przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
niedziela, 27 kwietnia 2008
Ile artysta zarabia na sprzedaży jednej płyty?
Aby odpowiedzieć pytanie postawione w temacie musimy cofnąć się do wpisu poświęconego konstrukcji kontraktu pomiędzy wytwórnią muzyczną a artystą wykonawcą. Czyli - przyjmujemy, że analizujemy przypadek artysty związanego długim, klasycznym kontraktem z dużą wytwórnią, a kontrakt napisany jest w sposób typowy dla realiów amerykańskiego rynku muzycznego lat 90. XX w. Wszystkie te zastrzeżenia są konieczne, ponieważ kontrakty mogą być bardzo różnorodne, szczególnie teraz, gdy artyścią mogą wydać płyty bez pośrednictwa wytwórni.
 
Załóżmy więc, że w kontrakcie zagwarantowano artyście 12% sugerowanej ceny detalicznej fonogramu (wartość średnio wysoka). Najpierw owe 12% zostanie zredukowane o 3 punkty, ponieważ 3% należne jest producentowi (rozliczanie tantiemów all-in). Owe 9% zostanie zredukowane o 25% z tytułu "opłaty za pakowanie". Zostaje 6,75%, ale pamiętajmy, że płacone jest jedynie za "sprzedane egzemplarze" - nie płaci się za płyty rozdane w celach promocyjnych. Jako, że przyjmuje się, że 15% nakładu rozdaje się w celach promocyjnych, z 6,75% robi się 5,74%. W latach 90. XX w. praktykowano jeszcze 20% redukcję "za nową technologię", wobec czego z 5,74% robi się 4,59%. Artyście wypłaca się jednak od razu jedynie 65% przysługującej kwoty, bowiem 35% jest wstrzymane na pokrycie "ewentualnych zwrotów". Efektywnie na początku artysta może liczyć na tantiemy w wysokości 2,98% sugerowanej ceny detalicznej płyty, pod warunkiem, że spłacił już swoją "zaliczkę". Jeśli pogubiliście się w tych wyliczeniach lub nie wiece skąd te redukcje/co to jest zaliczka - przeczytajcie napierw poprzedni wpis o konstrukcji kontraktu.
 
Z obliczeń zaprezentowanych powyżej wynika, że tantiemy zostaną artyście wypłacone przez wytwórnię według stopy równej realnie 2.98%, co przy uwzględnieniu sugerowanej ceny detalicznej płyty kompaktowej w wysokości 14.98 USD daje kwotę 0.447 USD za każdy sprzedany egzemplarz płyty. Jeśli po dwóch latach firma zwolni rezerwę na pokrycie ewentualnych zwrotów, kwota ta ostatecznie wzrośnie do 0.69 USD. Obliczenia te dotyczą fonogramów sprzedanych w USA, należy więc pamiętać, że jeśli sprzedaż miała miejsce w kraju określanym jako "reszta świata" (np. w Argentynie), wówczas amerykańskiemu artyście wypłacane jest jedynie 50% tantiem należnych za fonogramy sprzedane w USA. Jeśli album nie jest dziełem solisty, a np. pięcioosobowego zespołu, wówczas uzyskaną kwotę wypada podzielić między wszystkich muzyków. W omawianym przykładzie każdy z członków pięcioosobowego zespołu za każdy egzemplarz płyty sprzedany w USA otrzyma w przybliżeniu od 0.09 USD do 0.14 USD, pod warunkiem, że zaliczka na nagranie albumu została przez muzyków spłacona.
 
Wydaje się wam to śmiesznie małą kwotą i dziwicie się jak to możliwe, że artyści mają w ogóle co jeść, a niektórzy są nawet bogaci? Pamiętajmy, że:
  • nie są to jedyne przychody artystów - są to jedynie tantiemy od wytwórni; artyści mogą też zarabiać m.in. na koncertach, wykorzystaniu swojego wizerunku oraz na tantiemach autorskich (jeśli są nie tylko wykonawcami, ale i autorami tekstów lub/i muzyki); wniosek: chodźcie na koncerty!;
  • niektórzy artyści mieli szczęście podpisać nieco lepsze kontrakty lub wynegocjować nieco wyższe tantiemy - dotyczy to szczególnie gwiazd; początkujący artysta w latach 90. XX w. mógł jednak nie startować nawet od wspomnianych 12%;
  • niektórzy artyści wydają płyty w wytwórniach niezależnych, gdzie mogą się rozliczać z wydawcą według innej filozofii; przykładem takiej wytwórni było Wax Trax! Records, ale niestety zbankrutowało; wniosek: patrzcie kto wydał waszego artystę;
  • obecnie, dzięki wpływowi internetu na rynek muzyczny, kontrakty mogą wyglądać nieco inaczej; wniosek: kupujcie muzykę w internecie;
  • opisałem za literaturą przykład z rynku amerykańskiego - gdzie indziej mogło być nieco inaczej.

Do tego wszystkiego należy jeszcze raz dodać i podkreślić to, że tantiemy (te od wytwórni) są wypłacane artyście dopiero jeśli "zwróci" zaliczkę wypłaconą mu na nagranie płyty. Jeśli nie zwróci (bo płyta się nie sprzedała), wówczas wypłaty nie będzie. Co więcej, jeśli artyście został "dług" (niespłacona zaliczka z poprzednich płyt), wówczas zazwyczaj trzeba go spłacić, a dopiero potem można dostać opisane powyżej, jakże szczodre tatniemy.

Dlaczego tantiemy płacone przez wytwórnie bywały tak marne - o tym w którymś z następnych wpisów...

Tytułem porządku: nie wymyśliłem sobie tego wszystkiego samemu. Więcej znadziecie w: Krasilovsky M. W., Shemel S. (2000), This business of music. The definitive guide to the music industry, Billboard Books.

czwartek, 24 kwietnia 2008
Jak wygląda kontrakt pomiędzy artystą a wytwórnią muzyczną?
Często słyszę pytanie: ile tak właściwie zarabiają artyści na fonografii? Klasyczna odpowiedź brzmi: to zależy. W tradycyjnym modelu branży fonograficznej mamy bowiem kilka wariantów: płyta może być wydana przez dużą wytwórnię (majors), przez wytwórnię niezależną, artysta może próbować wydać materiał samemu. Do tego dochodzi kilka wariantów relacji pomiędzy wytwórnią a artystą - od umowy, w której artysta zrzeka się wszystkiego i oddaje się pod całkowitą opiekę i kontrolę wytwórni, do umowy obejmującej np. tylko dystrybucję kompaktu.
 
Jakby tego było mało - artysta może czerpać przychody z kilku źródeł - może tylko śpiewać na płycie (wówczas zarobi mniej), może też jednak być kompozytorem lub autorem tekstów oraz grać koncerty (wówczas zarobi więcej). Znajduje to odzwierciedlenie w strukturze przemysłu muzycznego. W tradycyjnym modelu fonografii zyski płynące z tytułu nadawania utworów w mediach oraz z koncertów są niejednokrotnie wyższe od tych ze sprzedaży płyt. Słowem wniosk nr 1: opłaca się samemu pisać teksty i komponować muzykę oraz występować na żywo.
 
Rozważmy przykład klasycznego kontraktu, jaki był standartem przez lata (tzn. zanim zaczęła się rewolucja internetowa). Z reguły kontrakt (szczególnie w przypadku dużych wytwórni) podpisywany był na wydanie kilku płyt w przeciągu kilku (kilkunastu) lat. Kontrakt mógł być rozwiązany przez wytwórnię jeśli artysta nie sprzedał wystarczającej liczby płyt lub nie dostarczył nowego materiału na czas. Długie kontrakty miały gwarantować wytwórniom to, że zainwestowane w artystę środki zwrócą się, a muzycy nie uciekną do konkurencji.
 
I teraz najważniejsze: po podpisaniu kontraktu artysta otrzymuje "zaliczkę" na nagranie płyty. Jest to forma "pożyczki", którą artysta spłacać będzie z tantiem należnych mu od wytwórni. W większości przypadków artysta otrzyma tantiemy od wytwórni dopiero jak spłaci zaliczkę. Jeśli wykonawca jest jednocześnie kompozytorem, wówczas wytwórnia może zaproponować mu spłacanie zaliczki z tantiem autorskich (należnych np. za nadawanie muzyki w radiu). Nie jest to regułą, ale np. w USA zdarza się i jest bardzo niekorzystne dla artysty.
 
Zaliczka służy opłaceniu wszelkich kosztów nagrania muzyki oraz stanowi ewentualne wynagrodzenie dla artysty. Przykładowo, jeśli budżet nagrania opiewa na 150 tys. USD, jego koszty wyniosły 125 tys. USD, wówczas 25 tys. USD staje się wynagrodzeniem artysty (jeśli nagrywał zespół, kwota jest do podziału). System ten, dyscyplinując pracę artystów w studiu nagrań, pozwala kontrolować koszty produkcji muzyki. To co zostało artyście z zaliczki jest nieraz jedynym wynagrodzeniem jakie otrzyma od wytwórni. Oczywiście zmieścić się w budżecie jest też sztuką i nieraz się nie udaje - wytwórnia może wówczas dorzucić dotatkowe środki, obciążając oczywiście przyszłe, ewentualne tantiemy.
 
Literatura podaje, że tantiemy wypłacane od wytwórni wahają się pomiędzy 7% a 20% sugerowanej ceny detalicznej (przed VAT i przy założeniu, że marża detalisty nie będzie większa). Oczywiście nieznany debiutant dostaje coś koło 7-10% a gwiazda powyżej 15%. Ale uwaga: firmy fonograficzne przez lata stosowały szereg redukcji, skutkujących tym, że artysta rzadko kiedy oglądał nawet wspomniane 7%. Najczęściej spotykane redukcje:
  • odliczanie od sugerowanej ceny detalicznej "opłaty za pakowanie" - od 20% do 30% sugerowanej ceny detalicznej;
  • wypłacanie tantiem od wszystkich sprzedanych fonogramów, co oznacza, że jeśli wytwórnia muzyczna rozdaje część fonogramów za darmo (np. w celach promocyjnych), artyście nie należą się za nie tantiemy; w praktyce przyjęło się, że tantiemy należą się artyście za około 85% nakładu albumu;
  • w latach 80. i 90. XX w. zdarzało się, że wytwórnie muzyczne dodatkowo obniżały wysokość tantiem o około 15% - 20%, jeśli muzyka wydana jest na "nośniku nowej technologii" (kompakcie a nie winylu), co miało stanowić dla firm fonograficznych rekompensatę z powodu inwestycji poniesionych na wdrożenie nowego formatu;
  • w przeszłości niektóre firmy płaciły tantiemy od 90% sprzedanych nagrań, co miało zrekompensować potencjalne straty wynikające z możliwości uszkodzenia nośników podczas dystrybucji; obniżka ta ma swoją genezę w czasach, gdy dominującym formatem była szelakowa, łatwo tłukąca się płyta 78 rpm (przed II wojną światową), lecz w latach 90. XX w. niektóre firmy nadal ją stosowały, płacąc artystom tantiemy jedynie za 90% z 85% (redukcja za egzemplarze promocyjne), czyli 76.5% nakładu;
  • wytwórnia wstrzymuje wypłatę 35% należnych tantiem na poczet pokrycia ewentualnych zwrotów towaru przez detalistów; artysta otrzymuje więc w przewidzianym terminie jedynie około 65% należnych mu tantiem, pozostałe 35% jest wypłacane zazwyczaj w przeciągu 2 lat ;
  • czasami stosuje się praktykę obliczania tantiem all-in, co oznacza, że tantiemy artysty i producenta płyty rozliczane są łącznie - np. 12% tantiemy są dzielone na część 9% należną artyście i 3% należną producentowi;
  • za płyty sprzedane "za granicą" płaci się rzecz jasna mniej; literatura podaje, że artysta amerykński mógł liczyć na jedynie 85% tantiem za nośniki sprzedane w Kanadzie, 75% w Europie, Japonii i Australii i 50% w przypadku "reszty świata".
Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę to, że opisane praktyki dotyczą rynku amerykańskiego oraz z reguły większych wytwórni. Na scenie prawdziwie niezależnej wytwórnie są niejednokrotnie założone przez samych artystów i dbają o bardziej korzystne dla muzyków warunki wydawania płyt. I wreszcie, opisany stan rzeczy charakterystyczny jest dla czasów sprzed rewolucji internetowej. Ostatnio, wobec ucieczki znanych artystów z największych wytwórni, warunki proponowane przez wytwórnie są zapewne nieco inne. Niestety nie mam wglądu w kontrakty podpisywane w Polsce, więc wszystko o czym piszę dotyczy rynku amerykańskiego. Pewne wyobrażenie o warunkach na jakich współpracowały niektóre polskie zespoły z dużymi wytwórniami można sobie wyrobić czytając to.
 
A o tym ile dokładnie zarabia artysta na płycie jeśli ma kontrakt z wytwórnią napiszę w następnym wpisie. Jak się możecie domyślać, dopóki nie zostanie spłacona zaliczka, pieniądze te nie są dużę. A zaliczkę udaje się spłacić jedynie części artystów... 
wtorek, 22 kwietnia 2008
Rossmann wydawcą muzycznym - projekt "Pierwsza płyta"

Ciekawostka: Rossmann - duża sieć drogeryjna - zajęła się też wydawaniem płyt. Firma prowadzi projekt Pierwsza płyta, w ramach którego wydaje na CD albumy debiutantów. Jak do tej pory wydano płyty 9 artystów. Gatunkwo głównie pop/rock, takie typowo polskie granie głównego nurtu.

Po co Rossmann zajął się wydawaniem płyt? Oczywiście nie w celach charytatywnych ani z miłości dla sztuki. Chęć bezpośredniego zarabiania na sprzedaży płyt też nie wchodzi w rachubę - w Polsce trudno jest zarabiać na tradycyjnej fonografii, szczególnie jeśli płyty wydane przez Rossmanna kosztują 9,99 PLN. Główne motywacje mają charakter promocyjny.

Po pierwsze, cała akcja może zainteresować media, będą o niej mówić słuchacze wydawanych artystów, ich przyjaciele i rodziny. Zasięg oddziaływania takiej akcji może być niewielki, ale wydźwięk promocyjny jest jednoznacznie pozytywny, co pomaga budować wizerunek firmy. Po drugie, płyty za 9,99 PLN mają szanse przyciągnąć pewne grupy konsumentów do sklepów Rossmann - płyta jest w tym wypadku klasycznym liderem strat. Podobną praktykę stosował w USA przez lata Wal-Mart.

Dlaczego dla firmy Rossmann wydawanie płyt za 9,99 PLN nie jest wielkim problemem, podczas gdy zewsząd słychać zapewnienia wytwórni muzycznych, że "taniej niż za kilkadziesiąt złotych płyt sprzedwać się nie da"? Po pierwsze, jak napisałem powyżej, pewnie w ogóle nie liczą na zarobek płynący bezpośrednio ze sprzedaży płyt - zarabiają na czym innym. Po drugie, mają własną sieć dystrybucji - rozwożą po całej Polsce kosmetyki, mogą przy okazji rozwozić płyty. Po trzecie, w cenę płyty nie wchodzi marża zewnętrznego detalisty (np. EMPIKU), która z reguły stanowi bardzo znaczący kawałek ceny, którą płacimy za kompakty.

Spróbujmy zastanowić się jeszcze nad ceną - czy sprzedając płytę za 9,99 PLN trzeba dużo dołożyć do interesu? Odpowiedzieć się nie da bez bliższej wiedzy na temat warunków umowy firmy Rossmann z artystami: kto finansuje nagranie? czy artyści zachowują pełnię praw do rozporządzania wydanym materiałem? jak dokładnie wygląda kwestia ewentualnych tantiem? Bez odpowiedzi na te pytania, trudno cokolwiek stwierdzić na temat opłacalności interesu.

A czy w dziesiejszych realiach ma w ogóle sens wydawanie płyt - przecież taniej byłoby wydać pliki? Niewątpliwie wydawanie plików jest bardziej ekonomiczne, problem jednak leży w tym, że Rossmann prowadzi tradycyjne, a nie internetowe sklepy z kosmetykami. W związku z czym muzyka musi być "fizycznie" dostępna w tych sklepach. Zreszŧą wejście firm "niefonograficznych" do branży wydawniczej jest obecnie coraz częstsze - u nas czyni tak np. Agora, w USA np. Live Nation.

Na zakończenie, gdybyście chcieli posłuchać artystów wydanych w ramach projektu - na stronie Pierwsza płyta możecie znaleźć próbki ich twórczości, np. Lili Marlene, Gore lub Zakaz Wyprzedzania. I tak przy okazji plików - gdyby twórcy projektu zechcieli wyedytować odpowiednio ID3 tagi, być może muzyka ściągana ze strony Pierwsza płyta zaistaniałaby jakoś w Last.fm, a tak fakt jej odsłuchania przez X osób pozostanie bez żadnego promocyjnego oddźwięku...

niedziela, 20 kwietnia 2008
Sprzedaż plików mp3 za pomocą Second Life
Nowe formy dystrybucji muzyki w sieci pojawiają się tak szybko, że ciężko to wszystko na bieżąco śledzić. Najnowszy pomysł - sprzedaż muzyki w Second Life - został opisany na pewnym blogu - pozwolę sobie streścić oryginalny wpis bez specjalnego wnikania w to o co w tym wszystkim chodzi. Jeśli nie wiecie co to takiego Second Life, wcześniej przeczytajcie o nim na Wiki.

Keiko Takamura jest artystką z Second Life. Tam też można kupić jej nagrania. Płaci się walutą obowiązującą w Second Life (Linden Dollars), ale zakupione tam pliki mp3 można używać w prawdziwym świecie (czyli poza Second Life). Dla osób nie mających wczesniej do czynienia z Second Life może być to nieco skomplikowane.
 
Tłumacząc na język ekonomii: pojawił się nowy kanał dystrybucji muzyki. Po zapłacie za plik (w Linden Dollars, które jednak przeliczają się na USD według ustalonego kursu) nabywca dostaje link do pliku mp3. Może go sobie pobrać i robić z nim dalej co mu się podoba (oczywiście w ramach dozwolonego użytku).
 
Na tym nie koniec. W ramach Second Life funkcjonuje Second Tunes. Za jego pomocą każdy użytkownik Second Life może sprzedawać muzykę w wirtualnym świecie. Muzyka tak sprzedawana jest przechowywana na serwerach Second Life, wobec czego sprzedający nie muszą zajmować się techniczną stroną przedsięwzięcia. Z każdej transakcji 15% pobiera Second Tunes, a reszta zostaje u sprzedawcy. Innymi słowy, każdy użytkownik Second Life może za pomocą Second Tunes stać się wirtualnym dystrybutorem muzyki. Także muzyki innych artystów, o ile spełnione zostaną formalności prawno-autorskie, którymi zajmuje się Harry Fox Agency. W praktyce oznacza to konieczność zapłacenia kilkunastu USD za przyjemność sprzedaży muzyki w Second Life. Szczegóły na stronie Second Tunes.
 
Nie jestem użytkownikiem Second Life, w związku z czym trochę ciężko jest mi zweryfikować to o czym piszą na ten temat blogi. Wygląda na to, że raczej nie będzie to biznes na skalę masową, ale być może komuś uda się dzięki temu zrobić trochę zamieszania wokół jednego czy drugiego artysty.Może ktoś z czytelników jest ekspertem w temacie Second Life i chciałby coś dodać lub skorygować? Pewne jest tylko to, że rynek muzyczny staje się coraz bardziej złożony...
 
No i na koniec: jeśli chcecie posłuchać jak gra wspomniana na początku artystka, możecie to uczynić na stronie Keiko Takamury.
piątek, 18 kwietnia 2008
Rolling Stone: "Kto potrzebuje wytwórni muzycznych?"
Rolling Stone, w tekście pod wiele mówiącym tytułem "Kto potrzebuje wytwórni muzycznych" pisze o zmianach na rynku muzycznym. Może nic odkrywczego nie napisali, ale wymieniają artystów, którzy próbują swoich sił na rynku muzycznym "samemu" (lub zapowiadają to): Radiohead, Madonna, Nine Inch Nails, The Eagles, The Black Crowes, The Smashing Pumpkins, Dolly Parton oraz paru mniej znanych.
 
Warto przybliżyć, opisany w tekście, przypadek zespołu The Eagles. Płytę "Long Road out of Eden" wydali we własnej wytwórni, podpisując jednocześnie wyłączną umowę dystrybucyjną z Wal-Martem (wielka amerykańska sieć hipermarketów). Dysk kosztował 11,88 USD we wszystkich sklepach, wobec czego dla Wal-Martu był pewnie tzw. "liderem strat" - produktem przyciągającym do sklepu klientów, po to by wydali pieniądze również na inne produkty, ale samemu generującym straty. Wsparcie sklepu polegało na zagwarantowaniu dobrego miejsca na półkach, 40 mln. USD na promocję oraz tantiemy, do których "żadna wytwórnia muzyczna nie mogła się zbliżyć" (Źródło:  Rolling Stone, 17.04.2008 r.).
 
Konkluzja z tekstu - jeśli ktoś potrzebuje wytwórni muzycznych to raczej nie duzi, znani na całym świecie artyści... Swoją drogą to właśnie wielkie wytwórnie wypromowały większość z nich. Mimo, że dawno już im się ta inwestycja zwróciła, łatwo można wyobrazić sobie, że są wściekli z powodu "ucieczki" tylu zacnych artystów. 
środa, 16 kwietnia 2008
Tantiemy w Japonii
Przygotowuję większy wpis o tantiemach i organizacjach zbiorowego zarządzania (czyli tych, które zajmują się zbieraniem pieniędzy za wykorzystanie twórczości i wypłacaniem tantiem). Ponieważ zanim wpis ujrzy światło dzienne minie jeszcze trochę czasu, czym prędzej podzielę się ciekawostką jaką znalazłem czytając o rynku muzycznym w Japonii. Otóż w roku 2002 (wiem, dawno) tantiemy zebrane przez organizację noszącą ciekawie brzmiącą nazwę JASRAC pochodziły z następujących źródeł:
 
tantiemy w Japonii w 2002 r.
Czyli reasumując: największe pieniądze należne były artystom za sprzedaż dysków (tzw. nagrania mechaniczne 29,1%), wykorzystanie twórczości podaczas występów na żywo (19,5%) oraz nadawanie (16,9%). Inne źródła też przyniosły zauważalne pieniądze. W statystykach nie widać jeszcze muzyki w formie plików i obecnie bardzo popularnej w Japonii dystrybucji za pomocą telefonów komórkowych. Wysoka wartość kategorii "Online Karaoke" (5,3%) to chyba jakaś lokalna specyfika - temat zbadam. W ogóle rynek japoński (jakby nie liczyć, pod względem sprzedaży przez wiele lat drugi na świecie) jest bardzo ciekawy i będę jeszcze do niego wracać. 
wtorek, 15 kwietnia 2008
Mp3 blog: Gendos
W czwartek 17.04 w klubie Łódź Kaliska zagra Gendos. Jak podaje Wikipedia, Gendos to "Gennady Chamzyryn (ur. w Shuj u podnóży gór Ałtaj) - artysta szaman, pochodzi z środkowej Azji Tuwy". Byłem kiedyś na jego wspólnym występie z Mazzollem i fanom brzmień world/etno mogę z czystym sumieniem taki koncert polecić. Tym, którzy nie są fanami zresztą, też. Ale oczywiście wcześniej posłuchajcie plików mp3:
Odnośniki prowadzą do polskiej strony Gendosa, tam też znajdziecie więcej szczegółów.
niedziela, 13 kwietnia 2008
Moc muzyki do ściągnięcia - blog ma rok
Niepostrzeżenie minął rok odkąd prowadzę niniejszego bloga. Jego zawartość jest wypadkową tego co chciałbym napisać i wolnego czasu jaki mogę przeznaczyć na pisanie. Lista niezrealizowanych planów jest długa, m.in. dokładniejsze wpisy o tradycyjnym biznesie muzycznym (np. o majors), bałkańskiej scenie rockowej i ciekawych netlabelach. Może uda się w najbliższej przyszłości.

Korzystając z okazji chcę podziękować kilku stałym czytelnikom oraz sporej liczbie zaglądających od czasu do czasu :). A w ramach podziękowania skrót do wpisów o netlabelach, jakie zamieściłem na blogu od kwietnia 2007 - taki spis treści, by było łatwiej znaleźć coś do posłuchania. W nawiasie kraj, w którym założono netlabel (kraj założycieli - artyści są z całego świata) oraz przykładowe gatunki w jakich się specjalizuje:
Opisywaną muzykę wydano na licencjach Creative Commons. Nagrania te możecie ściągnąć, pobrać, odsłuchać, udostępnić w sieciach P2P, wstawić na bloga - w każdym przypadku szczegółowe informacje na stronie netlabela.
piątek, 11 kwietnia 2008
Mp3 blog: Vespa

Dziś czeka mnie koncert zespołu Vespa. Przyjemne granie ze Szczecina, głównie ska plus swing i rocksteady. O historii zespołu poczytajcie sobie na ich stronie. Zajrzyjcie tam też aby znaleźć linki do plików mp3 i teledysków. Wybrane skróty znajdziecie poniżej:

czwartek, 10 kwietnia 2008
Czy wolna kultura jest legalna? Konferencja CC Polska

Niewiele jest konferencji poświęconych wolnej kulturze, dlatego z przyjemnością informuję o tym, że:

"Creative Commons Polska oraz Koło Naukowe Własności Intelektualnej Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego zapraszają do udziału w Konferencji Naukowej „Czy wolna kultura jest legalna? Licencje Creative Commons w polskim prawie autorskim”.

Konferencja odbędzie się w piątek, 25 kwietnia 2008 roku w Sali Senatu UW w Pałacu Kazimierzowskim (Krakowskie Przedmieście 26/28), w godzinach 9.00-17.00. Udział w konferencji jest bezpłatny." (źródło cytatu i dalsze szczegóły na stronie Creative Commons Polska)
Przy okazji dodam, że na blogu Kultura 2.0 można przeczytać o najnowszych badaniach dotyczących roli kultury w życiu Polaków i uczestnictwa w kulturze. Rzecz jasna z badań wynika, że jest źle, jednak przy tak skonstruowanych badanich trudno oczekiwać innych wniosków. Nie wzięto ponoć pod uwagę w ogóle korzystania z kultury z internecie. Zachęcam do poczytania na ten temat na blogu Kultura 2.0 oraz w Gazecie Wyborczej.
środa, 09 kwietnia 2008
Do ściągnięcia: Muhr - folk, postrock, muzyka nieco filmowa
O netlabelu 12rec.net pisałem już w styczniu. Udostępniają do pobrania i odsłuchania pokaźną kolekcję nagrań post rockowych, nowocześnie folkowych i lekko elektronicznych. Ich nowe wydawnictwo - muhr / eric adrian lee - anthèmes pour les regrets idealnie uzupełnia ofertę netalabela. Bardzo spokojna muzyka do grania w tle. Cały album możecie ściągnąć tu.

Ilustracją nagrań są obrazy Erica Adriana Lee, artysty z Portland. Przykład - okładkę płyty - macie poniżej.
muhr / eric adrian lee - anthèmes pour les regrets - okładka

Materiał wydano na licencjach Creative Commons. Muzykę tę możecie ściągnąć, pobrać, odsłuchać, udostępnić w sieciach P2P, wstawić na bloga - szczegóły na stronie netlabela.
poniedziałek, 07 kwietnia 2008
MySpace chce konkurować z iTunes - liderem w sprzedaży muzyki w USA
Jak można przeczytać tu , MySpace chce stworzyć sklep z plikami mogący konkurować z liderem - iTunes. MySpace dogadało się z 3 spośród majors - nie wiadomo kiedy zostanie zawarta umowa z EMI. Ponoć pliki mają być bez DRM, ponoć ma być również uruchomiony serwis subskrypcyjny. Dla konsumentów to raczej dobra informacja - większa konkurencja na rynku detalistów może przełożyć się na spadek cen plików.

Druga ważna nowina jest taka, iTunes że stał się liderem jeśli chodzi o sprzedaż nagrań w USA. Jak można przeczytać tu, od 2003 r. iTunes sprzedał ponad 4 miliardy utworów i ma ponad 50 milionów użytkowników. Apple ma 19 procent amerykańskiego rynku fonograficznego, co oznacza, że wyprzedziło dotychczasowego lidera - Wal-Mart. To dobra informacja bo Wal-Mart znany był z tego, że w swoim tradycyjnym sklepie stosował swego rodzaju cenzurę, odmawiając sprzedaży nagrań niektórych artystów (chodziło głównie o te płyty z nalepkami "Parental Advisory/Explicit Content" - czyli "niecenzuralne teksty").

A jak to sie ma do naszego rynku muzycznego? Nijak, bo u nas dalej nie ma iTunes, choć polski MySpace ponoć powstaje. Ogólnie jednak, w porównaniu z rynkiem amerykańskim jesteśmy bardzo do tyłu.
niedziela, 06 kwietnia 2008
MetroLyrics będzie płacić za udostępnianie tekstów piosenek w internecie
W grudniu pisałem o tym, że "amerykańskie firmy publishingowe mają zamiar wziąć się za ściganie serwisów umieszczających teksty utworów w internecie". Serwisy takie umieszczały teksty piosenek bez zgody właścicieli praw autorskich. Zaczyna się to zmieniać - jak można przeczytać na stronie serwisu MetroLyrics - podpisał on umowę z firmą Gracenote, celem uregulowania kwestii prawnych.
 
Gracenote ma podpisane umowy z największymi firmami publishinogwymi, w związku z czym MetroLyrics nie musiało przechodzić bolesnego procesu negocjacji z każdym z właścicieli praw do tekstów z osobna. Właściciele praw do tekstów mają być wynagradzani stosownie do liczby odsłon stron z konkretnymi tekstami. Ciekawe czy będzie to liczone według liczby unikalnych użytkowników (adresów IP) czy według faktycznych odsłon strony. Dla użytkowników serwisu nic się nie zmieni, tzn. serwis dalej będzie za darmo. W krótkim terminie zyski właścicieli MetroLyrics zapewne spadną, ale zalegalizowanie działalności było chyba nie do uniknięcia. Generalnie jak widać groźby pod adresem stron z tekstami (pisałem o tym tu) podziałały.
 
Na stronie MetroLyrics można znaleźć warunki na jakich można używać tekstów dostarczanych przez serwis. Czytamy m.in., że:
"You may use lyrics ("Lyrics") supplied by Gracenote, Inc. of Emeryville, California ("Gracenote") only for search and display. You agree that you will use Lyrics only for your own personal non-commercial use. You agree not to assign, copy, transfer, or transmit any Lyrics to any third party. YOU AGREE NOT TO USE OR EXPLOIT LYRICS EXCEPT AS EXPRESSLY PERMITTED HEREIN."
Czyli, że teksty można sobie jedynie wyszukiwać i wyświetlać w celach niekomercyjnych. Dalej jednak nie wiem, czy w takim wypadku mogę sobie całkowicie legalnie osadzić fragment tekstu na blogu w formie np. takiego widgeta dostarczonego przez MetroLyrics. Bo jak definiowane jest "display" ("wyświetlać")?
sobota, 05 kwietnia 2008
Recycyling Records - ściągnijcie sobie przetworzoną muzykę
Czy ja już wspominałem o polskim netlabelu Recycyling Records? Zajmuje się muzyką przetworzoną, zremiksowaną, czy jak to nazwać, lepiej zacytuję to co sami o sobie piszą:
"Recycling Records - fabryka dźwiękowego recyklingu, bastion muzyki niepokornej. Wytwórnia powstała by promować ideę plądrofonii poprzez publikację nagrań muzyki eksperymentalnej, poszukującej, hałaśliwej, awangardowej, opartych na fragmentach już istniejących utworów. Hasło "dźwiękowy recykling" jest już dosyć znane więc nie ma potrzeby tworzenia w tym miejscu dodatkowych filozofii na ten temat. Poprzestańmy na stwierdzeniu, iż Recycling Records będzie udowadniać, że dźwięk jest kategorią wielokrotnego użytku.

Recycling Records jest nastawione na promocję muzyki - nie na zarabianie na niej. Wszystkie wydawnictwa publikowane są na licencjach Creative Commons i w związku z tym można je bezpłatnie pobrać w postaci plików mp3. Niektóre będą dostępne również na CD.
" (ze strony Recycyling Records)
Towarzyszy temu metaforyczne hasło "Jeśli kreatywność jest polem, prawa autorskie to płot". I pięknie. A teraz linki do 5 wydawnictw, które można pobrać z ich strony:
Mała próbka tych wydawnictw? Proszę bardzo:
Wszystko wydano na licencjach Creative Commons. Muzykę tę możecie ściągnąć, pobrać, odsłuchać, udostępnić w sieciach P2P, wstawić na bloga, a niekiedy również przetwarzać.
czwartek, 03 kwietnia 2008
Mp3 blog: Lao Che
Dziś czeka mnie koncert zespołu Lao Che. Jest to dobra okazja, by poinformować wszystkich, którzy jeszcze nie wiedzą, że na stronie zespołu można znaleźć fragmenty ich płyt oraz kilka utworów w całości. Zespół zyskał kilka lat temu dość duży rozgłos płytą "Powstanie Warszawskie", a teraz wydał - moim zdaniem świetny - album "Gospel".
 
Na stronie zespołu znajdziecie w całości utwory:
  • Drogi Panie (z ostatniej płyty "Gospel")
  • Zrzuty (z poprzedniej płyty "Powstanie Warszawskie")
Jak się wam spodoba to kupcie sobie płyte lub plik. Ta muzyka nie jest wydana na licencjach Creative Commons, a piszę tu o niej bo warto ją poznać.
 
A teraz słowo wyjaśnienia: dokonałem pewnych zmian dotyczących organizacji bloga. Główną jest pojawienie się nowej kategorii "mp3 blog". W odróżnieniu od tej kategorii, będę tu pisać o muzyce nie wydanej na licencjach Creative Commons. Mam tu na myśli muzykę, którą można kupić sobie na płycie lub w sklepach z plikami. Jeśli podam więc jakiś link do utworu mp3, oznacza to, że artysta lub wytwórnia sami go umieścili na stronie internetowej w celach promocyjnych. Nie możecie z takim plikiem zrobić tylu różnych fajnych rzeczy, które zwykliście robić z muzyką wydaną na licencjach Creative Commons (nie próbujcie remiksować na ten przykład ;)). Tym niemniej posłuchać wolno.
środa, 02 kwietnia 2008
Live Nation - od koncertów do fonografii
Głównym biznesem firmy Live Nation było organizowanie tras koncertowych. Potężny biznes, ale jakiś czas temu firma zaczęła wchodzić w obszar tradycyjnie przypisany firmom fonograficznym. Najpierw Live Nation podpisało wartą 120 milionów USD umowę z Madonną. Teraz podpisało kontrakt z U2.
 
Kontrakt z Madonną dotyczył nie tylko koncertów, ale również m.in. wykorzystania marki (tzn. marki "Madonna"), sprzedaży gadżetów oraz wydawania płyt. To ostatnie było możliwe dzięki temu, że Madonna odeszła z Warner Music Group.
 
Źródła podają, że Madonna otrzymała z góry 17,5 mln. USD zaliczki oraz od 50 do 60 mln. USD na nagranie 3 albumów. Do tego przypadnie jej 90% zysków koncertowych, a zyski z wykorzystania wizerunku będą dzielone po równo między artystkę a Live Nation.
 
Nie znamy szczegółów 12 letniego kontraktu podpisanego z U2, poza tym, że nie jest on tak "wszechstronny". Nie obejmuje on bowiem wydawania płyt - U2 w dalszym ciągu pozostają związani z koncernem Universal Music.
 
Co to wszystko oznacza? Po pierwsze to, że Live Nation staje się coraz silniejszym graczem na rynku muzycznym - po to wiąże się z największymi gwiazdami i nagłaśnia fakt podpisania umów. Po drugie to, że Live Nation zorientowało się, że na rynku muzcznym prawdziwe pieniądze można zarobić na wykorzystaniu wizerunku (oczywiście głównie w przypadku gwiazd), a fonografia jest tu pewnym dodatkiem. Po trzecie to, że majors znów coś przegapiły.

Na koniec wspomnę jeszcze o ciekawej inicjatywie Live Nation - sklepie Instant Live. W sklepie tym możemy kupić płyty nagrane na koncertach, organizowanych przez Live Nation. Schemat jest taki - idziemy na konkretny koncert, Live Nation go nagrywa, a potem wydaje płytę z zapisem. Biznesowo pomysł ciekawy, ale co lepsze wiąże się z tym typowa amerykańska prawnicza rozgrywka o patenty, o czym poczytać możecie tu.
wtorek, 01 kwietnia 2008
Gogol Bordello, Haydamaky i Leningrad zagrają w Polsce
Dla badacza muzyki popularnej jednym z bardziej fascynujących zagadnień jest rozwój scen muzycznych w krajach uznawanych za peryferie rynku muzycznego. Muzyka tam powstająca bywa fascynująca, szczególnie gdy nie jest prostym kopiowaniem dźwięków brytyjskich lub amerykańskich. Tak się szczęśliwie składa, że w najbliższym czasie zagrają u nas trzy świetne kapele będące przykładem wprowadzania do rocka elementów wschodnioeuropejskich.

Koncert 1: Gogol Bordello
Gogol Bordello to kapela działająca w Nowym Jorku, ale założona przez emigrantów z Europy Wschodniej (lider jest Ukraińcem). Grają bardzo energetyczną mieszankę punk rocka i muzyki z naszej części świata (silnie słychać wpływy cygańskie). Wystąpią 5 kwietnia na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu.


Koncert 2: Haydamaky
O zespole już kidyś pisałem. Pochodzą z zachodniej Ukrainy i łączą punk rocka z tamtejszym folklorem. Wielokrotnie grali w Polsce, na jednym z takich koncertów byłem i mogę z czystym sumieniem polecić. Zagrają 18 kwietnia w warszawskiej Stodole.


Koncert 3: Leningrad
O zespole też już pisałem. Pochodzą z Rosji, mają tam status kultowej grupy alternatywnej. Grają rosyjską wersję ska, na ostatnich płytach brzmiącą nieco bardziej popowo. Pierwszych klika płyt można za darmo ściągnąć z ich strony - linki znajdziecie tu. Zagrają 15 kwietnia w warszawskim klubie Palladium. Odnośniki do artykułów o zespole znajdziecie też tu.


Ciekawych spostrzeżeń dostarcza też analiza karier zespołów. Gogol Bordello najpierw stali się znani na Zachodzie, potem w naszej części świata. Leningrad najpierw był znany w Rosji, potem dopiero zdobywał popularność na Zachodzie. Wybrali bardzo różne modele kariery np. Gogol Bordello nie udostępnia swoich płyt w całości za darmo na stronie internetowej, a Leningrad tak. Przemyślana strategia biznesowa czy konsekwencja różnic dotyczących piractwa nagraniowego w USA i Rosji?
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter