyczne e-sklepy zniszczyły się same

Tytuł tego wpisu może nie do końca odpowiada temu co sądzę o kondycji polskiego rynku muzyki cyfrowej, stanowi jednak parafrazę tytułu tekstu, który ukazał się w Rzeczpospolitej. Tekst nosi wiele mówiący tytuł "Piraci zniszczyli muzyczne e-sklepy", który brzmi tak, jakby żywcem wyjęto go z antypirackich raportów tworzonych na potęgę przez branżę fonograficzną.

Autor pisze, że z kilku istniejących dawniej w Polsce sklepów z plikami muzycznymi znaczącą pozycję zdołały utrzymać tylko dwa - Muzodajnia i Nokia Music Store. Iplay, który przez lata był liderem, został niedawno sprzedany za 800 PLN i ma ponoć zmienić formułę. Autor słusznie zauważa, że klientów zniechęcają wysokie ceny i tzw. antypirackie zabezpieczenia, które znacząco utrudniają korzystanie z nagrań.

To co we wspomnianym tekście mi się nie podoba, to wskazywanie tzw. "piractwa internetowego" jako jednego z głównych powodów problemów sklepów z plikami w Polsce. Tzw. "piractwo internetowe" (wolę określenie "ściąganie muzyki z internetu") nie bierze się jednak z próżni. Słuchaczom w większości przypadków zależy na tym by ich ulubieni artyści nagrywali dalej, w związku z czym byliby pewnie skłonni zaakceptować płacenie za muzykę. Musieliby jednak mieć gwarancję, że pieniądze w istocie trafią do ich ulubionych artystów (dlaczego to nie jest regułą, można przeczytać tu i tu), a jakość oferowanej muzyki i wygoda jej użytkowania będą takie jak w przypadku płyty CD.

Trudno się dziwić, że kilku sklepom z plikami się w Polsce nie udało skoro:

  • w większości przypadków oferowały pliki zabezpieczone technologiami DRM, co znacząco utrudniało korzystanie z nich, np. przenoszenie na iPoda;
  • jakość dźwięku oferowanych plików jest niska; osoby ceniące przyzwoitą jakość dźwięku mogą albo kupić płytę kompaktową albo szukać charakteryzujących się wysoką jakością plików FLAC (bezstratna kompresja) w sieciach P2P;
  • ceny oferowanych plików były wyjątkowo nieatrakcyjne - zdarzały się sytuację, gdy za pliki wma o dość kiepskiej jakości dźwięku trzeba było zapłacić więcej niż za płytę kompaktową zawierającą te same nagrania; kiedyś dokonałem dość szczegółowej analizy cen w polskich sklepach z plikami - wnioski można znaleźć tu; opisywane w  Rzeczpospolitej powodzenie serwisu Muzodajnia pokazuje, że obniżenie cen za pliki przekłada się na wzrost popytu;
  • wybór plików w polskich sklepach - mimo, że z czasem się poprawiał - dalej pozostawia wiele do życzenia; innymi słowy - po pewnym czasie oferta sklepów z plikami mogła zadowolić klienta Empiku, ale była co najmniej przeciętna dla osoby, która opanowała korzystanie z sieci P2P;
  • niektóre serwisy nie są przygotowane na sprzedaż plików internautom używającym nowoczesnych przeglądarek internetowych; niektóre były/są jeszcze bardziej radykalne - jeśli chcecie obejrzeć (tak, tylko obejrzeć a nie kupić) ofertę sklepu onetplejer.pl lub stronę polskiej wersji sklepu Nokia Music Store - musicie użyć przeglądarki Internet Explorer; stosując analogię do tradycyjnego handlu to tak jakby powiedzieć klientom hipermarketów, że "nie wpusza się osób, które do sklepu dojechały autobusami" - coż się dziwić, że serwis onetplejer.pl już nie istnieje...

Listę uwag krytycznych można wydłużać, ale czy pięć powyższych zastrzeżeń nie stanowi wystarczającej motywacji do niekorzystania ze sklepów z plikami? Czy należy się wobec tego dziwić, że polski rynek muzyki cyfrowej nie rozwija się w zadowalającym tempie? Łatwiej jest jednak napisać, że to wina tzw. "piractwa", nie wnikając głębiej w przyczyny tego zjawiska.

I na koniec wkleję to co napisałem po uruchomieniu w czerwcu 2009 polskiej wersji sklepu Nokia Music Store:

"Polski rynek plików muzycznych zmieni się dopiero wtedy gdy pojawi się serwis subskrypcyjny z prawdziwego zdarzenia. Np. taki Rhapsody. A wiecie, że miesięczny nieograniczony dostęp do całego katalogu serwisu Napster kosztuje tylko 5 USD? Jestem przekonany, że jak pojawi się serwis oferujący Polakom dostęp do dużego wyboru utworów za ok. 15-20 PLN miesięcznie, problem tzw. "piractwa internetowego" zniknie jak ręką odjął".

Nie iTunes ze sprzedażą drogich plików na sztuki, ale właśnie serwis subskrypcyjny... Czekamy...

wtorek, 29 grudnia 2009
No właśnie, czy coś się stało z MySpace?

Przed Świętami w Gazecie Wyborczej ukazał się tekst Roberta Sankowskiego poświęcony MySpace. Możemy w nim przeczytać m.in., że:

  • MySpace osiągnął punkt krytyczny, za którym zamienił się z intrygującego źródła wiedzy o nowej muzyce w witrynę nie dość, że przeładowaną informacjami, to na dodatek niedającą żadnego praktycznego narzędzia do ich selekcji. Na dodatek serwis - zresztą jak niemal cały internet - prawie natychmiast stracił posmak alternatywy dla oficjalnego obiegu promocji. Koncerny płytowe i agencje menedżerskie inkorporowały go do swoich strategii promocyjnych - po opadnięciu pierwszej fali entuzjazmu dla rewolucyjnej roli sieci w promocji muzycznego undergroundu okazało się, że dość często lansowani w necie niezależni artyści to tak naprawdę podopieczni wielkich wytwórni z podpisanymi już kontraktami płytowymi, którym menedżerowie starali się dopisać internetowy życiorys (Źródło: Sankowski, R., Co się stało z MySpace? Wyborcza.pl. 2009-12-19).

Pytanie postawione w tytule przez Sankowskiego jest uzasadnione. Od pewnego czasu rzeczywiście coraz trudniej jest korzystać z MySpace. Moim zdaniem nie jest to jednak spowodowane trudnościami z wyszukiwaniem konkretnej muzyki. Profile artystów ją tworzących są przecież indeksowane przez Google, więc łatwo jest je wyszukać. Problem polega na tym, że aby to uczynić, trzeba znać nazwę artysty - i tu jest miejsce dla MySpace.  Dawniej serwis ułatwiał znalezienie nowej muzyki choćby dlatego, że stanowił alternatywny - dla radia i telewizji - kanał promocji. Trudno mi ocenić na ile przestał on spełniać te funkcje - nigdy nie korzystałem z MySpace po to by odkryć nową muzykę, a jedynie po to by wysłuchać utworów rozpowszechnianych tą drogą przez artystów, których nazwę znałem z innych źródeł.  I tę funkcję MySpace spełniałby bez problemu dalej gdyby nie to, że profile artystów w tym serwisie stały się tak przeładowane, że ich załadowanie, szczególnie na wolniejszych komputerach, trwa bardzo długo.

Trudno jest natomiast krytykować MySpace za to, że jest wykorzystywany przez duże wytwórnie muzyczne do promocji swoich artystów. To chyba dość oczywiste, że chcą one skorzystać z tego kanału komunikacji marketingowej. Dobrze, że to czynią, bowiem dzięki temu osoby korzystające z MySpace mogą za darmo posłuchać utworów z katalogów dużych wytwórni. Dziś darmowy dostęp do niektórych utworów z katalogów majors jest czymś oczywistym, ale trzeba pamiętać, że jeszcze kilka lat temu globalne koncerny muzyczne były przeciwne darmowej dostępności muzyki w internecie. Pamiętam jak w latach 90 z trudem wymieniało się kasetami by poznać nowe utwory. Dziś mogę sobie zajrzeć na profil w MySpace np. zespołu Smashing Pumpkins by za darmo posłuchać ich nagrań. Trudno jest mi więc krytykować to, że duże wytwórnie muzyczne promują swoją ofertę za pomocą MySpace. Tym bardziej, że jeśli ktoś jest zainteresowany poznawaniem prawdziwie alternatywnej muzyki, jest szereg innych źródeł z których można skorzystać.

Na koniec wreszcie wypada zauważyć, że nawet Arctic Monkeys - uważany za klasyczny przykład niezależnego zespołu wylansowanego dzięki MySpace, nie zdobył popularności tylko i wyłącznie dzięki temu serwisowi. Jak pisze brytyjski badacz kultury Robert Strachan, Arctic Monkeys w początkach swojej kariery korzystało z usług doświadczonej  firmy Wildlife Entertainment, która zapewniła zespołowi profesjonalne wsparcie promocyjne. MySpace był tu jedynie jednym z wielu wykorzystanych narzędzi. Może więc nie warto idealizować rzekomo utraconej niezależności i alternatywności MySpace, bo serwis ten nigdy taki nie był / nie miał być?

Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter