przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
poniedziałek, 07 maja 2007
Russendisko (Balalaika Rock'n'Roll, Klezmer Ska, Ethnokitch, SpeedFolkPunk)
Całkiem ciekawą mieszankę dźwięków wschodnioeuropejskich ze ska i rock'n'rollem prezentuje projekt o nazwie Russendisko. Póki co można ich posłuchać za darmo tylko na MySpace, ale jak namierzę jakieś inne legalne źródło, czym prędzej je podam. Goście pochodzą ze wschodu, ale mocno przesiąknęli sceną berlińską, więc całość brzmi całkiem oryginalnie. Sami swój styl określają jako "Balalaika Rock'n'Roll, Klezmer Ska, Ethnokitch, SpeedFolkPunk". Mocno jeżdżą po Niemczech, więc niewykluczone, że zajrzą gdzieś do Polski, co zapewne warto będzie zobaczyć.
niedziela, 06 maja 2007
Cechy przemysłu kulturalnego
Uzupełniając definicje z poprzednich wpisów - lista cech charakterystycznych przemysłu kulturalnego:
  • istnieje możliwość osiągnięcia synergii korzyści płynących z oferowania blisko powiązanych ze sobą tworów kultury (dzieł artystycznych) w różnych formach (np. książka i jej filmowa ekranizacja, dzieło muzyczne wydane na płycie i zaprezentowane na koncercie);
  • istnieje możliwość oferowania tej samej zawartości (dzieło artystyczne) w różnych formatach (np. płyta CD, kaseta, plik muzyczny, zawierające dokładnie te same utwory);
  • produkcja zazwyczaj polega na wytworzeniu oryginału (co jest kosztowne), z którego wytwarzane są kopie (co kosztuje niewiele); przykładowo - dla przemysłu fonograficznego najkorzystniejsze jest sprzedawanie jak największej ilości kopii przy inwestowaniu w stworzenie możliwie najmniejszej ilości oryginałów (artystów); konsekwencją tego jest dążenie przemysłu kulturalnego do kreowania supergwiazd – bardziej opłacalna jest sprzedaż możliwie największej liczby płyt jednego artysty, niż inwestowanie w dziesięciu artystów, których płyty cieszyć się będą średnią popularnością (nawet jeśli łącznie sprzeda się ich więcej niż płyt supergwiazdy);
  • produkuje się doznania (experience goods) - dobra charakteryzujące się tym, że zadowolenie z ich konsumpcji jest wysoce subiektywne, trudno mierzalne, nieuchwytne; w konsekwencji przemysł kulturalny ma ograniczone możliwości badania rynku, co pociąga za sobą dużą niepewność dotyczącą ewentualnego powodzenia sprzedawanych produktów;
  • duża niepewność dotycząca ewentualnego powodzenia sprzedawanych produktów ma ścisły związek z dążeniem do kreowania supergwiazd – dla przemysłu kulturalnego najlepiej byłoby podejmować współpracę z jak najmniejszą liczbą artystów, jednak wobec braku pewności co do tego, który produkt spodoba się konsumentom, firmy muszą współpracować z wieloma artystami; konieczność współpracy ze znaczną liczbą artystów stoi w sprzeczności z dążeniem do inwestowania w te produkty, które cieszą się największą popularnością, w związku z czym nieodłącznym elementem funkcjonowania przemysłu kulturalnego jest podejmowanie prób znalezienia balansu pomiędzy obydwoma dążeniami;
  • przedsiębiorstwa przemysłu kulturalnego konkurują ze sobą nie tylko o ograniczony dochód konsumenta, ale również o ograniczone źródła przychodów reklamowych, ograniczony czas wolny konsumentów oraz ograniczone zasoby zdolnej, kreatywnej, wykwalifikowanej siły roboczej (np. artystów);
  • istnieje kolektywny proces produkcji, w którym uczestniczą jednostki posiadające często odmienne wizje ostatecznego produktu, jak również zróżnicowane umiejętności, które trzeba skoordynować;
  • praca zorganizowana jest w sposób nieformalny, często w niewielkich jednostkach powiązanych ze sobą w luźny sposób; częściej spotykaną formą umów są kontrakty niż praca na etat; praca wymaga częstego kierowania się trudno mierzalnymi kompetencjami, takimi jak instynkt, co wynika między innymi z trudności z przewidzeniem preferencji konsumentów;
  • istnieje bardzo duża konkurencja na rynku dóbr kultury i rozrywki (nawet jeśli rynek ma formę oligopolistyczną), konsument ma bardzo duże możliwości wyboru różnych produktów; często konkurują ze sobą produkty tej samej firmy (np. dylemat konsumenta: „iść na koncert czy do kina”);
  • zachodzi konieczność koordynacji różnych rodzajów działalności twórczej w możliwie krótkim czasie, co prowadzi do częstych napięć pomiędzy twórcą a wydawcą;
  • bardzo silny wpływ na działalność ma postęp technologiczny, np. w zakresie urządzeń do odtwarzania produktów przemysłu kulturalnego;
  • ma miejsce długa żywotność części produktów przemysłu kulturalnego oraz specyficzny sposób czerpania korzyści, wynikający z kształtu prawa autorskiego (tzn. rozciągnięte w czasie długotrwałe płatności);
  • dochodzi do zacierania się granic pomiędzy zarabianiem pieniędzy a tworzeniem sztuki; podział na subsydiowaną przez państwo „sztukę wysoką” a regulowaną rynkowo „kulturę popularną” traci na znaczeniu.
Listę cech przemysłu kulturalnego można wydłużać, ale to może innym razem...
sobota, 05 maja 2007
Współczesne definicje przemysłu kulturalnego
Od czasów Adorno i Horkheimera świat się mocno zmienił, rozkwitła kultura popularna, a wraz z nią w siłę urósł przemysł kulturalny. Na szczęście zaczęto go również inaczej definiować. Oto krótki przegląd współczesnych poglądów na to czym przemysł kulturalny jest.
 
W latach 80. XX w. Nicolas Garnham uznał, że należy podjąć próbę innego zdefiniowania przemysłu kulturalnego, ponieważ sceptyczne podejście Szkoły Frankfurckiej niepotrzebnie tak zdecydowanie krytykowało uprzemysłowienie kultury. Zdaniem Garnhama rynek często pozwalał w o wiele bardziej skuteczny sposób zaspokajać potrzeby kulturalne ludzi, niż finansowane z budżetów państwowych instytucje „wyższej kultury”. Zaproponował on zdefiniowanie przemysłu kulturalnego jako zbioru tych instytucji, które stosując sposoby produkcji i organizacji charakterystyczne dla przedsiębiorstw przemysłowych, wytwarzają i rozpowszechniają symbole w formie produktów i usług kulturalnych.
 
W tym samym okresie powyższymi zagadnieniami zainteresowało się również UNESCO, wydając przy tej okazji w roku 1982 publikację poświęconą przemysłowi kulturalnemu.
Obecnie, zdaniem ekspertów UNESCO, termin przemysł kulturalny dotyczy tych rodzajów działalności, które łączą kreację, produkcję i komercjalizację niematerialnych dzieł o charakterze kulturalnym. Dzieła te mogą zazwyczaj przybierać postać dóbr lub usług, które są chronione prawem autorskim. Zgodnie z tą definicją przemysł kulturalny trudni się wydawaniem, produkcją fonograficzną, audiowizualną, drukiem, multimediami, publishingiem, projektowaniem, etc. Często w zakres działalności przemysłu kulturalnego zalicza się również architekturę, teatr, sztuki performance, sport, produkcję instrumentów muzycznych, reklamę i turystykę w celach kulturalnych.
 
Jeszcze inna definicja mówi, że przemysł kulturalny tworzą zarówno prywatne, nastawione na zysk firmy, jak i organizacje non-profit oraz państwowe instytucje, które są bezpośrednio zaangażowane w produkcję znaczeń społecznych. Podstawowym celem takich firm (organizacji) jest komunikacja z publicznością i kreacja znaczeń. Przykładami takich działań są: prowadzenie stacji radiowych, telewizyjnych (także sieci kablowe i satelitarne), kinematografia, wydawanie gazet, czasopism oraz książek, wydawanie fonogramów oraz publishing muzyczny, reklama, sztuki sceniczne.

Dokładne zdefiniowanie przemysłu kulturalnego jest trudne i budzi wiele kontrowersji. Jako przykład można tu podać próby zaliczenia do przemysłu kulturalnego agencji public relations, reklamowych i marketingowych, które z kulturą mają dużo mniej wspólnego niż np. teatr czy wydawnictwo książkowe. Dlatego też do nich lepiej może pasować określenie creative industries - przemysł kreatywny. O problemach terminologiczno - tłumaczeniowych pisałem w blogu wcześniej.
To tyle w kwestii definicji. Więcej można z powodzeniem znaleźć w internecie, aczkolwiek z reguły po angielsku...
Definicje przemysłu kulturalnego: Szkoła Frankfurcka

Adorno i Horkheimer, mimo że nie przepadali za muzyką popularną (w latach 40. XX w. też bym zapewne nie przepadał), stworzyli koncepcje, które z mniejszym lub większym powodzeniem były wykorzystywane przez pokolenia badaczy muzyki popularnej. No i ukuli termin, który dał tytuł temu blogowi, więc bardzo skróconego omówienia ich koncepcji nie sposób pominąć.

Termin „przemysł kulturalny” został po raz pierwszy użyty przez Theodora Adorno i Maxa Horkheimera w napisanej w 1944 r. a wydanej trzy lata później pracy „Dialectic of Enlightenment ”. Autorzy użyli terminu „przemysł kulturalny” ponieważ uznali, że dobra kultury są produkowane w taki sam sposób jak inne produkty konsumpcyjne. Celem ich wytwarzania jest więc nie tworzenie sztuki lecz zysk, a sposoby produkcji są zoptymalizowane w taki sam sposób, jak w innych branżach. Przemysł kulturalny działa na zasadzie linii montażowej (assembly-line character), produkując masowo książki, płyty z nagraniami muzycznymi i filmy. Co więcej, przemysł kulturalny dzieli konsumentów na grupy, oferując im różne produkty w różnych cenach, przy czym podział ten nie jest dokonany na podstawie istniejących różnic pomiędzy produktami kultury, a raczej jest oparty na "cynicznej kalkulacji". Dzięki standaryzacji i masowej produkcji działania takie są zyskowne. To, że autorzy odnoszą się krytycznie do uprzemysłowienia kultury i „cynicznej rynkowej kalkulacji” wynika z ich poglądów na temat społecznej roli sztuki, która z zasady powinna być elitarna. Poglądy Adorno i Horkheimera na temat kultury popularnej są bardzo krytyczne.
Zdaniem Adorno i Horkheimera dochodzi do zjawiska „fetyszyzmu towarowego” polegającego na tym, że dzieło sztuki ma dla nabywcy tylko taką wartość, jaką cenę zapłacił on za jego kupno. Oznacza to, że w wyniku powstania przemysłu kulturalnego sztuka straciła swoją dawną niezależność, polegającą na autonomii wobec rynku. Cechą charakterystyczną postępowania przemysłu kulturalnego jest ukrywanie prawdziwego charakteru oferowanych produktów i stwarzanie pozorów obcowania z niezależną sztuką.

Wiem, to było dość ciężkie. O koncepcjach Szkoły Frankfurckiej jeszcze będę pisać, chwilowo jednak przejdę do innych - bardziej aktualnych - definicji przemysłu kulturalnego.

piątek, 04 maja 2007
Przemysł kulturalny a historia komunikacji
Analizy przemysłu kulturalnego warto jest przeprowadzać znając podstawy historii komunikacji. Przydatnym jest tu pojęcie mediamorfozy spopularyzowane przez Fidlera. Definiowane jest jako:
Transformacja środków komunikowania (mediów), zwykle powodowana (...) przez złożone oddziaływanie postrzeganych potrzeb, konkurencji oraz presji politycznych i społecznych, a także technologicznych innowacji.” (Fidler 1997, cyt. za Goban-Klas, 2005)
Fidler wyróżnia trzy domeny mediów – domenę komunikowania się (komunikacji interpersonalnej, np. rozmowa), domenę rozgłaszania (np. teatr, muzyka, media masowe) oraz domenę dokumentowania (pismo i druk, literatura i nauka). Domeny te, umieszczane są na gałęziach „drzewa medialnego”, które można znaleźć w licznych publikacjach.

Przyjmując perspektywę historyczną można wyróżnić przynajmniej dziewięć epok w historii rozwoju mediów. Pierwszą ustanawia epokowe wydarzenie, jakim było wynalezienie i upowszechnienie pisma. Umożliwiło ono rejestrowanie wiedzy, kodeksów prawnych, form sztuki pisanej, a w pewnej perspektywie czasowej również dokonywanie zapisu nutowego.
Drugą mediamorfozę przyniosło, dokonane przez Gutenberga, wynalezienie druku. Z jednej strony pozwoliło ono wielokrotnie skrócić czas przeznaczany na kopiowanie pisma, z drugiej natomiast znacząco obniżyło jego koszty. W przypadku muzyki druk ułatwił duplikację zapisu nutowego, co sprzyjało narodzinom pierwszej formy masowej „dystrybucji” muzyki. Czy na tym etapie był już jakiś przemysł kulturalny? Przemysł chyba raczej nie (jako że to pojęcie łączone jest z rewolucją przemysłową), ale z pewnością istniała jakaś forma działalności wydawniczej.
Trzecią mediamorfozę wiąże się z upowszechnieniem prasy, której dynamiczny rozwój przypada na wiek XIX. Mimo, że gazety były drukowane już wcześniej, z powodu kosztów i czasochłonności produkcji, nie mogły zaistnieć na skalę masową. Dopiero stopniowe upowszechnianie się w ciągu XIX wieku serii wynalazków umożliwiających masowe drukowanie, pozwoliło prasie zyskać prawdziwą popularność.
Czwarta i piąta mediamorfoza wiążą się ściśle z rewolucją przemysłową i przyśpieszeniem postępu technologicznego. Wynalazki takie jak fotografia, kino, fonografia, radio i telewizja zadecydowały o umasowieniu się mediów, dając również początek nowym formom sztuki oraz narodzinom kultury popularnej. W tym okresie należy szukać początków przemysłu kulturalnego jaki znamy dzisiaj. W tym okresie powstało również samo określenie "przemysł kulturalny".
Szósta mediamorfoza wiązana jest z wynalazkami umożliwiającymi łączność na odległość – począwszy od telegrafu, poprzez fax i telefon, aż po łączność satelitarną. Wynalazki te nie spowodowały być może tak widocznych zmian w sztuce jak kino czy fotografia, ale znacząco wpłynęły na sposób prowadzenia biznesu.
Siódma mediamorfoza związana jest z ucyfrowieniem mediów. Polega ona na zastosowaniu technologii cyfrowych (informatycznych) do zapisu i transmisji dźwięku, obrazu, itp. Proces ten dotknął wszystkich wcześniej wymyślonych mediów – dźwięk zapisywany analogowo został zastąpiony cyfrową płytą kompaktową, telewizja tradycyjna. Na ten okres przypada dynamiczny wzrost wartości firm przemyslu kulturalnego.
Ósma i dziewiąta mediamorfoza dokonują się obecnie. Pierwsza z nich dotyczy wykorzystania sieci komputerowych – internetu do przesyłania danych (a więc obrazów, dźwięku, etc.), druga natomiast polega na użyciu technologii mobilnych – telefonii komórkowej, sieci bezprzewodowych, etc. (Goban-Klas, 2005). Zapewne nie są to ostatnie mediamorfozy, ale tyle wymieniają cytowani autorzy.
 
Wszystkie zaprezentowane powyżej etapy rozwoju mediów można podzielić na dwie grupy. Z jednej strony są wynalazki umożliwiające coraz bardziej doskonałe zapisywanie danych – począwszy od wynalezienia pisma, aż po cyfrowe technologie zapisu. Im bardziej zaawansowana technologia zapisu, tym łatwiejsze kopiowanie. Należy pamiętać, że wytwarzanie i sprzedaż kopii sporządzonych z oryginału jest jednym z czynnków rozwoju przemysłu kulturalnego (dlatego tak walczy on o to, aby "zwykły" konsument nie mógł sobie sam takich kopii wykonać).
Z drugiej strony natomiast znajdują się wynalazki umożliwiające coraz to bardziej wyrafinowane formy łączności – przekazywania danych. Zgodnie z tą logiką, wynalezienie druku czy prasy było formą kopiowania danych, które trzeba było następnie fizycznie dystrybuować, telefon stanowił przede wszystkim formę łączności (komunikacji), natomiast wykorzystanie komputerów i internetu umożliwia jednocześnie zarówno zapis, jak i komunikację. W czasach współczesnych dochodzi więc do stopniowego zacierania się granic pomiędzy zapisem a łącznością, co jest wielką bolączką dla firm przemysłu kulturalnego, widzących jak  konsumenci sami sobie zapisują i  przesyłają "ich" produkty. Jest to również rzecz jasna dla tego przemysłu szansa, ale zbyt niewielu jego przedstawicieli zdaje się to dostrzegać.
 
Podsumowując ważne jest aby dostrzec silny związek pomiędzy produkcją i dystrybucją produktów kulturalnych a postępem technologicznym. Jest on oczywiście tylko jednym z czynników sprzyjających rozwojowi przemysłu kulturalnego. Innym z czynników przesądzających o dzisiejszej potędze przemysłu kulturalnego jest powstanie prawa autorskiego. Ale o tym już w innym miejscu.

Literatura:
Fidler R. F. (1997), Mediamorphosis: Understanding New Media (Journalism and Communication for a New Century), Pine Forge Press.
Goban-Klass T. (2005), Cywilizacja Medialna. Geneza, ewolucja, eksplozja, WSiP, Warszawa.
czwartek, 03 maja 2007
problemy z polską terminologią
Po głębszym namyśle musiałem dodać do bloga jeszcze jedną kategorię, w której będę umieszczał teksty ogólnie poświęcone przemysłowi kulturalnemu, wprowadzające w tematykę i nie pasujące do żadnej z pozostałych kategorii.
Na pierwszy ogień musi pójść wyjaśnienie pewnego zamieszania dotyczącego tłumaczenia angielskiego culture industry, cultural industries oraz creative industries. Na definiowanie tych pojęć przyjdzie czas w dalszych notkach, jednak bez wnikania w szczegóły:
  1. Termin culture industry został spopularyzowany przez Adorno i Horkheimera około lat 40. XX wieku. W polskim wydaniu Dialektyki Oświecenia (Wydawnictwo: IFiS PAN , 1994 tłumaczenie: Małgorzata Łukasiewicz) spotykamy okreslenie przemysł kulturalny.
  2. Termin cultural industries powstał najprawdopodobniej później, używany jest przez wielu autorów, popularyzuje go np. UNESCO. Sformułowanie cultural industries jest najczęściej spotykane w nauce i biznesie, znaczy jednak trochę co innego niż termin culture industry stworzony przez Adorno.
  3. Jeśli ktoś używa angielskiego culture industry odnosi się do tego jak rozumiał ten termin Adorno. Jeśli używa natomiast cultural industries, ma na myśli współczesne rozumienie terminu użyte przez UNESCO, jak i wielu innych badaczy (termin ten nie ma wydźwięku pejoratywnego jaki miało sformułowanie Adorno). Po polsku pojawia się jednak problem: czy słowo "przemysł" przyjmuje powszechnie liczbę mnogą? Przykładowo: czy mówi się o "przemysłach motoryzacyjnych" czy o "przemyśle motoryzacyjnym"? Raczej to drugie, mimo że w skład przemysłu motoryzacyjnego (podobnie jak przemysłu kulturalnego) wchodzą różne branże i nie stanowi on jakiejś jednej, zwartej całości. Jesli ten przykład nie przekonuje, niech będzie przemysł spożywczy - zarówno produkcja mąki, jak i krewetek, to najogólniej rzecz biorąc przemysł spożywczy (a nie przemysły spożywcze). Analogicznie więc należałoby uzywać "przemysł kulturalny" a nie "przemysły kulturalne", mimo że po angielsku liczba mnoga jest używana w nieco innym znaczeniu niż liczba pojedyncza.
  4. Powstaje jednak inny problem: jak tłumaczyć przymiotnik cultural w kontekście punktu 3. Niektórzy cały termin próbują tłumaczyć jako "przemysł kulturowy", "przemysły kulturowe", "przemysł kultury" lub "przemysły kultury". Pewnie są jeszcze jakieś inne opcje. Przykład zamieszania można znaleźć np. tu - pojawiają się różne wyrażenia, choć jedno jako cytat z Adorno. Pewnie powinni się na ten temat wypowiedzieć zarówno językoznawcy, jak i angliści...
  5. Aby nie było za łatwo jest jeszczed termin creative industries. Przez niektórych badaczy termin ten jest używany wymiennie z cultural industries, przez innych definiowany nieco inaczej (o tym w kolejnych notkach). Można by to tłumaczyć jako "przemysły kreatywne" lub "przemysł kreatywny"...
Reasumując, ja konsekwentnie używam terminu "przemysł kulturalny" i to wcale nie dlatego, że chcę powielać stworzone przez Adorno culture industry, ale dlatego, że liczba mnoga po prostu dziwnie po polsku brzmi. Choć rzecz jasna jestem otwarty na arugmenty i widzę możliwość używania wszystkich wyrażeń, czyli: przemysł kulturalny, przemysły kulturalne, przemysł kulturowy, przemysły kulturowe, przemysł kultury, przemysły kultury, przemysł rozrywkowy, przemysły kreatywne i co komu jeszcze przyjdzie do głowy...
wtorek, 01 maja 2007
Muzyka do ściągnięcia z Nocharizma Netlabel
Nocharizma - ukraiński netlabel z Dniepropietrowska udostępnia trochę muzyki reprezentującej różnorodne gatunki - od elektroniki do post rocka. Artyści są głównie z Ukrainy, choć netlabel wydał również np. muzykę Japończyka. Aby przejść do katalogu, kliknij tu. Oczywiście muzyka wydana jest na licencjach Creative Commons, więc ściągajcie i dzielcie się z innymi bez obaw.
poniedziałek, 30 kwietnia 2007
Lektura obowiązkowa: N. Stephan Kinsella "Przeciw własności intelektualnej"
 
W związku z tym, że napisano masę ciekawych tekstów na tematy związane z ekonomią kultury i prawem autorskim, warto jest niektóre z nich zebrać w jednym miejscu i co jakiś czas przypominać. Jednym z tekstów, które powinny być obowiązkową lekturą dla zainteresowanych tematem, jest "Against Intellectual Property" autorstwa N. S. Kinsella. Tekst przetłumaczono na polski pod tytułem "Przeciw własności intelektualnej" i zamieszczono na stronach Instytutu Misesa.
 
Tekst w fascynujący sposób przedstawia poglądy libertarian na kwestie własności intelektualnej, skupiając się na krytyce argumentów zwolenników własności intelektualnej odwołujących się do praw naturalnych oraz przedstawiających argumenty utylitarne.
Argumenty odwołujące się do praw naturalnych autor przedstawia następująco:
"Zgodnie z poglądami wielu libertarian, postrzegających własność intelektualną jako element praw naturalnych, wytwory umysłu zasługują na taką ochronę jak własność materialna. Oba bowiem są efektem pracy i umysłu człowieka. Ponieważ jesteśmy właścicielami swej pracy, mamy również naturalne prawo do jej owoców, podobnie jak prawo do zbiorów otrzymanych z uprawy. Z tego samego punktu widzenia, mamy też prawo do idei, które wymyślił nasz umysł i do sztuki, którą stworzyliśmy. Powyższa teoria wychodzi od spostrzeżenia, że będąc właścicielami własnego ciała oraz pracy, uzyskujemy tym samym prawo do ich owoców, wliczając „twory” intelektu. Tworząc wszak sonet, piosenkę, rzeźbę, zatrudniamy swoją pracę i ciało. Jesteśmy uprawnieni do „posiadania” tych tworów, ponieważ biorą się z innych przedmiotów, które „posiadamy”."
Argumenty utylitarne można streścić następująco:
"Zgodnie z tym sposobem myślenia poszanowanie i przestrzeganie prawa autorskiego i rozwiązań patentowych wynika stąd, że bardziej artystyczna lub oryginalna innowacja współgra z lub prowadzi do zwiększenia dobrobytu. Dobra publiczne i efekt gapowicza (free-rider effect) obniżają je poniżej optymalnego poziomu, to znaczy takiego, który osiągnęłaby ludzkość, gdyby funkcjonowały odpowiednie rozwiązania w zakresie własności intelektualnej. Zatem optymalizujemy, a przynajmniej podnosimy poziom dobrobytu przez wprowadzanie praw autorskich i patentów, które zachęcają autorów i wynalazców do tworzenia i unowocześniania swych dzieł”."
Powyższe cytaty mają stanowić jedynie zachętę do zapoznania się z całością tekstu, bowiem najciekawsze w nim jest to, jak autor rozprawia się z argumentami zwolenników własności intelektualnej. Gorąco więc zachęcam aby przeczytać całość po polsku w html lub pdf lub w anglojęzycznym oryginale.
piątek, 27 kwietnia 2007
Koncert 19 Wiosen
Zasadniczo nie piszę recenzji, relacji, nic z tych rzeczy. Czasem jednak wrzucać będę informacje o koncertach, które były lub będą. W tym przypadku mam na myśli koncert 19 Wiosen , który odbył się wczoraj w klubie Łódź Kaliska. Zespół tradycyjnie porwał publikę swoim występem, mimo że momentami kiepsko było słychać. Jako że jest to czwarty koncert 19 Wiosen , na którym miałem okazję być, mogę stwierdzić, że poza osobami tradycyjnie pojawiającymi się na ich występach, przyszło spore grono nowych słuchaczy, co rzecz jasna cieszy. Tak czy inaczej zdecydowanie polecam, szczególnie tym, którzy lubią muzykę około-punkową.
Próbki muzyki zespołu są tu:
 
 
czwartek, 26 kwietnia 2007
Wesoły chorwacki punk rock
Skromna porcja wesołego chorwackiego punk rocka w postaci nagrań demo kapeli o swojsko brzmiącej nazwie , dostępna jest tu. Ciekaw jestem czy nazwa zespołu wynika z inspiracji polskimi wulgaryzmami czy też po chorwacku brzmią one identycznie. Tym niemniej muzyka godna polecenia, szczególnie koneserom punk rocka i fanom Chorwacji. Ściąganie muzyki niezbyt wygodne (po kliknięciu na link należy wpisywać jakieś kody), ale muzyka dostępna jest na licencji Creative Commons, więc można się nią z powodzeniem dzielić z innymi.
środa, 25 kwietnia 2007
Verka Serduchka czyli "disco ruso"

W Wysokich Obcasach - dodatku do Gazety Wyborczej ukazał się artykuł o gwieździe muzyki estradowej wyjątkowo popularnej w krajach z obszaru byłego Związku Sowieckiego. Muzyka dość ciężkostrawna (aby się dowiedzieć więcej o tej estetyce zajrzyjcie na www Verka Serduchka), ale piszę o zjawisku, ponieważ będąc w Gruzji miałem okazję osobiście zetknąć się z niezwykła popularnością tej twórczości, w szczególności z utworem opisywanym w artykule następująco: "To współczesny postradziecki kankan, przy którym tańczą młodzi i starzy. To swoisty hymn pochwalny życia na obszarze, gdzie jeszcze niedawno nie bardzo było się z czego cieszyć, bo radziecki świat się zawalił, a nowy jeszcze nie powstał". Lepiej tego nie da się ująć, jednak popularność utworu ma głębsze podstawy - jest związana z istnieniem wspólnych gustów muzycznych charakterystycznych dla mieszkańców krajów byłego Związku Sowieckiego. A jako, że stacje radiowe i telewizyjne w byłych republikach sowieckich chętnie grają muzykę rosyjską (czy szerzej, muzykę rosyjskojęzyczną pochodzącą z którejkolwiek z byłych republik), gusty te są utrwalane i z powodzeniem rozwijają się dalej na tamtym obszarze kulturowym.

"Piosenki Danyłki oparte są na motywach ukraińskiej muzyki ludowej wzbogaconej rytmem elektronicznej perkusji, okraszone niewybrednym, absurdalnym tekstem. Całość tworzy melanż kozackiego disco polo, piosenki biesiadnej i muzyki chodnikowej, ale z większym rozmachem niż znamy to z Polski, bo dla Andrija obciach nie ma granic."

Jest to trochę ludowo-wschodnio-słowiańskie, trochę dyskotekowo-popowe. Zmierzam do tego, że jest to twórcze przetworzenie zachodnich dźwięków dyskotekowo-popowych na tamtejszą modłę, podobnie jak było nim w Polsce nasze rodzime disco-polo.

Ciekawe jest również to, że sukces Andrija Danyłki vel Verki Serduchki pokazuje potencjał komercyjny tamtejszych rynków (wynikający rzecz jasna z tego, że wspólne gusty dotyczą tak wielu osób, które wprawdzie legalnych płyt w większości przypadków pewnie nie kupią, mogą jednak pójść na koncert)...

"I właśnie kontrowersyjny Danyłko osiągnął największy sukces spośród wszystkich ukraińskich artystów próbujących sił w Rosji. A popularność w Rosji - w praktyce na terenie całego ZSRR - oznacza ponad 250-milionową publiczność, ogromne nakłady płyt, trasy koncertowe. Nic dziwnego, że Andrij jest jednym z najlepiej zarabiających artystów w byłym ZSRR."

 

Potencjał rynku raczej nie został odkryty przez nasze rodzime gwiazdy estrady, a wiele z nich pewnie zostałoby tam zrozumiane dużo lepiej niż na Zachodzie...

Źródło: Marcin Wojciechowski, "Król obciachu", GW, Wysokie Obcasy 2007-04-21.

wtorek, 17 kwietnia 2007
Muzyka z netlabela You Are Not Stealing Records
Na stronie netlabela Stealing Orchestra - You Are Not Stealing Records można znaleźć sporo ciekawej muzyki reprezentującej cały przekrój gatunków muzycznych. Utwory wydane są na licencjach Creative Commons , co dla przypomnienia oznacza, że m. in. można je sobie legalnie ściągnąć na dysk, posłuchać i dalej udostępniać w internecie.
poniedziałek, 16 kwietnia 2007
Habakuk interpretuje utwory Kaczmarskiego

Jak będę kiedyś miał okazję prowadzić ze studentami zajęcia z muzyki popularnej, zapewne będę wskazywać wydaną w marcu 2007 płytę zespołu Habakuk jako przykład nadania całkowicie nowych znaczeń cudzym utworom. Kapela grająca reggae podjęła się interpretacji piosenek Jacka Kaczmarskiego, czyli twórczości na pierwszy rzut oka bardzo odległej od reggae, w taki sposób, że powstało coś więcej niż po prostu zbiór kowerów. Oczywiście indywidualne opinie słuchaczy mogą się różnić, jednak większość słuchających raczej się zgodzi, że interpretacja dokonana przez zespół Habakuk nadała tym utworom całkowicie nowe znaczenia, a stylistyka reggae świetnie współgra z tekstami Kaczmarskiego, tworząc nową jakość.

Trochę więcej o koncepcji powstania płyty poczytać można na stronie zespołu (wychodzi na to, że pomysł wyszedł raczej od branży muzycznej niż ze strony muzyków, co w sumie w niczym nie przeszkadza):

"Na pomysł nagrania tej płyty wpadł Paweł Potoroczyn - postać bardzo zasłużona na muzycznym rynku. Przez 10 lat był on szefem Instytutu Polskiego w Stanach Zjednocznonych, a teraz piastuje tę samą funkcję w Londynie. Był pomysłodawcą takich płyt jak "Makowicz vs. Możdżer At The Carnegie Hall" oraz "Republique - Kwartet Śląski gra Ciechowskiego". Tym razem w jego głowie narodził się pomysł przedstawienia twórczości Kaczmarskiego w najmodniejszych rytmach muzycznych - czyli właśnie reggae. To on też uznał, że twórczość Kaczmarskiego najlepiej zinterpretuje właśnie Habakuk."

Źródło: http://www.habakuk.art.pl/dyskografia.htm#atysiej

Niestety piosenek z tej płyty nie można ściągnąć ze strony zespołu, można jednak zapoznać się z ich starymi utworami.

piątek, 13 kwietnia 2007
Mija 40 lat od koncertu Rolling Stones w Warszawie

W Gazecie Wyborczej ukazał się ciekawy tekst przypominający, że właśnie mija 40 rocznica występów The Rolling Stones w sali Kongresowe w Warszawie. Artystycznie wydarzenie było ponoć niezbyt udane (nic nie było słychać), ale socjologicznie był to na pewno ważny moment w rozwoju muzyki rockowej w Polsce. Krótki cytat:

"Nie wiadomo dokładnie, ile osób było w Sali Kongresowej 13 kwietnia 1967 r. na dwóch koncertach (o godz. 17 i 19) The Rolling Stones. Teoretycznie sala mieści około 2,5 tys. osób, ale Brodowski twierdzi, że była bardziej napakowana niż na Milesie Davisie, którego słuchało 5 tys. ludzi. Z upływem czasu osób coraz więcej osób przyznawało, że byli na słynnym koncercie. - Liczba tych, którzy dziś twierdzą, że widzieli Stonesów, przekracza siedmiokrotnie pojemność Sali Kongresowej - śmieje się fotograf Marek Karewicz, który pracował dla Polskiej Agencji Artystycznej, czyli Pagartu, i towarzyszył Stonesom podczas ich pobytu w Polsce. Niełatwo też dziś zweryfikować mity i historie narosłe wokół wizyty pierwszej wielkiej gwiazdy rocka za żelazną kurtyną."

Cały tekst obfituje w zabawne mity i anegdoty. Łatwo zresztą zrozumieć jest legendę w jaką obrosło to wydarzenie, zważywszy na to, że dla większości widzów obecnych na tych dwóch koncertach był to najprawdopodobniej pierwszy kontakt z muzyką zachodnią na żywo i to w wydaniu niewątpliwych gwiazd. Dobry temat dla historyków rocka.

Źródło: Gazeta Wyborcza, Alex Kłoś, Łukasz Kamiński, Jagger pluje goździkiem - 40 lat temu w Kongresowej, 2007-04-06.

czwartek, 12 kwietnia 2007
Katalog Afterbeat Records

Gorąco zachęcam wszystkich, którzy lubią reggae/dub/dancehall do zapoznania się z katalogiem wytwórni Afterbeat Records. Można stamtąd ściągnąć legalnie za darmo ciekawą muzykę.

Artyści, których muzykę można ściągnąć to m. in.

Youthman Steppa
Dino
Banda Tre
Togetha Brotha
WWS (Wszystkie Wschody Słońca)
Echo_TM
Emzk

Przed ściągnięciem należy zapoznać się z licencją na jakiej wydany jest konkretny album/EPka. W każdym przypadku jest to któraś z licencji Creative Commons np. Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.0 (kliknij na link aby zapoznać się ze szczegółami).

Warto również odwiedzić ich profil w MySpace.

środa, 11 kwietnia 2007
Jak zrobić mega gwiazdę estrady w Polsce?

Świetny wywiad dotyczący tradycyjnego sposobu funkcjonowania branży muzycznej w wersji ekstremalnej ukazał się w Wysokich Obcasach w połowie marca 2007. Ponieważ wywiad pewnie niebawem przeniesiony zostanie do archiwum, kilka cytatów:

"Żeby z zadowalającym skutkiem pokazać artystę światu, trzeba wydać minimum 200-300 tys. zł."

Oczywiście "zadowalający skutek" rozumiany jest tutaj jako dotarcie do masowego słuchacza czy raczej widza (wielu Polaków kupuje "gwiazdy" po ich zobaczeniu a nie usłyszeniu). Do bardziej wyrobionego słuchacza niszowego można dotrzeć dużo taniej, z czego płynie prosty wniosek - zarabiać można nie tylko po wydaniu "minimum 200-300 tys. zł.".

O tym "jak to się robi" w przypadku gwiazd estrady (celowo unikam tu słowa "artyści", choć jest ono używane w oryginalnym cytacie):

"W przypadku artystów początkujących najpierw należy zdecydować się na target. Powiedzmy, że będą to dziewczynki w wieku od dziewięciu do 14 lat. Zamawiamy pod nie piosenkę u zawodowego producenta, najlepiej na Zachodzie. To jest 15 tys. zł. Piosenek musi być ok. dziesięciu, z czego dwie, trzy powinny być przebojowe. To jest już ponad 100 tys. Następny ruch to teledysk. Jeśli ma trafić do nastoletniego odbiorcy, dobrze jest zrobić go za granicą - żeby było kolorowo i bajecznie. I to wcale nie wychodzi drożej niż zrobienie klipu w Polsce. To kosztuje 40-50 tys. plus cena kilku dobrych ciuchów u dobrego projektanta - następne 30 tys. I dopiero po teledysku rusza machina promocyjna, czyli robota moja i wytwórni płytowej. Piosenkę powinny zagrać radia, a teledysk pokazać telewizje muzyczne."

Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że rozmówca mówił o muzyce podobnie jak mówi się o produkcji butów czy garnków. Ucieszyłby się teoretyk Theodor Adorno , który pisał już w latach 40. XX w. o tym, że dobra kultury są produkowane przez przemysł kulturalny w taki sam sposób jak inne produkty konsumpcyjne. Celem ich wytwarzania jest więc nie tworzenie sztuki lecz zysk, a sposoby produkcji są zoptymalizowane w taki sam sposób jak w innych branżach. Przemysł kulturalny działa na zasadzie linii montażowej (assembly-line character), produkując masowo książki, płyty z nagraniami muzycznymi i filmy. Ogólnie można się z Adorno nie zgadzać (o polemice z jego koncepcjami jeszcze niejednokrotnie napiszę w blogu), ale w tym wypadku jego teorie świetnie pasują jako komentarz.

Zdaniem Adorno cechą charakterystyczną postępowania przemysłu kulturowego jest ukrywanie prawdziwego charakteru oferowanych produktów i stwarzanie pozorów obcowania z niezależną sztuką. W przypadku omawianego cytatu o żadnych pozorach nie ma mowy - żadna sztuka, ale po prostu działalność gospodarcza jak każda inna. I chwała każdemu kto potrafi w ten sposób zarabiać pieniądze, pytanie brzmi tylko dlaczego w telewizji publicznej (a więc teoretycznie finansowanej z parapodatków), która ma kierować się "misją", tyle było onegdaj owych produktów muzycznych? Fajnie koresponduje to z edukacją muzyczną i kompetencją odbiorczą, o której pisałem w poprzedniej notce .

 Dalej czytamy o promocji charakterystycznej dla tego typu produktów. Nic ciekawego do komentowania, gdyby nie końcówka.

"Żeby artysta stał się rozpoznawalny, trzeba przygotować kampanię PR-owską. Prasa kolorowa, tabloidy, odwiedzanie tych wszystkich imprez, bankietów, gdzie cię sfotografują i pokażą w odpowiednim piśmie, podkręcanie zainteresowania. Ma to bardzo duży wpływ na sprzedaż płyt czy biletów na koncerty. Bo w Polsce dopiero na koncertach zarabia się przyzwoite pieniądze."

Właśnie temu ostatniemu zdaniu należy poświęcić szczególną uwagę. Skoro wypowiada je człowiek, który prowadził interesy gwiazd estrady sprzedających dużo płyt, oznacza to, że "zarabianie tylko na koncertach" nie jest domeną wyłacznie tych artystów, którzy sprzedają w Polsce mało płyt. Niezależnie od tego czy w naszym kraju sprzedaje się dużo czy mało płyt, zarabia się przede wszystkim na koncertach. O tym z czego to wynika i co z tego wynika w dalszych częściach bloga.

Źródło: Gazeta Wyborcza, dodatek Wysokie Obcasy, "Instrukcja składania gwiazdy" 2007-03-10, z Maciejem Durczakiem rozmawiali Marek Sterlingow i Marek Wąs.

Tymon Tymański o ściąganiu muzyki z internetu

W "Dzienniku" ukazał się wywiad z Tymonem Tymańskim, muzykiem znanym m. in. z kapel "Miłość", "Kury", "Tymon Tymański Yass Ensemble". Cały wywiad jest jeszcze dostępny na stronie "Dziennika" , ale ponieważ pewnie niebawem zniknie, poniżej kilka ciekawych cytatów:

"Za komuny - dzięki audycjom Marka Wiernika, Piotra Kaczkowskiego i innych - mogliśmy do woli nagrywać płyty ulubionych artystów. Teraz dzieciaki ściągają ulubione płyty z Internetu. Podniósł się wielki raban, że oto kradną i piratują. Jest to totalna obłuda ludzi, którzy mają kasę, ale nie mogą zrozumieć, że płyty są za drogie, podczas gdy artyści chcą żyć ponad stan. Polskie płyty powinny kosztować maksymalnie 15-20 złotych (...) Dzieciaki między 15 a 20 rokiem życia potrzebują przerobić maksymalną liczbę bodźców, dowiedzieć się i nauczyć optymalnie dużo. W tym momencie ściąganie płyt na iPoda jest rzeczą normalną w edukacji muzycznej. Udostępnienie tych plików za darmo jest uczciwsze niż pieprzenie o piractwie."

 

O ile Tymon troche upraszcza kwestie cen (dlaczego, o tym na blogu później), o tyle ma całkowitą rację w sprawie edukacji muzycznej. Aby docenić i zrozumieć płyty np. Johna Coltrane (jeden z ulubionych artystów Tymona), trzeba wcześniej posłuchać paru innych rzeczy. Aby ich posłuchać albo trzeba mieć kumpla, który fanatycznie kolekcjonuje płyty jazzowe i chce je pożyczyć, albo wydać fortunę i kupić je samemu. Przy ogromnej ilości wydawanej muzyki zdobycie kompetencji odbiorczej w sposób legalny (kupno płyt) musi kosztować fortunę. Jeśli nie ma się tej kompetencji, wówczas zazwyczaj poprzestaje się na słuchaniu prostego popu lub tego co np. oferuje nadawany w TVP program "Jaka to melodia"... O tym, na ile obowiązujące prawo autorskie utrudnia dostęp do dóbr kultury i edukację muzyczną, będzie na tym blogu jeszcze sporo napisane...

Ponadto Tymon mówi o piractwie:

"Wiesz, uważam, że piratowanie dzieje się wtedy, gdy ktoś ściąga moją płytę, przegrywa ją na sto CD-R-ów i sprzedaje je na Stadionie. Ale gdy ktoś nagrywa płytę dla siebie, nie jest to żadnym złodziejstwem, tylko rodzajem długoterminowej pożyczki.".

Sporo racji, ale jak powiedzą prawnicy "ustawy i orzecznictwo wielu krajów mówią inaczej".

I jeszcze parę słów podsumowania:

"Zamierzam większość swoich płyt udostępnić w mp3 na stronie internetowej za darmo, żeby ludzie mogli posłuchać i stwierdzić, czy im się podobają, czy nie. Jeśli płyty będzie można kupić przez Internet czy na koncertach za 15-20 zł, to spora część tych młodych ludzi będzie wolała materialny gadżet w postaci legalnej płyty niż popisanego mazakiem CD-R-a. Te dzieciaki nie mają kasy, a przecież muszą się edukować. Mnie stać na kupowanie płyt dopiero od kilku lat. Trzeba jakoś wyjść tym ludziom naprzeciw. Gadanie o tym, że jeśli ktoś nie kupi polskiej płyty za 40 zł, jest złodziejem, to czysta hipokryzja. W takim razie po co było produkować CD-R-y, które są w stanie skopiować oryginał w jakościowym stosunku 1:1? Jeśli już, to winni są ci, którzy wymyślili tę technologię, oraz koncerny, które mają w dupie niezbyt zamożnych klientów. Jeżeli komuś się spodobają Biodrowe płyty i będzie chciał je kupić, proszę bardzo - dogadamy się. A ja zamierzam je fajnie nagrywać, ładnie oprawić, dodać frapujące bonusy i przede wszystkim spowodować, żeby były tanie."

Cóż, trzymam za słowo, oby się udało, oby więcej takich inicjatyw. Model biznesowy oparty na darmowym udostępnianiu muzyki wyszedł już paru artystom w innych częściach świata na zdrowie.

Źródło: "Dziennik" 2007-04-04, "Tymon Tymański: Od lat jesteśmy czarnuchami świata", wywiad Leszka Gnoińskiego.

pierwsza notka - kto pisze i dlaczego

Po co ten blog?

Między innymi dlatego, że w trakcie pracy naukowej dowiedziałem się o funkcjonowaniu przemysłu kulturalnego tyle, że szkoda by było się tym nie podzielić z ewentualnymi zainteresowanymi. Obserwując debatę publiczną na temat finansowania kultury, plików muzycznych lub tzw. "piractwa internetowego", można odnieść wrażenie, że ogólna znajomość tych zagadnień jest niewielka, a w dyskusjach dominują propagandowe hasła. Chciałbym aby ten blog wypełnił luki w naszej wiedzy o funkcjonowaniu przemyłu kulturalnego i pobudzał do dyskusji na ten temat. Innymi słowy, zamiast publikować książkę, za której wydanie sam zapłacę, i której potem prawie nikt nie kupi, wolę publikować tu.

Ponadto będę zamieszczać tu linki do muzyki, która jest nie tylko ciekawa, ale także dostępna legalnie za darmo. W internecie jest sporo dobrej muzyki, fajnie by było gdyby więcej ludzi wiedziało o jej istnieniu i o tym, że można jej sobie posłuchać nie łamiąc przy tym obowiązującego obecnie prawa autorskiego (cokolwiek by o tym prawie nie sądzić). Stanowić to będzie w pewnym sensie praktyczną ilustrację teorii, o których piszę.

Czy wiem o czym piszę?

Kiedyś uczyłem się tu. Doktorat napisałem tu. Obrona jeszcze w tym roku. Obecnie pracuję tu.

Zajmuję się badaniem zagadnień z zakresu ekonomii kultury, marketingu muzyki, ekonomii własności intelektualnej, studiów nad muzyką popularną, itp. Trochę na te tematy napisałem w recenzowanych czasopismach naukowych. Przygotowuję więcej. Należę do Międzynarodowego Stowarzyszenia Badaczy Muzyki Popularnej (IASPM). Wystąpiłem na kilku konferencjach m. in. na Istanbul Technical University i University of Copenhagen. Słuchaczom się podobało.

Ponadto prowadzę bloga po angielsku http://railwaystations.blogspot.com, poświęconego zupełnie innym kwestiom.

Gdyby ktoś chciał się skontaktować, zapraszam na mejla gazetowego.

Patryk Gałuszka

10:01, patrykgaluszka , więcej o autorze
Link Komentarze (3) »
1 ... 21
 
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter