przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Gigantyczne odszkodowania za nieautoryzowane ściąganie nagrań

Co jakiś czas prasa donosi o gigantycznych odszkodowaniach zasądzanych przez amerykański wymiar sprawiedliwości w sprawach wytaczanych przez firmy fonograficzne osobom ściągającym nagrania z nieautoryzowanych źródeł. Przykładem może być tu sprawa opisana ostatnio w Gazecie Wyborczej. Czytamy w niej, że:

"W 2003 r. do domu Tenenbaumów przyszedł list, w którym 16-letni wtedy Joel został oskarżony o nielegalne ściąganie piosenek z internetu. Wytwórnie, które miały do prawa do siedmiu wskazanych w liście utworów, zażądały łącznie ponad pięciu tys. dolarów zadośćuczynienia (...) Nastolatek oświadczył, że może zapłacić 500 dol., bo tylko na tyle go stać. Propozycja nie przeszła i sprawa cztery lata później trafiła do sądu. (...) Tenenbaum chciał pójść na ugodę i zapłacić pięć tys. dol., ale firmy odrzuciły propozycję. Od tego momentu stawka zaczęła rosnąć... Kolejne apelacje Amerykanin przegrywał, aż w piątek sąd federalny nakazał mu zapłacić 675 tys. dol. (...) Dorosły już mężczyzna w ciągu tych kilku lat miał jednak okazje, żeby proces zakończyć. W 2010 r. sąd obniżył karę do 67,5 tys. dol., ale jego prawnicy postanowili pójść na całość i walczyć o wycofanie pozwu. Apelację przegrali i sędzia przywrócił kwotę dziesięciokrotnie wyższą." (Źródło: Mateusz Szaniewski, Musi zapłacić 675 tys. dol., bo ściągnął 30 piosenek. Dziewięć lat temu jako nastolatek! wyborcza.pl z dnia 2012-08-26).

Sprawa jest w pewnym sensie modelowa, jednak mało który internauta dochodzi tak daleko. Zazwyczaj schemat wygląda w uproszczeniu następująco:

  1. Internauta udostępniał w sieci zawartość, do której majątkowe prawa autorskie mają koncerny medialne (nie tylko wytwórnie muzyczne, także np. studia filmowe). Sam fakt ściągnięcia nieautoryzowanego pliku byłby trudniejszy do przeprowadzenia przed wymiarem sprawiedliwości, co nie jest jednak przeszkodą w ściganiu ponieważ sieci P2P działają tak, że aby ściągać, trzeba z reguły udostępniać.
  2. Dostawca internetu udostępnił reprezentantom właścicieli majątkowych praw autorskich dane osoby udostępniającej treści. Dlaczego udostępnił? Nie chciał narazić się na oskarżenie o ułtatwianie tzw. piractwa.
  3. Prawnicy reprezentujący właścicieli majątkowych praw autorskich wysyłają internaucie list (tzw. Cease and desist), w którym żądają zaprzestania naruszeń oraz informują, że w przypadku niezastosowania się, skierują sprawę do sądu. List taki (lub kolejny wysłany w przypadku niezastosowania się) proponuje ugodę polegającą np. na zapłaceniu przez internautę kwoty rzędu np. 5000 USD (tak było we wspomnianym przypadku).
  4. Większość internautów, którzy mają na sumieniu udostępnianie w sieci nieautoryzowanych treści decyduje się zapłacić. Prawie nikt nie chce się spotkać w sądzie z prawnikami wynajętymi przez koncerny medialne. Tzw. "przeciętny Amerykanin" wprawdzie nie pamięta dokładnie kiedy ściągnął te kilka plików, o których wspomniano w liście, ale słusznie zgaduje, że koncerny medialne stać na dużo lepszych prawników. Strach przed procesem stwarza zresztą pole do nadużyć: wielu internautów ma na sumieniu udostępnienie jakichś treści w sieci, niemal nikt nie chce się szarpać z koncernami w sądzie, a zatem prawie każdy płaci, mimo że część spraw możnaby pewnie wygrać (np. korzystając z prawa o dozwolonym użytku).
  5. Nieliczni decydują się na walkę w sądzie. O większości spraw opinia publiczna poza USA nie dowiaduje się. Ugoda zawarta pomiędzy udostępniającym nagrania internautą a koncernami medialnymi to żaden news. Docierają do nas zatem informacje o głośnych wyrokach, takich jak ten opisany powyżej. Interesujemy się nimi bo zasądzone odszkodowania są zaskakująco wysokie.

Warto się zatem zastanowić czemu sądy decydują się na takie właśnie wysokości odszkodowań. Wbrew pozorom wyjaśnienie jest stosunkowo proste i wcale nie chodzi tu o faktyczne wyliczenie strat poniesionych przez właścicieli majątkowych praw autorskich wskutek aktu piractwa dokonanego przez pozwanego internautę. Za rozumowaniem sądów stoi ekonomiczna analiza prawa, często wykorzystywana przez wymiar sprawiedliwości w USA (a rzadko u nas). Rozumowanie jest następujące: siła oddziaływania sankcji jest uzależniona od wysokości kary i prawdopodobieństwa skazania osoby naruszającej prawo. Ponieważ treści w sieci są udostępniane przez miliony internautów, prawdopodobieństwo że konkretny internauta zostanie złapany jest znikome. Wyobraźmy sobie ile kosztowałoby wysłanie Cease and desist letters do chociażby 10% naruszających, nie mówiąc o wytaczaniu wszystkim procesów. A zatem skoro prawdopodobieństwo ujęcia i skazania jest tak niskie, kara musi być bardzo dotkliwa aby uczynić proporcję wysokość kary/prawdopodobieństwo skazania istotną.

Oczywiście tak wysoka kara zdaje się przeczyć tzw. zdrowemu rozsądkowi. Przecież wspomniany internauta i tak nie zapłaci zasądzonej kwoty. Zapewne ogłosi bankructwo i koncerny medialne nie zobaczą ani centa ze wspomnianych setek tysięcy USD. Nie o to im jednak chodziło. Celem koncernów było takie odszkodowanie, o którym dowiedzą się wszyscy, bo - idąc wyjaśnionym powyżej tokiem rozumowania - tylko taki wyrok zrekompensuje niskie prawdopodobieństwo ujęcia reszty naruszających prawo.

Taki sposób rozumowania nie pomoże jednak branży fonograficznej  w odzyskaniu utraconej pozycji rynkowej. Po pierwsze, takie wyroki są bardzo źle odbierane przez opinię publiczną. Powodują wzmocnienie postawy "wszystkich przecież nie złapią" i mogą skłaniać do zwięszenia ruchu w tzw. pirackich sieciach na zasadzie "ściągajmy co się da zanim wezmą się za nas". Po drugie, batalie sądowe są bardzo kosztowne, o czym pisałem tutaj. Po trzecie, branża powinna poświęcić więcej środków na przebudowę swoich modeli biznesowych - tylko tak może zatrzymać utratę rynku, o czym wielokrotnie pisałem.

Na zakończenie odeślę do artykułów Bena Depoortera i współautorów (pierwszy artykuł, drugi artykuł). Chyba nikt lepiej nie wyjaśnił tzw. paradoksu niemożności, polegającego na tym, że nie da się jednocześnie osiągać efektu odstraszania (zniechęcać do piractwa) i promować postaw przychylnych prawu autorskiemu. Można osiągnąć albo jedno, albo drugie. Nie jest to oczywiście dobra informacja dla tych osób w branży medialno-rozrywkowej, które myślą o radykalnej rozprawie z tzw. piratami.

Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter