przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
piątek, 29 czerwca 2007
Dziecko z okładki "Nevermind" skończyło 17 lat...
Teraz coś lekkiego, ale uświadaiającego, że od wydania niektórych płyt minęło już zaskakująco wiele lat. Jeśli pamiętacie jedną ze sławniejszych okładek płytowych - okładkę płyty Nevermind zespołu Nirvana, być może zainteresuje was informacja, że dziecko, które widnieje na okładce już nie jest dzieckiem - niedawno skończyło 17 lat. Tu można zobaczyć jak wygląda obecnie. Ale ten czas leci...
czwartek, 28 czerwca 2007
Muzyka z Gruzji (choć trochę też z Berlina)
Rzadko można usłyszeć w mediach muzykę pochodzącą z Gruzji. Dlatego z radością dzielę się linkiem niemieckiej wytwórni udostępniającej muzykę gruzińskiego zespołu Post Industrial Boys. Wprawdzie zespół osiadł na stałe w Berlinie, gra muzykę pop brzmiącą raczej międzynarodowo, śpiewa głównie po angielsku, a do tego pliki dostępne na stronie wytwórni są w dość niskiej jakości, tym niemniej warto posłuchać, choćby dlatego, że na płycie są też utwory po gruzińsku.
poniedziałek, 25 czerwca 2007
Historia fonografii - więcej o płycie kompaktowej
Kontynuując to co kiedyś napisałem o historii fonografii, parę słów o płycie kompaktowej. Wszystko co najważniejsze z technologicznego punktu widzenia opisuje Wikipedia. Sporo ciekawostek prezentuje prasa, fajny tekst można znaleźć np. w Polityce. Krótki cytat:
"...dlaczego srebrzysty krążek ma akurat 12 cm średnicy? Otóż wstępnie myślano o 12-calowej (tyle miały używane wówczas powszechnie płyty winylowe). Jednakże tak wielka płyta mieściłaby aż 12 godz. muzyki, co nie miałoby sensu z handlowego punktu widzenia. Anegdota mówi, że o rozmiarze płyty CD zadecydowała żona szefa koncernu Sony, wielka miłośniczka Beethovena, którego IX Symfonia trwa 74 min i przy ówczesnej technice można ją było zapisać w całości właśnie na 12-centymetrowym krążku. Prawdopodobnie jednak przyjęto po prostu sugestię firmy Polygram, by na płycie zmieścić mniej więcej tyle, co na ówczesnych magnetofonowych kasetach."
Źródło: Miś B., 1982: Kompaktowy świat, 18 maja 2007, Polityka.pl
 
W sumie to powszechnie opowiadana anegdota, więc skupię się na czym innym. Dlaczego płyta kompaktowa stanowiła tak ważny przełom w porównaniu z płytą winylową? Oto najważniejsze przyczyny:
  1. zapewnia lepszą niż płyta winylowa jakość dźwięku (przynajmniej dla większości ludzi, którzy nie są w stanie wsłuchać się w zalety brzmienia analogowego);
  2. jest o wiele trwalsza niż płyta winylowa, co stanowiło korzyść nie tylko dla konsumentów, ale również dla firm fonograficznych - stworzyło im możliwość obniżenia kosztów (np. dystrybucja stała się łatwiejsza bo kompakty są mniej wrażliwe niż winyle);
  3. zajmuje mniej niż winyl miejsca na półkach sklepowych, co służyło racjonalizacji kosztów dystrybucji;
  4. cała "zmiana formatu" z winylu na kompakt umożliwiła branży fonograficznej sprzedaż raz już sprzedanej zawartości (nagrań) po raz kolejny w nowym formacie; innymi słowy fani posiadający dany tytuł na winylu niejednokrotnie chętnie kupowali go raz jeszcze na kompakcie, np. dlatego że miał "lepszą zremasterowaną" jakość lub zawierał dwa dodatkowe utwory; przez wiele lat stanowiło to dla firm fonograficznych znaczące, dodatkowe źródło przychodu (przyjmuje się, że zaczęło ono wygasać dopiero w drugiej połowie lat 90. XX w.).
niedziela, 24 czerwca 2007
Wywiad z wokalistą Pogodno...
Tydzień temu w "Wysokich Obcasach" ukazał się wywiad z Jackiem 'Budyniem' Szymkiewiczem. Całość można przeczytać tu, tymczasem jeden fajny cytat:
"Tak samo jest z muzyką, nie jest mi potrzebna duża firma wydawnicza. Na dobrą sprawę z każdą naszą płytą było tak, że najpierw ją nagrywaliśmy, a potem przekonywaliśmy, że rzecz jest warta wydania. To jest pod górkę, po chińsku trochę, bo normalnie powinno być tak, że artysta dostaje budżet na płytę, pławi się w spokoju, komponuje i ma luz. Może stąd nasza muzyka jest taka nieuczesana, niepoukładana. Często musieliśmy robić kilka rzeczy naraz wokół siebie. Jest w tym coś przyjemnego, tak się natyrać, a potem zobaczyć efekt swojej własnej tyry, mieć takie dzikie przekonanie, że sam to sobie zawdzięczam. Nie chciałbym teraz oczywiście pominąć tych wszystkich świetnych ludzi, którzy nam pomagali, bo ich było dużo."    Źródło: "Wysokie Obcasy" z dnia 2007-06-16, Jacek 'Budyń' Szymkiewicz, rozmawiała: Karolina Domagalska.
Można się zgodzić, ale może jest odwrotnie, tzn. jak mawiał Kazik "artysta głodny jest o wiele bardziej płodny"? W sumie nieistotne, ważne jest aby artysta tworzył fajne rzeczy i zarazem mógł wyżyć z muzyki... Niestety w Polsce bardzo często jest tak, że jedno z drugim się wyklucza, o czym będę pisać jeszcze nie raz...
piątek, 22 czerwca 2007
mp3: Baaba - Live Poznan
Wczoraj w klubie Jazzga zagrał zespół Baaba. Skłoniło mnie to do zajrzenia na stronę internetową zespołu, a tam miłe zaskoczenie - można ściągnąć całą płytę, a raczej bootleg z zapisem koncertu Live Poznan. Nie do końca wiadomo na jakich warunach zespół udostępnia muzykę, ale skoro jest ona na ich własnej stronie www, znaczy jest po to by jej posłuchać. Ściągajcie więc, a gdyby link nie zadziałał (strona jest niestety zrobiona w całości we flashu), wejdzcie przez stronę główną, dział "Muzika".
środa, 20 czerwca 2007
Turecka muzyka z netlabela SahipsizinSesi
Ostatnio dużo było teorii, więc tym razem nieco dźwięków. Jeśli ktoś lubi łagodną muzykę elektroniczną, warto zajrzeć na stronę tureckiego netlabela SahipsizinSesi, który, jak można przeczytać na stronie www, "założono aby wydawać elektroniczne i akustyczne nagrania z Antatolii i Tracji". Do sciągnięcia legalnie za darmo są obecnie cztery płyty wydane na licencjach Creative Commons. Na próbę proponuję Sifir - Yalvaririm beyfendi saatiniz kaçi gösteriyor? oraz  Soduz - Deterritorialized.
poniedziałek, 18 czerwca 2007
Wytwórnie niezależne
Pisałem ostatnio o majors, muszę więc napisać o wytwórniach niezależnych. Można je podzielić według różnych kryteriów (np. wg kryterium specjalizacji w danym gatunku muzyki), jednak pisząc o "niezależności" należy je klasyfikować według tego jak bardzo są związane z majors. Istnieją tu co najmniej trzy możliwości:
  1. wytwórnia jest związana kapitałowo z jednym z majors (tzn. jest po części jego własnością), jednak ma samodzielną strukturę i działa w miarę niezależnie od swojego właściciela; dla majors związki kapitałowe z mniejszymi wytwórniami są sposobem na minimalizowanie ryzyka (ryzyko finansowe wydania konkretnego tytułu ponosi spółka-córka) oraz oznaczają możliwość dotarcia do trudnych do spenetrowania dla dużych koncernów muzycznych segmentów rynku (majors łatwiej jest kupić niewielką firmę specjalizującą się w atrakcyjnej niszy niż samemu penetrować tę niszę);
  2. wytwórnia nie ma związków kapitałowych z majors, współpracuje z nimi jednak w obszarze dystrybucji; wytwórnie takie korzystają ze współpracy z dużymi koncernami w zakresie dystrybucji, ponieważ jest to dla nich wygodne, a nie z powodu związków kapitałowych (czyli mogą same z tej współpracy zrezygnować); taki układ mimo oczywistych zalet oznacza pewien (choć zdecydowanie mniejszy niż w przypadku nr 1) stopień zależności od dużych koncernów muzycznych;
  3. wytwórnia nie ma żadnych związków z majors, sama organizuje dystrybucję swoich produktów lub korzysta z usług niezależnych dystrybutorów (czyli takich dystrybutorów, którzy nie mają związków kapitałowych z majors); w czasach przed upowszechnieniem się internetu utrzymanie takiej niezależności było dość trudne, obecnie staje się łatwiejsze, czyniąc pewnie całą tę klasyfikację coraz mniej użyteczną.
Powyższa klasyfikacja rodzi rzecz jasna szereg wątpliwości. Przykładowo, można zastanawiać się czy firma spełniająca wszelkie opisane powyżej kryteria niezależności, ale wydająca prostą "komercyjną" muzykę pop może być określana mianem "wytwórni niezależnej"? Pewnie nie za bardzo, dlatego stosuje się cały szereg innych kryteriów mających mierzyć "stopień niezależności" firmy fonograficznej. Mogą to być np. stopień specjalizacji w niszy, nawiązywanie współpracy tylko z pewną kategorią artystów, dobór kryteriów służących podjęciu decyzji o wydaniu muzyki, ogólne podejście do biznesu (DIY), itd. Często jest też tak, że firmy niezależne chcąc działać inaczej niż majors popełniają parę kosztownych błędów biznesowych i w efekcie w pięknym stylu zmierzają do bankructwa. 
czwartek, 14 czerwca 2007
Największe koncerny muzyczne - majors
Rozwijając poprzedni wpis krótko o największych firmach fonograficznych - majors. Jest to określenie używane w odniesieniu do kilku dużych, globalnych koncernów muzycznych, posiadających w ostatnich latach około 75% udziału w światowym rynku nagrań. Cechą charakterystyczną dużych wytwórni muzycznych jest kontrola obszernych katalogów muzycznych (posiadają udziały w największych firmach publishingowych), dominacja w zakresie dystrybucji (posiadają rozbudowane sieci dystrybucyjne), łatwy dostęp do tradycyjnych mediów oraz ogólnie rzecz ujmując "największe możliwości".
 
Majors są obecni na większości rynków świata, posiadają rozbudowaną strukturę i liczne grono współpracujących firm. Mają również ścisłe związki z innymi przedsiębiorstwami przemysłu kulturalnego i medialnego, często są to związki kapitałowe. Obecnie terminem majors określa się cztery firmy: EMI, Sony/BMG, Universal, Warner Music, o których mówi się również „Wielka Czwórka" (Big Four).
 
Skąd wzięły się te firmy i jak to się stało, że zdobyły tak duże udziały w rynku? Rynek muzyczny już od dawna ma strukturę oligopoliczną bądź zbliżoną do oligopolu. Jeśli coś zmienia się w tym temacie mocno, to przede wszystkim nazwy największych koncernów. Innymi słowy, na rynku nagrań od dawna jest kilku dużych graczy, lecz nie zawsze byli to "ci sami" duzi gracze. Część historii pokazuje poniższy wykres:
historia majors
Źródło: Bishop J. (2005), "Building international empires of sound", Popular music and society, vol. 28, no. 4, s. 448.
 
Jak pisałem w poprzednim wpisie, istnieje cały szereg przekonań o tym, że firmy te mają nastawienie mocno komercyjne, psują rynek, wydają co popadnie, itp. Prawda jest pewnie po środku - z jednej strony wydały one szereg arcyważnych w historii muzyki popularnej płyt, z drugiej natomiast, odpowiadają za wszechobecne na rynku badziwie. Zostawiając ten wątek należy zauważyć, że jeśli szukać odpowiadzialnych za wolny rozwój rynku "muzyki on line", walkę z sieciami P2P, tzw. "piractwem internetowym" oraz kształt obowiązującego prawa autorskiego, pierwszymi do wskazania są majors. Będę o tym pisać jeszcze nie raz.
środa, 13 czerwca 2007
Klasyfikacja firm fonograficznych
Klasyfikacji firm fonograficznych jest kilka, z każdą można dyskutować. Najbardziej znany podział opiera się na wyróżnianiu majors (po polsku niektórzy mówią "majorsi", "majorsów" itd., ja już wolę anglojęzyczny oryginał) i wytwórni niezależnych (independent record labels). Te dwie kategorie firm mają, według stosujących ten podział, stanowić przeciwległe bieguny branży fonograficznej. Rozróżnienie to wrosło tak mocno w świadomość osób piszących cokolwiek o muzyce popularnej, że w wielu źródłach naukowych podział ten jest stosowany, mimo że mocno upraszcza on rzeczywistość. Oto co można mu zarzucić:
  • kryteria decydujące o tym, że firma jest "niezależna" są dość płynne, z ekonomicznego punktu widzenia o niezależności decyduje zazwyczaj brak związków dystrybucyjnych z majors, jednak kryterium to będzie tracić na znaczeniu w miarę rozwoju internetowych form dystrybucji muzyki; inne kryterium dotyczy podejścia wytwórni do dylematu między "sztuką" a "komercją", ale i to jest dość dyskusyjne, o czym napiszę więcej w kolejnych wpisach (temat rzeka);
  • kryteria decydujące o tym, że firma jest jednym z majors są nieco jaśniejsze, ale skład tej grupy firm na przestrzeni lat dość mocno się zmieniał (głównie wskutek fuzji i przejęć), o czym w następnym wpisie;
  • pomiędzy majors a wytwórniami niezależnymi w czystej formie istnieje cały szereg firm nawiązujących współpracę z majors, np. w zakresie dystrybucji, często ma to również postać związków kapitałowych; trudno jednoznacznie zaklasyfikować te firmy;
  • podziałowi temu towarzyszy krążąca w mediach i wśród słuchaczy mitologia o "złych/komercyjnych" majors i "szlachetnych/niekomercyjnych" wytwórniach niezależnych; przekonanie to wynika z tego, że wytwórnie niezależne zajmują się głównie wydawaniem muzyki niszowej, co stwarza wrażenie, że podejmują się "trudniejszego zadania" i wydają rzeczy "prawdziwie artystyczne"; oczywiście w wielu przypadkach tak jest, jednak nie sposób nie zauważyć, że wiele wyjątkowych z artystycznego punktu widzenia płyt wydanych było przez majors, a wiele rzeczy kiepskich przez wytwórnie niezależne; dokładnych badań chyba nikt nie przeprowadził i nie przeprowadzi, bo kwestia odróżnienia muzyki dobrej od złej jest wysoce subiektywna;
  • podziałowi temu towarzyszy krążące w mediach i wśród słuchaczy przekonanie o tym, że majors wyzyskują artystów (mało płacąc lub każąc iść na "komercyjne kompromisy"), podczas gdy wytwórnie niezależne nie tylko zapewniają prawdziwą swobodę artystyczną, ale jeszcze do tego "sprawiedliwie dzielą się" przychodami ze sprzedaży płyt; tak jak wyżej, w wielu przypadkach jest to prawda, ale jeśli spojrzeć na rynek jako całość, ciężko może być to obronić empirycznie (np. gwiazdom majors płacą lepiej niż wytwórnie niezależne, bo po prostu więcej mogą im zapłacić).
Nie chcę w tej chwili mocniej rozwijać wątku "majors vs niezależni", jeszcze nie raz będę o tym pisać. Podział ten, mimo wspomnianych powyżej wad, jest powszechnie stosowany przez wszystkich i nie widzę ku temu przeciwwskazań, o ile wie się o czym się mówi. Na pewno w miarę rozwoju internetowych form dystrybucji muzyki podział ten trzeba będzie nieco przerobić, być może wprowadzając jakieś nowe kategorie. Bo co na przykład zrobić z netlabelami wydającymi muzykę na licencjach Creative Commons? Czy nie są one aby jeszcze bardziej niezależne niż wytwórnie niezależne wydające muzykę "all rights reserved"? Jeśli tworzenie takich klasyfikacji ma jakikolwiek sens, trzeba to przemyśleć...
wtorek, 12 czerwca 2007
Branża muzyczna to nie to samo co branża fonograficzna
Mało kto o tym pamięta, ale nie powinno się stawiać znaku równości pomiędzy terminami „przemysł muzyczny" i „przemysł fonograficzny". A ponieważ jest to pomyłka powszechna, parę słów o różnicach. Są one kluczowe dla zrozumienia zmian dokonujących się na rynku muzycznym.
 
Najszerszym pojęciem jakiego możemy użyć mówiąc o producentach muzyki jest "przemysł kulturalny", zdefiniowany w jednym ze wcześniejszych wpisów. Częścią przemysłu kulturalnego jest przemysł muzyczny zajmujący się, najprościej rzecz ujmując, czerpaniem zysków z muzyki. Przemysł muzyczny można podzielić na co najmniej trzy części:
  • branżę fonograficzną - część zajmującą się produkcją, wydawaniem i dystrybucją fonogramów (record business); światową wartość rynku fonograficznego szacuje się obecnie na od około 33 mld. USD do około 40 mld. USD, zależnie od tego kto szacuje i jakich metod używa;
  • branżę koncertową - część zajmującą się organizowaniem wszelkich form koncertowej prezentacji muzyki (concerts, touring and live entertainment business); światową wartość tego rynku szacuje się obecnie na około 25 mld. USD rocznie;
  • branżę publishingową - część branży muzycznej zajmującą się zarządzaniem prawami autorskimi (music publishing business, dobrego tłumaczenia tego terminu nie ma); światową wartość tego rynku szacuje się obecnie na około 12 mld. USD rocznie.
Stawianie znaku równości pomiędzy fonografią a przemysłem muzycznym jako całością jest więc błędem. Jest on popełniany zapewne dlatego, że największe koncerny muzyczne, chcąc kontrolować wszystkie strumienie przychodów, wchodzą w związki kapitałowe z firmami reprezentującymi różne części przemysłu muzycznego, tworząc skomplikowane struktury kapitałowe. Innymi słowy, duży koncern muzyczny zajmuje się zarówno fonografią, jak i publishingiem i koncertami, przy czym przez lata fonografia była w tym najważniejsza. W konsekwencji pojęcia te są mylone. Ważne jest jednak by się nie myliły, bowiem kryzys fonografii nie oznacza kryzysu całej branży muzycznej (a jedynie jej części), a artysta wcale nie musi zarabiać największych pieniędzy na nagrywaniu i wydawaniu płyt, ale na koncertach lub publishingu. Dzięki upowszechnieniu się internetu inne niż fonograficzna części branży muzycznej mają szanse stać się dominującymi, ale pewnie zajmie to jeszcze trochę czasu...
 
Dane liczbowe m. in. za:
IFPI (2005), World Sales Press Release Final, www.ifpi.org/content/library/worldsales2005.pdf.
IFPI (2006), IFPI 06: Digital Music Report, http://www.ifpi.org/site-content/library/digital-music-report-2006.pdf.
RIAA (2005), 2005 Year-end Statistics, www.riaa.com/news/newsletter/pdf/2005yrEndStats.pdf.
piątek, 08 czerwca 2007
Koncert The Hastalavistas!, De Tazsos i The Kolt
Krótko: wczoraj w klubie Jazzga zagrali: The Hastalavistas!, De Tazsos i The Kolt. Koncerty udane, wygląda na to,  że polska scena psychobilly ma się dobrze. Każdy kto lubi takie dźwięki powinien ich zobaczyć na żywo. Szczególnie fajnie wygląda to w przypadku The Kolt, którzy mają w składzie kontrabas, co jest warte docenienia, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że nie ma już Robotixa, a Komety zrezygnowały z tego instrumentu jakiś czas temu.
środa, 06 czerwca 2007
40 lat Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band

Polskie media dość powszechnie zauważyły 40 rocznicę wydania legendarnej płyty zespołu The Beatles "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band", jednak polecić mogę przede wszystkim jeden tekst. Krótki cytat:

"Na tę nieskrępowaną niczym inwencję, w której geniusz łączył się z nonszalancją, miało zapewne wpływ również i to, że muzyka rockowa dopiero co się narodziła. Beatlesi nie tworzyli w estetyce rocka, oni tę estetykę kształtowali. Rock nadal był obszarem nieograniczonych niczym możliwości i polem twórczej, choćby najbardziej szalonej ekspansji." (Źródło: Jerzy Jarniewicz, "Epoka Sierżanta Pieprza", Gazeta Wyborcza 2007-05-30)
Trafne słowa,  to musiały być dobre dla twórców czasy - nie musieli brać pod uwagę tego co zostało stworzono poprzednio, bo za wiele tego nie było. Autorowi chodziło o aspekt artystyczny, ale można nawet pójść dalej - The Beatles mogli tworzyć nie obawiając się, że niechcący popełnią plagiat, komponując przypadkiem melodię, którą już ktoś kiedyś stworzył. Teraz jest to zapewne dużo trudniejsze a artyści muszą brać pod uwagę nie tylko to, by nie być wtórnymi, ale też to by przypadkiem nie wdać się w proces z jedną z wielkich firm publishingowych. Generalnie w latach 60. XX w. muzykom rockowym tworzyło się łatwiej. Ale o tym innym razem.
wtorek, 05 czerwca 2007
Netlabel Laconia Records zawiesił działalność
Był sobie kiedyś szwedzki netlabel Laconia Records. Wydał dwie przyzwoite EPki z okolic muzyki post rockowej, po czym zawiesił działalność. Szkoda, bo nieźle się zapowiadali. Wydawnictwa są do ściągnięcia za darmo na licencjach Creative Commons: KONTRABAND - Samma Gamla Vald i COLD COLOURS - Have You Seen The Ghost Of John?
poniedziałek, 04 czerwca 2007
Historia fonografii - od Edisona do płyty kompaktowej
Historię fonografii można znaleźć w kilku książkach oraz w paru źródłach w sieci, np. tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Mimo to dwa wpisy mojego autorstwa na ten temat w blogu muszą się znaleźć, bo będą potrzebne później, gdy będę pisać o modelach biznesowych.
 
Uznaje się, że dźwięk został po raz pierwszy zarejestrowany na przełomie 1877 i 1878 roku przez Thomasa Edisona. Był też Franzcuz Charles Cros, który mniej więcej w tym samym czasie dokonał podobnych wynalazków, ale w przeciwieństwie do Edisona nie miał żyłki biznesowej i zamiast zająć się wdrażaniem technologii, wolał spędzać czas w paryskich kabaretach, racząc się ponoć absyntem. Uszanujmy jego wybór.
 
Wynalazek Edisona, zwany fonografem, odtwarzał dźwięk zapisany na woskowych cylindrach. Początkowo (aż do przełomu stuleci) cylindrów nie kopiowano przemysłowo - raz zarejestrowany utwór muzyczny był sprzedawany w jednym egzemplarzu, a aby sprzedać następny, trzeba było na nowo dokonać rejestracji dźwięku. Cylindry wytwarzano do lat 20. XX w., jednak ustąpiły miejsca konkurencji ze strony dysków szelakowych.
 
W 1887 roku Emile Berliner opatentował gramofon, różniący się od fonografu zastosowaniem płaskich dysków (wytwarzanych początkowo z cynku, twardej gumy, szkła, a ostatecznie od lat 90. XIX w. z szelaku) zamiast woskowych cylindrów. Kluczową ideą wynalazku Berlinera była możliwość przemysłowego kopiowania dysków, co umożliwiło faktyczny rozwój przemysłu fonograficznego. Wartość sprzedaży nagrań w USA w 1921 r. osiągnęła 106 mln. USD, utrzymując wysokie wartości przez lata 20. XX w., aby w czasie Wielkiego Kryzysu spaść do 6 mln. USD w 1933 r. W niektórych krajach, np. w Australii, w wyniku kryzysu gospodarczego, rynek fonograficzny praktycznie przestał istnieć.
 
Następny wielki przełom w rozwoju rynku fonograficznego nastąpił w roku 1948, kiedy firma CBS-Columbia zaprezentowała nowy rodzaj nośnika - płytę winylową 33 rpm. Płyta winylowa nie tylko gwarantowała wyższą jakość dźwięku, ale umożliwiała również odtwarzanie muzyki nieprzerwanie przez przynajmniej kilkanaście minut (dyski szelakowe zawierały muzykę podzieloną na krótkie fragmenty). W tym samym czasie upowszechniono zapis dźwięku na taśmie magnetycznej, co zrewolucjonizowało pracę w studiu nagrań.
 
W roku 1949 firma RCA zaproponowała konkurencyjny rodzaj płyt winylowych 45 rpm, co doprowadziło do tzw. „wojny prędkości odtwarzania". Ostatecznie gramofony zostały wyposażone w możliwość odtwarzania dysków w obu prędkościach - płyta winylowa 33 rpm, mieszcząca większą liczbę utworów została nazwana LP (Long Play), natomiast płyta 45 rpm zwana SP (Single Play), służyła wydawaniu mniejszej liczby utworów.

Płyta kompaktowa zadebiutowała w Europie i Azji w końcówce 1982 roku, a w USA w 1983 roku jako rezultat kilkuletniej współpracy firm Philips i Sony. Płyta kompaktowa odróżnia się od płyty winylowej zastosowaniem technologii cyfrowej, co przekłada się na wyższą jakość dźwięku, mniejszy rozmiar oraz większą objętość. Płyty winylowe mieściły około 50 minut muzyki, podzielonej na dwie części, podczas gdy płyta kompaktowa mieści 80 minut nieprzerywanej muzyki. Większa pojemność płyty kompaktowej wpływa na ilość muzyki wydawanej na albumie, de facto zmieniając samo pojęcie albumu. W USA sprzedaż płyt kompaktowych była po raz pierwszy wyższa niż płyt winylowych w roku 1988 - odpowiednio 149,7 mln. do 72,4 mln. sztuk.
 
To tyle w wielkim skrócie, jak znajdę chwilę, to opiszę bliżej takie ciekawostki jak problemy branży fonograficznej w latach Wielkiego Kryzysu czy "wojny prędkości odtwarzania". Oddzielny wpis poświęcony będzie temu co stało się potem, czyli historii pliku muzycznego.
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter