przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
środa, 14 maja 2014
"The rise of fanvestors" i inne publikacje o finansowaniu społecznościowym

W 2011 r. opracowałem dla MegaTotal.pl ankietę, która dostarczyła serwisowi wskazówek dotyczących kierunków rozwoju. Dzięki udziałowi w badaniu uzyskałem możliwość wykorzystania wyników do przeprowadzenia analiz o charakterze naukowym. Owoc prac moich i kolegi, który jest współautorem, w końcu ukazał się w najnowszym numerze czasopisma First Monday pod tytułem "The rise of fanvestors: A study of a crowdfunding community". Proces recenzji trwał bardzo długo (od czerwca 2012 r.), ale z efektu końcowego jesteśmy zadowoleni. Przy okazji chciałbym wyrazić wdzięczność wszystkim, którzy wzięli udział w ankiecie oraz ekipie MegaTotal za współpracę przy badaniu.

 Przy okazji chciałbym wspomnieć o innych publikacjach, które powstały na bazie tego badania:

Szczególnie istotna jest dla nas ta ostatnia - cieszy się ona dość dużym zainteresowaniem w serwisie SSRN i zapewne niedługo będzie cytowana przez innych badaczy zajmujących się analizą zjawiska finansowania społecznościowego.

wtorek, 18 marca 2014
Pono Music - innowacyjny model biznesowy?

Na Kickstarterze padł kolejny rekord - projekt Pono Music w błyskawicznym tempie zebrał 800 tys. USD, które twórcy projektu postawili sobie za cel. W tej chwili projekt zebrał 4 127 295 USD, a zatem cel przekroczono kilkukrotnie, mimo że do zakończenia zbierania pozostało 28 dni. Będzie więc więcej.

Jeszcze trudno stwierdzić czy Pono Music ma szanse rozwinąć się w ciekawy projekt biznesowy, czy jest jedynie świetnie wypromowanym projektem na Kickstarterze. Na pewno jednak warto mu się przyjrzeć bliżej.

Od strony promocyjnej projekt zrealizowany jest świetnie. Po pierwsze, sam pomysł na Pono Music wydaje się być dobry, tzn. wypełniać lukę na rynku (o tym poniżej). Po drugie, twarzą projektu jest Neil Young, muzyk o dużym autorytecie w świecie rockowym. Po trzecie, do promocji projektu zaangażowano m.in. artystów takich jak Patti Smith, Metallica, Pearl Jam czy Arcade Fire - znane marki. Pomogło to kampanii przykuć uwagę mediów i ułatwiło tak szybkie zebranie dużej kwoty.

Pomijając samą kampanię na Kickstarterze, napiszę parę słów o tym czym ma być Pono Music. Po pierwsze, jest to przenośny odtwarzacz, który ponoć ma charakteryzować się bardzo wysoką jakością dźwięku. Nie mam pojęcia czy w rzeczywistości jakość jest tak wysoka, że jest w stanie zadowolić nawet audiofilii. Przyjdzie poczekać na niezależne recenzje napisane przez znawców dźwięku.

Po drugie - i to jest dla mnie bardziej interesujące - Pono Music ma również być sklepem internetowym sprzedającym pliki muzyczne w jakości płyty kompaktowej lub wyższej. Będą sprzedawać - cytuję za stroną Pono Music:

  • "CD lossless quality recordings: 1411 kbps (44.1 kHz/16 bit) FLAC files
  • High-resolution recordings: 2304 kbps (48 kHz/24 bit) FLAC files
  • Higher-resolution recordings: 4608 kbps (96 kHz/24 bit) FLAC files
  • Ultra-high resolution recordings: 9216 kbps (192 kHz/24 bit) FLAC files"

Jakość kompaktu jest więc punktem wyjścia, a nie standardem (nieosiąganym zresztą przez większość sklepów z plikami). Twórcy Pono Music twierdzą, że jakość dźwięku będzie taka jak na masterze, tzn. tak jak artysta nagrał to w studiu. Ceny będą oczywiście również wyższe niż w "zwykłych" sklepach z plikami - będą się kształtować w przedziale 14,99 -24,99 USD za album.

Wprawdzie większość konsumentów nie jest pewnie w stanie usłyszeć różnicy pomiędzy plikiem MP3 192 kbps a kompaktem lub zwykłym plikiem FLAC, jednak to nie o takiego konsumenta konkurować będzie Pono Music. Grupą docelową będą słuchacze oczekujący takiej jakości dźwięku, której nie daje im ani Spotify ani iTunes. Nie jest to wprawdzie tak liczna grupa jak "zwykli" słuchacze, jednak są to prawdopodobnie osoby, które kupują ponadprzeciętnie dużo nagrań. Zainteresowanie ofertą Pono Music może być wysokie ponieważ do tej pory bardzo wymagający słuchacze byli skazani na kompakty i winyle - audiofile, którzy brzydzą się dźwiękiem skompresowanym w większości popularnych sklepów z plikami nie mieli czego szukać. Tak przynajmniej, jak mi się wydaje, kalkulują twórcy projektu. Ciekawe co z tego wyjdzie - bardzo wiele zależy od tego czy jakość dźwięku jest faktycznie tak wysoka jak obiecują twórcy projektu.

Tak ma wyglądać odtwarzacz:

Pono

Źródło: Pono Music

poniedziałek, 27 stycznia 2014
Raport "Rynek fonograficzny w Polsce 2011/2012"

Raport pt. "Rynek fonograficzny w Polsce 2011/2012" można już ściągnąć stąd.

Cytuję za stroną Instytutu Muzyki i Tańca:

"Raport powstał jako projekt Polskiego Centrum Informacji Muzycznej POLMIC i Instytutu Muzyki i Tańca. Pierwszą próbę sporządzenia takiego raportu Polskie Centrum Informacji Muzycznej POLMIC podjęło w roku 2009, przygotowując informację o polskim rynku muzycznym w roku 2008 dla Instytutu Adama Mickiewicza na targi MIDEM. W obecnym raporcie wykorzystano wcześniejsze doświadczenia, prezentując, z pewnością wciąż niewyczerpująco, stan polskiej fonografii w 2012 roku, widziany z perspektywy firm fonograficznych, z uwzględnieniem jako tła roku 2011.

Celem projektu jest zdiagnozowanie szczególnie istotnego obszaru działania polityki kulturalnej, jakim jest rynek fonograficzny, miejsce najbardziej popularnych praktyk kulturalnych i najbardziej masowego uczestnictwa w kulturze. Liczymy, że zebrane przez zespół badawczy dane są rzetelnymi informacjami o stanie sektora kultury w Polsce, uwzględniającymi zarówno jego tradycyjne formy - płyty, jak i nowe technologie - pliki cyfrowe." (Źródło: IMiT)

Nad raportem pracowaliśmy od połowy sierpnia do połowy grudnia 2013. Zważywszy na to, że na cały projekt - nie tylko napisanie raportu, ale także przygotowanie, przeprowadzenie i opracowanie badania, mieliśmy tylko 4 miesiące, efekt końcowy oceniam bardzo dobrze. W trakcie wspomnianych czterech miesięcy udało się m.in. przeprowadzić 50 wywiadów pogłębionych z przedstawicielami firm fonograficznych oraz instytucji zajmujących się muzyką. Niektóre z tych wywiadów trwały nawet ok. 3 godziny, więc materiału do analizy było bardzo dużo. Aby zapoznać się z efektem końcowym - zapraszam do lektury tekstu raportu.

sobota, 11 stycznia 2014
Konferencja "Jaka jest polska fonografia?"

Wklejam z materiałów organizatorów:

"Instytut Muzyki i TańcaPolskie Centrum Informacji Muzycznej POLMIC oraz Związek Producentów Audio Video zapraszają na Konferencję Jaka jest polska fonografia?, która odbędzie się we wtorek, 21 stycznia 2014 roku w godz. 11-16 w Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie (ul. Anielewicza 6).

Jaka jest polska fonografia? Na to pytanie starali się odpowiedzieć autorzy raportu Rynek fonograficzny w Polsce 2011/2012, którego wyniki po raz pierwszy przedstawione zostaną podczas konferencji 21 stycznia 2014 roku. Badaniami, które prowadzone były pod koniec 2013 roku przez zespół ekspertów powołany przez Instytut Muzyki i Tańca oraz Polskie Centrum Informacji Muzycznej POLMIC, objętych zostało 50 najważniejszych producentów fonograficznych działających w Polsce na polu każdego rodzaju muzyki: poważnej – dawnej i współczesnej, filmowej, chillout, jazzu, rocka, punk, hip-hopu, rapu, reggae, world music, folk, disco polo, muzyki elektronicznej i eksperymentalnej, alternatywnej, niezależnej i improwizowanej, piosenki aktorskiej i poezji śpiewanej…

Oprócz prezentacji raportu podczas konferencji zaplanowano dwa panele dyskusyjne. W panelu producenckim wezmą udział reprezentanci firm fonograficznych, m.in. Polskich Nagrań, Universalu, DUX, Kayax, Wielkiego Joł i Monotype Records, a w panelu instytucji wspomagających rynek fonograficzny – przedstawiciele Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, Związku Producentów Audio Video, Narodowego Instytutu Audiowizualnego, e-muzyki i EMPIK-u.
Spodziewamy się ciekawej prezentacji, bulwersujących wystąpień i burzliwej dyskusji.

Każdy słuchacz konferencji otrzyma wydrukowany egzemplarz 158-stronicowego raportu z badania Rynek fonograficzny w Polsce 2011/2012.

Prosimy o potwierdzenie obecności do poniedziałku 20 stycznia 2014 telefonicznie - 22 88 77 871 lub e-mailowo - fonografia@polmic.pl. Udział w konferencji jest bezpłatny.

Raport Rynek fonograficzny w Polsce 2011/12 powstał jako projekt Polskiego Centrum Informacji Muzycznej POLMIC oraz Instytutu Muzyki i Tańca i został sfinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Pierwszą próbę sporządzenia takiego raportu Polskie Centrum Informacji Muzycznej POLMIC podjęło w roku 2009, przygotowując informację o polskim rynku muzycznym w roku 2008 dla Instytutu Adama Mickiewicza z przeznaczeniem na targi MIDEM. Obecny raport, w którym wykorzystane zostały wcześniejsze doświadczenia, prezentuje stan polskiej fonografii w 2012 roku, widziany z perspektywy firm fonograficznych, z uwzględnieniem jako tła roku 2011.

Celem projektu było zdiagnozowanie szczególnie istotnego obszaru działania polityki kulturalnej jakim jest rynek fonograficzny, miejsce najbardziej popularnych praktyk kulturalnych i masowego uczestnictwa w kulturze. Zebrane przez zespół badawczy dane są rzetelnymi informacjami o stanie tego sektora kultury w Polsce, uwzględniającymi jego tradycyjne formy – płyty oraz nowe technologie – pliki cyfrowe.

Podstawową metodą pracy w projekcie były badania jakościowe w formie wywiadów z przedstawicielami pięćdziesięciu firm zajmujących się produkcją nagrań, płyt i plików dźwiękowych. Koordynatorem projektu jest dr Mieczysław Kominek, dyrektor Polskiego Centrum Informacji Muzycznej POLMIC, opiekę naukową sprawuje dr Patryk Gałuszka z Uniwersytetu Łódzkiego. Ponadto współpracują dr Katarzyna Korzeniewska, związana z Uniwersytetem Warszawskim i Katarzyna Wyrzykowska, doktorantka w Polskiej Akademii Nauk oraz Aleksandra Jagiełło-Skupińska, autorka raportu POLMIC o polskim rynku muzycznym w 2008 roku. Wywiady przeprowadzali absolwenci i studenci socjologii.

158-stronicowy raport obejmuje również katalog 231 polskich firm fonograficznych.

Organizatorzy:
Polskie Centrum Informacji Muzycznej POLMIC
Instytut Muzyki i Tańca
Związek Producentów Audio Video

Partner konferencji:
Muzeum Historii Żydów Polskich
 
Kontakt:
Anna Iwanicka-Nijakowska
Polskie Centrum Informacji Muzycznej POLMIC
tel.: 22 88 77 871" (Źródło: Jaka jest polska fonografia?, wpis z dnia 11.01.2014).

piątek, 29 listopada 2013
Dwie rozmowy w GW

Agora promuje targi muzyczne Co Jest Grane, co ma pozytywną konsekwencję w postaci kilku tekstów o muzyce, które ostatnio ukazały się w Gazecie Wyborczej. Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na dwa wywiady, których fragmenty przytaczam poniżej.

W pierwszym wywiadzie - z Katarzyną M. Wyrzykowską z IFiS PAN - możemy przeczytać m.in.

"-Bednarka i Enej wydaje niewielka wytwórnia Lou & Rocked Boys. Rzecz nie do pomyślenia przed dekadą.

 - Skończył się monopol wielkich koncernów. Wielu artystów zakłada własne wytwórnie. Kayah wzięła pod skrzydła firmy Kayax niezbyt znanych muzyków albo artystów realizujących się w innych dziedzinach - jak Maria Peszek - i narobiła dużo zamętu na rynku.

-Czy młodzi ludzie potrzebują jeszcze koncertów? Muzycy narzekają, że kluby coraz rzadziej płacą im gwarantowane stawki. Niektóre kluby żądają od muzyków pieniędzy za samą możliwość występu, tak boją się ryzyka.

 - Ten rynek - nie mówimy o największych gwiazdach - rzeczywiście stał się nieprzewidywalny. Ktoś zakrzyknie na Facebooku, - i nagle na koncert wali tłum - znajomi, znajomi znajomych itd. Bo aspekt towarzyski, wspólne przebywanie ze sobą i przeżywanie koncertów, wciąż jest ważny. Ale w równie przypadkowy sposób tłum może stawić się na czyjejś domówce, a klub będzie świecił pustkami.
Stabilnie i szybko rozwija się za to rynek wielkich koncertów i festiwali. Weźmy doniesienia z ostatnich dni - na festiwalu w Oświęcimiu po raz pierwszy w Polsce zagra Soundgarden, na Impact Fest w Łodzi - Black Sabbath i Aerosmith. Jeszcze kilka lat temu na takie koncerty trzeba było jeździć do Czech czy Niemiec. Teraz mamy nowe stadiony i hale, jest gdzie te koncerty organizować." (Źródło: J. Słodkowski, Disco polo, hip-hop i klasyczny rock. Czego i jak słuchają Polacy? [ROZMOWA], wyborcza.pl z dnia 27.11.2013).

Zdecydowanie polecam cały wywiad, szkoda że nie mógł być dłuższy.

Druga rozmowa przeprowadzona została ze Stanisławem Trzcińskim, współwłaścicielem agencji STX Jamboree. Czytamy w niej m.in.

"-Z drugiej strony wiem, że podchodzisz przynajmniej do części badań muzycznych z dużą rezerwą.

- Tak, choć ta rezerwa dotyczy jeszcze innych badań - tych robionych na bieżąco przez komercyjne stacje telewizyjne czy radiowe. Słupków popularności i focusów, którymi się kierują przy budowaniu ramówek i playlist. W nich według mnie mocno niedoszacowana jest ta grupa społeczna zwana czasem "premium", która nie bierze w nich udziału dlatego, że jest trudno osiągalna, bo nie ma na takie badania czasu lub siły. To ta grupa, która pcha ten kraj do przodu - ludzie pracujący do późna, właściciele przedsiębiorstw, pracownicy biur siedzący w firmach do wieczora. Gdy o godz. 19.45 dzwoni do nich ankieter, a ankieterzy na ogół dzwonią w takich porach, nikomu nie chce się brać udziału w takim badaniu. Tym bardziej że ono trwa 19 minut i nie da się krócej. Wiem, bo raz z ciekawości wziąłem udział w takim badaniu i już nigdy go nie powtórzę.

Moi znajomi z poważnych brytyjskich agencji mówią mi, jak oni badają grupy "premium", bo tam takie grupy są jednak badane. U nas w badaniach telewizyjnych rządzi natomiast pilot. A w rozgłośniach - badanie focusowe grupy z pytaniami o to, czy tę piosenkę warto, czy nie warto puszczać w radiu.

Oczywiście, takie badania też próbują ogarniać wszystkie grupy społeczne. Ludzi starych i młodych. Z wykształceniem podstawowym, średnim i wyższym. Zarabiających więcej i mniej. Jednak nie są w stanie uchwycić rozmaitych zjawisk niszowych. Tymczasem te nisze to często duże i wierne grupy słuchaczy. W naszym badaniu wyszło, że w Polsce jest około 3,3 miliona ludzi - głównie w kilkunastu największych miastach - którzy słuchają jazzu, soulu i gatunków pokrewnych, brzmień chilloutowych, elektroniki i muzyki klubowej. Bardzo przyjemna liczba. Na dodatek taka, która wyszła według metodologii, na próbie reprezentatywnej. Nie zeszliśmy poniżej granicy błędu statystycznego, jak to bywało w tym samym badaniu z różnymi grupami wielkomiejskimi. I to jest z mojego punktu widzenia spora grupa osób, dla której warto robić imprezy, koncerty, festiwale. Podobnie jak imprezy rockowe, które tradycyjnie nieźle sobie radzą w naszym kraju." (Źródło: R. Sankowski,  Czego słuchają Polacy? "Przestańmy wierzyć w słupki popularności" [ROZMOWA], wyborcza.pl z dnia 28.11.2013).

Trafnie ujęte, choć to właśnie firma, którą reprezentuje rozmówca zleciła TNS OPOB badania, do których kiedyś miałem pewne uwagi. Zastrzeżenia te idą jednak raczej na konto OBOPu, a nie zlecającego badanie.

Nie będę mógł wziąć udziału w targach Co Jest Grane, czego żałuję. Dobrze jednak, że się odbywają. Traktuję to jako kolejny przejaw tego o czym pisałem w raporcie dla MKiDN - najprawdopodobniej idą dobre lata dla branży muzycznej, jej perspektywy wyglądają lepiej niż kilka lat temu.

środa, 02 października 2013
Raport dotyczący funkcjonowania elektronicznego rynku treści muzycznych w Polsce jest już dostępny

Raport dotyczący funkcjonowania elektronicznego rynku treści muzycznych w Polsce, który przez kilka miesięcy przygotowywałem dla Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest już dostępny. Można go ściągnąć m.in. ze strony prawoautorskie.gov.pl.

Mimo tego, że media zauważyły głównie znane już z innych źródeł ciekawostki (np. dotyczące wzrostu przychodów ze streamingu oraz sukcesów finansowych zespołu Weekend), znaczna część raportu dotyczy przygotowywanej Dyrektywy UE w sprawie zbiorowego zarządzania. O tych przepisach będę pisał na blogu więcej bo są to bardzo ciekawe zagadnienia.

Miłej lektury!

czwartek, 26 września 2013
Konferencja prasowa pt. Jak prawo autorskie wpływa na rynek muzyczny w sieci?

Podaję za stroną prawoautorskie.gov.pl:

"Konferencja prasowa pt. Jak prawo autorskie wpływa na rynek muzyczny w sieci? – prezentacja Raportu dotyczącego funkcjonowania elektronicznego rynku treści muzycznych w Polsce

27 września, o godzinie 11.30 w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego (ul. Krakowskie Przedmieście 15/17) odbędzie się konferencja prasowa, podczas której zostanie zaprezentowany Raport dotyczący funkcjonowania elektronicznego rynku treści muzycznych w Polsce.

W konferencji udział weźmie Sekretarz Stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Żuchowski, dr Patryk Gałuszka (autor raportu) oraz Dyrektor Departamentu Własności Intelektualnej i Mediów Karol Kościński.

Zapraszamy wszystkich chętnych dziennikarzy. Uprzejmie prosimy o potwierdzenie przybycia mailowo lub telefonicznie. Kontakt: Iwona Łoboda (022) 42 10 485, iloboda(at)mkidn(dot)gov(dot)pl" (Źródło).

Praca nad raportem zajęła mi kilka miesięcy; wyszedł z tego, moim zdaniem, bardzo przyzwoity materiał. Więcej szczegółów dotyczących zawartości - wkrótce.

czwartek, 22 sierpnia 2013
Kontrakt Nirvany w Sub Pop Records

Sub Pop Records na swoim blogu opublikowało skan kontraktu nagraniowego jaki ponad 20 lat temu podpisało z zespołem Nirvana (miniatura poniżej).

Kontrakt zakładał wydanie trzech płyt. Na poczet nagrania pierwszej zespół otrzymał 600 USD zaliczki, kolejne płyty miały wiązać się z wyższymi zaliczkami. Nie znamy wysokości tantiem jakie wytwórnia zobowiązała się wypłacić zespołowi (skanu drugiej strony umowy nie znalazłem). Drugiej i trzeciej płyty zespół dla Sub Pop już nie nagrał, przeniósł się on bowiem do Geffen Records, które "wykupiło" kontrakt Nirvany. W konsekwencji Sub Pop otrzymał udział w przychodach ze sprzedaży kolejnej płyty zespołu. Podpisując umowę właściciele Sub Pop zapewne nie wiedzieli, że zawarli kontrakt życia - płyta Nevermind okazała się jednym z najlepiej sprzedających się albumów w historii rocka, a przychody Sub Pop z tytułu "wykupionego" przez Geffen kontraktu pozwoliły wytwórni komfortowo funkcjonować przez kolejne lata. I to właśnie było, jak słusznie zauważono na blogu Sub Pop Records, "dobrze wydane 600 dolców".

środa, 05 czerwca 2013
Sprzedaż treści muzycznych on-line w Polsce

ZPAV opublikował wczoraj dane świadczące o wzroście sprzedaży treści muzycznych on-line. Informacje na ten temat opublikowała także Gazeta Wyborcza. Czytamy w niej, że:

"Według ZPAV sprzedaż muzyki cyfrowej w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku wzrosła o 53 proc. i osiągnęła wartość 7,24 mln zł. Oznacza to, że już 18,7 proc. muzyki w Polsce sprzedaje się w wersji cyfrowej, podczas gdy w analogicznym okresie zeszłego roku było to 11,6 proc. Łącznie rynek muzyki na nośnikach fizycznych oraz rynek cyfrowy były warte w I kwartale tego roku 38,7 mln zł" (Źródło: Więcej pieniędzy w muzyce online. Pierwszy taki raport. wyborcza.pl z dnia 04.06.2013).

Warto przyjrzeć się bliżej danym opublikowanym przez ZPAV. Najsilniej - o 60,32% - wrosły przychody z tytułu subskrypcji, które w I kwartale 2013 r. wynosiły 1 758 532 PLN oraz przychody z "serwisów wspieranych reklamami i z serwisów strumieniowych audio-video" - odpowiednio wzrost o 92,21%, wartość 2 840 484 PLN. Z jednej strony wzrost ten nie powinien dziwić - potentaci tacy jak Spotify czy Wimp dopiero co weszli na nasz rynek, więc nawet nieznaczny wzrost liczby płacących subskrypcję generuje poważny wzrost statystyk.

Z drugiej strony ciekawe jest moim zdaniem to, że przychód z tytułu subskrypcji już teraz niemal dorównuje przychodom z tytułu pobrań online (tzw. model płać-za-ściągnięcie), które wynoszą w I kwartale 2013 r. 1 882 829 PLN. Rok obecności na naszym rynku serwisów subskrypcyjnych wystarczył by generowane przez nie przychody dorównały przychodom z obecnych od lat sklepów sprzedających pliki w modelu płać-za-ściągnięcie. Na naszych oczach dzieje się to o czym wspominałem w styczniu 2008 r.

Przy okazji należy dodać, że przychody z tytułu subskrypcji oraz przychody z "serwisów wspieranych reklamami i z serwisów strumieniowych audio-video" to do pewnego stopnia kategorie, które można łączyć. W ofercie serwisów takich jak Spotify czy Wimp jest bowiem możliwość odsłuchiwania nagrań za darmo (towarzyszą im wówczas reklamy) oraz odsłuchiwania nagrań bez reklam po wniesieniu opłaty subskrypcyjnej. A zatem efekt pojawienia się na rynku polskim serwisów subskrypcyjnych widać tak naprawdę w obu kategoriach - zarówno w kategorii "przychody z tytułu subskrypcji", jak i przychody z "serwisów wspieranych reklamami i z serwisów strumieniowych audio-video". Oczywiście ciężko spekulować jak bardzo za wzrost w kategorii "serwisy wspierane reklamami i serwisy strumieniowe audio-video" odpowiadają Spotify, Wimp, Deezer czy Muzo, a na ile jest to zasługa YouTube, który także mieści się w tej kategorii.

Nie wątpię, że czeka nas dalszy wzrost, mam nadzieję, że ZPAV będzie publikował dane za kolejne kwartały.

wtorek, 30 kwietnia 2013
Brytyjczycy kupują składanki

Jak donosi BPI, w Wielkiej Brytanii nadzwyczaj dobrze sprzedają się płyty składankowe. W świeżo opublikowanej notce prasowej można przeczytać, że:

"Sprzedaż albumów składankowych w 2012 r. wzrosła o 7,2%, a w ciągu pierwszego kwartału 2013 r. wzrost był kontynuowany i osiągnął wartość 11,8%. Sprzedaż składanek stanowi 21% sprzedaży wszystkich albumów, a 26 kompilacji (konkretnych tytułów) sprzedało się w 2012 r. w nakładzie  ponad 100 tysięcy kopii, w porównaniu z 18 tytułami rok wcześniej." (Źródło: BPI)

Można się zastanawiać czemu nabywcy kupują jeszcze całe składanki, szczególnie w formatach cyfrowych, zamiast kupić bezpośrednio kilka najbardziej interesujących ich utworów w formie plików. Prawdopodobnie składanki te są tak dobrze dobrane, że znacznej części konsumentów podoba się zawartość całego albumu. Dla niektórych znaczenie może mieć to, że muzyka jest dobrana przez osobę, która orientuje się w danym gatunku muzyki lub epoce, co umożliwia nabywcy uniknięcie trudu wybierania tego co jest najciekawsze. Chociaż patrząc np. na zawartość świetnie sprzedającej się onegdaj składanki "Now That's What I Call Music! 70" - nie do końca jestem przekonany, że to ostatnie kryterium jest szczególnie istotne.

W przypadku rynku brytyjskiego rolę odgrywa niewątpliwie przywiązanie do marki pod jaką wychodzą całe serie składanek (np. wspomniane "Now That’s What I Call Music..."). Mogłoby się wydawać, że w świecie cyfrowym składankę zastąpi playlista, jest jednak segment konsumentów, który cały czas preferuje stare formaty (nawet nie w sensie technologicznym, bo składanki przeniosły się częściowo w świat cyfrowy, ale w sensie filozofii doboru repertuaru). Ciekawe czy istnieje jakieś specyficzne kryterium (np. demograficzne) charakteryzujące nabywców składanek.

Zresztą rzut oka na aktualną listę OLIS pokazuje, że polscy konsumenci również lubią składanki (nie tylko te  typu "Greatest hits", firmowane nazwiskiem jednego artysty, ale także takie jak np. "Różni Wykonawcy - Wiosna 2013"). Redaktor Rogowiecki, który kiedyś promował w telewizji kupowanie składanek, może być dumny.

niedziela, 31 marca 2013
Organizacje zbiorowego zarządzania zebrały w 2010 r. globalnie ponad 7,5 mld Euro

Tak, tytuł wpisu nie kłamie, jak podaje CISAC, organizacje zbiorowego zarządzania zrzeszone w rzeczonym CISAC zebrały w 2010 r. łącznie ponad 7,5 mld Euro. Zdecydowana większość tych środków przypada na muzykę (86%, co daje 6,5 mld EUR). Ponadto warto zauważyć, że kluczowym rynkiem dla OZZ jest Europa (61%, co daje 4,6 mld EUR). Są to bardzo przyzwoite pieniądze, zważywszy np. na to, że przychody branży fonograficznej z tytułu sprzedaży nagrań wynoszą globalnie ok. 16 mld USD (równowartość ok. 12,5 mld EUR).

W kolejnych wpisach poświęcę więcej miejsca funkcjonowaniu organizacji zbiorowego zarządzania. To ważna część rynku muzycznego, część przechodząca obecnie dość poważne przeobrażenia. Tymczasem wykres, jaki można znaleźć we wspomnianym raporcie CISAC (na s. 9). Pokazuje on jak zmieniały się środki zebrane przez organizacje zbiorowego zarządzania zrzeszone w CISAC na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.

 Globalne przychody OZZ wg danych CISAC

środa, 20 lutego 2013
Raport o stanie muzyki polskiej - do ściągnięcia ze strony IMIT

Od kilku dni ze strony Instytutu Muzyki i Tańca można ściągnąć Raport o stanie muzyki polskiej. Na stronie internetowej Instytutu Muzyki i Tańca można przeczytać, że:

"Raport o stanie muzyki polskiej był przygotowywany z myślą o prezentacji podczas I Konwencji Muzyki Polskiej w maju 2011 roku w Warszawie, ale jest to także próba zapełnienia olbrzymiej luki, jaka pojawiła się na Kongresie Kultury Polskiej w Krakowie w 2009 roku, podczas którego zabrakło właśnie takiego raportu. W niniejszym Raporcie postaraliśmy się po raz pierwszy w Polsce po 1989 roku dokonać fotograficznego zapisu życia muzycznego, działających artystów i kompozytorów, muzykologów, dziennikarzy, krytyków, instytucji muzycznych i organizacji pozarządowych. Opisujemy system edukacyjny, sposoby finansowania kultury muzycznej, ramy prawne, aktywność artystyczną środowiska, działalność mediów, wydawnictw, firm fonograficznych oraz udział słuchaczy i widzów w życiu muzycznym Polski." (Źródło: strona IMIT, dostęp 20.02.2013 r.).

Raport poświęca sporo miejsca muzyce współczesnej i edukacji muzycznej, ale można w nim przeczytać również o jazzie, muzyce ludowej i popularnej. Na pewno zainteresuje osoby zajmujące się muzyką zawodowo, jak również np. studentów piszących prace poświęcone tej tematyce.

wtorek, 12 lutego 2013
Spotify już w Polsce

Jak donosi strona ZAiKS - serwis Spotify jest już dostępny w Polsce. Ciekawe jak Spotify poradzi sobie u nas i jak wpłynie na lokalny rynek muzyczny. Wreszcie Deezer, obecny w Polsce od dłuższego czasu, ma konkurencję. Ceny jakie należy zapłacić za dostęp do katalogu Spotify - 10 PLN miesięcznie za dostęp ze stacjonarnego komputera i 20 PLN za dostęp Premium - powinny być atrakcyjne dla części odbiorców.

Konsumenci na wejściu Spotify nie stracą - większy wybór jest w ich interesie. Z drugiej strony należy zauważyć, że artyści, szczególnie ci niezależni, kokosów dzięki Spotify nie zarobią. Przykładowo, Zoe Keating – wiolonczelistka pochodząca z Kanady wydająca nagrania bez wsparcia wytwórni muzycznej – w IV kwartale 2011 r. dzięki 40573 odtworzeniom utworów w serwisie Spotify zarobiła niemal 150 USD. W I kwartale 2012 r. analogicznie 32227 odtworzeń dało jej ok. 132 USD. W tym samym czasie przychody artystki netto z serwisów sprzedających pliki i nośniki fizyczne wyglądały po zaokrągleniu następująco: iTunes 46478 USD, Bandcamp 25000 USD, Amazon 8352 USD, Amazon MP3 2821. Łączny przychód artystki z czterech wymienionych serwisów dał jej po zaokrągleniu 82651 USD, co wobec przychodów ze Spotify, wynoszących w analogicznym okresie 282 USD świadczy wyraźnie o przewadze modelu opartego na sprzedaży nośników nad modelem subskrypcyjnym.

Podobnie mało porywające dane pokazuje zespół Uniform Motion. Przykładowo, w 2010 r. jedno odsłuchanie ich utworu w serwisie Spotify dawało zespołowi 0,003 EUR, a jedno przesłuchanie całego albumu 0,029 EUR. W 2011 r. Spotify zaczęło płacić więcej - 0,0047 EUR za odtworzenie utworu i 0,042 EUR za album. Oznacza to, że jeśli posłuchacie ich nagrań w Spotify 10 razy, zespół dostanie 0,42 EUR. Jeśli będziecie słuchać ich albumu codziennie przez 3 lata (co da ok. 1000 odtworzeń), zespół otrzyma 42,30 EUR. Jak widać, na przyzwoite zarobki w Spotify mogą liczyć ci, którzy są bardzo popularni, tzn. mogą się cieszyć wieloma odtworzeniami wśród wielu fanów. Prawdopodobnie w nieco lepszej sytuacji są artyści współpracujący z największymi wytwórniami muzycznymi, bowiem ponoć z nimi Spotify rozlicza się na innych, nieco bardziej korzystnych dla właścicieli nagrań warunkach. Cała reszta, przynajmniej na chwilę obecną, powinna traktować Spotify bardziej  jako serwis pomagający w promocji, niż jako bardzo istotne źródło przychodów. Chyba, że lokalny Spotify w Polsce płaci inaczej niż na Zachodzie, ale czy mamy podstawy by tak sądzić?

wtorek, 29 stycznia 2013
"Co mam zrobic zeby moc legalnie słuchac radia w salonie fryzjerskim"

Analiza słów kluczowych, dzięki którym czytelnicy wchodzą na bloga dostarcza ciekawych wniosków na temat tego co trapi internautów. Przykładowo, jeden z nich trafił  na bloga wpisując w google "co mam zrobic zeby moc legalnie słuchac radia w salonie fryzjerskim". Dobre pytanie, a odpowiedź na nie wcale nie jest oczywista. Zakładam, że pytanie zadał prowadzący lokal, a nie klient oraz, że rozważamy co trzeba zrobić by nie mieć problemów prawnych (a nie to co jest słuszne, moralne, dobre dla twórców czy dla społeczeństwa).

Właściciel lokalu usługowego odtwarzający radio bez wątpienia powinien rozważyć opłacenie abonamentu radiowego. Nie wnikając w to czy abonament jest dobrą czy złą metodą dofinansowywania mediów publicznych, osoba decydująca się nie wnosić tej opłaty musi wziąc pod uwagę ryzyko kontroli. Jest prawdopodobne, że ewentualne kontrole dotkną w pierwszej kolejności tych, którzy kiedyś zarejestrowali odbiornik, a potem przestali wnosić opłatę abonamentową. W drugiej kolejności dotkną one przedsiębiorstw, a zatem także zakładów usługowych, takich jak wspomniany salon fryzjerski. Punkty usługowe, które kiedyś wnosiły opłatę abonamentową, a potem przestały ją wnosić mimo posiadania odbiornika w oczywisty sposób są pierwszymi kandydatami do ewentualnej kontroli. Polecam zajrzeć do ustawy o opłatach abonamentowych by poznać szczegóły oraz listę podmiotów zwolnionych z opłat.

Po drugie, teoretycznie należałoby rozważyć wnoszenie opłat do organizacji zbiorowego zarządzania z tytułu publicznego odtwarzania. Do punktu usługowego mogą się w tej sprawie zgłosić ZAiKS, ZPAV, STOART i SAWP, w praktyce jest to jednak przede wszystkim ZAiKS. Kluczowym jest tu rozważenie czy muzyka nadawana jest w taki sposób aby mogli ją usłyszeć klienci oraz czy nadawanie muzyki wpływa na zwiększenie liczby klientów, ich skłonność do odwiedzania tego a nie innego lokalu, dobry nastrój (przekładający się na skłonność do płacenia za usługi), etc. Warto zapoznać się z wyrokiem opisanym tutaj. Jak czytamy:

"Przedsiębiorca tłumaczył, że z radia korzystają tylko pracownicy firmy, pomiędzy zleceniami, w oczekiwaniu na klientów. Zaznaczył również, że klienci wchodzą do zakładu na 2-4 minuty i nie mają nawet szansy wysłuchać żadnego z utworów do końca. (...) "Klienci przychodząc do lokalu chcieli skorzystać z usługi a nie słuchać muzyki. ZAiKS też nie przedstawił żadnego dowodu, jakie zyski uzyskiwali oskarżeni. I jaki wpływ na zwiększenie dochodów miała muzyka słyszana z radia" " (Źródło: Precedensowy wyrok sądu na niekorzyść ZAiKS-u).

Powstaje pytanie czy tego rodzaju rozumowanie mogłoby odnosić się do lokalu usługowego typu salon fryzjerski. Doświadczenie z wizyt w tego typu miejscach sugeruje, że nie do końca. Radio jest tam zazwyczaj włączone w taki sposób, aby klienci je słyszeli, a czas ekspozycji na audycje radiowe jest dłuższy niż kilka minut. W efekcie sytuacja tego typu lokali jest nieco inna niż opisana w cytowanej sprawie. Co zatem może zrobić właściciel salonu fryzjerskiego by mieć pewność, że nikt nie będzie od niego wymagał wnoszenia opłat z tytułu odtwarzania muzyki?

Po pierwsze, może ustawić odbiorniki radiowe tak by muzyka była słyszana tylko przez pracowników, np. na zapleczu. Znając niezbyt wysoką jakość repertuaru wielu stacji radiowych część klientów zapewne się ucieszy, a kontrolerzy z organizacji zbiorowego zarządzania nie za bardzo będą mieli podstawy do dochodzenia opłat.

Po drugie, można odtwarzać muzykę wydaną na licencjach Creative Commons (z wyjątkiem warunku NC - "niekomercyjne"). Wymaga to trochę wysiłku - trzeba znaleźć właściwe nagrania, nagrać je na nośniku i zadbać o to by pracownicy odtwarzali tylko te je. Brak konsekwencji może być tu kluczowy - co z tego, że w punkcie usługowym muzyka taka będzie odtwarzana przez 90% czasu, skoro kontroler może trafić akurat na 10% czasu, w którym pracownik przypadkowo włączy radio? Nagrania wydane na licencjach Creative Commons można znaleźć m.in. na jamendo.com, na blogach poświęconych darmowej muzyce (np. Netaudio cafe) oraz w netlabelach (linki w prawym menu na głównej stronie tego bloga lub np. w serwisach takich jak Free Music Archive, Clongclongmoo , Phlow Magazine czy Sonicsquirrel.net.). Nadawanie muzyki wydanej na licencjach Creative Commons nie daje automatycznej gwarancji, że organizacje zbiorowego zarządzania nie będą próbowały uzyskać opłat od takiego punktu usługowego, co może wynikać zarówno z niewiedzy kontrolerów, jak i próby złapania właściciela na przypadkowym odtwarzaniu nagrań objętych zarządzaniem przez właściwą organizację.

Po trzecie, można skorzystać z usług firm oferujących nagrania określane jako Muzak. Po wniesieniu opłaty udostępniają one katalog nagrań nie objętych zarządzaniem przez ZAiKS. Części klientów może to się nie spodobać, a same nagrania nie są za darmo, ale jest to jakaś alternatywa. Nagrania takie to głównie muzyka typu smooth-jazz, muzyka relaksacyjna, instrumentalna, etc.

Oczywiście można tę analizę rozbudować o rozróżnienie na duże zakłady usługowe położone w centrach dużych miast (czytaj: kontroler może tam łatwo zajrzeć by przystrzyc czuprynę, a przy okazji posłuchać co jest grane) oraz małe punkty zlokalizowane z dala od ścieżek przemierzanych przez pracowników organizacji zbiorowego zarządzania.  No i pozostają kwestie moralności, dobra twórców, etc., ale te - na potrzeby tego wpisu - pominąłem.

17:55, patrykgaluszka
Link Komentarze (11) »
sobota, 22 grudnia 2012
Publikacja o netlabelach w książce "Music, Business and Law"

Nareszcie ukazał się kolejny tekst podsumowujący moje dotychczasowe badania netlabeli. Nosi tytuł "The rise of the nonprofit popular music sector: the case of netlabels". Tekst jest częścią publikacji pt. "Music, Business and Law. Essays on contemporary trends in the music industry", która przedwczoraj ukazała się jako e-książka nakładem IASPM Norden & International Institute for Popular Culture. Redaktorami zbioru są Antti-Ville Kärjä, Lee Marshall i Johannes Brusila. W styczniu całość ma się ukazać także w wersji drukowanej.

Empiryczny materiał do publikacji został zebrany za pomocą ankiety oraz w trakcie wywiadów pogłębionych, które przeprowadziłem pośród założycieli netlabeli z różnych krajów. Co ciekawe, od momentu gdy rozpocząłem pracę nad tekstem do jego ukazania się online minęły ponad dwa lata. W efekcie długiego oczekiwania inny tekst oparty na tym samym materiale empirycznym ukazał się pół roku wcześniej, mimo że chronologicznie powstał jako drugi. Niestety cykl wydawniczy w świecie nauk społecznych jest niekiedy bardzo długi, a niektóre z netlabeli biorących udział w badaniu zdążyły już zakończyć działalność. Trudno, tak bywa.

Badania netlabeli kontynuuję równolegle z innymi projektami i pracą dydaktyczną, więc na przygotowywanie tekstów nie pozostaje zbyt wiele czasu. Mimo to w planach mam książkę na ten temat, ale na nią przyjdzie jeszcze trochę poczekać...

piątek, 21 grudnia 2012
Nowy netlabel zaprasza do wysyłania demówek

Napisał do mnie założyciel nowego polskiego netlabela - Tape.Lab - z prośbą o sugestie, co zaowocowało tym wpisem. Jeśli znacie kogoś kto chce wysłać demówkę (warunki opisane tutaj) to koniecznie podajcie dalej linka. Tape.Lab specjalizuje się w gatunkach takich jak  lo-fi pop, electronic, neofolk lub szerzej - każdy gatunek muzyki eksperymentalnej. Reasumując: życzę powodzenia i czekam na pierwsze wydawnictwa.

czwartek, 15 listopada 2012
Warto przeczytać: Philippe Aigrain - Dzielenie się. Kultura i gospodarka epoki internetu

Na stronie Prawo Kultury (którą przy okazji polecam) znalazłem polskie tłumaczenie książki Philippe Aigraina (napisanej przy współpracy Suzanne Aigrain) "Sharing. Culture and the Economy in the Internet Age". Po polsku nosi ona tytuł "Dzielenie się. Kultura i gospodarka epoki internetu". Publikację dokładnie przejrzałem kiedyś po angielsku, w związku z czym z pełnym przekonaniem mogę ją polecić tym, którzy są zainteresowani tematami własności intelektualnej w sieci, dzieleniem się treściami online, etc.

Oto cytat ze wstępu, dobrze oddaje on tematykę poruszoną w książce:

"Książka poświęcona jest udostępnianiu i współdzieleniu plików w celu rozwijania twórczości, ekspresji i informacji we wszelkich mediach. Mówiąc bardziej szczegółowo, poświęcona jest ona dzieleniu się plikami przez pojedynczych użytkowników, niemotywowanych przy tym zyskiem. Dzielenie się plikami oznacza ich udostępnienie innym poprzez umieszczenie w internecie, wysłanie kopii lub umożliwienie pobrania poprzez jedną z sieci wymiany plików. Autor broni stwierdzenia, że dzielenie się plikami przy braku bezpośredniej lub pośredniej transakcji finansowej — czyli dzielenie się plikami w trybie niekomercyjnym — jest zasadne. Twierdzi też, że współdzielenie plików jest społecznie i kulturowo wartościowe, jak też, że będzie odgrywać kluczową rolę w kulturze i gospodarce krajów promujących kreatywność. Książka podejmuje również temat wzmocnienia i wykorzystania synergii pomiędzy dzieleniem się plikami a kreatywnością dążącą ku ogólnej korzyści społeczeństwa i wzbogaceniu gospodarki kulturowej." (Źródło: Philippe Aigrain "Dzielenie się. Kultura i gospodarka epoki internetu" Fundacja Nowoczesna Polska, Warszawa 2012, s. 11). Dzielenie się - okładka polskiego wydania

Książka wydana została na licencji Creative Commons (Użycie niekomercyjne, Bez utworów zależnych ), a zatem można ją ściągnąć za darmo i dzielić się  nią z innymi.

sobota, 10 listopada 2012
Debiut czasopisma o rynku muzycznym

We wrześniu ukazał się zerowy numer czasopisma "Rynek Muzyczny". Wydawane jest ono przez agencję Iron Media. Jej właściciel, Paweł Boroń mówi o nowym czasopiśmie tak:

"Od lat obserwujemy polski rynek muzyczny i po wielu rozmowach z jego przedstawicielami zestawionych z naszymi doświadczeniami oraz konkluzjami, doszliśmy do wniosku, że czas na wydawnictwo o charakterze B2B traktujące o branży muzycznej. Po pierwsze dlatego, że brakuje w tej chwili medium, które podjęłoby się w sposób otwarty i profesjonalny mówić o biznesowej stronie istnienia muzyki w Polsce, po drugie, bo to się branży zwyczajnie należy" (Źródło: notka ze strony Iron Media).

Za powodzenie czasopisma trzymam kciuki, w istocie brakowało czasopisma, które byłoby tym czym "Press" jest dla ogółu mediów krajowych. Projekt wygląda obiecująco. Nie wypada mi zbyt mocno wychwalać numeru zerowego ponieważ jest w nim również mój tekst.  Najlepiej sami wyróbcie sobie zdanie, rozpoczynając np. od strony Iron Media. Czekam na numer pierwszy.

A tak wygląda okładka numeru zerowego:

Okładka czasopisma

poniedziałek, 01 października 2012
Japonia największym rynkiem nagraniowym świata

Jeszcze w 2009 r. najwięcej nagrań sprzedano w USA. Tamtejszy rynek nagraniowy był wart 4562 milionów USD i stanowił 24,5% rynku globalnego. Rynek japoński był drugi odnotowując odpowiednio wartości 4 244 milionów USD i 22,8%.

Według raportu opublikowanego przez The Recording Industry Association of Japan w 2010 r. rynek japoński stał się największym rynkiem nagrań na świecie. Miał on wartość 4 097 milionów USD, co stanowi 25,4% globalnego rynku nagraniowego. Rynek amerykański był drugi z wartościami odpowiednio 3 635 milionów USD i 22,5%.

W Japonii sprzedano odpowiednio 44,5 miliony singli, 114,5 miliony albumów oraz 17,5 milionów płyt DVD. Przeciętnie Japończyk wydał w 2010 r. na nagrania 32,3 USD. Dla porównania, Amerykanin 11,7 USD, a Polak 3,2 USD.

Można w pewnym sensie mówić o epokowej zmianie – USA nie są już największym rynkiem fonograficznym na świecie. Sukces japońskiego rynku nagraniowego ma wiele przyczyn, do których można zaliczyć m.in. siłę lokalnej branży, popularność lokalnych artystów, wysoką sprzedaż singli oraz dynamiczny rozwój rynku nowych formatów. Co ciekawe, w Japonii aż 81% rynku nowych formatów stanowi dystrybucja mobilna (za pomocą telefonów komórkowych), podczas gdy rynek plików kupowanych on-line to jedynie 17% rynku nowych formatów (dane za The Recording Industry Association of Japan). Oczywiście nie można pominąć faktu, że gdyby rynek amerykański utrzymał sprzedaż z 2009 r., obroniłby wówczas pozycję lidera. W 2010 r. zarówno rynek amerykański, jak i japoński skurczyły się, jednak spadek sprzedaży nagrań w USA był dużo mocniejszy.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Gigantyczne odszkodowania za nieautoryzowane ściąganie nagrań

Co jakiś czas prasa donosi o gigantycznych odszkodowaniach zasądzanych przez amerykański wymiar sprawiedliwości w sprawach wytaczanych przez firmy fonograficzne osobom ściągającym nagrania z nieautoryzowanych źródeł. Przykładem może być tu sprawa opisana ostatnio w Gazecie Wyborczej. Czytamy w niej, że:

"W 2003 r. do domu Tenenbaumów przyszedł list, w którym 16-letni wtedy Joel został oskarżony o nielegalne ściąganie piosenek z internetu. Wytwórnie, które miały do prawa do siedmiu wskazanych w liście utworów, zażądały łącznie ponad pięciu tys. dolarów zadośćuczynienia (...) Nastolatek oświadczył, że może zapłacić 500 dol., bo tylko na tyle go stać. Propozycja nie przeszła i sprawa cztery lata później trafiła do sądu. (...) Tenenbaum chciał pójść na ugodę i zapłacić pięć tys. dol., ale firmy odrzuciły propozycję. Od tego momentu stawka zaczęła rosnąć... Kolejne apelacje Amerykanin przegrywał, aż w piątek sąd federalny nakazał mu zapłacić 675 tys. dol. (...) Dorosły już mężczyzna w ciągu tych kilku lat miał jednak okazje, żeby proces zakończyć. W 2010 r. sąd obniżył karę do 67,5 tys. dol., ale jego prawnicy postanowili pójść na całość i walczyć o wycofanie pozwu. Apelację przegrali i sędzia przywrócił kwotę dziesięciokrotnie wyższą." (Źródło: Mateusz Szaniewski, Musi zapłacić 675 tys. dol., bo ściągnął 30 piosenek. Dziewięć lat temu jako nastolatek! wyborcza.pl z dnia 2012-08-26).

Sprawa jest w pewnym sensie modelowa, jednak mało który internauta dochodzi tak daleko. Zazwyczaj schemat wygląda w uproszczeniu następująco:

  1. Internauta udostępniał w sieci zawartość, do której majątkowe prawa autorskie mają koncerny medialne (nie tylko wytwórnie muzyczne, także np. studia filmowe). Sam fakt ściągnięcia nieautoryzowanego pliku byłby trudniejszy do przeprowadzenia przed wymiarem sprawiedliwości, co nie jest jednak przeszkodą w ściganiu ponieważ sieci P2P działają tak, że aby ściągać, trzeba z reguły udostępniać.
  2. Dostawca internetu udostępnił reprezentantom właścicieli majątkowych praw autorskich dane osoby udostępniającej treści. Dlaczego udostępnił? Nie chciał narazić się na oskarżenie o ułtatwianie tzw. piractwa.
  3. Prawnicy reprezentujący właścicieli majątkowych praw autorskich wysyłają internaucie list (tzw. Cease and desist), w którym żądają zaprzestania naruszeń oraz informują, że w przypadku niezastosowania się, skierują sprawę do sądu. List taki (lub kolejny wysłany w przypadku niezastosowania się) proponuje ugodę polegającą np. na zapłaceniu przez internautę kwoty rzędu np. 5000 USD (tak było we wspomnianym przypadku).
  4. Większość internautów, którzy mają na sumieniu udostępnianie w sieci nieautoryzowanych treści decyduje się zapłacić. Prawie nikt nie chce się spotkać w sądzie z prawnikami wynajętymi przez koncerny medialne. Tzw. "przeciętny Amerykanin" wprawdzie nie pamięta dokładnie kiedy ściągnął te kilka plików, o których wspomniano w liście, ale słusznie zgaduje, że koncerny medialne stać na dużo lepszych prawników. Strach przed procesem stwarza zresztą pole do nadużyć: wielu internautów ma na sumieniu udostępnienie jakichś treści w sieci, niemal nikt nie chce się szarpać z koncernami w sądzie, a zatem prawie każdy płaci, mimo że część spraw możnaby pewnie wygrać (np. korzystając z prawa o dozwolonym użytku).
  5. Nieliczni decydują się na walkę w sądzie. O większości spraw opinia publiczna poza USA nie dowiaduje się. Ugoda zawarta pomiędzy udostępniającym nagrania internautą a koncernami medialnymi to żaden news. Docierają do nas zatem informacje o głośnych wyrokach, takich jak ten opisany powyżej. Interesujemy się nimi bo zasądzone odszkodowania są zaskakująco wysokie.

Warto się zatem zastanowić czemu sądy decydują się na takie właśnie wysokości odszkodowań. Wbrew pozorom wyjaśnienie jest stosunkowo proste i wcale nie chodzi tu o faktyczne wyliczenie strat poniesionych przez właścicieli majątkowych praw autorskich wskutek aktu piractwa dokonanego przez pozwanego internautę. Za rozumowaniem sądów stoi ekonomiczna analiza prawa, często wykorzystywana przez wymiar sprawiedliwości w USA (a rzadko u nas). Rozumowanie jest następujące: siła oddziaływania sankcji jest uzależniona od wysokości kary i prawdopodobieństwa skazania osoby naruszającej prawo. Ponieważ treści w sieci są udostępniane przez miliony internautów, prawdopodobieństwo że konkretny internauta zostanie złapany jest znikome. Wyobraźmy sobie ile kosztowałoby wysłanie Cease and desist letters do chociażby 10% naruszających, nie mówiąc o wytaczaniu wszystkim procesów. A zatem skoro prawdopodobieństwo ujęcia i skazania jest tak niskie, kara musi być bardzo dotkliwa aby uczynić proporcję wysokość kary/prawdopodobieństwo skazania istotną.

Oczywiście tak wysoka kara zdaje się przeczyć tzw. zdrowemu rozsądkowi. Przecież wspomniany internauta i tak nie zapłaci zasądzonej kwoty. Zapewne ogłosi bankructwo i koncerny medialne nie zobaczą ani centa ze wspomnianych setek tysięcy USD. Nie o to im jednak chodziło. Celem koncernów było takie odszkodowanie, o którym dowiedzą się wszyscy, bo - idąc wyjaśnionym powyżej tokiem rozumowania - tylko taki wyrok zrekompensuje niskie prawdopodobieństwo ujęcia reszty naruszających prawo.

Taki sposób rozumowania nie pomoże jednak branży fonograficznej  w odzyskaniu utraconej pozycji rynkowej. Po pierwsze, takie wyroki są bardzo źle odbierane przez opinię publiczną. Powodują wzmocnienie postawy "wszystkich przecież nie złapią" i mogą skłaniać do zwięszenia ruchu w tzw. pirackich sieciach na zasadzie "ściągajmy co się da zanim wezmą się za nas". Po drugie, batalie sądowe są bardzo kosztowne, o czym pisałem tutaj. Po trzecie, branża powinna poświęcić więcej środków na przebudowę swoich modeli biznesowych - tylko tak może zatrzymać utratę rynku, o czym wielokrotnie pisałem.

Na zakończenie odeślę do artykułów Bena Depoortera i współautorów (pierwszy artykuł, drugi artykuł). Chyba nikt lepiej nie wyjaśnił tzw. paradoksu niemożności, polegającego na tym, że nie da się jednocześnie osiągać efektu odstraszania (zniechęcać do piractwa) i promować postaw przychylnych prawu autorskiemu. Można osiągnąć albo jedno, albo drugie. Nie jest to oczywiście dobra informacja dla tych osób w branży medialno-rozrywkowej, które myślą o radykalnej rozprawie z tzw. piratami.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter