przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
środa, 14 maja 2014
"The rise of fanvestors" i inne publikacje o finansowaniu społecznościowym

W 2011 r. opracowałem dla MegaTotal.pl ankietę, która dostarczyła serwisowi wskazówek dotyczących kierunków rozwoju. Dzięki udziałowi w badaniu uzyskałem możliwość wykorzystania wyników do przeprowadzenia analiz o charakterze naukowym. Owoc prac moich i kolegi, który jest współautorem, w końcu ukazał się w najnowszym numerze czasopisma First Monday pod tytułem "The rise of fanvestors: A study of a crowdfunding community". Proces recenzji trwał bardzo długo (od czerwca 2012 r.), ale z efektu końcowego jesteśmy zadowoleni. Przy okazji chciałbym wyrazić wdzięczność wszystkim, którzy wzięli udział w ankiecie oraz ekipie MegaTotal za współpracę przy badaniu.

 Przy okazji chciałbym wspomnieć o innych publikacjach, które powstały na bazie tego badania:

Szczególnie istotna jest dla nas ta ostatnia - cieszy się ona dość dużym zainteresowaniem w serwisie SSRN i zapewne niedługo będzie cytowana przez innych badaczy zajmujących się analizą zjawiska finansowania społecznościowego.

wtorek, 18 marca 2014
Pono Music - innowacyjny model biznesowy?

Na Kickstarterze padł kolejny rekord - projekt Pono Music w błyskawicznym tempie zebrał 800 tys. USD, które twórcy projektu postawili sobie za cel. W tej chwili projekt zebrał 4 127 295 USD, a zatem cel przekroczono kilkukrotnie, mimo że do zakończenia zbierania pozostało 28 dni. Będzie więc więcej.

Jeszcze trudno stwierdzić czy Pono Music ma szanse rozwinąć się w ciekawy projekt biznesowy, czy jest jedynie świetnie wypromowanym projektem na Kickstarterze. Na pewno jednak warto mu się przyjrzeć bliżej.

Od strony promocyjnej projekt zrealizowany jest świetnie. Po pierwsze, sam pomysł na Pono Music wydaje się być dobry, tzn. wypełniać lukę na rynku (o tym poniżej). Po drugie, twarzą projektu jest Neil Young, muzyk o dużym autorytecie w świecie rockowym. Po trzecie, do promocji projektu zaangażowano m.in. artystów takich jak Patti Smith, Metallica, Pearl Jam czy Arcade Fire - znane marki. Pomogło to kampanii przykuć uwagę mediów i ułatwiło tak szybkie zebranie dużej kwoty.

Pomijając samą kampanię na Kickstarterze, napiszę parę słów o tym czym ma być Pono Music. Po pierwsze, jest to przenośny odtwarzacz, który ponoć ma charakteryzować się bardzo wysoką jakością dźwięku. Nie mam pojęcia czy w rzeczywistości jakość jest tak wysoka, że jest w stanie zadowolić nawet audiofilii. Przyjdzie poczekać na niezależne recenzje napisane przez znawców dźwięku.

Po drugie - i to jest dla mnie bardziej interesujące - Pono Music ma również być sklepem internetowym sprzedającym pliki muzyczne w jakości płyty kompaktowej lub wyższej. Będą sprzedawać - cytuję za stroną Pono Music:

  • "CD lossless quality recordings: 1411 kbps (44.1 kHz/16 bit) FLAC files
  • High-resolution recordings: 2304 kbps (48 kHz/24 bit) FLAC files
  • Higher-resolution recordings: 4608 kbps (96 kHz/24 bit) FLAC files
  • Ultra-high resolution recordings: 9216 kbps (192 kHz/24 bit) FLAC files"

Jakość kompaktu jest więc punktem wyjścia, a nie standardem (nieosiąganym zresztą przez większość sklepów z plikami). Twórcy Pono Music twierdzą, że jakość dźwięku będzie taka jak na masterze, tzn. tak jak artysta nagrał to w studiu. Ceny będą oczywiście również wyższe niż w "zwykłych" sklepach z plikami - będą się kształtować w przedziale 14,99 -24,99 USD za album.

Wprawdzie większość konsumentów nie jest pewnie w stanie usłyszeć różnicy pomiędzy plikiem MP3 192 kbps a kompaktem lub zwykłym plikiem FLAC, jednak to nie o takiego konsumenta konkurować będzie Pono Music. Grupą docelową będą słuchacze oczekujący takiej jakości dźwięku, której nie daje im ani Spotify ani iTunes. Nie jest to wprawdzie tak liczna grupa jak "zwykli" słuchacze, jednak są to prawdopodobnie osoby, które kupują ponadprzeciętnie dużo nagrań. Zainteresowanie ofertą Pono Music może być wysokie ponieważ do tej pory bardzo wymagający słuchacze byli skazani na kompakty i winyle - audiofile, którzy brzydzą się dźwiękiem skompresowanym w większości popularnych sklepów z plikami nie mieli czego szukać. Tak przynajmniej, jak mi się wydaje, kalkulują twórcy projektu. Ciekawe co z tego wyjdzie - bardzo wiele zależy od tego czy jakość dźwięku jest faktycznie tak wysoka jak obiecują twórcy projektu.

Tak ma wyglądać odtwarzacz:

Pono

Źródło: Pono Music

czwartek, 26 września 2013
Konferencja prasowa pt. Jak prawo autorskie wpływa na rynek muzyczny w sieci?

Podaję za stroną prawoautorskie.gov.pl:

"Konferencja prasowa pt. Jak prawo autorskie wpływa na rynek muzyczny w sieci? – prezentacja Raportu dotyczącego funkcjonowania elektronicznego rynku treści muzycznych w Polsce

27 września, o godzinie 11.30 w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (ul. Krakowskie Przedmieście 15/17) odbędzie się konferencja prasowa, podczas której zostanie zaprezentowany Raport dotyczący funkcjonowania elektronicznego rynku treści muzycznych w Polsce.

W konferencji udział weźmie Sekretarz Stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Żuchowski, dr Patryk Gałuszka (autor raportu) oraz Dyrektor Departamentu Własności Intelektualnej i Mediów Karol Kościński.

Zapraszamy wszystkich chętnych dziennikarzy. Uprzejmie prosimy o potwierdzenie przybycia mailowo lub telefonicznie. Kontakt: Iwona Łoboda (022) 42 10 485, iloboda(at)mkidn(dot)gov(dot)pl" (Źródło).

Praca nad raportem zajęła mi kilka miesięcy; wyszedł z tego, moim zdaniem, bardzo przyzwoity materiał. Więcej szczegółów dotyczących zawartości - wkrótce.

środa, 05 czerwca 2013
Sprzedaż treści muzycznych on-line w Polsce

ZPAV opublikował wczoraj dane świadczące o wzroście sprzedaży treści muzycznych on-line. Informacje na ten temat opublikowała także Gazeta Wyborcza. Czytamy w niej, że:

"Według ZPAV sprzedaż muzyki cyfrowej w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku wzrosła o 53 proc. i osiągnęła wartość 7,24 mln zł. Oznacza to, że już 18,7 proc. muzyki w Polsce sprzedaje się w wersji cyfrowej, podczas gdy w analogicznym okresie zeszłego roku było to 11,6 proc. Łącznie rynek muzyki na nośnikach fizycznych oraz rynek cyfrowy były warte w I kwartale tego roku 38,7 mln zł" (Źródło: Więcej pieniędzy w muzyce online. Pierwszy taki raport. wyborcza.pl z dnia 04.06.2013).

Warto przyjrzeć się bliżej danym opublikowanym przez ZPAV. Najsilniej - o 60,32% - wrosły przychody z tytułu subskrypcji, które w I kwartale 2013 r. wynosiły 1 758 532 PLN oraz przychody z "serwisów wspieranych reklamami i z serwisów strumieniowych audio-video" - odpowiednio wzrost o 92,21%, wartość 2 840 484 PLN. Z jednej strony wzrost ten nie powinien dziwić - potentaci tacy jak Spotify czy Wimp dopiero co weszli na nasz rynek, więc nawet nieznaczny wzrost liczby płacących subskrypcję generuje poważny wzrost statystyk.

Z drugiej strony ciekawe jest moim zdaniem to, że przychód z tytułu subskrypcji już teraz niemal dorównuje przychodom z tytułu pobrań online (tzw. model płać-za-ściągnięcie), które wynoszą w I kwartale 2013 r. 1 882 829 PLN. Rok obecności na naszym rynku serwisów subskrypcyjnych wystarczył by generowane przez nie przychody dorównały przychodom z obecnych od lat sklepów sprzedających pliki w modelu płać-za-ściągnięcie. Na naszych oczach dzieje się to o czym wspominałem w styczniu 2008 r.

Przy okazji należy dodać, że przychody z tytułu subskrypcji oraz przychody z "serwisów wspieranych reklamami i z serwisów strumieniowych audio-video" to do pewnego stopnia kategorie, które można łączyć. W ofercie serwisów takich jak Spotify czy Wimp jest bowiem możliwość odsłuchiwania nagrań za darmo (towarzyszą im wówczas reklamy) oraz odsłuchiwania nagrań bez reklam po wniesieniu opłaty subskrypcyjnej. A zatem efekt pojawienia się na rynku polskim serwisów subskrypcyjnych widać tak naprawdę w obu kategoriach - zarówno w kategorii "przychody z tytułu subskrypcji", jak i przychody z "serwisów wspieranych reklamami i z serwisów strumieniowych audio-video". Oczywiście ciężko spekulować jak bardzo za wzrost w kategorii "serwisy wspierane reklamami i serwisy strumieniowe audio-video" odpowiadają Spotify, Wimp, Deezer czy Muzo, a na ile jest to zasługa YouTube, który także mieści się w tej kategorii.

Nie wątpię, że czeka nas dalszy wzrost, mam nadzieję, że ZPAV będzie publikował dane za kolejne kwartały.

niedziela, 13 maja 2012
Peter Gabriel o przemyśle muzycznym

Wczoraj na wyborcza.pl ukazał się wywiad z Peterem Gabrielem. Gabriel, dawny wokalista zespołu Genesis, obecnie jest czynnym muzykiem oraz osobą zaangażowaną w prowadzenie biznesu muzycznego. Do projektów realizowanych przez Gabriela-przedsiębiorcę należy m.in. serwis We7, o którym pisałem jeszcze w 2008 r.

We wspomnianym wywiadzie Gabriel wypowiedział kilka ciekawych zdań, które warto przytoczyć:

"- Przemysł muzyczny zaczyna przypominać trupa, z którego wypełza na świat mnóstwo interesujących stworzeń.

Z jednej strony fantastyczne jest to, że teraz można znaleźć w internecie wszystko, czego dusza zapragnie. I to w dowolnym momencie. Z punktu widzenia muzyków nie wygląda to już jednak tak wspaniale. Zyski ze sprzedaży płyt ciągle spadają, z nielicznymi wyjątkami takimi jak Black Eyed Peas czy Beyonce. W naszej wytwórni wydającej world music mamy artystów, dla których sprzedaż płyt stanowiła kiedyś 60 procent dochodów, teraz jest to mniej więcej 10 procent. Uznani artyści, tacy jak ja, dadzą sobie radę - możemy zarabiać choćby na koncertach.

Ale współpracuję też z mniej znanymi, młodszymi artystami - im czasami jest trudno się utrzymać, pozostać profesjonalnymi muzykami. Niestety, wracamy do starych czasów, kiedy firmy płytowe tak konstruowały kontrakty, że artyści zupełnie nic na nich nie zarabiali. Nasz serwis WE7 za każde odsłuchanie piosenki płacił artystom jakieś sto razy więcej niż konkurencyjny Spotify. Tylko że w takiej sytuacji bardzo trudno jest utrzymać się internetowym biznesie." (Źródło: Darek Maciborek, Gabriel dla "Gazety": Kreatywni muszą przetrwaćwyborcza.pl z dnia 2012-05-11).

Zaiste ciekawe ile We7 płacił artystom za każde odsłuchanie piosenki zanim zorientował się, że można, tak jak Spotify, płacić mniej. Istotniejsze w słowach Gabriela jest jednak - moim zdaniem - co innego. Może nie tyle w jego słowach, ale w tym jak należy je interpretować. Wpisują się one bowiem w trwającą od pewnego czasu w polskich mediach dyskusję o zmierzchu pracy na etat, tzw. umowach śmieciowych oraz problemach jakie pojawiają się na rynku pracy (zob. np. tutaj).

Być może bowiem pomiędzy rynkiem muzycznym a rynkiem pracy zachodzi pewna analogia. Kiedyś artyści mieli stosunkowo bezpieczne (o ile cokolwiek w branży nagraniowej można nazwać "bezpiecznym") kontrakty z wytwórniami, które przy talencie i ciężkiej pracy dawały szanse na zrobienie kariery. Teraz kontrakt coraz trudniej dostać, a o słuchaczy trzeba konkurować z utalentowanymi artystami z całego świata. Do tego stawki płacone przez nowe media (np. Spotify, o którym wspomina Gabriel) są niejednokrotnie bardzo niskie. Niby jest więcej opcji, ale nie każdy umie z nich skorzystać, a nawet jeśli umie to nie oznacza to automatycznego sukcesu. Rynek pracy dla muzyków może być więc w pewnym sensie miniaturą całego rynku pracy - etat (kontrakt) coraz trudniej dostać, można próbować założyć własną firmę (w przypadku artystów np. samemu wydawać swoje nagrania), ale nie każdy się w tym odnajduje; nieraz trzeba pracować poniżej kwalifikacji (w przypadku artystów np. grać "do kotleta"). Może to zbyt daleko idące porównanie, ale taki jest wydźwięk wspomnianej powyżej dyskusji.

czwartek, 10 maja 2012
Cool Kids of Death zbierają środki na wydanie płyty na MegaTotal

Sam tytuł wpisu mówi wszystko - dziś CKOD zaczęli na MegaTotal.pl zbierać środki na wydanie dwóch winyli z remiksami swoich wcześniejszych nagrań. Więcej o projekcie można przeczytać tutaj.

Sam projekt muzyczny nie interesuje mnie tak bardzo jak przebieg zbiórki. Z tego co mi wiadomo jest to bowiem pierwszy zespół, który rozpoczynając zbiórkę na MegaTotal ma już ugruntowaną pozycję rynkową. Owszem, wcześniej był Marek Sośnicki z Tamerlane, ale pod względem potencjalnego zainteresowania mediów projekt CKOD wygląda bardziej obiecująco.

Jest to zatem szansa na przetestowanie prawdziwej siły społeczności skupionej wokół MegaTotal. Jeśli środki uda się zebrać szybko, może to stanowić zachętę do korzystania z MegaTotal dla kolejnych znanych artystów. Wprawdzie mówimy o sporej kwocie - 20 tysięcy PLN, jednak póki co zbiórka idzie szybko. Projekt wystartował kilka godzin temu a już zebrano 2%. Przebieg zbiórki można obserwować tutaj.

czwartek, 29 marca 2012
Muzyka afrykańska w serwisie Africa Unsigned

Africa Unsigned to platforma finansowania społecznościowego pomagająca zadebiutować na globalnym rynku muzycznym artystom z Afryki. Muzycznie serwis spodoba się osobom zainteresowanym brzmieniami z tej części świata. Nagrań można odsłuchać z poziomu strony internetowej (player u góry strony). Posłuchałem pobieżnie kilku rzeczy i muszę przyznać, że niektóre zaskakują świeżością, szczególnie jeśli jest się trochę znudzonym naszą lokalną muzyką pop. Na początek polecam np. utwór "Ngihawukele (ancestoral calling)" zespołu BCUC - ponad 15 minut przyjemnie kołyszącego grania. Ciekawe o czym śpiewają.

Od strony ekonomicznej Africa Unsigned to typowy serwis finansowania społecznościowego (crowdfunding). Pomysł polega na wykorzystaniu wpłat wnoszonych przez internautów do sfinansowania nagrania płyty, wsparcia organizacji trasy koncertowej itp. Na przykład wspomniany zespół BCUC zebrał 2500 dolarów, za które nagrał płytkę EP oraz pozyskał nowego partnera biznesowego.

Tym co wyróżnia Africa Unsigned jest ograniczenie dostępu artystom, którzy chcą zabiegać o wsparcie finansowe internautów. Aby móc zacząć zbierać pieniądze trzeba przejść proces selekcji lub zostać zaproszonym do serwisu. Pomysł jest o tyle dobry, że pozwala skupić uwagę internautów na kilkunastu projektach o przyzwoitej jakości, dzięki czemu wpłaty nie rozdrabniają się za bardzo. 

W przeciwieństwie do części serwisów crowdfundingowych (np. MegaTotal.plAfrica Unsigned nie wynagradza finansowo internautów wspierających projekty. Oferuje im jednak zachęty niefinansowe, np. dostęp do dodatkowych materiałów o artystach.

Warto przy tym wspomnieć, że platforma Africa Unsigned ma siedzibę w Holandii, gdzie zainteresowanie dźwiękami z Południa jest większe niż u nas. Holandia nie jest również przypadkiem z innego powodu. Ponoć osoby zaangażowane w uruchomienie platformy były związane z Sellaband, zanim przeniosła ona siedzibę do Niemiec. Wziąwszy pod uwagę doświadczenie założycieli i znalezienie ciekawej niszy, serwis może czekać ciekawa przyszłość. Ponieważ jednak nie jest to organizacja non-profit, Africa Unsigned musi znaleźć sensowny model biznesowy, a z tym bywa ciężko. Czas pokaże co im z tego wyjdzie.

czwartek, 08 marca 2012
Talent.pl - mecenat społecznościowy

Na stronie talent.pl czytamy, że "Talent.pl jest największym w Polsce serwisem społecznościowym dla Artystów, entuzjastów i mecenasów sztuki". Brzmi obiecująco, choć trochę wygląda na kategorię utworzoną specjalnie na potrzeby bycia "naj". Ot takie hasło reklamowe - stwórz wąską kategorię, a będziesz jedyny lub największy. Serwisowi na pewno jednak warto się przyjrzeć.

Logo wygląda tak:

logo talent.pl(Źródło: talent.pl)

Funkcjonowanie serwisu sprowadza się do pośrednictwa pomiędzy artystami a mecenasami (tzn. nie prawnikami a sponsorami). W materiałach prasowych czytamy:

"W talent.pl każdy internauta portalu ma prawo do zostania Mecenasem jednej lub więcej prezentacji w formie wpłaty gotówkowej minimum 10 (dziesięć) zł. Właściciel prezentacji otrzymuje 50% procent netto powyższej wpłaty na swoje konto. Kwota ta zostanie mu wypłacona, gdy na jego koncie będzie przynajmniej 100 zł." (Źródło: talent.pl)

Innymi słowy talent.pl zapewnia artystom miejsce do prezentowania swojej twórczości oraz umożliwia im poszukiwanie sponsorów. Jeśli sponsorzy się znajdą, wówczas artyści otrzymują 50% od wpłat sponsorów. Podczas pobieżnej lektury regulaminu nie znalazłem informacji o tym co dzieje się z pozostałymi 50% wpłaconymi przez darczyńców, ale domniemuję, że pokrywają one koszty działalności serwisu, podatki oraz stanowią zysk talent.pl. Ponadto talent.pl zarabia też na oferowaniu usług dodatkowych w ramach "złotego konta". W regulaminie czytamy:

"2.15. Konto Złote

- za 1 miesiąc: płatne smsem/przelewem/kartą – 2,46,- zł brutto,
- za 6 miesięcy: płatne smsem/przelewem/kartą – 11,07,- zł brutto,
- za 12 miesięcy płatne smsem/przelewem/kartą – 23,37,- zł brutto.

Oferuje usługi zawarte w Koncie Srebrnym, oraz dodatkowo umożliwia: bezpłatnie wyróżniać swoje prezentacje na głównej stronie portalu w sekcji "Konta Złote" przez 15 dni od momentu ich umieszczenia, cotygodniowe umieszczenie 4 losowo wybranych linków do swoich prezentacji w cotygodniowym newsletterze talent.pl, możliwość ukrywania wszystkich wpłaconych pieniędzy w ramach mecenatu wielu prezentacji, oraz podejmowanie decyzji o udziale (bądź nie) w rankingach." (Źródło: talent.pl)

Sponsorom serwis stwarza natomiast miejsce do prezentacji swojej marki:

"W talent.pl każda prezentacja może mieć dowolną liczbę Mecenasów i wpłat, przy czym Mecenas, który na daną prezentację w sumie wpłacił najwięcej jest zawsze prezentowany obok prezentacji (umieszczone są jego dane). Jeśli jego łączna wpłata na daną prezentację stanowić będzie minimum 10.000 zł, zawsze przed jej obejrzeniem przez innych internautów będzie trzysekundowy film, którego treść ustala on sam przez okres 7 dni od daty wpłynięcia pieniędzy na konto portalu."  (Źródło: talent.pl)

W regulaminie znajdziemy coś co może zaniepokoić artystów:

"7.2. Autor przenosi na NETALL sp. z o.o. [Przejmujący] pełne autorskie prawa majątkowe do Dzieła, bez ograniczenia co do terytorium, czasu i ilości egzemplarzy na wszelkich dostępnych polach eksploatacji w dniu zaakceptowania niniejszego Regulaminu, a przejście tych praw autorskich i pokrewnych następuje z chwilą umieszczenia Dzieła na Talent.pl nieodpłatnie, przy czym Autor jest uprawniony do otrzymywania od NETALL sp. z o.o., jako właściciela i prowadzącą Talent.pl, nie częściej niż jeden raz w miesiącu kwotę stanowiąca 50% (pięćdziesiąt procent) netto z kwot przekazywanych do Talent.pl przez Mecenasów Dzieła i gdy należna kwota będzie równa albo przekroczy 100,- zł. (sto złotych).

7.2.1. Przejmujący ma prawo dalszej odprzedaży dzieła w zakresie nabytych autorskich praw majątkowych bez zgody Autora oraz zastrzega sobie prawo do wykorzystania Dzieła na polach eksploatacji nieprzewidzianych w niniejszym Regulaminie.

(...)

7.3.W wypadku, w którym Przejmujący przyczynił się bezpośrednio do sukcesu Autora (pozyskanie promotora, sponsora, angażu i w każdej innej formie w ramach i w związku z prezentacją Dzieła w Portalu Talent.pl, itp.), Autor zobowiązuje się – przy każdej okazji związanej z rozwojem jego kariery – do publicznego informowania o swojej prezentacji na Portalu Talent.pl z wymieniem nazwy Portalu przez okres dwóch lat od zaistnienia takiej okoliczności." (Źródło: talent.pl)

W ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity z 2006 r.) znajdziemy artykuł 53., który mówi, że "Umowa o przeniesienie autorskich praw majątkowych wymaga zachowania formy pisemnej pod rygorem nieważności." Jak się to ma do regulaminu - to już pytanie do prawników. Jeśli jednak regulamin nie może stanowić o przeniesieniu majątkowych praw autorskich - powstaje pytanie po co taki zapis w nim zamieszczono?

Abstrahując od powyższych uwag - dobrze, że powstają serwisy tego typu. Chętnie zobaczę pierwszych artystów, którym uda się coś osiągnąć dzięki pozyskanemu w ten sposób wsparciu. Czas pokaże czy talent.pl zaistnieje na dłużej na rynku. Niewątpliwie twórcom udało się uzyskać mocne wsparcie instytucjonalne - MEN i TVP robią wrażenie.

poniedziałek, 13 lutego 2012
Rynek muzyki cyfrowej w latach 2004-2011

IFPI - organizacja reprezentująca interesy branży fonograficznej - jak co roku opublikowała raport dotyczący rozwoju rynku fonograficznego w internecie. Poza typową dawką antypirackiej propagandy raport zawiera szereg wartych uwagi danych. Rok temu zebrałem je w formie tabelki, którą dzisiaj uzupełniam o nowe informacje.

Rok

2004

2005

2006

2007

2008

2009

2010

2011

Wartość przychodów ze sprzedaży formatów cyfrowych (w miliardach USD)

0,4

1,2

2,2

2,9

3,7

4,2

(zaktuali-zowane do 4,6)

4,6

(zaktuali-zowane do 4,8)

 5,2

Jaki procent rynku fonograficznego stanowi rynek muzyki cyfrowej

2%

5%

11%

15%

20%

27%

29%

32%

 Źródło: raporty "Digital Music Report", udostępnione przez IFPI.

Kilka słów wyjaśnienia. Przede wszystkim, dane podawane dziś przez IFPI nieco różnią się w porównaniu z danymi zaprezentowanymi rok temu (zob. rok 2009 i 2010). Nie doczytałem jeszcze raportu na tyle skrupulatnie by znaleźć przyczynę tej korekty. Intuicja ekonomisty podpowiada, że zmiana wynika z innego kursu dolara amerykańskiego do walut lokalnych - dane są zaprezentowane w USD, więc wszelkie zmiany kursów walut wpływają na zaprezentowane wartości.

Aby częściowo zweryfikować wpływ kursów walut warto więc spojrzeć również na dane zaprezentowane w trzecim wierszu powyższej tabeli. Pokazuje on  jaki odsetek przychodów osiąganych dziś przez branżę fonograficzną stanowią przychody ze sprzedaży muzyki w formatach cyfrowych (pliki, subskrypcje, telefonia). Jeśli tak spojrzeć na wspomniane dane widać, że od trzech lat wzrost jest wolniejszy, choć jest niezmiennie kontynuowany, co w czasach kryzysu można uznać za sukces. Ale tu rodzi się kolejna wątpliwość - jeśli wiersz trzeci pokazuje proporcje pomiędzy sprzedażą formatów cyfrowych i fizycznych, wówczas spadek sprzedaży formatów fizycznych siłą rzeczy poprawia proporcje na rzecz formatów cyfrowych, nawet jeśli sprzedaż tych ostatnich nie zmieniła się.

Reasumując, IFPI pokazuje nam dane, które trzeba jeszcze właściwie zinterpretować. Być może wówczas wydźwięk raportu, który obecnie jest utrzymany w tonie "jest dobrze, ale piraci wszystko utrudniają", będzie nieco inny. Postaram się podzielić się interpretacją, jak tylko zdobędę więcej danych.

piątek, 30 grudnia 2011
Nowy MegaTotal.pl

Wygląda na to, że po długich pracach 19 grudnia 2011 zadebiutowała w sieci nowa odsłona serwisu MegaTotal.pl, roboczo nazywana MT2.0. Do stycznia oba serwisy - stary i nowy - będą funkcjonowały równolegle, po czym wszyscy użytkownicy zostaną przeniesieni do MT2.0. O szczegółach można przeczytać na blogu dotyczącym nowej wersji serwisu.

Uruchomienie nowej wersji serwisu jest trudne z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, jest skomplikowane technicznie. Nie znam szczegółów, ale wyobrażam sobie wiele potencjalnych problemów, jakie mogą się pojawić po drodze. 

Po drugie, uruchomienie nowej wersji serwisu wiąże się ze zmianą wielu funkcjonalności. Nie polegają one na zwykłej zmianie wyglądu strony internetowej (choć i to nastąpiło), ale na dogłębnej zmianie reguł funkcjonowania serwisu. Niektóre zmiany były długo oczekiwane przez użytkowników (co ukazały np. te badania). Inne, np. ograniczenie czasowe dla zbieranych sum MT (artysta nie może zbierać środków na nagranie "w nieskończoność") lub ograniczenie możliwości wypłacania środków z kont użytkowników, budzą kontrowersje. Tak to bywa w przypadku dużych zmian, że rozbieżności opinii nie da się uniknąć, pytanie jak poradzą sobie z nimi twórcy serwisu.

Tak czy inaczej, zachęcam do zapoznania się z nową odsłoną serwisu MegaTotal.pl. Trudno w tej chwili oceniać jak w długim terminie zostanie ona odebrana przez użytkowników, niewątpliwie jednak warto samemu wyrobić sobie opinię na temat odświeżonego wyglądu MegaTotal.pl. Wygląda na to, że w najbliższych miesiącach MT2.0 będzie jednym z najciekawszych miejsc w polskim internecie.

poniedziałek, 17 października 2011
Tekst o MegaTotal.pl w Gazecie Wyborczej

Dzisiaj w Gazecie Wyborczej ukazał się tekst Jędrzeja Słodkowskiego o serwisie MegaTotal.pl. Piszę o tym nie dlatego, że tekst cytuje moją wypowiedź, ale z powodu zmian jakie niebawem zajdą w omawianym serwisie. O tym jednak za chwilę, najpierw o tekście z dzisiejszego wydania GW. Można w nim przeczytać m.in., że na 70 projektów, które zakończyły zbieranie środków:

"fani wpłacili ponad pół miliona złotych! Nakład płyt waha się od 500 do 2 tys. egzemplarzy. Niektóre już się rozeszły, inne sprzedały się w kilku sztukach" (...)

i że "Liczby MegaTotalu" to:

  • "110 tys. fanów muzyki...
  • ...i 4 tys. artystów (...)
  • Na 70 płyt zebrano pieniądze
  • 50 płyt już się ukazało
  • 500 tys. zł wpłacili fani tylko na ukończone wydawnictwa
  • 300 fanów składa się średnio na jeden album
  • 40 tys. zł zebrał Dorian Mono, twórca muzyki elektronicznej z Tychów, na swoją płytę" (Źródło: Jędrzej Słodkowski Gazeta Wyborcza z dnia 17.10.2011 r.). 

Te dane ładnie komponują się ze wstępnymi wynikami naszego badania, o którym pisałem tutaj i tutaj. Danych tego typu będzie jeszcze więcej - jesteśmy obecnie na etapie kończenia raportu z badania.

Warto przy tym wspomnieć o tym, że całe badanie poprzedza uruchomienie nowej wersji serwisu MegaTotal.pl. Prace nad nią są bardzo zaawansowane, a można je śledzić tutaj. Uproszczony zostanie m.in. system inwestowania, rozszerzone funkcjonalności, a serwis zostanie otwarty na inwestycje pozamuzyczne (np. książki). Zapowiada się to bardzo ciekawie.

piątek, 16 września 2011
Usieciowiona publiczność i promocyjna siła fanów

Nancy Baym - profesor University of Kansas - od kilku lat prowadzi badania zachowań fanów na scenie muzycznej. Opublikowała na ten temat kilka interesujących tekstów. Poniżej parę słów na temat jednego z nich.

Autorka wychodzi od analizy tego jak zmieniła się sytuacja branży fonograficznej w przeciągu kilkunastu ostatnich lat. Konkluzji możemy się domyślić: podstawowy produkt branży fonograficznej nie jest już tak pożądany jak dawniej. Przykłady:

  • "badania pokazują, że mniejszość Amerykańskich użytkowników Internetu i jedynie 66% tych, którzy kupują pliki muzyczne uważa, że są one czymś za co warto płacić;
  • przychody branży od lat 1998 - 1999 spadły o więcej niż 40%;
  • ok. 90% muzyki jest dystrybuowane za pośrednictwem "'nieautoryzowanych sieci'" (Baym, 2010).

Przykłady można by mnożyć. Baym pokazuje, że w tej sytuacji, zamiast walczyć z zachowaniami internautów, lepiej spróbować je wykorzystać do promocji muzyki. Autorka, opierając się na swoich badaniach, formułuje rady dla wytwórni muzycznych. Trudno jest streścić wszystko w tej krótkiej notce, dlatego zainteresowanych odsyłam do oryginalnego tekstu oraz do wcześniejszych badań autorki. W skrócie, Baym uważa że:

  • wymiana plikami w internecie jest odpowiedzią na żywotne potrzeby słuchaczy - chcą oni mieć łatwy dostęp do nagrań w każdej sytuacji;
  • stała i łatwa dostępność nagrań online ułatwia zwiększenie liczby odbiorców nagrań, szczególnie pomaga zdobyć słuchaczy w innych krajach (tzw. "international audience");
  • zachowania fanów (np. prowadzenie blogów o ulubionych artystach, recenzowanie płyt online) mogą wzmocnić i zwiększyć zaangażowanie słuchaczy;
  • zachowania słuchaczy w internecie dostarczają bardzo ciekawych oraz łatwych do zdobycia i analizy danych marketingowych; duże wytwórnie nie do końca potrafią wykorzystać łatwą dostępność takich danych;
  • dostarczanie słuchaczom zasobów (np. darmowych wersji nagrań, materiałów z koncertów, zdjęć) i wspieranie wymiany takimi zasobami sprzyja budowaniu zaufania do producentów (wytwórni, artystów) i stwarza zachętę do rewanżowania się (np. zakupem winyla, gadżetu) (Baym, 2010).

Oczywiście łatwiej jest powiedzieć niż wykonać. Baym formułuje następujące rady dla wydawców:

  1. zamiast bać się fanów, ufajcie im (słuchacze i tak ściągną wasze nagrania, więc pogódźcie się z tym i potraktujcie to jako działanie promocyjne);
  2. zachowujcie się jak ludzie, a nie jak instytucje (warto zrozumieć, że słuchacze nie kierują się zyskiem, ale sympatią dla artysty i motywami społecznymi, np. potrzebą budowania prestiżu w grupie fanów);
  3. dostarczajcie słuchaczom zasoby, którymi będą mogli się dzielić (fani dzieląc się informacjami, nagraniami, pomysłami etc. będą promować waszych artystów);
  4. docierajcie do słuchaczy za pośrednictwem różnych mediów społecznościowych, ale nie wykorzystujcie większej liczby serwisów niż jesteście w stanie na bieżąco obsłużyć (nic bardziej irytującego niż nieaktualizowany profil...);
  5. nie kontrolujcie słuchaczy, pozostawcie im swobodę (nie stosujcie DRM, nie wytaczajcie procesów sądowych);
  6. zachęcajcie słuchaczy do kreatywności, wynagradzajcie ją (konkursy, zachęcanie do tworzenia remiksów, etc.) (Baym, 2010). 

Trudno się nie zgodzić, choć zapewne nie każdy artysta i wytwórnia będą mogli wykorzystać wszystkie narzędzia. Mam wrażenie, że autorka adresuje rady przede wszystkim do artystów, z którymi fani mogą się mocno utożsamiać. Artyści budzący jedynie "letnie" odczucia, nużące, brzmiące jednakowo gwiazdki pop lub artyści jednego sezonu, a przede wszystkim wydające ich wytwórnie, nie do końca będą zadowoleni z sugestii autorki. Włączając pierwszą lepszą prywatną tradycyjną stację radiową przychodzi mi do głowy, że może to i dobrze gdyby artystów takich było wokół nas nieco mniej...

wtorek, 16 sierpnia 2011
Aplikacja do odsłuchiwania netaudio na telefonie komórkowym z systemem Android

Magazyn Phlow miał już w 2009 r. uruchomić nową wersję netlabels.org - katalogu netlabeli i nagrań przez nie wydawanych. Pisałem o tym tutaj. Niestety mamy już rok 2011 a nowego netlabels.org nie widać. Co więcej sam Phlow Magazine ograniczył działalność anglojęzycznej wersji magazynu, w której prawie nie ukazują się nowe teksty (na szczęście prężnie działa wersja hiszpańska - Phlow.es).

Świat netaudio nie znosi jednak próżni. Pod nieobecność netlabels.org pojawiło się szereg nowych serwisów poświęconych netlabelom (pisałem o tym tutaj). Co więcej, dawni konkurenci Phlow udoskonalili swoją ofertę. Obecnie bodaj najbardziej zaawansowany katalog i serwis poświęcony netlabelom to sonicsquirrel.net (choć nie zapominajmy o clongclongmoo). 

sonicsquirrel.net oferuje aktualny katalog netlabeli, możliwość odsłuchiwania i ściągania nagrań, informacje o netlabelach itd. Właściwie mają wszystko co mógł mieć nowy netlabels.org.

Najnowsza propozycja sonicsquirrel.net to aplikacja dla telefonów wyposażonych w system Android. Znajdziecie ją w sklepie Android Market po wpisaniu "sonicsquirrel". Z aplikacją dopiero się zapoznaję, ale muszę przyznać, że już po paru chwilach użytkowania byłem pod jej wrażeniem. Jeśli macie telefon z Androidem (szczególnie taki, który można podłączyć do wieży) i lubicie netaudio - koniecznie spróbujcie. Dzięki tej aplikacji ściąganie całych płyt na dysk komputera właściwie przestaje mieć sens. Oczywiście jeśli chce się słuchać wielu nagrań trzeba pamiętać o opłatach za transfer danych. Warto jest więc korzystać z aplikacji mając dostęp do Wifi. 

Oto screen aplikacji:

sonicsquirrel na android 

piątek, 08 lipca 2011
Crowdfunding - finansowanie społecznościowe - skrócony raport z badania artystów MegaTotal.pl

W uzupełnieniu poprzedniego wpisu zachęcam do zapoznania się ze skróconym raportem z badania przeprowadzonego wśród artystów zbierających z pomocą serwisu MegaTotal.pl środki na wydanie swoich nagrań (jak do tej pory już 69 się to udało). Nie będę wyjaśniał ponownie na czym polega funkcjonowanie serwisu MegaTotal.pl. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nim i o  crowdfundingu - zachęcam do przeczytania tego wpisu.

Tymczasem by zachęcić do zerknięcia do pełnej wersji skróconego raportu z badania artystów - jeden wykres. Pokazuje - podobnie jak wykres ukazany w poprzednim wpisie, że w MegaTotal.pl dominują gatunki rockowe. Co ciekawe jednak, wśród artystów częściej można spotkać specjalizujących się w elektronice niż wskazywałoby na to badanie fanów.

Artyści MegaTotal.pl - wykres 1

Wykres prezentuje odpowiedzi na pytanie o grupę gatunków muzycznych, która najlepiej charakteryzuje muzykę artystów zarejestrowanych w serwisie MegaTotal.pl. Odpowiedzi udzieliło 215 respondentów, można było wybrać tylko jedną odpowiedź. Na interpretację - podobnie jak w przypadku badania fanów - przyjdzie jeszcze czas - na jesieni powinniśmy mieć gotową pełną wersję raportu. Tymczasem zachęcam do lektury wersji skróconej opublikowanej na stronie Megazinu.

piątek, 01 lipca 2011
Crowdfunding - finansowanie społecznościowe - skrócony raport z badania fanów MegaTotal.pl

Od pewnego czasu razem z kolegą z Instytutu Ekonomii UŁ oraz załogą serwisu MegaTotal.pl pracujemy nad badaniami tzw. crowdfundingu. Termin crowdfunding pochodzi od określenia crowdsourcing, które przypisuje się Jeffowi Howe (2006). Użył on tego terminu by opisać stosowaną w biznesie praktykę delegowania przez firmy niektórych zadań „tłumowi" konsumentów za pośrednictwem internetu.

Z językowego punktu widzenia termin crowdsourcing jest neologizmem powstałym od słów „crowd" i „outsourcing", co dość dobrze oddaje jego naturę. W crowdsourcingu chodzi bowiem o zastąpienie zewnętrznych partnerów biznesowych (tak jak w przypadku outsourcingu) „tłumem" złożonym np. z wolontariuszy realizujących powierzone zadania za pomocą internetu. 

Crowdfunding jest specyficznym przypadkiem crowdsourcingu, polegającym na wykorzystaniu internetu do zbierania środków pieniężnych służących sfinansowaniu jakiegoś przedsięwzięcia. Belleflamme, Lambert i Schwienbacher (2010, s. 7) definiują crowdfunding jako „otwarte wezwanie, dokonywane przeważnie przez Internet celem zebrania zasobów pieniężnych w formie dobrowolnej darowizny lub wymiany w zamian za pewne wartości lub/i przyznanie praw głosu". 

Ujmując sprawę prościej: serwisem crowdfundingowym jest opisywany kiedyś przeze mnie Sellaband. Jest nim również dynamicznie rozwijający się, polski serwis MegaTotal.pl. I to właśnie jego dotyczą nasze badania. Cały czas pracujemy nad opracowaniem zebranych danych, zajmie to sporo czasu. W międzyczasie postanowiliśmy jednak podzielić się wybranymi obserwacjami w formie skróconego raportu. Można go przeczytać na stronie Megazinu. By zachęcić Was do zajrzenia na stronę Megazinu, poniżej jeden z wykresów zaprezentowanych w skróconym raporcie.

 Wykres 1. Ulubiona grupa gatunków muzycznych

Wykres prezentuje odpowiedzi na pytanie o ulubioną grupę gatunków muzycznych użytkowników serwisu MegaTotal.pl. Odpowiedzi udzieliło 800 respondentów, można było wybrać tylko jedną odpowiedź. Na interpretację przyjdzie jeszcze czas - na jesieni powinniśmy mieć gotową pełną wersję raportu. Tymczasem zachęcam do lektury wersji skróconej opublikowanej na stronie Megazinu.

środa, 08 czerwca 2011
Muzyka w chmurze

Gazeta Wyborcza wspomina o modelu "muzyki w chmurze". W opublikowanym 7 czerwca tekście można przeczytać m.in., że:

"Apple - koncern, do którego należy iTunes, największy dziś sklep z cyfrową muzyką (ok. 150 mln klientów), ma już umowy z głównymi wytwórniami - Universalem, EMI, Sony Music oraz Warnerem. Wczoraj sam Steve Jobs ogłaszał na scenie usługę iCloud, która ma rywalizować z Amazonem i Google'em. Filozofia jest nieco inna - iCloud to usługa, dzięki której na "półce" można przechowywać dokumenty, zdjęcia czy inne pliki. W tym także muzykę. Jeśli to pliki zakupione w iTunes, klienci Apple mogą bezpłatnie wrzucić je w chmurę i odsłuchiwać z różnych urządzeń (do 10 sztuk). Jeśli ktoś kupował muzykę w innych e-sklepach lub zgrał je z płyt CD, też może je wrzucić na serwery Apple'a, ale wówczas klient musi zapłacić za ich przechowywanie i udostępnianie 25 dol. rocznego abonamentu. Usługa ruszy jesienią tego roku." (Źródło: Grynkiewicz T., Muzyka w chmurze - login i hasło zastąpią płytoteki, Wyborcza.pl z dnia 2011-06-07)

Termin "muzyka w chmurze" pochodzi od anglojęzycznego terminu "cloud computing". W dużym skrócie można stwierdzić, że chodzi o model, w którym dane (np. pliki muzyczne) i niektóre aplikacje znajdują się na zewnętrznych serwerach firm dostarczających usługę, a nie na dyskach twardych indywidualnych użytkowników.

Warto przy tej okazji poczynić rozróżnienie pomiędzy usługami przechowywania plików muzycznych na serwerach firm zewnętrznych (tak jak opisywany iCloud), a serwisami subskrypcyjnymi dostarczającymi dostęp do katalogu nagrań. W pierwszym przypadku na zewnętrznym dysku klient musi mieć co przechowywać - np. zakupić wcześniej pliki muzyczne w iTunes. W drugim przypadku można nie mieć na własność żadnej muzyki - wystarczy płacić subskrypcję w Spotify lub Rhapsody by mieć nieograniczony dostęp do nagrań. Oczywiście oba rodzaje usług będą w pewnej perspektywie czasowej się przenikać.

Już w początku 2008 r. pisałem, że model subskrypcyjny proponowany przez Spotify lub Rhapsody będzie najprawdopodobniej dominował na rynku muzycznym w przyszłości. Cały czas jednak dominującym modelem jest model "płać-za-ściągnięcie" proponowany m.in. przez Apple. Być może jest zbyt wcześnie by Apple porzuciło go na korzyść modelu subskrypcyjnego, jednak uruchomienie usługi iCloud może być krokiem w tę stronę.

O ile model "płać-za-ściągnięcie" ma dużo wad, o tyle model subskrypcyjny też nie jest ich pozbawiony - postaram się poświęcić temu kolejny wpis. Tymczasem pozwolę sobie przypomnieć, że "chmury" proponowane dziś przez Apple, Amazon czy Google nie są niczym nowym. 

Jednym z pierwszych przedsięwzięć internetowych, oferujących bardzo podobne usługi był amerykański serwis MP3.com. Powstał on w listopadzie 1997 r. i opierał się na bardzo prostym pomyśle - udostępniał artystom miejsce na serwerach, na których mogli umieścić swoje utwory w formacie mp3. To jeszcze nie była "muzyka w chmurze" w całej okazałości, a jedynie zwykły - z dzisiejszej perspektywy - serwis udostępniający darmowe, legalne pliki.

W 2000 r. firma uruchomiła jednak usługę My.MP3.com, umożliwiającą konsumentom dostęp do muzyki z dowolnego komputera. Z usługi tej można było skorzystać na dwa sposoby. Po pierwsze, konsument mógł zakupić płytę kompaktową, która wysyłana była do niego pocztą, przy czym kupujący uzyskiwał już w momencie zakupu dostęp do nabytych nagrań, zapisanych w formie plików w serwisie  My.MP3.com. Oznaczało to, że zakupionej muzyki można było słuchać z dowolnego komputera jeszcze zanim płyta z nagraniami dotarła do nabywcy. I to już była realizacja pomysłu cloud computing.

Po drugie, serwis My.MP3.com zakupił 45 tys. albumów i umieścił ich cyfrowe wersje na swoich serwerach. Dzięki temu każdy użytkownik My.MP3.com, który udowodnił, że posiada daną płytę w swojej kolekcji (umieszczając jej egzemplarz w komputerowym odtwarzaczu CD celem jednorazowej weryfikacji legalności), uzyskiwał dostęp do plików znajdujących się na serwerach serwisu. W konsekwencji korzystający z serwisu nie musieli sami tworzyć cyfrowych wersji posiadanych płyt i mogli odtwarzać swoją muzykę z dowolnego komputera na świecie. Było to szczególnie wygodne dla tych konsumentów, którzy posiadali wiele płyt i dużo podróżowali. Dzięki My.MP3.com nie musieli wozić ze sobą kompaktów, uzyskując dostęp do posiadanej przez siebie muzyki przez łącza internetowe. To była już "muzyka w chmurze" niemal dokładnie według zasad proponowanych dziś przez Apple i inne firmy. Przypomnę: był rok 2000, nie było jeszcze iTunes, wciąż działał pierwszy "piracki" Napster.

Po co o tym piszę? Bo pouczające jest to dlaczego wtedy się nie udało. A nie udało się ponieważ duże koncerny muzyczne doprowadziły do zamknięcia My.MP3.com w jego ówczesnej formie. Proces wytoczony firmie jeszcze w styczniu 2000 r. (zaraz po uruchomieniu usług w ramach My.MP3.com) zakończył się w kwietniu 2000 r. orzeczeniem wyroku niekorzystnego dla MP3.com. Poszło oczywiście o prawa do nagrań.

Dlaczego jednak teraz nie ma procesów, a  zamiast nich są negocjacje? Chyba dlatego, że firmy fonograficzne są słabsze niż w 2000 r., a Apple, Amazon i Google dużo silniejsze niż ówczesne MP3.com. W efekcie zmiany sił oraz otoczenia rynkowego, zamiast spotykać się w sądzie firmy fonograficzne  wolą spróbować negocjacji. Największe koncerny muzyczne mogą żałować, że nie myślały tak w roku 2000, być może nie straciłyby tak dużej części rynku, a ich dzisiejsza wartość byłaby dużo większa. Swoją drogą to bardzo ciekawy temat dla badaczy relacji pomiędzy technologią a prawem...

wtorek, 31 maja 2011
Rynek muzyki cyfrowej w latach 2004-2010

Ostatnio dużo czasu spędzam licząc (badania, ankiety, dane itp.). Trzymając się więc tematu obliczeń zaprezentuję dane, które zebrał kto inny (konkretnie IFPI), a ja jedynie zestawiłem w formie tabelki.

Dane pokazują rozwój tzw. rynku muzyki cyfrowej, na co składają się przychody ze sprzedaży plików, subskrypcji internetowych oraz sprzedaży nagrań i dzwonków za pomocą telefonów komórkowych obliczone według stałych kursów dolara do walut lokalnych.  Innymi słowy tabela pokazuje jak rozwija się globalna sprzedaż formatów niematerialnych (w odróżnieniu od formatów fizycznych - płyt CD, winyli itp.).

Jak widać, formaty cyfrowe stanowią już niemal 1/3 globalnego rynku muzycznego. Należy mieć jednak świadomość, że wielkość sprzedaży formatów niematerialnych na poszczególnych rynkach jest bardzo różna. Przykładowo, w krajach Dalekiego Wschodu formaty niematerialne są bardzo popularne (m.in. dzięki mocno rozwiniętej sprzedaży za pośrednictwem telefonów komórkowych), a ich sprzedaż już dawno przekroczyła sprzedaż formatów fizycznych (jest tak np. w Korei Południowej). Z drugiej strony w innych krajach sprzedaż muzyki cyfrowej osiąga bardzo niewielkie wartości w porównaniu ze sprzedażą płyt kompaktowych (np. w Polsce).

Oczywiście nie ma prostego przełożenia między sprzedażą formatów cyfrowych a ich popularnością. Związane jest to po pierwsze z tym, że formaty cyfrowe (pliki) mogą być nieodpłatnie legalnie oferowane przez artystów i wytwórnie w celach promocyjnych (o czym kiedyś - gdy miałem więcej czasu - pisałem). Po drugie, popularność formatów cyfrowych związana jest z poziomem tzw. piractwa internetowego. Upraszczając - w Polsce pliki są więc bardzo popularne, ale niewiele osób je kupuje. 

Rok

2004

2005

2006

2007

2008

2009

2010

Wartość przychodów ze sprzedaży formatów cyfrowych (w miliardach USD)

0,4

1,2

2,2

2,9

3,7

4,2

4,6

Jaki procent rynku fonograficznego stanowi rynek muzyki cyfrowej

2%

5%

11%

15%

20%

27%

29%

 Źródło: raporty "Digital Music Report", udostępnione przez IFPI.

czwartek, 31 marca 2011
Podaż muzyki jest duża, sprzedaż pojedynczych tytułów już niekoniecznie

O tym, że nie jest łatwo zarobić na sprzedaży nagrań wiadomo nie od dziś. Ostrożne szacunki z końca lat 90. XX w. mówiły, że tylko jedna na dziewięć wydanych płyt jest w stanie zwrócić koszty. Dane, które znalazłem w serwisie digital music news świadczą o tym, że dziś wcale nie jest łatwiej.

Wspomniany serwis doniósł jakiś czas temu, że na 98 tysięcy albumów wydanych w USA w 2009 r. sprzedaż jedynie kilku przekroczyła milion sztuk. Co więcej, "jedynie 2,1% zdołało przekroczyć poziom 5000 sprzedanych sztuk". Innymi słowy - spośród wielu wydanych płyt bardzo niewielka liczba odnosi sukces komercyjny.

Oczywiście nie musi być tak, że sprzedaż 1 miliona sztuk gwarantuje zysk. Jeśli osiągnięcie owego 1 miliona wiązało się z poniesieniem znacznych nakładów na nagranie i promocję, wówczas zysków może nie być wcale. I na odwrót - przy niskich kosztach sprzedaż owych 5000 sztuk może przynieść zysk. Problem jednak polega na tym, że zapewne występuje korelacja pomiędzy nakładami na promocję a wysokością sprzedaży. Znaczy to tyle, że wprawdzie duże nakłady na promocję nie gwarantują zysku, jednak bez tych nakładów osiągnięcie wysokiej sprzedaży jest jeszcze trudniejsze. W związku z tym najważniejsze jest znalezienie właściwego balansu pomiędzy wydatkami na nagranie, dystrubucję i promocję, a oczekiwaną sprzedażą. Po prostu biznes, z tym że konkurencja jakby nieco większa niż gdzie indziej.

 

PS. Wpis ten zawierał jeszcze dwa niezwykle ciekawe akapity na temat innych danych, jednak serwis blox.pl raczył się zawiesić i wszystko przepadło. Być może wrócę do tych danych w kolejnym wpisie, jeśli znajdę czas i motywację do pisania o tym ponownie. W międzyczasie poszukam jednak mniej awaryjnej platformy blogowej, bo to co tu się dzieje skutecznie zniechęca do pisania czegokolwiek.

wtorek, 05 października 2010
Nowe płyty do odsłuchania na stronie internetowej gazety

Strona internetowa brytyjskiego Guardiana udostępniła właśnie do odsłuchania nową, jeszcze oficjalnie nie wydaną płytę zespołu Antony and the Johnsons - Swanlights. W przeciągu kilkunastu godzin informacja o wydawnictwie została polecona na Facebooku 793 razy a na Twitterze 141 razy. Niezły wynik jak na muzykę nie do końca pasującą do repertuaru większości stacji radiowych.

Udostępnienie możliwości odsłuchania płyty na stronie internetowej popularnego dziennika stanowi ciekawą alternatywę promocyjną dla tych artystów, którzy mają małe szanse na promocję radiową. Wprawdzie pewna część odsłuchujących uzna, że wystarczy im kilkukrotne posłuchanie płyty w internecie i w ostateczności jej nie kupi, jednak możliwość bezpośredniego dotarcia do swojej grupy docelowej musi być dla artysty kusząca. Ciekawe czy takie udostępnienie nagrań w istocie zmniejsza sprzedaż płyty (ale np. zwiększa widownię na koncertach) czy raczej - ku zaskoczeniu części branży fonograficznej - pomaga w sprzedaży nagrań. O radiu też kiedyś myślano, że szkodzi sprzedaży płyt (bo nadaje muzykę "za darmo"), szybko jednak okazało się, że jest wręcz przeciwnie - wytwórniom muzycznym bardzo zależy na obecności ich nagrań w stacjach radiowych.

Na koniec jednak chciałbym zadać najciekawsze - moim zdaniem - pytanie: kiedy Gazeta.pl (lub inna gazeta) zdecyduje się na podobny krok? Albo inaczej: kiedy polscy artyści zdecydują się udostępnić swoje nowe nagrania do odsłuchania na tydzień przed oficjalną premierą, a jednocześnie któryś z dzienników (tygodników) uzna, że warto wziąć udział w takiej akcji promocyjnej?

niedziela, 23 maja 2010
Nowy album Smashing Pumpkins dostępny za darmo

Oficjalne udostępnianie nagrań w sieci za darmo przez samych artystów lub ich wytwórnie nie jest już niczym szokującym. Zespół, o którym dziś piszę - Smashing Pumpkins eksperymentował z tą formą dystrybucji już w roku 2000 przy okazji płyty Machina II: The Friends & Enemies of Modern Music. Tym razem jednak zespół idzie o krok dalej, kolejno publikując na swojej stronie utwory z ich nowej płyty w miarę jak są nagrywane.

Album zatytułowany Teargarden by Kaleidyscope ma zawierać 44 utwory. Wszystkie mają zostać opublikowane za darmo na stronie zespołu oraz mają ukazać się w formie 11 płyt EP na kompakcie i winylu. Strategia zastosowana przez  przypomina to co zrobili w 2008 r. Nine Inch Nails, którzy udostępnili nagrania w różnych wariantach cenowych na różnych nośnikach. Tym razem jednak możemy obserwować proces tworzenia płyty na bieżąco, co dla fanów zapewne jest ciekawe.

Obecnie na stronie internetowej można zapoznać się z pierwszą EPką z cyklu, która w formie fizycznej zostanie wydana 25 maja. Zespół dość odważnie postanowił skorzystać z nowoczesnej formy dystrybucji i zachęca do rozpowszechniania nagrań, z czego korzystam:

Moje pierwsze wrażenie jest takie, że do Mellon Collie and the Infinite Sadness tym nagraniom daleko. Ale pierwsze wrażenie może być mylne, a skoro całość jest za darmo, można sobie samemu wyrobić zdanie nie ryzykując wydawania pieniędzy. Komu się spodoba kupi sobie kompakt, winyl, koszulkę i co tam jeszcze będzie w sprzedaży. I tak właśnie powinno być. A komu nowe nagrania się nie spodobają, a mimo to ceni zespół, może zapolować np. na - prawdopodobnie bardzo drogie - wydanie Mellon Collie and the Infinite Sadness na winylu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter