przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
sobota, 27 czerwca 2009
Nokia Music Store

Nokia uruchomiła w Polsce swój sklep z plikami muzycznymi - Nokia Music Store. Przeczytałem już na Gazecie.pl entuzjastyczny tekst, co skłoniło mnie do napisania krótkiej analizy serwisu. Pomińmy przy tym spotykany niekiedy ton w stylu "jak dobrze, że wreszcie pojawił się pierwszy prawdziwy sklep z plikami w naszym kraju". Rozumiem, że osoby chcące kupować pliki muzyczne są rozżalone ignorowaniem naszego rynku przez potentatów (iTunes), ale zanim zaczniemy się zachwycać, przyjżyjmy się co nam zaoferowali w Nokia Music Store.

Właściwie recenzowanie serwisu powiniennem zakończyć tym obrazkiem:

 Nokia Music Store pod Firefox 3.0

Jeśli chcecie obejrzeć (tak, tylko obejrzeć a nie kupić) ofertę sklepu - musicie użyć przeglądarki Internet Explorer. Stosując analogię do tradycyjnego handlu to tak jakby powiedzieć klientom hipermarketów, że "nie wpusza się osób, które do sklepu dojechały autobusami". Był sobie kiedyś w Polsce serwis Onetplejer, który stosował identyczną praktykę. Mimo największego onegdaj wyboru utworów skończył gorzej niż konkurenci. Ja rozumiem, że nie jest łatwo zrobić sklep z plikami, w którym możnaby dokonywać zakupów za pomocą przeglądarek Firefox lub Opera ale na miłość boską - daliby chociaż obejrzeć co w tym sklepie mają!

No dobrze, tak bardzo chciałem poznać ich ofertę, że znalazłem komputer z przeglądarką Internet Explorer. I co widzę? 3,49 PLN za utwór, 34,9 PLN za album; pliki WMA 192 kbps z DRM. Ceny wysokie za produkt, którego nie odtworzycie na wszystkich odtwarzaczach (na iPodzie też nie), nie odtworzycie ich też na komputerach nie wyposażonych w jedyny słuszny "małomiękki" system operacyjny. Ktoś powie, że kompakty są droższe. A i owszem, niektóre bywają droższe, ale i jakość dźwięku jest wyższa i okładka błyszcząca, kolorowa.

Wybór? Owszem, sporo zagranicznych artystów. Wynika to z tego, że Nokia dogadała się z czterema globalnymi koncernami muzycznymi i uzyskała dostęp do ich katalogów. Wybór polskich artystów jest jednak przeciętny - więcej znajdziecie u konkurencji: Muzodajniamp3.pl i iplay.pl. Jeszcze więcej u tzw. piratów. Ciekawe ile zajmie sklepom z plikami zadbanie o to by mieć tak szeroką ofertę jak tzw. serwisy pirackie. Może gdy ten piękny dzień nadejdzie, wówczas i klienci się pojawią?

Na co liczy Nokia? Na rozwój swojej usługi Nokia Comes With Music. Polega ona na oferowaniu dostępu do sklepu muzycznego osobom kupującym objęty promocją model telefonu. To do nich skierowana jest (jako oferta dodatkowa) propozycja korzystania ze sklepu Nokia Music Store. Obawiam się, że dla zwykłego (tzn. nie posiadającego telefonu Nokii) klienta sklep Nokia Music Store nie jest - przy obecnych cenach i warunkach korzystania - niczym specjalnie atrakcyjnym.

Polski rynek plików muzycznych zmieni się dopiero wtedy gdy pojawi się serwis subskrypcyjny z prawdziwego zdarzenia. Np. taki Rhapsody. A wiecie, że miesięczny nieograniczony dostęp do całego katalogu serwisu Napster kosztuje tylko 5 USD? Jestem przekonany, że jak pojawi się serwis oferujący Polakom dostęp do dużego wyboru utworów za ok. 15-20 PLN miesięcznie, problem tzw. "piractwa internetowego" zniknie jak ręką odjął.

czwartek, 25 czerwca 2009
Pearl Jam - nowa płyta bez kontraktu

Pearl Jam to kolejna gwiazda światowego rocka, która wyda nową płytę bez podpisania kontraktu z globalnym koncernem muzycznym. Poprzedni kontrakt z jednym z labeli koncernu Sony skończył się zespołowi jakiś czas temu, nie było jednak jasne jak wydany zostanie następny premierowy album. Okazuje się, że Pearl Jam poszli w ślady m.in. The Eagles i wybrali wariant współpracy dystrybucyjnej z firmą handlową i kilkoma innymi partnerami.

Płytę, która ma ponoć nosić tytuł "Backspacer" będzie:

  • wspierana przez jedną z dużych amerykańskich firm handlowych, dla której zespół zagra w reklamie; reżyserem filmiku jest Cameron Crowe, znany m.in. z klasycznego filmu z 1992 r. pt. "Singles";
  • dystrybuowana i promowana przez jeden ze sklepów z plikami muzycznymi; płyta będzie dostępna zapewne w wielu sklepach, ale prawdopodobnie jeden będzie miał ją na specjalnych warunkach;
  • dystrybuowana i promowana przez "partnera z branży telefonii komórkowej" oraz "branży gier komputerowych";
  • dystrybuowana w formie tradycyjnej przez sieć niezależnych sklepów płytowych;
  • dystrybuowana poza USA przez Universal Music Group. Źródło: Billboard z dnia 1.06.2009 r.

Innymi słowy zespół zabrał się za dystrybucję i promocję nowej płyty w sposób nowoczesny, choć nie tak radykalny jak np. Nine Inch Nails. Z tego co robi Peral Jam i parę innych znanych gwiazd widać, że dla popularnych artystów rysują się przynajmniej trzy ścieżki kariery. Pierwsza - ściślejsza współpraca z dużym koncernem muzycznym lub firmą z branży koncertowej - tzw. kontrakt typu 360 stopni, podpisany np. przez Madonnę z Live Nation. Druga - wydanie albumu w wielu formach, przy  współpracy z wieloma partnerami dystrybucyjnymi i promocyjnymi - tak jak wspomniany Pearl Jam. Trzecia - wydanie albumu samodzielnie w wielu formatach oraz częściowa dystrybucja muzyki za darmo - tak jak Nine Inch Nails.

piątek, 19 czerwca 2009
Capitol Records v. Thomas-Rasset - komentarz RIAA

Gazeta Wyborcza donosi dziś, że:

"Amerykański sąd skazał 32-letnią kobietę na karę blisko 2 milionów dolarów za ściągnięcie z internetu 24 piosenek. Samotna matka wychowująca czwórkę dzieci została winna internetowego piractwa i za używanie programu Kazaa zapłaci 1, 92 miliona dolarów - 80 tysięcy za każdą ściągniętą piosenkę." Źródło: Gazeta Wyborcza, z dnia 19.06.2009 r.

Konkretnie chodzi o Jammie Thomas Rasset, którą w pierwszej instancji w październiku 2007 r. skazano na karę w wysokości 222,000 USD. Nie jestem znawcą amerykańskiego prawa, więc powstrzymam się z komentowaniem kary i jej wysokości (zarówno tej z października 2007, jak i obecnej). Chciałbym jednak zwrócić uwagę na komentarz do sprawy, jaki opublikowała na swoich stronach organizacja branżowa RIAA. Cytat:


“Doceniamy pracę sądu i to, że podchodzi on do tej sprawy tak poważnie jak my. Jesteśmy zadowoleni z tego, że sąd uznał dowody i odpowiedzialność pozwanej. Od pierwszego dnia wyrażaliśmy wolę porozumienia się w tej sprawie i dalej ją podtrzymujemy". Źródło: RIAA.

Kluczowe jest tu ostatnie zdanie: "Since day one, we have been willing to settle this case and we remain willing to do so.” Słowo "settle" można przetłumaczyć jako "dojść do ugody". Wskazuje to na to, że i tym razem branża fonograficzna zastosowała swoją starą taktykę opisywaną już przez Lawrence Lessiga w książce "Wolna Kultura". RIAA i wytwórniom nie chodzi o to by każdy przypadek naruszenia prawa autorskiego kończył się procesem sądowym, ale by każdy ściągający muzykę brał pod uwagę to, że może zostać złapany. W przypadku złapania dostanie propozycję nie do odrzucenia: ugoda (zazwyczaj kilka tysięcy USD do zapłacenia i zobowiązanie w stylu "już nigdy nie będę naruszać prawa autorskiego") lub kosztowny proces. W efekcie każda osoba, która dostanie od RIAA propozycję ugody będzie ją traktować jak mniejsze zło i przystanie na tę propozycję, nawet jeśli może mieć szanse na wygranie procesu.

Jammie Thomas Rasset nie przystała na propozycję ugody, więc ma teraz masę problemów: stres, koszty procesu, ryzyko wysokiej kary. Jeśli zostanie prawomocnie skazana, wówczas każda osoba dostająca od RIAA propozycję ugody poważnie zastanowi się czy iść ze sprawą do sądu, czy może jednak skorzystać z dobrotliwej oferty branży fonograficznej. Tak właśnie wygląda walka z tzw. "piractwem internetowym" w USA.

Więcej o tej sprawie na blogach: Copyrights & Campaigns i Recording Industry vs The People.

piątek, 12 czerwca 2009
Festiwal w Opolu z półplaybacku

Rozpoczyna się 46 Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. Wydarzenie to traktuję wyłącznie w kategoriach pozamuzycznych - muzyki tam niewiele, dużo niewyrafinowanego widowiska. Znalazłem jednak w Gazecie Wyborczej tekst, który muszę zacytować:

"Artyści zaczęli się też wykruszać z koncertu "Premiery" - najpierw z listy swoje nazwisko wycofała Urszula, potem dołączył do niej zespół Bracia. Powód? TVP chce, aby podczas koncertu artyści występowali z półplaybacku. - Nie jesteśmy trójwymiarowym dodatkiem do muzyki puszczanej z pyty - oświadczyli Bracia. - Poza tym szanujemy opolską publiczność." Źródło: Sankowski R., Półplayback, cięcia i odmowy, GW z dnia 12.06.2009 r., s. 19.

Po pierwsze, jest w tym tekście pewne zabawne przejęzyczenie. Nie wiem czy to zasługa GW czy oryginalna myśl członków zespołu Bracia...

Po drugie, najwyraźniej albo twórcy festiwalu nie szanują słuchaczy i telewidzów, albo uznają ich za mało rozgarniętych i niezdolnych do odróżnienia występu na żywo od występu z półplaybacku. Nie wiem co jest gorsze. Jak wymóg grania z półplaybacku jest tłumaczony przez organizatorów?

"Telewizja twierdzi, że półplayback to z jednej strony wymóg techniczny, który daje możliwość lepszej realizacji, z drugiej - efekt kryzysu." Źródło: Sankowski R., Półplayback, cięcia i odmowy, GW z dnia 12.06.2009 r., s. 19.

Skoro koszty organizacji i transmisji występu na żywo przerastają TVP to może czas sobie już darować ten festiwal? Na takim Open'er Festival grają na żywo i jakoś nie ma problemu kosztów... więc może komuś w TVP nie chce się przyłożyć?

środa, 10 czerwca 2009
Książka o scenie muzycznej w ZSRR do ściągnięcia

Dla zainteresowanych sceną muzyczną w Związku Radzieckim: Yngvar B. Steinholt, autor książki "Rock in the Reservation: Songs from the Leningrad Rock Club 1981-86" udostępnił ją niedawno w sieci. Książkę ściągnąć można stąd.

Autor jest pracownikiem naukowym Tromsø University, gdzie zajmuje się literaturą i współczesną kulturą rosyjską. Wspomniana książka jest rezultatem badań przeprowadzonych w ramach pracy doktorskiej.

piątek, 05 czerwca 2009
Raport o wolności słowa w muzyce popularnej na Białorusi

Gazeta Wyborcza donosi dziś, że "Łukaszenka żąda muzycznych hitów". Śmieszne i straszne, cytat:

  • "Aleksander Łukaszenka spotkał się z młodymi białoruskimi wykonawcami" - poinformowała we wtorek gazeta "Sowietskaja Biełorussija". W trakcie tego spotkania Łukaszenka skrytykował obecny stan białoruskiej muzyki pop. - Wydajemy miliardy, działają dwie fundacje prezydenta wspierające utalentowaną młodzież, mamy dużo utalentowanych młodych ludzi jednak wciąż nie mamy produktu na światowym poziomie - oburzał się prezydent (...) - Już dwa lata temu zażądałem od prezesa państwowej telewizji napisania dziesięciu hitów. I co? Wciąż ich nie otrzymałem! - grzmiał Łukaszenka". Źródło: Andrzej Poczobut, "Łukaszenka żąda muzycznych hitów", GW z dnia 2009-06-05, s. 13.

I drugi fragment:

  • "Od kilku lat białoruskie władze próbują jednak promować swoje gwiazdy muzyki pop. W tym celu wszystkie białoruskie stacje radiowe nadające na falach ultrakrótkich zostały zobowiązane do emitowania w 75 proc. muzyki białoruskiej. Na Białorusi wciąż bardziej popularni są jednak wykonawcy rosyjscy bądź zachodni." Źródło: Andrzej Poczobut, "Łukaszenka żąda muzycznych hitów", GW z dnia 2009-06-05, s. 13.

Łukaszenka zatroskał się o białoruską muzykę pop, podczas gdy znany jest z cenzury i zwalczania kapel rockowych. Obszerny raport na ten temat opublikowany został w 2007 r. przez organizację Freemuse. Zachęcam do ściągnięcia i lektury (niestety tylko w wersji anglojęzycznej).

Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter