przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
środa, 23 lipca 2008
2 albumy do ściągnięcia ze strony zespołu Stiliti (włoskie ska)

W ostatnim wpisie wspomniałem o włoskim zespole Stiliti, który można znaleźć na Last.fm. Istnieją od 1993, grają melodyjne ska, śpiewają po włosku.

Jeśli zajrzycie na ich stronę, znajdziecie tam miłą niespodziankę - można stamtąd ściągnąć w całości dwie płyty zespołu - album Vivo z 1999 r. i Nella strada z 2001 r. Jeśli lubicie muzykę ska - warto posłuchać.

Poza tym są też na YouTube i na Last.fm. Ponieważ w związku ze zmianami w Last.fm profil zespołu Stiliti wyświetla się poprawnie dopiero po zalogowaniu, postanowiłem wstawić na bloga skróty umożliwiające pobranie ich nagrań. Tak na wypadek, gdybyście nie chcieli od razu ściągać całych płyt:

sobota, 19 lipca 2008
Zmiany w Last.fm
Jeśli używacie Last.fm to dostrzegliście już zapewne, że w ostatnich dniach serwis ten mocno się zmienił. Mamy całkowicie inny wygląd strony Last.fm, zmienioną nawigację, dodane nowe funkcje itd. Na początek ciężko będzie się przyzwyczaić, ale niewątpliwie twórcy Last.fm dobrze wszystko przemyśleli. Na blogu Last.fm zapowiadają, że to nie koniec zmian.

Jest kilka niedociągnięć, których przykłady z czysto kronikarskiego obowiązku wymienię:
  • serwis działa wyraźnie wolniej;
  • niektóre strony wyświetlają się poprawnie, inne jeszcze nie;
  • niektóre strony wyświetlają się poprawnie dopiero po zalogowaniu, np. w profilu zespołu Stiliti dopiero po zalogowaniu prawidłowo wyświetla się lista utworów, liczba słuchaczy, itp.
W sumie jednak są to drobiazgi i zapewne niebawem zostaną poprawione.
wtorek, 15 lipca 2008
O "Odcinaniu piratów od sieci" czyli dlaczego branża fonograficzna nie da rady
W Gazecie Wyborczej ukazał się tekst o tym jak przedstawiciele producentów kultury (m.in. reprezentanci branży muzycznej) naciskają na Ministerstwo Kultury w celu zmiany prawa autorskiego. Zależy im m.in. na ograniczeniu "tzw. dozwolonego użytku osobistego. Chodzi o zapis, który pozwala m.in. legalnie skopiować płytę CD od kolegi czy ściągnąć ją z internetu (ale już nie rozpowszechniać!)" (Źródło: "Piratów odciąć od sieci", Zbigniew Domaszewicz, Piotr Miączyński, Gazeta Wyborcza, 15.07.2008 r.).

Jak słusznie zauważają autorzy tekstu w jest to ogólnoświatowy trend (poczytajcie też tu). Załóżmy, że organizacjom lobbującym może się udać - prawo zostanie zmienione na bardziej niekorzystne dla tzw. piratów internetowych. W krótkim terminie będzie sporo zamieszania, krzyku i histerii. A w długim terminie, jeśli chodzi o muzykę, niewiele się zmieni - ludzie ściągali i będą ściągać, szczególnie w Polsce. Jeśli chce się ograniczyć tzw. "piractwo internetowe" i spowodować by artyści zarabiali więcej, trzeba działać inaczej. Kilka argumentów przemawiających za tym, że branża fonograficzna raczej nie wygra tej batalii:
  1. Obecny model biznesowy branży fonograficznej jest absolutnie niewydolny - wydanie płyty kompaktowej jest ultra nieefektywnym sposobem dostarczania twórczości do finalnych odbiorców - w przypadku absolutnej większości wydanych płyt prawie nikt nie zarabia pożądnych pieniędzy, a już na pewno nie artyści; pisałem o tym tu. Nikomu poza największymi wytwórniami muzycznymi nie opłaca się w długim terminie utrzymywanie tradycyjnego modelu biznesowego branży fonograficznej.
  2. Artyści zaczęli się orientować, że znaczna część branży muzyczej nie nadąża za postępem technologicznym i sami wzięli się za wykorzystanie nowych technologii do sprzedaży muzyki; jak pisałem tu - samodzielnie wydający swoją twórczość artyści mogą zarobić dużo więcej niż gdyby "pomagała" im branża fonograficzna.
  3. Słuchacze muzyki w Polsce używają np. Last.fm i widzą, że można tanio nadawać, a czasami także dystrybuować ciekawą muzykę. Za darmo. A pamiętajmy, że prędzej czy później Last.fm uruchomi serwis subskrypcyjny.
  4. Słuchacze muzyki w Polsce widzą, że oferta naszych sklepów z plikami muzycznymi jest a) skromna; b) nieatrakcyjna cenowo. Widzą to też autorzy tekstu w Gazecie Wyborczej "...w Polsce o legalną muzykę czy filmy w sieci wcale nie tak łatwo. Jeden z najstarszych sklepów z legalną e-muzyką Soho.pl oferuje tylko 10 tys. utworów. Kilkaset tysięcy piosenek mają e-sklepy w dużych portalach czy serwis Iplay.pl, ale jedna piosenka kosztuje nawet 4 zł. Dla porównania - niedostępny w Polsce amerykański iTunes oferuje ponad 6 mln utworów po zaledwie 99 centów za utwór" (ibid.). Oddajmy sklepom z plikami sprawiedliwość - autorzy nie posłużyli się przykładem sklepu, który ma największą w Polsce ofertę. Nie zmienia to jednak faktu, że polskie sklepy z plikami nie są atrakcyjną alternatywą nawet dla zwykłych sklepów płytowych, a co dopiero dla darmowej muzyki z sieci P2P.
  5. Słuchacze w Polsce widzą, że np. w USA działa Rhapsody, które oferuje nieograniczony dostęp do muzyki za około 15 USD miesięcznie. Niejeden fan w Polsce byłby w stanie zapłacić 30 PLN miesięcznie za dobry wybór i nieograniczony dostęp do fajnej muzyki. I przy okazji za święty spokój. Niestety branża fonograficzna nie oferuje nam tak efektywnego systemu dystrybucji muzyki. I pewnie jeszcze długo nie zaoferuje. Dlaczego? Pytajcie branży.
  6. Na koniec argument podsumowujący - słuchacze widzą nie tylko, że płyty są drogie, ale także że można legalnie dystrybuować muzykę inaczej - netlabele, Rhapsody, Qtrax, MySpace, darmowe legalne albumy Nine Inch Nails, Sigur Ros, Radiohead, itd. Argument o tym, że każda płyta musi kosztować kilkadziesiąt PLN dezaktualizuje się z dnia na dzień.
Reasumując: Polacy będą kupować muzykę legalnie jeśli a) zaoferuje się im jej zakup po atrakcyjnych cenach w przyjaznych i dobrze zaopatrzonych sklepach internetowych; b) wzrośnie poziom zamożności społeczeństwa; c) będą mieli poczucie, że wydane środki trafiają do artystów. A póki co będą ściągać. Zmiana prawa spowoduje trochę zamieszania, ale raczej nie zmieni poważnie stanu rzeczy.
poniedziałek, 14 lipca 2008
Wakacyjny remanent: jak zmiksowano Krawczyka (chyba)
Dziś wpis poddany recyclingowi - kiedyś przygotowany, potem zmieniony i porzucony, a dziś - z tytułu walki z wakacyjnymi przestojami - na nowo przetworzony. Cofnijmy się parę miesięcy - w kwietniu pisałem o netlabelu Recycling Records. Prezentuje on twórczość artystów, którzy dość brutalnie obchodzą się z oryginalnymi nagraniami, tworząc na ich bazie własne, dość pokręcone dźwięki.

Tych, którzy nie znają repertuaru Recycling Records, zachęcam do dokładniejszego posłuchania jednego z ich wydawnictw: Recycling Records presents: The Best Of Polish Smooth Jazz ...Ever. Nazwa może być nieco myląca - muzycznemu recyclingowi poddano nie hity smooth jazzowe, ale popularne popowe melodie. Nazwy artystów sugerują kto był twórcą pierwowzoru, bez tego ciężko byłoby się domyślić. Zresztą sami spróbujcie pozgadywać.
A oto moi faworyci w formie linków do plików mp3, na wypadek gdybyście chcieli posłuchać:
piątek, 11 lipca 2008
Dalsza ekspansja Live Nation - kontrakt z Nickelback
Kiedyś pisałem o Live Nation - firmie zajmującej się koncertami, która coraz mocniej zajmuje się także fonografią. Kolejnym przykładem ich aktywności jest podpisany właśnie z zespołem Nickelback kontrakt opiewający na od 50 do 70 mln. USD.

Jest to kontrakt typu 360-stopni, co oznacza, że Live Nation kontrolować będzie wszystkie źródła przychodów płynących z wykorzystania muzyki zespołu. Źródła podają, że Live Nation kontorlować będzie łącznie 12 odrębnych źródeł przychdów, m.in. fonografię, merchandising, licencjonowanie muzyki, sponsoring i koncerty. Więcej o kontraktach typu 360-stopni w następnym wpisie.

Tak na marginesie -  mimo,  że Live Nation jest na rynku fonograficznym nowym graczem, sposób ich działania nieco przypomina funkcjonowanie majors. W związku z tym cieszę się, że zajmują się gwiazdami z amerykańskiej czołówki i nie są zainteresowani sceną niezależną - kontrakt typu 360-stopni raczej nie przekłada się na swobodę artystyczną muzyków.
wtorek, 08 lipca 2008
Spada sprzedaż płyt CD w USA

Szereg źródeł odnotowuje spadek sprzedaży płyt kompaktowych w USA w pierwszej połowie 2008 r. Sprzedaż plików w tym półroczu nie rekompensuje spadku sprzedaży fizycznych nośników.

Nielsen SoundScan podaje, że w pierwszej połowie 2008 r. sprzedano w USA 204.6 mln. nagrań, co stanowi 11% spadek w porównaniu z tym samym okresem 2007 r. Jest to niższy spadek niż odnotowane w pierwszej połowie 2007 r. 15%.

Sprzedaż kompaktów spadła o 16.3%, ale sprzedaż albumów w formie cyfrowej wzrosła o 34.4%, a sprzedaż pojedynczych utworów wzrosła o 30%. W USA sprzedaż tylko dwóch albumów przekroczyła 1 milion kopii: Lil' Wayne - Tha Carter III (1.5 mln.) i Mariah Carey - E=MC2 (1.1 mln.). W analogicznym okresie rok temu albumów, których sprzedaż przekroczyła 1 mln. kopii było 6. Przypominam, że u nas sprzedaż 100 tys. egzemparzy to niebotyczny sukces.

Udziały największych firm w rynku amerykańskim wyglądają następująco:

  • Universal Music Group 31.2% (spadek z 31.5% w pierwszej połowie 2007 r.);
  • Sony BMG Music Entertainment 24.8% (spadek z 25.3% w pierwszej połowie 2007 r.);
  • Warner (WEA) 20.8% (wzrost z 20.0% w pierwszej połowie 2007 r.);
  • EMI 9.4% (spadek z 10.4% w pierwszej połowie 2007 r.).
niedziela, 06 lipca 2008
Dlaczego duże wytwórnie muzyczne nie lubiły rapu?
Keith Negus, brytyjski socjolog zajmujący się muzyką popularną, postawił w jednym z artykułów ciekawą tezę: duże wytwórnie muzyczne - majors - przez wiele lat nie były chętne do wydawania muzyki rap. Było to spowodowane m.in. tym, że:
  1. majors uznały, że na muzyce rap można mniej zarobić - mówiąć językiem branży - produkty z "kategorii rap" charakteryzują się krótszym życiem katalogowym; spowodowane jest to m.in. tym, że rzadziej nagrywa się kowery utworów rapowych, a rozliczanie płatności z tytułu praw autorskich jest bardzo trudne - im więcej cudzych sampli wykorzystano, tym niższe są zyski; duże wytwórnie muzyczne przez lata obliczały więc szacowane życie katalogowe płyt rapowych i wychodziło im, że w długim terminie więcej można zarobić np. na popie;
  2. rap charakteryzuje się inną niż w przypadku muzyki pop/rock organizacją relacji pomiędzy twórcami, wykonawcami i innymi podmiotami ze sceny; zamiast łatwego we współpracy pojedynczego autora tekstów popowych lub grupy muzyków rockowych, znaczenie mają luźne związki, tymczasowe sojusze, kolaboracje oraz  antagonizmy; innymi słowy majors przez lata nie rozumiały rapu;
  3. niektóre podgatunki (np. gangsta rap) miały bardzo wyrazisty wizerunek, który budził w USA wyraźną niechęć części mediów i w konsekwencji opinii publicznej (zjawisko tzw. paniki moralnej); wobec nacisków obrońców moralności majors przez długi czas dystansowały się wobec rapu;
  4. trudniej jest sprzedać płyty z tego gatunku na calym świecie, ponieważ są bardzo mocno osadzone w amerykańskiej "czarnej" tradycji (używając cytatu: "rap does not travel well").
W związku z powyższym majors przez lata unikały takiego zaangażowania finansowego w muzykę rap, jak w przypadku produktów z kategorii pop/rock. Jeśli inwestowały w rap, zazwyczaj dokonywane było to pośrednio - poprzez wykupywanie labeli, a nie przez bezpośrednie zaangażowanie. Jeśli w USA tworzono oddziały zajmujące się "czarną muzyką", w razie dekoniunktury były one pierwszymi, które zamykano.

Oczywiście trzeba tu poczynić dwa zastrzeżenia. Po pierwsze badania, na których opiera się Negus przeprowadzone były w połowie lat 90 XX w. Odnoszę wrażenie, że kilku artystów określanych jako rapowych odniosło później znaczące światowe sukcesy, co mogło zmienić nastawienie dużych koncernów muzycznych. Po drugie, światowe sukcesy tej muzyki, będące efektem pracy wytwórni niezależnych, z czasem też mogły spowodować zmianę nastawienia majors.

Mniejsza jednak o zastrzeżenia, omawiane badania są przekonujące, szczególnie w części dotyczącej ekonomii. Weźmy przykład utworu "I'll be missing you" - wykonuje go Puff Daddy, ale zyski z wykorzystania melodii przypadają Stingowi. Wikipedia podaje, że melodię utworu "Every Breath You Take" samplowano początkowo bez zgody właściciela praw do oryginału, co mogło być dla wydawcy źródłem poważnych problemów. Mimo, że utwór "I'll be missing you" był wielkim hitem, zyski mogłyby być większe, gdyby nie trzeba się było nimi dzielić ze Stingiem. Jest to dobry przykład na zilustrowanie tego, że dla dużych wytwórni muzycznych rap mógł być biznesem atrakcyjnym, ale wiążącym się z większym ryzykiem...

W USA sytuacja mogła się od czasu badań Negusa zmienić, pewnie za jakiś czas ktoś zrobi analizy, z których płynąć będą nowe lub przeciwne wnioski. Tak to w świecie nauki bywa. Wydaje mi się jednak, że opisywane badania dobrze tłumaczą dlaczego polskie oddziały majors przegapiły nasz rodzimy hip hop kilka lat temu...
wtorek, 01 lipca 2008
Znalezione na Last.fm: Skazka Orchestra
Niedawno znalazłem na Last.fm kapelę o nazwie Skazka Orchestra. Nie wiem o nich zbyt wiele - śpiewają po rosyjsku, grają ska z elementami ludowymi, nie boją się grać długich, rozbudowanych utworów. Warte poelcenia dla lubiących taką muzykę. Tutaj znajdziecie 4 utwory do ściągnięcia. A tu możecie je odsłuchać:
Skazka OrchestraDewuschka
Skazka Orchestrabalalaya
Skazka OrchestraTatarstan
Skazka OrchestraBormental
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter