przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
wtorek, 29 maja 2007
Prasa o "fonograficznym dnie" i "końcu fonografii"

Czasem w Gazecie Wyborczej pokazują się ciekawe wywiady, które nie są błyskawicznie przenoszone do archiwum. Jeden z nich to złożony z dwóch wywiadów z osobami związanymi z majors (okolice Universal Music Polska) "Na fonograficznym dnie". Warto przeczytać całość, dla zachęty 2 cytaty:

"- Na początku lat 90. stacje radiowe grały różną muzykę, bo prezenterzy realizowali autorskie programy. Teraz media często chcą mieć artystów na wyłączność. Jedna telewizja obraża się na muzyka, bo wystąpił w konkurencyjnej stacji. I za karę w ogóle go nie gra. To chory system. I niebezpieczny. Nikomu nic nie daje, za to deprecjonuje artystę. Stacje radiowe - zwłaszcza te największe - chcą grać tylko taką muzykę, która sprawdziła się gdzie indziej. Te wszystkie badania, formaty, które przejęliśmy z Zachodu, w pewnym momencie zaczęły być traktowane jak bożek. Tymczasem nikt nas nie zwolni z samodzielnego myślenia. Badania należy traktować tylko jako pewnego rodzaju informacje pomocnicze. Chociażby sukces Antyradia świadczy o tym, że ludzie mają już dość tej papki młóconej na okrągło przez stacje. Istnieją ogromne możliwości prezentowania muzyki ciekawszej, ambitniejszej bez utraty słuchalności. Wkrótce się o tym przekonamy. Okres zachłyśnięcia się badaniami słuchalności odchodzi w przeszłość. Bo jak robi się takie badania? Puszcza się grupie focusowej 15-20 s piosenki i pyta, czy się jej podoba. Robiliśmy czasem takie żarty że wysyłaliśmy do stacji ten sam numer tej samej wykonawczyni, tyle że inaczej opisany. I ta piosenka w jednym badaniu przechodziła, w innym nie. Warto pamiętać, że czasem warto zaryzykować w artystę oryginalnego, choć niesprawdzającego się w badaniach."

Cóż, ciężko oprzeć się wrażeniu, że wystarczy włączyć którąś z dużych stacji radiowych, aby z dużym prawdopodobieństwem usłyszeć to o czym mówi Pan Andrzej Puczyński. Problem jest jednak w tym, że polskie oddziały majors jakoś muszą swoją muzykę promować, a skoro ignoruje się internet, trzeba się oprzeć na radiu. Jeśli opiera się promocję na radiu i TV (które grają to co grają), to trzeba wydawać to, co jest obecne w tych mediach... A skoro mało kto chce to kupować, to można a) wydawać co innego, promując to gdzie indziej (np. w internecie); b) wydawać co innego, próbując przekonać stacje radiowe, że to spodoba się słuchaczom; c) dalej wydawać to samo i żalić się na spadek sprzedaży płyt, mimo intensywnej promocji radiowej. Troche upraszczam, ale rozwinę ten wątek za parenaście wpisów, gdy zajmę się promocją radiową.

Inny cytat, tym razem wypowiada się Katarzyna Kanclerz:

"- Borykamy się z tymi samymi problemami co Niemcy czy Francuzi. Chodzi mi głównie o tzw. nowe media. Zostało nam co prawda sporo nawyków z poprzedniej epoki. Gdy pościągamy pliki z internetu, to potem - nie tak jak Niemcy czy Francuzi - niekoniecznie idziemy do sklepu, aby kupić całą płytę. Może i skala pewnych zjawisk jest w Polsce mniejsza. Ale ich przewidywalność jest taka jak w Niemczech. Wszyscy stoimy na rozdrożu."
Komentarz może być jeden: niech sobie Niemcy czy Francuzi chodzą do sklepów kupować płyty, dla polskich konsumentów dobrze by było gdyby mogli sobie tanio kupić pliki muzyczne (dlaczego powinny być tanie i kiedy będą - w dalszych wpisach). A to, że "stoimy na rozdrożu" spowodowane jest prawie wyłącznie postawą branży (oczywiście nie powinniśmy winić polskich oddziałów majors, tylko podejmujące decyzje centrale), o czym traktuje tekst omówiony poniżej.

Inne media nie są niestety tak wspaniałomyślne i tak jak np. Wprost przenoszą swoje teksty zaraz do płatnego archiwum. To właśnie przytrafiło się tekstowi Roberta Leszczyńskiego, który ukazał się 20.05.2007. W sumie w tekście nie ma nic odkrywczego, raczej ogólne stwierdzenia o tym, że branża fonograficzna nie jest nam już do niczego potrzebna. Czy jest czy nie jest to będę jeszcze pisać na blogu nie raz, natomiast mała próbka tego tekstu, dla tych którzy nie mogą się powstrzymać i już chcieliby wykupić dostęp do archiwum Wprost.

"Koncerny płytowe opóźniają rozwój najnowszych technologii Polski rynek płytowy lada dzień przestanie istnieć. I to w czasach kiedy muzyki słuchamy więcej niż kiedykolwiek w historii. Tyle że nie z płyt, lecz z odtwarzaczy mp3. A to znaczy, że fonografia, jaką mamy teraz, nie jest nam do niczego potrzebna." (Źródło: Robert Leszczyński, "Koniec fonografii", Wprost 20.05.2007)

czwartek, 24 maja 2007
Dozwolony użytek w serwisie napisy24.pl

W sumie to wątek poboczny, bo w tym blogu zajmuję się prawem autorskim wyłącznie z perspektyw ekonomicznych, ale nie mogę się powstrzymać by nie zacytować pewnej strony z napisami do filmów. Po zamknięciu serwisu napisy.org (więcej o tym wydarzeniu można przeczytać np. tu), inne strony tego typu stały się czujne, zwarte i gotowe do obrony przed organami państwa. Rozbawiło mnie trochę to jak asekuruje się serwis napisy24.pl:

"Komunikaty

Napisy24.pl jest serwisem, na którym nasza wielka grupa krewnych, dalekich i bliskich, a także znajomi całej licznej grupy krewnych, wymieniają się między sobą tłumaczeniami, aby sobie wzajemnie pomagać. W razie jakichś problemów, proszę kontaktować się na maila.

Można BEZ OBAW dzielić się napisami. Serwis został do tego odpowiednio przygotowany. Żadne dane uploadera na serwerze się nie zapisują."

Ciekaw jestem co na to powiedzą prawnicy i inni specjaliści od interpretacji kwestii "dozwolonego użytku".

sobota, 19 maja 2007
Haydamaky grają w Polsce, warto zobaczyć
Wyczytałem, że wczoraj w Krakowie grał koncert zespół Haydamaky, co skłoniło mnie do napisania paru słów na ich temat. Upraszczając, grają bardzo energiczne połączenie ukraińskiego folku i ska, czasem bliżej tego pierwszego, a czasem tego drugiego gatunku. Na żywo są dużo bardziej punkowi.
 
Niestety nie umieszczają na swojej www żadnych mp3, ale próbki można znaleźć na stronie ich wytwórni. Jeden utwór jest w przyzwoitej jakości do ściągnięcia w całości. Są też na MySpace. Na YouTube można znaleźć pare ich teledysków, np.
 
Warto obserwować ich stronę, bo regularnie grają w Polsce, a na żywo brzmią dużo lepiej niż z płyt. W najbliższym czasie można ich obejrzeć i posłuchać 02.06.2007 w Szczecinie i 22.06.2007 w Lublinie.
czwartek, 17 maja 2007
Muzyka z włoskiego netlabela Muertepop
Włoski netlabel Muertepop udostępnia na swojej stronie 5 albumów/EP (szósty ma się ukazać 11 czerwca 2007) artystów z kręgu indie/electronic/experimental music. Netlabel został uruchomiony na początku 2007 r., można więc powiedzieć, że wydają dużo, oby utrzymali to tempo. Wszystkie utwory wydane są oczywiście na licencjach Creative Commons, więc można je sobie spokojnie ściągnąć za darmo. Warto też zajrzeć na ich profil na MySpace.
środa, 16 maja 2007
Czym są modele biznesowe i jak się je definiuje
Na blogu sporo będę pisać o nowych modelach biznesowych na rynku muzycznym. W związku z tym, że samo pojęcie modelu biznesowego jest względnie nowe, wcześniej krótko o tym czym w ogóle jest model biznesowy. Jak można przeczytać tu z definiowaniem modelu biznesowego jest sporo problemów. Samo pojęcie pojawiło się już w 1957, ale na dobre przyjęło się dopiero w późnych latach 90. XX w.
Jedną z definicji zaproponowali Afuah i Tucci:
„model biznesowy to przyjęta przez firmę metoda powiększania i wykorzystywania zasobów w celu przedstawienia klientom oferty produktów i usług, której wartość przewyższa ofertę konkurencji i która jednocześnie zapewnia firmie dochodowość" (Afuah, Tucci, 2003: 20).
Innymi słowy, w dużym uproszczeniu, model biznesowy ma opisywać sposób w jaki firma ma zamiar zarabiać. Przez lata wiele przedsiębiorstw funkcjonowało wedlug modelu sprzedawcy (shop keeper model) polegającego na otworzeniu sklepu tam gdzie potencjalny konsument może dokonać zakupu. Innym modelem był bait and hook model, co można przetłumaczyć jako model "kija i marchewki". Polega on na zaoferowaniu produktu podstawowego po niskiej cenie (często poniżej kosztu wyprodukowania) i sprzedawaniu produktów komplementarnych po cenie wysokiej. Przykłady to: sprzedaż drukarki po niskiej cenie i zarabianie na sprzedaży tuszu/tonera lub sprzedaż taniej maszynki do golenia i względnie drogich ostrzy, lub taniego telefonu komórkowego i ustalenie względnie wysokiego abonamentu.
Przez lata byly to najpopularniejsze, choć nie jedyne możliwe modele biznesowe. Na dobrą sprawę dopiero internet spowodował powstanie wielu różnorodnych modeli, jak również rozwój samej koncepcji. Jako przykłady modeli biznesowych wykorzystywanych przez przedsiębiorstwa internetowe w dużym uproszczeniu wyróżnia się:
  • model pośrednika (brokerage model) - firmy zarabiają na prowizjach od transakcji realizowanych za ich pośrednictwem (np. serwisy aukcyjne, internetowe biura maklerskie);
  • model reklamowy (advertising model) - firmy zarabiają na opłatach pobieranych od reklamodawców zamieszczających reklamy na prowadzonych przez nie stronach internetowych (np. wortale tematyczne zarabiające na banerach reklamowych i wyskakujących okienkach);
  • model pośrednika informacyjnego (infomediary model) - firmy zarabia ją na sprzedaży danych o konsumentach zebranych w trakcie swojej działalności (która jest na tyle atrakcyjna, że przyciąga konsumentów podających owe dane);
  • model kupca (merchant model) - firmy zarabiają na sprzedaży produktów za pomocą internetu (handlu internetowym), co może być prowadzone w połączeniu z tradycyjną działalnością handlową lub wyłącznie w internecie;
  • model producenta (manufacturing model) - firmy zarabiają na sprzedaży swoich produktów za pomocą internetu, co oznacza skrócenie kanału dystrybucji (ominięcie pośredników);
  • model sieci afiliowanej (affiliate model) - firmy umieszczają na swoich stronach linki do stron innych podmiotów oferujących produkty w internecie i zarabiają na prowizjach uzyskiwanych od tych podmiotów, o ile konsument zakupił jakiś produkt trafiając do handlowca dzięki temu linkowi;
  • model wirtualnej wspólnoty (community model) - firma zarabia dzięki silnej lojalności internautów wobec wirtualnej wspólnoty (model ten zdefiniowano przed Web 2.0 na przykładzie Red Hat Linux, obecnie można by tu pewnie wyróżnić całą masę podmodeli);
  • model abonencki (subscription model) - firma zarabia na pobieraniu opłat za dostęp do treści umieszczanych na stronach internetowych, często wyróżniając darmowe treści "dla wszystkich" i płatne "dla subskrybentów";
  • model taryfowy (utility model) - firma nalicza opłaty za faktyczne użytkowanie usług internetowych (Afuah, Tucci, 2003: 87-89; Rappa, 2007 Managing digital enterprise).
Tyle teorii (więcej np. tu). Na rynku muzycznym od czasów Napstera pojawiają się coraz to nowe modele biznesowe, ale o tym w następnych notkach.

Literatura:
Afuah A., Tucci C. L. (2003), Biznes internetowy. Strategie i modele, Oficyna Ekonomiczna, Kraków.
Ostenwalder A., Pigneur Y., Tucci C. L. (2005), Claryfying business models: origins, present and future of the concept.
Rappa M. (2007), Managing digital enterprise.
poniedziałek, 14 maja 2007
Katalog Monteparadiso Netlabel
Działający w Puli w Chorwacji Monteparadiso Netlabel udostępnia na swoich stronach sporą porcję lokalnej muzyki, głównie punk/hc. Netlabel jest częścią większego przedsięwzięcia "DIY" - zaczęli w 1992 od organizacji koncertów, a obecnie są - jak się sami określają - "autonomicznym centrum kulturalnym". Wszystkie udostępniane przez nich utwory można sobie legalnie ściągnąć za darmo, więc jeśli lubicie punk/hc - do dzieła...
sobota, 12 maja 2007
Rockabilly, Surf, Psycho w wersji ze wschodu
Gatunki takie jak Rockabilly czy Surf są mocno osadzone w tradycji amerykańskiej. W naszej części Europy znaleźli się jednak artyści, którzy twórczo przetworzyli muzykę amerykańską, tak że brzmi ona bardzo swojsko. Rzecz jasna artyści ci działają na scenie niezależnej - mainstream woli kopiować sprawdzone wzory a nie eksperymentować z twórczym przetwarzaniem. Na Ukrainie ukuto nawet termin Ukrabilly dla określenia tych dźwięków.
Poniżej linki do kilku zacnych prób grania wschodnioeuropejskiego rockabilly, surf i psychobilly:
  • Pavulon Twist (Polska) - aby ściągnąć mp3 kliknij na zakładkę Audio na ich stronie lub spróbuj tu;
  • Komety /Partia (Polska) - aby ściągnąć mp3 kliknij na zakładkę Extras na ich stronie; strona Partii niestety już nie działa;
  • De Tazsos (Polska) - na ich stronie na MySpace jest parę utworów do odsłuchania;
  • Obibox (Polska) - j.w.;
  • Gulag Tunes (Rosja) - j.w.;
  • Ot Vinta (Ukraina) - link do mp3 na ich stronie www.ot-vinta.com
piątek, 11 maja 2007
Maleńczuk o karierze muzyka w Polsce
Maciej Maleńczuk udzielił wywiadu Wysokim Obcasom. Całość można przeczytać tu. W sumie nic szczególnie ciekawego nie powiedział, ale dwa cytaty dobrze oddające istotę starych modeli funkcjonowania na rynku muzycznym, zasługują na uwagę.
"-Co to znaczy być w muzycznej alternatywie?
-Mało zarabiać, jeździć starym samochodem, zazdrościć innym pieniędzy i marzyć o wyjściu z 'metra'. Czyli z undergroundu.
"

Dość szczerze powiedziane, choć nie sądzę aby absolutnie wszyscy muzycy marzyli o sławie jaką się cieszy Maleńczuk. Czasem lepiej siedzieć w swojej niszy, zarabiać może nieco mniejsze pieniądze, ale za to mieć święty spokój. Po prostu kwestia priorytetów. Stary rynek muzyczny charakteryzował się tym, że muzykowi trudno było z niszy wyżyć, a sednem kariery w większości wypadków było "stać się gwiazdą". I wprawdzie byli tacy, którym się udawało, ale cała reszta klepała biedę. Obecnie, dzięki niskim barierom wejścia na rynek, zagospodarowanie swojej niszy będzie stawać się coraz łatwiejsze, a "być w muzycznej alternatywie" niekoniecznie oznaczać będzie "zarabianie mało".

"-A jednak 'Idol' Ci pomógł.
-Inni mi mówią, że dałem ciała. Ale mój plan się spełnił, sypnęły się splendory, urywały telefony. O to chodziło. Mogę negocjować wyższe stawki. Kilka lat temu Homo Twist dostał sześć nominacji do Fryderyka, graliśmy za grosze i nie mieliśmy co jeść. Byliśmy naprawdę szczupli. Choć nie dostaliśmy żadnej statuetki, nominacje wystarczyły, żebym udzielił pierwszego telewizyjnego wywiadu. Dał mi większą popularność niż wszystkie wcześniejsze płyty. Uważam, że robię karierę dzięki wywiadom, a nie piosenkom, bo moja muzyka nie jest lekkostrawna."

 

I tu uznanie za szczerość - tak to niestety w mainstreamie wygląda. Ale miejmy nadzieję, że powoli będzie się zmieniać, a rosnąca rola internetu umożliwi artystom realne stosowanie alternatywnych ścieżek kariery (czyli duża popularność bez błaźnienia się w "Idolach" i innych tego typu produktach medialnych). Oczywiście obecnie też da się osiągnąć masową popularność bez udziału w różnych nieciekawych przedsięwzięciach medialnych, ale w przyszłości będzie to, miejmy nadzieję, coraz łatwiejsze.
 
Źródło cytatów: "Punk zdechł - ogłasza Maleńczuk", Rozmawiał: Witold Gdowski, Wysokie Obcasy 2007-05-05.
środa, 09 maja 2007
Więcej o zespole Leningrad

W uzupełnieniu ostatniego wpisu więcej informacji o zespole Leningrad. Po pierwsze, w Przekroju ukazał się artykuł (bardziej o wokaliście niż zespole). Jeden fragment mówi o wpływie wokalisty na scenę w Petersburgu (temat jest obecnie mocno analizowany przez badaczy muzyki popularnej):

"Z jego inicjatywy zaczęła się kontrkulturowa rewolucja w rosyjskich mediach. Jak grzyby po deszczu powstają pokrewne „piterskie” grupy: Billy’s Band, Botanika, Vibracja Pierca, Sobacze Sierdce, Zachar Maj... Jedni imitują Waitsa i Tiger Lillies, inni już tylko Sznurowa i jego bluzg." (Łukasz Drewniak, Przekrój 51/2005)
Po drugie, trochę o Leningradzie można też poczytać tu. Po trzecie, można też zajrzeć na stronę wokalisty zespołu. Po czwarte, można sobie zobaczyć ich teledysk na YouTube. Po piąte, więcej m. in. linki do utworów zespołu można znaleźć w poprzednim wpisie.
wtorek, 08 maja 2007
Leningrad - rosyjska muzyka alternatywna najwyższej próby
Leningrad to kultowa kapela z St. Petersburga, łącząca w swojej muzyce elementy tradycyjnej muzyki rosyjskiej ze ska, punkiem a ostatnio również elementami hip hopu. Stosująć bardzo odległe porównanie, niektórym trochę mogą przypominać polski Kult. Szczęśliwie dla słuchaczy najciekawsze płyty zespołu Leningrad umieszczone są w całości na oficjalnych stronach internetowych kapeli. Ciężko powiedzieć na jakiej licencji wydana jest muzyka, ale umieszczenie plików na oficjalnych stronach internetowych zespołu można chyba traktować jako zachętę do zapoznania się z jego bogatą twórczością.  Leningrad to w dużej mierze fenomen socjologiczny (patrz: teksty), ale poza tym świetna muzyka, więc gorąco polecam przebić się przez cyrylicę i spróbować ściągnąć sobie jakiś utwór z następujących płyt:
poniedziałek, 07 maja 2007
Russendisko (Balalaika Rock'n'Roll, Klezmer Ska, Ethnokitch, SpeedFolkPunk)
Całkiem ciekawą mieszankę dźwięków wschodnioeuropejskich ze ska i rock'n'rollem prezentuje projekt o nazwie Russendisko. Póki co można ich posłuchać za darmo tylko na MySpace, ale jak namierzę jakieś inne legalne źródło, czym prędzej je podam. Goście pochodzą ze wschodu, ale mocno przesiąknęli sceną berlińską, więc całość brzmi całkiem oryginalnie. Sami swój styl określają jako "Balalaika Rock'n'Roll, Klezmer Ska, Ethnokitch, SpeedFolkPunk". Mocno jeżdżą po Niemczech, więc niewykluczone, że zajrzą gdzieś do Polski, co zapewne warto będzie zobaczyć.
niedziela, 06 maja 2007
Cechy przemysłu kulturalnego
Uzupełniając definicje z poprzednich wpisów - lista cech charakterystycznych przemysłu kulturalnego:
  • istnieje możliwość osiągnięcia synergii korzyści płynących z oferowania blisko powiązanych ze sobą tworów kultury (dzieł artystycznych) w różnych formach (np. książka i jej filmowa ekranizacja, dzieło muzyczne wydane na płycie i zaprezentowane na koncercie);
  • istnieje możliwość oferowania tej samej zawartości (dzieło artystyczne) w różnych formatach (np. płyta CD, kaseta, plik muzyczny, zawierające dokładnie te same utwory);
  • produkcja zazwyczaj polega na wytworzeniu oryginału (co jest kosztowne), z którego wytwarzane są kopie (co kosztuje niewiele); przykładowo - dla przemysłu fonograficznego najkorzystniejsze jest sprzedawanie jak największej ilości kopii przy inwestowaniu w stworzenie możliwie najmniejszej ilości oryginałów (artystów); konsekwencją tego jest dążenie przemysłu kulturalnego do kreowania supergwiazd – bardziej opłacalna jest sprzedaż możliwie największej liczby płyt jednego artysty, niż inwestowanie w dziesięciu artystów, których płyty cieszyć się będą średnią popularnością (nawet jeśli łącznie sprzeda się ich więcej niż płyt supergwiazdy);
  • produkuje się doznania (experience goods) - dobra charakteryzujące się tym, że zadowolenie z ich konsumpcji jest wysoce subiektywne, trudno mierzalne, nieuchwytne; w konsekwencji przemysł kulturalny ma ograniczone możliwości badania rynku, co pociąga za sobą dużą niepewność dotyczącą ewentualnego powodzenia sprzedawanych produktów;
  • duża niepewność dotycząca ewentualnego powodzenia sprzedawanych produktów ma ścisły związek z dążeniem do kreowania supergwiazd – dla przemysłu kulturalnego najlepiej byłoby podejmować współpracę z jak najmniejszą liczbą artystów, jednak wobec braku pewności co do tego, który produkt spodoba się konsumentom, firmy muszą współpracować z wieloma artystami; konieczność współpracy ze znaczną liczbą artystów stoi w sprzeczności z dążeniem do inwestowania w te produkty, które cieszą się największą popularnością, w związku z czym nieodłącznym elementem funkcjonowania przemysłu kulturalnego jest podejmowanie prób znalezienia balansu pomiędzy obydwoma dążeniami;
  • przedsiębiorstwa przemysłu kulturalnego konkurują ze sobą nie tylko o ograniczony dochód konsumenta, ale również o ograniczone źródła przychodów reklamowych, ograniczony czas wolny konsumentów oraz ograniczone zasoby zdolnej, kreatywnej, wykwalifikowanej siły roboczej (np. artystów);
  • istnieje kolektywny proces produkcji, w którym uczestniczą jednostki posiadające często odmienne wizje ostatecznego produktu, jak również zróżnicowane umiejętności, które trzeba skoordynować;
  • praca zorganizowana jest w sposób nieformalny, często w niewielkich jednostkach powiązanych ze sobą w luźny sposób; częściej spotykaną formą umów są kontrakty niż praca na etat; praca wymaga częstego kierowania się trudno mierzalnymi kompetencjami, takimi jak instynkt, co wynika między innymi z trudności z przewidzeniem preferencji konsumentów;
  • istnieje bardzo duża konkurencja na rynku dóbr kultury i rozrywki (nawet jeśli rynek ma formę oligopolistyczną), konsument ma bardzo duże możliwości wyboru różnych produktów; często konkurują ze sobą produkty tej samej firmy (np. dylemat konsumenta: „iść na koncert czy do kina”);
  • zachodzi konieczność koordynacji różnych rodzajów działalności twórczej w możliwie krótkim czasie, co prowadzi do częstych napięć pomiędzy twórcą a wydawcą;
  • bardzo silny wpływ na działalność ma postęp technologiczny, np. w zakresie urządzeń do odtwarzania produktów przemysłu kulturalnego;
  • ma miejsce długa żywotność części produktów przemysłu kulturalnego oraz specyficzny sposób czerpania korzyści, wynikający z kształtu prawa autorskiego (tzn. rozciągnięte w czasie długotrwałe płatności);
  • dochodzi do zacierania się granic pomiędzy zarabianiem pieniędzy a tworzeniem sztuki; podział na subsydiowaną przez państwo „sztukę wysoką” a regulowaną rynkowo „kulturę popularną” traci na znaczeniu.
Listę cech przemysłu kulturalnego można wydłużać, ale to może innym razem...
sobota, 05 maja 2007
Współczesne definicje przemysłu kulturalnego
Od czasów Adorno i Horkheimera świat się mocno zmienił, rozkwitła kultura popularna, a wraz z nią w siłę urósł przemysł kulturalny. Na szczęście zaczęto go również inaczej definiować. Oto krótki przegląd współczesnych poglądów na to czym przemysł kulturalny jest.
 
W latach 80. XX w. Nicolas Garnham uznał, że należy podjąć próbę innego zdefiniowania przemysłu kulturalnego, ponieważ sceptyczne podejście Szkoły Frankfurckiej niepotrzebnie tak zdecydowanie krytykowało uprzemysłowienie kultury. Zdaniem Garnhama rynek często pozwalał w o wiele bardziej skuteczny sposób zaspokajać potrzeby kulturalne ludzi, niż finansowane z budżetów państwowych instytucje „wyższej kultury”. Zaproponował on zdefiniowanie przemysłu kulturalnego jako zbioru tych instytucji, które stosując sposoby produkcji i organizacji charakterystyczne dla przedsiębiorstw przemysłowych, wytwarzają i rozpowszechniają symbole w formie produktów i usług kulturalnych.
 
W tym samym okresie powyższymi zagadnieniami zainteresowało się również UNESCO, wydając przy tej okazji w roku 1982 publikację poświęconą przemysłowi kulturalnemu.
Obecnie, zdaniem ekspertów UNESCO, termin przemysł kulturalny dotyczy tych rodzajów działalności, które łączą kreację, produkcję i komercjalizację niematerialnych dzieł o charakterze kulturalnym. Dzieła te mogą zazwyczaj przybierać postać dóbr lub usług, które są chronione prawem autorskim. Zgodnie z tą definicją przemysł kulturalny trudni się wydawaniem, produkcją fonograficzną, audiowizualną, drukiem, multimediami, publishingiem, projektowaniem, etc. Często w zakres działalności przemysłu kulturalnego zalicza się również architekturę, teatr, sztuki performance, sport, produkcję instrumentów muzycznych, reklamę i turystykę w celach kulturalnych.
 
Jeszcze inna definicja mówi, że przemysł kulturalny tworzą zarówno prywatne, nastawione na zysk firmy, jak i organizacje non-profit oraz państwowe instytucje, które są bezpośrednio zaangażowane w produkcję znaczeń społecznych. Podstawowym celem takich firm (organizacji) jest komunikacja z publicznością i kreacja znaczeń. Przykładami takich działań są: prowadzenie stacji radiowych, telewizyjnych (także sieci kablowe i satelitarne), kinematografia, wydawanie gazet, czasopism oraz książek, wydawanie fonogramów oraz publishing muzyczny, reklama, sztuki sceniczne.

Dokładne zdefiniowanie przemysłu kulturalnego jest trudne i budzi wiele kontrowersji. Jako przykład można tu podać próby zaliczenia do przemysłu kulturalnego agencji public relations, reklamowych i marketingowych, które z kulturą mają dużo mniej wspólnego niż np. teatr czy wydawnictwo książkowe. Dlatego też do nich lepiej może pasować określenie creative industries - przemysł kreatywny. O problemach terminologiczno - tłumaczeniowych pisałem w blogu wcześniej.
To tyle w kwestii definicji. Więcej można z powodzeniem znaleźć w internecie, aczkolwiek z reguły po angielsku...
Definicje przemysłu kulturalnego: Szkoła Frankfurcka

Adorno i Horkheimer, mimo że nie przepadali za muzyką popularną (w latach 40. XX w. też bym zapewne nie przepadał), stworzyli koncepcje, które z mniejszym lub większym powodzeniem były wykorzystywane przez pokolenia badaczy muzyki popularnej. No i ukuli termin, który dał tytuł temu blogowi, więc bardzo skróconego omówienia ich koncepcji nie sposób pominąć.

Termin „przemysł kulturalny” został po raz pierwszy użyty przez Theodora Adorno i Maxa Horkheimera w napisanej w 1944 r. a wydanej trzy lata później pracy „Dialectic of Enlightenment ”. Autorzy użyli terminu „przemysł kulturalny” ponieważ uznali, że dobra kultury są produkowane w taki sam sposób jak inne produkty konsumpcyjne. Celem ich wytwarzania jest więc nie tworzenie sztuki lecz zysk, a sposoby produkcji są zoptymalizowane w taki sam sposób, jak w innych branżach. Przemysł kulturalny działa na zasadzie linii montażowej (assembly-line character), produkując masowo książki, płyty z nagraniami muzycznymi i filmy. Co więcej, przemysł kulturalny dzieli konsumentów na grupy, oferując im różne produkty w różnych cenach, przy czym podział ten nie jest dokonany na podstawie istniejących różnic pomiędzy produktami kultury, a raczej jest oparty na "cynicznej kalkulacji". Dzięki standaryzacji i masowej produkcji działania takie są zyskowne. To, że autorzy odnoszą się krytycznie do uprzemysłowienia kultury i „cynicznej rynkowej kalkulacji” wynika z ich poglądów na temat społecznej roli sztuki, która z zasady powinna być elitarna. Poglądy Adorno i Horkheimera na temat kultury popularnej są bardzo krytyczne.
Zdaniem Adorno i Horkheimera dochodzi do zjawiska „fetyszyzmu towarowego” polegającego na tym, że dzieło sztuki ma dla nabywcy tylko taką wartość, jaką cenę zapłacił on za jego kupno. Oznacza to, że w wyniku powstania przemysłu kulturalnego sztuka straciła swoją dawną niezależność, polegającą na autonomii wobec rynku. Cechą charakterystyczną postępowania przemysłu kulturalnego jest ukrywanie prawdziwego charakteru oferowanych produktów i stwarzanie pozorów obcowania z niezależną sztuką.

Wiem, to było dość ciężkie. O koncepcjach Szkoły Frankfurckiej jeszcze będę pisać, chwilowo jednak przejdę do innych - bardziej aktualnych - definicji przemysłu kulturalnego.

piątek, 04 maja 2007
Przemysł kulturalny a historia komunikacji
Analizy przemysłu kulturalnego warto jest przeprowadzać znając podstawy historii komunikacji. Przydatnym jest tu pojęcie mediamorfozy spopularyzowane przez Fidlera. Definiowane jest jako:
Transformacja środków komunikowania (mediów), zwykle powodowana (...) przez złożone oddziaływanie postrzeganych potrzeb, konkurencji oraz presji politycznych i społecznych, a także technologicznych innowacji.” (Fidler 1997, cyt. za Goban-Klas, 2005)
Fidler wyróżnia trzy domeny mediów – domenę komunikowania się (komunikacji interpersonalnej, np. rozmowa), domenę rozgłaszania (np. teatr, muzyka, media masowe) oraz domenę dokumentowania (pismo i druk, literatura i nauka). Domeny te, umieszczane są na gałęziach „drzewa medialnego”, które można znaleźć w licznych publikacjach.

Przyjmując perspektywę historyczną można wyróżnić przynajmniej dziewięć epok w historii rozwoju mediów. Pierwszą ustanawia epokowe wydarzenie, jakim było wynalezienie i upowszechnienie pisma. Umożliwiło ono rejestrowanie wiedzy, kodeksów prawnych, form sztuki pisanej, a w pewnej perspektywie czasowej również dokonywanie zapisu nutowego.
Drugą mediamorfozę przyniosło, dokonane przez Gutenberga, wynalezienie druku. Z jednej strony pozwoliło ono wielokrotnie skrócić czas przeznaczany na kopiowanie pisma, z drugiej natomiast znacząco obniżyło jego koszty. W przypadku muzyki druk ułatwił duplikację zapisu nutowego, co sprzyjało narodzinom pierwszej formy masowej „dystrybucji” muzyki. Czy na tym etapie był już jakiś przemysł kulturalny? Przemysł chyba raczej nie (jako że to pojęcie łączone jest z rewolucją przemysłową), ale z pewnością istniała jakaś forma działalności wydawniczej.
Trzecią mediamorfozę wiąże się z upowszechnieniem prasy, której dynamiczny rozwój przypada na wiek XIX. Mimo, że gazety były drukowane już wcześniej, z powodu kosztów i czasochłonności produkcji, nie mogły zaistnieć na skalę masową. Dopiero stopniowe upowszechnianie się w ciągu XIX wieku serii wynalazków umożliwiających masowe drukowanie, pozwoliło prasie zyskać prawdziwą popularność.
Czwarta i piąta mediamorfoza wiążą się ściśle z rewolucją przemysłową i przyśpieszeniem postępu technologicznego. Wynalazki takie jak fotografia, kino, fonografia, radio i telewizja zadecydowały o umasowieniu się mediów, dając również początek nowym formom sztuki oraz narodzinom kultury popularnej. W tym okresie należy szukać początków przemysłu kulturalnego jaki znamy dzisiaj. W tym okresie powstało również samo określenie "przemysł kulturalny".
Szósta mediamorfoza wiązana jest z wynalazkami umożliwiającymi łączność na odległość – począwszy od telegrafu, poprzez fax i telefon, aż po łączność satelitarną. Wynalazki te nie spowodowały być może tak widocznych zmian w sztuce jak kino czy fotografia, ale znacząco wpłynęły na sposób prowadzenia biznesu.
Siódma mediamorfoza związana jest z ucyfrowieniem mediów. Polega ona na zastosowaniu technologii cyfrowych (informatycznych) do zapisu i transmisji dźwięku, obrazu, itp. Proces ten dotknął wszystkich wcześniej wymyślonych mediów – dźwięk zapisywany analogowo został zastąpiony cyfrową płytą kompaktową, telewizja tradycyjna. Na ten okres przypada dynamiczny wzrost wartości firm przemyslu kulturalnego.
Ósma i dziewiąta mediamorfoza dokonują się obecnie. Pierwsza z nich dotyczy wykorzystania sieci komputerowych – internetu do przesyłania danych (a więc obrazów, dźwięku, etc.), druga natomiast polega na użyciu technologii mobilnych – telefonii komórkowej, sieci bezprzewodowych, etc. (Goban-Klas, 2005). Zapewne nie są to ostatnie mediamorfozy, ale tyle wymieniają cytowani autorzy.
 
Wszystkie zaprezentowane powyżej etapy rozwoju mediów można podzielić na dwie grupy. Z jednej strony są wynalazki umożliwiające coraz bardziej doskonałe zapisywanie danych – począwszy od wynalezienia pisma, aż po cyfrowe technologie zapisu. Im bardziej zaawansowana technologia zapisu, tym łatwiejsze kopiowanie. Należy pamiętać, że wytwarzanie i sprzedaż kopii sporządzonych z oryginału jest jednym z czynnków rozwoju przemysłu kulturalnego (dlatego tak walczy on o to, aby "zwykły" konsument nie mógł sobie sam takich kopii wykonać).
Z drugiej strony natomiast znajdują się wynalazki umożliwiające coraz to bardziej wyrafinowane formy łączności – przekazywania danych. Zgodnie z tą logiką, wynalezienie druku czy prasy było formą kopiowania danych, które trzeba było następnie fizycznie dystrybuować, telefon stanowił przede wszystkim formę łączności (komunikacji), natomiast wykorzystanie komputerów i internetu umożliwia jednocześnie zarówno zapis, jak i komunikację. W czasach współczesnych dochodzi więc do stopniowego zacierania się granic pomiędzy zapisem a łącznością, co jest wielką bolączką dla firm przemysłu kulturalnego, widzących jak  konsumenci sami sobie zapisują i  przesyłają "ich" produkty. Jest to również rzecz jasna dla tego przemysłu szansa, ale zbyt niewielu jego przedstawicieli zdaje się to dostrzegać.
 
Podsumowując ważne jest aby dostrzec silny związek pomiędzy produkcją i dystrybucją produktów kulturalnych a postępem technologicznym. Jest on oczywiście tylko jednym z czynników sprzyjających rozwojowi przemysłu kulturalnego. Innym z czynników przesądzających o dzisiejszej potędze przemysłu kulturalnego jest powstanie prawa autorskiego. Ale o tym już w innym miejscu.

Literatura:
Fidler R. F. (1997), Mediamorphosis: Understanding New Media (Journalism and Communication for a New Century), Pine Forge Press.
Goban-Klass T. (2005), Cywilizacja Medialna. Geneza, ewolucja, eksplozja, WSiP, Warszawa.
czwartek, 03 maja 2007
problemy z polską terminologią
Po głębszym namyśle musiałem dodać do bloga jeszcze jedną kategorię, w której będę umieszczał teksty ogólnie poświęcone przemysłowi kulturalnemu, wprowadzające w tematykę i nie pasujące do żadnej z pozostałych kategorii.
Na pierwszy ogień musi pójść wyjaśnienie pewnego zamieszania dotyczącego tłumaczenia angielskiego culture industry, cultural industries oraz creative industries. Na definiowanie tych pojęć przyjdzie czas w dalszych notkach, jednak bez wnikania w szczegóły:
  1. Termin culture industry został spopularyzowany przez Adorno i Horkheimera około lat 40. XX wieku. W polskim wydaniu Dialektyki Oświecenia (Wydawnictwo: IFiS PAN , 1994 tłumaczenie: Małgorzata Łukasiewicz) spotykamy okreslenie przemysł kulturalny.
  2. Termin cultural industries powstał najprawdopodobniej później, używany jest przez wielu autorów, popularyzuje go np. UNESCO. Sformułowanie cultural industries jest najczęściej spotykane w nauce i biznesie, znaczy jednak trochę co innego niż termin culture industry stworzony przez Adorno.
  3. Jeśli ktoś używa angielskiego culture industry odnosi się do tego jak rozumiał ten termin Adorno. Jeśli używa natomiast cultural industries, ma na myśli współczesne rozumienie terminu użyte przez UNESCO, jak i wielu innych badaczy (termin ten nie ma wydźwięku pejoratywnego jaki miało sformułowanie Adorno). Po polsku pojawia się jednak problem: czy słowo "przemysł" przyjmuje powszechnie liczbę mnogą? Przykładowo: czy mówi się o "przemysłach motoryzacyjnych" czy o "przemyśle motoryzacyjnym"? Raczej to drugie, mimo że w skład przemysłu motoryzacyjnego (podobnie jak przemysłu kulturalnego) wchodzą różne branże i nie stanowi on jakiejś jednej, zwartej całości. Jesli ten przykład nie przekonuje, niech będzie przemysł spożywczy - zarówno produkcja mąki, jak i krewetek, to najogólniej rzecz biorąc przemysł spożywczy (a nie przemysły spożywcze). Analogicznie więc należałoby uzywać "przemysł kulturalny" a nie "przemysły kulturalne", mimo że po angielsku liczba mnoga jest używana w nieco innym znaczeniu niż liczba pojedyncza.
  4. Powstaje jednak inny problem: jak tłumaczyć przymiotnik cultural w kontekście punktu 3. Niektórzy cały termin próbują tłumaczyć jako "przemysł kulturowy", "przemysły kulturowe", "przemysł kultury" lub "przemysły kultury". Pewnie są jeszcze jakieś inne opcje. Przykład zamieszania można znaleźć np. tu - pojawiają się różne wyrażenia, choć jedno jako cytat z Adorno. Pewnie powinni się na ten temat wypowiedzieć zarówno językoznawcy, jak i angliści...
  5. Aby nie było za łatwo jest jeszczed termin creative industries. Przez niektórych badaczy termin ten jest używany wymiennie z cultural industries, przez innych definiowany nieco inaczej (o tym w kolejnych notkach). Można by to tłumaczyć jako "przemysły kreatywne" lub "przemysł kreatywny"...
Reasumując, ja konsekwentnie używam terminu "przemysł kulturalny" i to wcale nie dlatego, że chcę powielać stworzone przez Adorno culture industry, ale dlatego, że liczba mnoga po prostu dziwnie po polsku brzmi. Choć rzecz jasna jestem otwarty na arugmenty i widzę możliwość używania wszystkich wyrażeń, czyli: przemysł kulturalny, przemysły kulturalne, przemysł kulturowy, przemysły kulturowe, przemysł kultury, przemysły kultury, przemysł rozrywkowy, przemysły kreatywne i co komu jeszcze przyjdzie do głowy...
wtorek, 01 maja 2007
Muzyka do ściągnięcia z Nocharizma Netlabel
Nocharizma - ukraiński netlabel z Dniepropietrowska udostępnia trochę muzyki reprezentującej różnorodne gatunki - od elektroniki do post rocka. Artyści są głównie z Ukrainy, choć netlabel wydał również np. muzykę Japończyka. Aby przejść do katalogu, kliknij tu. Oczywiście muzyka wydana jest na licencjach Creative Commons, więc ściągajcie i dzielcie się z innymi bez obaw.
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter