przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
wtorek, 30 grudnia 2008
Trochę tradycyjnej gruzińskiej muzyki
Kiedyś na blogu sporo miejsca poświęcałem muzyce śpiewanej w językach innych niż angielski, szczególnie pochodzącej ze wschodu. Skoro wielu bloggerów wyręcza mnie z pisania o muzyce anglojęzycznej, staram się wspominać od czasu do czasu o tym co dzieje się na scenach muzycznych w innych krajach. Trochę ostatnio ten temat zaniedbałem, więc aby choć częściowo nadrobić zaległości jeszcze w tym roku, chciałbym podzielić się tym utworem:


Zespół pochodzi z Gruzji, nazywa się Trio Tbilisi i od lat gra właśnie w tym stylu. Warto też posłuchać tego i tego. Niestety na YouTube nie mogłem znaleźć utworu, który podoba mi się najbardziej - Simgerebit semovivli tbiliss, jednak i tak dostępność utworów Trio Tbilisi jest dużo lepsza niż rok temu.

Obowiązek spełniony, w następnych wpisach wracam do netaudio. O muzyce ze wschodu w nadchodzącym roku też wspomnę, tylko odsłucham parę zaległych płyt...
wtorek, 23 grudnia 2008
MSN Unsigned czyli jak być 10 lat do tyłu...
Mówią, że lepiej późno niź wcale, ale projekt z którym ruszył niedawno Microsoft jest dużo bardziej niż spóźniony... Mowa o serwisie MSN Unsigned, który skierowany jest do muzyków chcących zrobić karierę a nie posiadających kontraktu z wytwórnią muzyczną. Mamy koniec 2008 r. - działają Last.fm, jamendo, MySpace i dziesiątki im podobnych. Na co liczy Microsoft?
 
Najprawdopodobniej firma zdaje sobie sprawę, że nie zagrozi żadnemu z potentatów. Microsoft uznał jednak zapewne, że jeśli nie uruchomi jakiegoś serwisu z darmową muzyką, społeczność użytkowników MSN będzie szukać takich usług gdzie indziej. Dla korzystających z MSN byłby to więc kolejny pretekst do opuszczenia MSN. Jako, że MSN ma dział tematyczny poświęcony muzyce, dodanie kolejnego podserwisu było dość logicznym posunięciem. Inna sprawa, że pozycja MSN Music na rynku portali muzycznych nie wydaje się być zbyt mocna, wobec czego można wątpić w powodzenie całego przedsięwzięcia. Obecnie MSN Unsigned skierowane jest do brytyjskich użytkowników, zobaczymy co będzie dalej.
 
Wprawdzie mamy już niemal rok 2009, MSN Unsigned odkrywa przed użytkownikami prawdy, które mogły zaskakiwać jakieś dziesięć lat temu. Zerknijcie na proponowane przez serwis poradniki: Why You Don't Need A Record Deal oraz Getting Signed: A Cautionary Tale.
 
Abstrahując od wszystkiego, obserwacja tego jak Microsoft uruchamia MSN Unsigned kilka lat po konkurentach musi być nie lada przyjemnością dla osób nie lubiących tej firmy. Jeśli jednak jakimś cudem Microsoftowi uda się ta inicjatywa, dla rynku muzycznego będzie to neutralna a może i pozytywna informacja. Każda inicjatywa służąca zwiększeniu konkurencji na rynku muzycznym jest mile widziana, nawet jeśli stoi za nią Wielki Monopolista.
środa, 17 grudnia 2008
Prezent świąteczny od netlabela Rec72
Netlabel Rec72 przygotował dla słuchaczy prezent świąteczny: mix swoich najciekawszych wydawnictw w jednym pliku. Jeśli więc chcecie na skróty zapoznać się z repertuarem Rec72, zajrzyjcie tutaj lub ściągnijcie ten plik bezpośrednio. Oczywiście legalnie i za darmo. Wydawnictwo oszczędzi wam godzin zapoznawania się z katalogiem netlabela i pozwoli stwierdzić, które z nagrań warto ściągnąć oddzielnie. Gatunek: elektronika.
 
Play rec72 - Mix 01

piątek, 12 grudnia 2008
The Walt - Something we did not have Rock/Emo do pobrania
Znalazłem bardzo ciekawy netlabel - Beep! Beep!. Piękne jest to, że dystrybuują muzykę graną na gitarach, co nie jest jeszcze zbyt powszechne na scenie netaudio. Dziś chciałbym polecić próbkę ich repertuaru: The Walt - Something we did not have. EPkę zawierającą 5 nagrań możecie ściągnąć stąd.
 
Jak ktoś potrzebuje etykietek to ich muzykę można by określić jako emo... ale nie wsłuchiwałem się w teksty, więc ciężko mi stwierdzić czy cierpią jak przystało na muzyków reprezentujących ten gatunek. Prościej rzecz ujmując The Walt grają na gitarach i brzmią trochę jak At the Drive-in. Mało takiej muzyki w netlabelch, więc wypada się cieszyć. Naprawdę niezłe.
 
The Walt - Something we did not have
Nagrania wydano na licencjach Creative Commons - macie prawo do legalnego pobrania, odsłuchania i niekomercyjnego dzielenia się muzyką z innymi.
środa, 10 grudnia 2008
Optymalny czas ochrony utworów
Ostatnio trochę czasu spędziłem na lekturze bardzo przyjemnej pozycji The Economic Structure of Intellectual Property Law (W. M. Landes, R. A Posner, 2003). Jak przystało na ekonomistów, autorzy zastanawiają się nad tym co jest optymalne. W jednym z rozdziałów zajmują się tym jak długo powinna być chroniona własność intelektualna, tzn. jak długo utwory powinny przynosić zyski właścicielom praw majątkowych zanim trafią do domeny publicznej.
 
Utwór w USA jest chroniony 70 lat po śmierci autora (z pewnymi wyjątkami), o czym pisałem już kiedyś. Autorzy wspomnianej publikacji rozważają alternatywną konstrukcję prawa autorskiego. Polegałaby ona na chronieniu utworu przez krótki okres, po czym właściciel miałby możliwość przedłużenia okresu ochrony po wniesieniu opłaty. Autorzy argumentują, że najbardziej optymalne byłoby zezwolenie na dowolnie długie przedłużanie ochrony utworów, związane jednak z każdorazowym wnoszeniem opłaty. W efekcie dzieła o znacznej wartości mogłyby być chronione nieskończenie długo, ale dzieła o mniejszej wartości szybciej trafiałyby do domeny publicznej.
 
To ile utworów byłoby chronionych zależałoby od ustalonego czasu trwania ochrony oraz wielkości opłaty jaką należałoby wnieść by ochronę przedłużyć. Im wyższa owa opłata, tym więcej dzieł trafiałoby do domeny publicznej, ponieważ konieczność poniesienia kosztów by przedłużyć ochronę zniechęcałaby część właścicieli praw autorskich. W skrajnych przypadkach dzieł, których wartość jest bliska zeru, właścicielom mogłoby się nie chcieć wypełnić wniosku o przedłużenie, nawet gdyby opłata była minimalna.
 
Zdaniem autorów dzięki zastosowaniu tych rozwiązań więcej dzieł trafiałoby do domeny publicznej, a zarazem motywacja do tworzenia byłaby wyższa (bo dzieła wartościowe przynosiłyby zyski dłużej niż obecnie). Ponadto rozwiązania te zniechęciłyby koncerny (medialne, muzyczne, filmowe, itp.) do nacisku na ustawodawców by ci przedłużyli ustawowy czas ochrony. Dziś naciski takie skutkują znacznymi wydatkami na lobbing i wobec tego są kosztowne dla społeczeństwa. W myśl proponowanych rozwiązań Disney nie musiałby już naciskać na uchwalenie Sonny Bono Act - wystarczyłoby zapłacić za przedłużenie czasu ochrony.
 
Wady takiego rozwiązania są oczywiste. Po pierwsze, wszystko zależy od ustalonego czasu ochrony i kwoty jaką należałoby wnosić celem jej przedłużenia. Autorzy argumentują, że społeczne koszty nacisku zainteresowanych stron na ustawowe zmienianie tych wartości byłyby niższe niż w przypadku obecnego systemu. Coż, mam wątpliwości czy w istocie tak by było. Po drugie, trochę przeraża możliwość nieskończonej ochrony utworów - zgodnie z tym modelem ktoś byłby ciągle właścicielem praw do wydania dajmy na to Iliady Homera... Po trzecie wreszcie, trzeba by zbudować biurokratyczny system monitorujący płatności. Byłoby to szczególnie skomplikowane w przypadku utworów wykorzystujących inne chronione utwory. Jako że możliwa byłaby nieskończenie długa ochrona, można sobie wyobrazić rosnące koszty monitorowania systemu. Autorzy rozważają część tych wątpliwości proponując bardzo szerokie zdefiniowanie dozwolonego użytku.
 
Podsumowując - to tylko rozważania teoretyczne, fajnie jednak, że ktoś się tym zajmuje w USA... Ciekawe jak z ekonomiczną analizą prawa jest u nas?
piątek, 05 grudnia 2008
Dlaczego w Polsce jest tak mało netlabeli?
Jak już wspominałem na blogu, podczas mojego pobytu w Niemczech prowadzę badania sceny netaudio. Przeprowadziłem już kilka długich wywiadów z przedstawicielami tutejszych netlabeli, a wczoraj miałem okazję porozmawiać z  prowadzącym netlabel Rec72. Po wywiadzie zadał mi on pytanie: "Dlaczego w Europie Wschodniej scena netaudio rozwija się tak powoli"?
 
Nie miałem problemu z odpowiedzią - wspomniałem o tym, że mamy tu nieco słabszy dostęp do szerokopasmowego internetu, i że scena muzyki elektronicznej wyglądała przez lata dużo skromniej niż w Niemczech, więc i elektronicznych netlabeli jest mniej, i że netaudio trzeba bardziej promować, bo Niemcy mają Phlow, a u nas musimy sobie radzić naszymi skromnymi blogowymi siłami (Netmuzyka, Netlabel, My name is Elvis, CCM - czy kogoś piszącego po polsku pominąłem?).
 
Nie powiedziałem mojemu rozmówcy jednak o kilku innych powodach na przykład, że:
  • łatwo można ściągnąć z sieci P2P muzykę wydaną przez tradycyjne wytwórnie, co u wielu osób obniża motywację do szukania darmowych alternatyw (co do mocy tego argumentu sam nie jestem przekonany);
  • wielu Polakom wystarczy muzyka nadawana w programie "Jaka to melodia?", a sam program gości w finansowanej z abonamentu publicznej telewizji (!);
  • wielu młodych ludzi woli wypisywać na murach hasła typu "Całe życie w dresie, ŁKS Polesie" zamiast słuchać netaudio;
  • miasta w naszym pięknym kraju muszą nadrobić 50 lat zapóźnień (a może i więcej), więc nie ma się co dziwić, że wydają na wymianę torów tramwajowych zamiast na wspieranie rozwoju kultury muzycznej;
  • nawet jeśli miasta wydają masę pieniędzy na organizację jakiegoś festiwalu, to wolą za masę pieniędzy ściągnąć artystę Shaggy'ego lub inne Coco Jumbo niż wydać ułamek tej kwoty na rozwój rodzimej sceny (ciekawe czy za decyzjami stoi gust decydentów czy wola publiki?);
  • rozdziobią nas kruki i wrony (ogólna uwaga na temat tej części Europy)...
Powodów jest pewnie cała masa (znacie jakieś?) ale... z drugiej strony, wobec mizerii tradycyjnego rynku fonograficznego, scena netaudio powinna kwitnąć. Artyści, wiedząc, że i tak nie sprzedadzą więcej niż kilkudziesięciu egzemplarzy swojej pierwszej płyty, powinni rozważyć wydanie jej na licencjach Creative Commons - aby oszczędzić pieniądze i zyskać większą popularność... A może artyści nie wydają bo scena netlabeli jest jakoś mało dynamiczna? Zamknięte koło nam się robi... I co tu poradzić?
środa, 03 grudnia 2008
Guns N' Roses vs Dr Pepper - walka marek
Moim zdaniem Guns N' Roses (zespół z USA) i Dr Pepper (amerykański producent napojów) są siebie warte. Oczywiście to kwestia gustu, ale osobiście obu zdecydowanie nie trawię. Tym niemniej z zaciekawieniem obserwuję kampanię promocyjną nowej płyty zespołu. Jednym z jej elementów jest spór z producentem napojów.

Historia zaczęła się gdy Dr Pepper publicznie zobowiązał się do wydania każdemu jednego napoju jeśli zespół  w tym roku wreszcie wyda swoją zapowiadaną od kilkunastu lat płytę. Album "Chinese Democracy" ukazał się niedawno, wobec czego Dr Pepper przystąpił do wydawania "nagrody". Aby otrzymać darmowy napój trzeba się było zarejestrować na stronie www producenta. Ponieważ chętnych było bardzo wielu, strona się zawiesiła i wiele osób musiało obejść się ze smakiem. Dr Pepper przeprosił i przedłużył termin składania wniosków o napój.
 
Prawdopodobnie prawnicy Guns N' Roses czekali na potknięcie producenta napojów i przystąpili do ataku. Zarzucili Dr Pepperowi, że zaszkodził marce zespołu i ogólnie rzecz biorąc naruszył własność intelektualną kapeli. W ramach rekompensaty zażądano przeprosin w kilku waznych gazetach i przedłużenia okresu przyjmowania wniosków o darmowy napój, aby wszyscy zainteresowani zdołali dostać swoją porcję Dr Peppera.
 
O co w tym wszystkim chodzi? Widzę dwie opcje:
  1. obie strony opracowały kampanię promocyjną razem i jedna ze stron (Guns N' Roses) zaczęła działać nielojalnie wykorzystując potknięcie serwerów Dr Peppera
  2. Dr Pepper wymyślił całą kampanię niezależnie od Guns N' Roses, a zarządzający marką zespołu byli niezadowoleni i tylko czekali na okazję by zaatakować producenta napojów.
Trudno dociec jak było naprawdę, chciałbym zwrócić jednak uwagę na co innego. Guns N' Roses jest klasycznym produktem dużych wytwórni lat 80 XX w. Dominowała wtedy strategia lansowania "supergwiazd" - po latach wytwórnie w końcu odkryły, że najwięcej można zarobić wydając nie 100 średnio popularnych artystów (nawet jeśli każdy sprzeda po 1 milion płyt), ale powiedzmy 5 supergwiazd (z których każda sprzeda po 10 milionów płyt). Mimo, że łacznie supergwiazdy sprzedadzą mniej płyt, zysk będzie wyższy  - prosta konsekwencja wysokich wydatków jakie trzeba ponieść by wylansować jednego artystę i niewielkich kosztów produkcji każdego kolejnego egzemplarza płyty.
 
Reasumując, Guns N' Roses jako produkt dawnej (choć dalej stosowanej) strategii musi zrobić dużo szumu wokół siebie. Nawet więc jeśli proces z  Dr Pepperem przegrają, media będą o nich mówić i może ktoś jeszcze da się nagonić na zakup płyty... Jakkolwiek skończy się historia z  Dr Pepperem, zespół będzie do przodu.
poniedziałek, 01 grudnia 2008
Muzyka świąteczna do ściągnięcia, część 6
Właściwie miałem nie ciągnąć tematu muzyki świątecznej, ale mlonx podrzucił mi link do całkiem sporej porcji takich nagrań utrzymanych w klimacie lo-fi. Cała płyta jest do pobrania ze strony labela Sounds Are Active. Nie wszystko co tam znajdziecie było dla mnie strawne, więc wybrałem kilka utworów od których można zacząć:
Nichole and the Dreamcatchers + Various Artists- Krismus Karuls (KK01)

Całość jest bardzo mocno lo-fi, więc jeśli nie lubicie takich klimatów, po resztę utworów raczej nie sięgajcie. Możecie za to zerknąć na wcześniejsze wpisy o muzyce świątecznej: tu, tu, tu, tu i tu.
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter