przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
niedziela, 30 września 2007
Amazon.com sprzedaje pliki bez DRM

Amazon.com przerobił swój sklep internetowy z plikami muzycznymi. Wypada o tym wspomnieć ponieważ w sklepie zaoferowano sporo muzyki w formacie mp3 bez DRM. Oznacza to, że jak już ktoś sobie kupi taki plik, będzie mógł go przegrać na dowolną liczbę komputerów i odtwarzać w każdym przenośnym odtwarzaczu. Czyli dużo lepiej niż w przypadku plików kupionych w większości innych sklepów, które nakładają ograniczenia np. dotyczące możliwości przegrywania lub odtwarzania pliku.

Na stronie sklepu wbudowany jest odtwarzacz, w którym można odsłuchać fragmenty utworów. Poza tym sklep z plikami wygląda dokładnie tak jak inne sklepy w amazon.com, co jest wygodne dla kupujących. Jak ktoś nie chce kupować plików, może łatwo przenieść się do sklepu z kompaktami.

Minusem są ceny. Są niższe niż u części konkurentów, ale jeśli porównać je z cenami kompaktów - wcale nie są atrakcyjne. Pierwszy z brzegu przykład: płyta Pink Floyd - Dark Side of the Moon w wersji kompaktowej kosztuje 9,99 USD, a w wersji mp3 7,99 USD (jeśli kupujemy ją jako całość) lub 10,71 USD (jeśli kupujemy po jednym utworze). Czyli generalnie za pliki płacimy podobną cenę co za CD, a zamiast kompaktu dostajemy pliki w jakości 256 kbps (czyli dobrej, ale jednak gorszej niż jakość kompaktu). Chociaż trzeba zauważyć, że w sklepie można znaleźć też pliki w bardziej atrakcyjnych cenach.

Podsumowując: dalej nie jest to przełomowa, powalająca oferta, ale na pewno krok w dobrą stronę i zagrożenie dla konkurentów.

piątek, 28 września 2007
Znalezione na jamendo.com: Distemper - Think who is your Friends
Na opisywanym przeze mnie niedawno jamendo.com można znaleźć arcyciekawą muzykę. Co jakiś czas będę umieszczał tu nagrania, które wydają mi się być warte posłuchania. Na początek rosyjska muzyka ska i punk w wykonaniu lokalnych klasyków - Distemper. To na dowód, że darmowa muzyka z jamendo.com to nie tylko garażowi amatorzy (jak sądzą niektórzy), ale także uznani i popularni na swoim rynku artyści. Całą płytę można legalnie ściągnąć stąd.

czwartek, 27 września 2007
Resting Bell - netlabel z Niemiec
Resting Bell to niemiecki netlabel skupiający się na łagodnej elektronice i improwizacji. Obecnie ze stron Resting Bell można za darmo ściągnąć 7 wydawnictw, wszystkie wydane na licencjach Creative Commons. Dokładny link do wydawnictw jest tu. Jeśli więc lubicie takie dźwięki - ściągajcie i dzielcie się muzyką z innymi...

Co ciekawe muzyka, którą udostępniają niekoniecznie pochodzi z Niemiec, np. Adrián Juárez jest z Argentyny i sam prowadzi netlabela, o którym napiszę, jak tylko posłucham ich muzyki.
środa, 26 września 2007
Publikacja: Dynamika kultury a (r)ewolucja własności intelektualnej
Ukazała się publikacja poświęcona zmianom dokonującym się aktualnie w obszarze własności intelektualnej i kultury. Nosi ona tytuł Dynamika kultury a (r)ewolucja własności intelektualnej - t.1 i stanowi zbiór materiałów z konferencji, która odbyła się we Wrocławiu w 2006 r. Zakres poruszonej tematyki jest szeroki, więc każdy z czytelników zainteresowanych tematem powinien znaleźć coś dla siebie.
wtorek, 25 września 2007
Dlaczego Weedshare nie wyszło?

W poprzednim wpisie opisałem nie działający już serwis Weedshare. Teraz kilka słów o tym dlaczego tak pomysłowemu rozwiązaniu nie udało się upowszechnić. Najważniejsza i bezpośrednia przyczyna to fakt, że Microsoft samemu rozwija swój sklep z plikami, w związku z czym stara się zwalczyć konkurencję. W przypadku Weedshare owo zwalczenie konkurencji polegało na wypuszczeniu przez Microsoft nowej wersji Windows Media Playera nie odtwarzającej plików "Weed" (dystrybuowanych przez Weedshare i społeczność z nim związaną). Pojawiły się w związku z tym informacje (nie wiem na ile wiarygodne), że Microsoft wykupił patenty Weedshare i być może chce całą filozofię sprzedaży plików, opisaną przeze mnie w poprzednim wpisie, wykorzystać w swoim sklepie z muzyką.

Z biznesowego punktu widzenia nie można byłoby się firmy Microsoft czepiać, gdyby nie była monopolistą. Microsoft kupuje dobre rozwiązanie od małej firmy, dzięki czemu łatwiej będzie mu konkurować z potentatami (iTunes). To jest OK, problem leży jednak w tym, że firma sama najpierw doprowadza do sytuacji, w której Weedshare nie może normalnie funkcjonować (tzn. wypuszcza nową wersję Windows Media Playera nie odtwarzającą plików "Weed"). Ponieważ w biznesie nie takie rzeczy już się działy, zastanówmy się jakie błędy popełnił Weedshare:

  1. Weedshare zbyt mocno związał się technologicznie z Microsoft - pliki Weed były plikami .wma, odtwarzać je należało w Windows Media Player. Nie było wersji ani dla Maca ani dla Linuksa. Nie znam umów pomiędzy Weedshare a Microsoft, ale na pierwszy rzut oka Weedshare było zbyt mocno zależne od jednego partnera (Microsoft).
  2. Filozofia Weedshare opierała się o DRM. Mimo, że rozwiązania zaproponowane przez Weedshare były dla artystów i konsumentów dużo lepsze niż w wielu innych (bardziej tradycyjnych) sklepach z plikami, oparcie się o DRM zniechęciło całe grupy słuchaczy sprzeciwiających się samej filozofii DRM.
  3. Weedshare nigdy nie uzyskało wsparcia dużych koncernów muzycznych (majors). Prawdopodobnie wiązało się to z niezrozumieniem przez majors kierunku, w którym rozwija się internet oraz tradycyjnego strachu przed nowymi rozwiązaniami technologicznymi. Ponadto majors ciężko byłoby wytłumaczyć konsumentom, że zwalczane przez nie sieci P2P nie są siedliskiem zła, skoro można za ich pomocą dystrybuować też "legalne" pliki Weed.
  4. Weedshare nie produkował odtwarzaczy, w związku z czym nie mógł zarabiać na ich sprzedaży, tak jak czyni to np. Apple.
  5. Weedshare ograniczył swoje działanie tylko do USA. Być może koncentracja na jakieś niszy w Europie byłaby bardziej opłacalna niż próba walki o cały niezależny rynek amerykański.

Pewnie  Weedshare popełnił jeszcze pare  pomniejszych błędów promocyjnych, o których nie wiem.  A może  po prostu pojawił się nieco za wcześnie, wyprzedzając swoim powstaniem czasy Web 2.0. W momencie debiutu serwis był bardzo nowoczesny, lecz gdy internet zaczął się zmieniać pod dyktando Web 2.0 Weedshare nie wyszedł temu naprzeciw (choć w sumie niewiele musiałby się zmienić, bo wyprzedzał czasy Web 2.0)... być może serwis był już zbyt mocno związany z technologią Microsoft lub zabrakło pomysłów. Tak czy inaczej sam pomysł był dobry, więc spodziewam się, że zostanie jeszcze wykorzystany. Pewnie przez Microsoft.

poniedziałek, 24 września 2007
Serwis Weedshare (był sobie kiedyś)
Jakiś czas temu trafiłem na informację, że serwis Weedshare zawiesił działalność. Nie był on bliżej znany w Polsce (funkckjonował zasadniczo wyłącznie w USA), warto jednak o nim napisać ponieważ był pionierem sprzedaży plików muzycznych w oryginalny sposób. Parę słów o tym jak to działało.

Weedshare był czymś na kształt zdecentralizowanej sieci handlu plikami muzycznymi. Użytkownik Weedshare miał prawo za darmo odsłuchać utwór trzykrotnie, po czym mógł go zakupić, płacąc ustaloną przez właściciela praw autorskich cenę (zazwyczaj od 0,50 USD do 4 USD). Po zakupie nabywca mógł odtwarzać utwór na trzech komputerach, nagrać go na płytę audio lub przegrać do odtwarzacza przenośnego. Wszystkie te opcje nie różniły się znacząco od możliwości jakie ma użytkownik iTunes lub Rhapsody (pliki Weed były zabezpieczone DRM, podobnie jak w innych dużych sklepach internetowych). Tym, co decydowało o odmienności Weedshare, była możliwość dzielenia się zakupionym utworem z innymi, np. poprzez umieszczenie go na blogu internetowym lub w sieci P2P.

Jeśli nabywca utworu umieścił go na swojej stronie internetowej i jeśli zachęciło to innych użytkowników internetu do zakupu tego utworu, wówczas pierwotny nabywca otrzymywał procent od ceny zapłaconej przez kolejnych użytkowników. Innymi słowy, w Weedshare każdy internauta oprócz bycia słuchaczem, mógł być „internetowym detalistą", bowiem system zachęcał nabywców muzyki do dzielenia się nią z innymi, wynagradzając ich za to pieniężnie.

W praktyce środki ze sprzedaży każdego utworu dzielone były najpierw na dwie części: w przypadku każdej transakcji 50% zapłaconej przez nabywcę kwoty otrzymywał właściciel praw autorskich do utworu (np. artysta), a pozostałe 50% dzielone było pośród osób/instytucji pomagających w dystrybucji pliku, przy czym sieć Weedshare zawsze otrzymywała 15% zapłaconej przez nabywcę kwoty. W praktyce podział owych „pozostałych 50%" kwoty zależał od tego, czy utwór jest nabyty bezpośrednio od Weedshare, czy też był kupiony z „polecenia" innego użytkownika, który wcześniej kupił dany plik.

Tę dość skomplikowaną procedurę najłatwiej wyjaśnić jest na przykładzie. Jeśli utwór został kupiony za 1 USD przez osobę A, a następnie był rozpowszechniany w sieci P2P, co zachęciło do zakupu osobę B, która umieściła utwór na swojej stronie internetowej, co z kolei zachęciło do zakupu osobę C, wówczas:
  • właściciel praw autorskich do utworu (np. artysta) otrzymał w każdym przypadku przynajmniej 50% z płaconej kwoty;
  • Weedshare otrzymał w każdym przypadku 15% z płaconej kwoty;
  • wszyscy nabywcy płacili po 1 USD, przy czym, jeśli utwór był popularny i był dalej kupowany przez kolejnych nabywców, wówczas ci, którzy kupili go jako pierwsi zaczynali najszybciej odzyskiwać część zapłaconej kwoty;
  • nabywca, który kupił utwór „z polecenia" nabywcy C, płacił też 1 USD, z której to kwoty nabywcy A, B i C otrzymywali odpowiednio 5%, 10% i 20%, Weedshare 15% a właściciel praw autorskich 50%.
Innymi słowy, cały ten wyglądający na dość skomplikowany system miał na celu zabezpieczyć interesy właściciela praw autorskich do utworu oraz zachęcić nabywców do rozpowszechnia utworu na własną rękę, co sprzyjało popularyzacji muzyki z wykorzystaniem marketingu szeptanego oraz siły społeczności internetowych.
A dlaczego serwisowi Weedshare nie wyszło napiszę w następnej notce.
piątek, 21 września 2007
zvuked.net - netlabel z Bułgarii
Zvuked.net to kolejny netlabel, który chciałbym zarekomendować. Tym razem dźwięki pochodzą z Bułgarii (netlabel ma siedzibę w Varnie). Obecnie z ich strony można za darmo ściągnąć 5 wydawnictw, które muzycznie można określić mianem elektronika/eksperyment. Wszystkie utwory wydano na licencjach Creative Commons.
środa, 19 września 2007
Under Label - kolumbijska elektronika
Rzadko zdarza mi się znaleźć netlabel z tak egzotycznego (dla Polaków rzecz jasna) kraju jak Kolumbia. Przypadkiem się udało, choć trzeba zauważyć, że Under Label jest jeszcze w fazie rozruchu. Obecnie udostępniają na licencjach Creative Commons dwa wydawnictwa, które możecie sobie ściągnąc stąd, jeśli oczywiście lubicie elektronikę. Mają też profil na MySpace.
poniedziałek, 17 września 2007
jamendo.com - obecnie 4607 albumów do pobrania za darmo
Od dłuższego czasu zbierałem się by porządnie napisać o jamendo.com. Na pierwszy rzut oka serwis przypomina inne portale społecznościowe, np. opisany przeze mnie ijigg.com. W praktyce jest czymś nieco innym, skupia się bowiem wyłącznie na muzyce, którą można legalnie ściągnąć za darmo.

Schemat jest taki: zespół wydaje muzykę na licencjach Creative Commons, muzyka jest dostępna w serwisie jamendo.com - słuchacze mogą ją odsłuchać, bądź w łatwy sposób ściągnąć za pomocą BitTorrent lub eMule. Ponadto w jamendo.com funkcjonuje cała społecznościowa część serwisu - fora, rekomendacje, recenzje itp. Serwis jest więc dokładnie tym czego brakowało zarówno portalom społecznościowym poświęconym muzyce, za którą trzeba płacić, jak i pojedynczym netlabelom.

Tutaj można przeczytać więcej o tym jak działa jamendo.com (po polsku, cały portal jest przetłumaczony). Nie piszę o biznesowej stronie działania serwisu, napiszę o tym później, teraz chodzi mi głównie o zachęcenie Was do skorzystania z tego bodaj największego (a niewątpliwie najwygodniejszego) źródła legalnej, darmowej muzyki. Im więcej osób używa jamendo.com, tym większe korzyści mogą odnieść muzycy wykorzystujący serwis do rozpowszechniania swojej twórczości.
czwartek, 13 września 2007
Polityka pisze o branży muzycznej

Wczoraj w Polityce ukazał się artykuł o znanej menedżerce muzycznej Katarzynie Kanclerz. Całość można przeczytać w wydaniu papierowym. Warto, ponieważ tekst, mimo że skupia się na jednej osobie, dobrze obrazuje sposób w jaki funkcjonuje duża część przemysłu muzycznego (sposób typowy dla czasów "przedinternetowych"). Krótkie cytaty:

menedżer niezależny: "Mówiło się, że kontrakty z artystami konstruowała tak, by przysługiwały jej tantiemy z ZAiKS, tak jak twórcom. Na tym polegał jej bliski związek z artystami" (Winnicka E., Pani od gwiazd, Polityka nr 37 (2620) z dnia 15.09.2007., s. 70-74).
Kasia Nosowska: "Przez tę dziką promocję HEY, te balony wypuszczane na koncertach, staliśmy się zespołem wręcz popowym. Ale nie dlatego, że graliśmy popową muzykę, tylko dlatego, że byliśmy skrajnie popularni. Wiele osób zaczęło nas traktować jak wieśniaków, którzy przyjechali ze Szczecina i grają infantylną muzyczkę. Miałam żal, że tak nami pokierowano, bo nie byliśmy znikąd, mieliśmy korzenie głęboko wrośnięte w podziemie muzyczne. Myślę też, że gdybyśmy wtedy nagle zaczęli dużo zarabiać, to by nam źle zrobiło. Ale Pan Bóg chronił nas, żeby nam nie odbiło. Płyta sprzedawała się rewelacyjnie, ale my dostawaliśmy stałą pensję coś koło średniej krajowej" (ibid.).

Warto dodać, że nakład pierwszej płyty zespołu HEY rozszedł się w ok. 700 tysięcy sztuk.

W sumie artykuł nie opisuje niczego nowego. Wiele podobnych tekstów dotyczących funkcjonowania części branży muzycznej w innych częściach świata można znaleźć w internecie i prasie z innych krajów, np. tu. Dlatego właśnie artyści powinni dokładnie i ze zrozumieniem czytać kontrakty, które podpisują...

wtorek, 11 września 2007
AudioTong netlabel: muzyka m. in. z Europy i Dalekiego Wschodu

Jednym z najciekawszych netlabeli wydających muzykę z krajów nie uznawanych powszechnie za centrum przemysłu muzycznego jest AudioTong. Na ich stronach można znaleźć głównie muzykę elektroniczną i eksperymentalną m. in. z Czech, Polski, Węgier, Litwy, Rosji, Ukrainy, Argentyny, Chin i Uzbekistanu.

Dla przykładu dwa wydawnictwa z katalogu AudioTong z krajów odległych od Polski: BAI+IAN - anti-sound z Chin oraz Uzbekistanu, np. Deficit - Introduction.... Wszystkim którzy lubią muzykę z dalekiego wschodu gorąco polecam też ISSO MUSIC - produkcję artystki z Taiwanu nagraną z muzykami z Japonii. W radiu tego nie znajdziecie...

Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter