przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
poniedziałek, 13 lutego 2012
Rynek muzyki cyfrowej w latach 2004-2011

IFPI - organizacja reprezentująca interesy branży fonograficznej - jak co roku opublikowała raport dotyczący rozwoju rynku fonograficznego w internecie. Poza typową dawką antypirackiej propagandy raport zawiera szereg wartych uwagi danych. Rok temu zebrałem je w formie tabelki, którą dzisiaj uzupełniam o nowe informacje.

Rok

2004

2005

2006

2007

2008

2009

2010

2011

Wartość przychodów ze sprzedaży formatów cyfrowych (w miliardach USD)

0,4

1,2

2,2

2,9

3,7

4,2

(zaktuali-zowane do 4,6)

4,6

(zaktuali-zowane do 4,8)

 5,2

Jaki procent rynku fonograficznego stanowi rynek muzyki cyfrowej

2%

5%

11%

15%

20%

27%

29%

32%

 Źródło: raporty "Digital Music Report", udostępnione przez IFPI.

Kilka słów wyjaśnienia. Przede wszystkim, dane podawane dziś przez IFPI nieco różnią się w porównaniu z danymi zaprezentowanymi rok temu (zob. rok 2009 i 2010). Nie doczytałem jeszcze raportu na tyle skrupulatnie by znaleźć przyczynę tej korekty. Intuicja ekonomisty podpowiada, że zmiana wynika z innego kursu dolara amerykańskiego do walut lokalnych - dane są zaprezentowane w USD, więc wszelkie zmiany kursów walut wpływają na zaprezentowane wartości.

Aby częściowo zweryfikować wpływ kursów walut warto więc spojrzeć również na dane zaprezentowane w trzecim wierszu powyższej tabeli. Pokazuje on  jaki odsetek przychodów osiąganych dziś przez branżę fonograficzną stanowią przychody ze sprzedaży muzyki w formatach cyfrowych (pliki, subskrypcje, telefonia). Jeśli tak spojrzeć na wspomniane dane widać, że od trzech lat wzrost jest wolniejszy, choć jest niezmiennie kontynuowany, co w czasach kryzysu można uznać za sukces. Ale tu rodzi się kolejna wątpliwość - jeśli wiersz trzeci pokazuje proporcje pomiędzy sprzedażą formatów cyfrowych i fizycznych, wówczas spadek sprzedaży formatów fizycznych siłą rzeczy poprawia proporcje na rzecz formatów cyfrowych, nawet jeśli sprzedaż tych ostatnich nie zmieniła się.

Reasumując, IFPI pokazuje nam dane, które trzeba jeszcze właściwie zinterpretować. Być może wówczas wydźwięk raportu, który obecnie jest utrzymany w tonie "jest dobrze, ale piraci wszystko utrudniają", będzie nieco inny. Postaram się podzielić się interpretacją, jak tylko zdobędę więcej danych.

czwartek, 09 lutego 2012
Książka - recenzje

Kiedyś na blogu wspomniałem, że moja książka została zauważona przez kilka serwisów internetowych. Dziś chciałbym tę listę uzupełnić o dwie nowe recenzje, za które autorom serdecznie dziękuję. Są to:

Fajnie, że książka funkcjonuje w obiegu wydawniczym, jest dostępna w bibliotekach itd. Szkoda, że trudno ją nabyć w tradycyjnych księgarniach, ale na to już nie mam wpływu. Przy okazji dodam, że pracuję już nad kolejną dużą publikacją, którą mam zamiar napisać po angielsku. Więcej szczegółów w przyszłości - na razie jeszcze bliżej nieokreślonej.

niedziela, 29 stycznia 2012
Phlow Magazine znowu nadaje (366 dni w roku)

Phlow Magazine - kiedyś najważniejszy anglojęzyczny magazyn poświęcony netaudio - wrócił z nowym projektem. Nosi on nazwę #366DaysOfMusic i opiera się na bardzo prostym pomyśle publikowania codziennie jednego utworu wydanego na licencjach Creative Commons. Całość można odsłuchać za pomocą plejlisty lub podcastu. Bardzo różne gatunki, przekrój dzwięków, które można spotkać na tej scenie.  Spodobało mi się np. to i to. Jest też kawałek z rodzimego Brennnessel.

Warto przy tym dodać, że podobne projekty realizuje np. Bad Panda Records, z tym że w ich przypadku nagrania są publikowane raz na miesiąc (w praktyce częściej). Zapewne setki innych labeli lub blogów działają z podobną regularnością, ale Phlow jest największy, więc trudno byłoby tego nie odnotować. W związku z ogromną podażą darmowej muzyki skupienie się na pojedynczych utworach chyba jest dobrym pomysłem, przecież i tak nie ma czasu na słuchanie wszystkiego...

piątek, 30 grudnia 2011
Nowy MegaTotal.pl

Wygląda na to, że po długich pracach 19 grudnia 2011 zadebiutowała w sieci nowa odsłona serwisu MegaTotal.pl, roboczo nazywana MT2.0. Do stycznia oba serwisy - stary i nowy - będą funkcjonowały równolegle, po czym wszyscy użytkownicy zostaną przeniesieni do MT2.0. O szczegółach można przeczytać na blogu dotyczącym nowej wersji serwisu.

Uruchomienie nowej wersji serwisu jest trudne z przynajmniej dwóch powodów. Po pierwsze, jest skomplikowane technicznie. Nie znam szczegółów, ale wyobrażam sobie wiele potencjalnych problemów, jakie mogą się pojawić po drodze. 

Po drugie, uruchomienie nowej wersji serwisu wiąże się ze zmianą wielu funkcjonalności. Nie polegają one na zwykłej zmianie wyglądu strony internetowej (choć i to nastąpiło), ale na dogłębnej zmianie reguł funkcjonowania serwisu. Niektóre zmiany były długo oczekiwane przez użytkowników (co ukazały np. te badania). Inne, np. ograniczenie czasowe dla zbieranych sum MT (artysta nie może zbierać środków na nagranie "w nieskończoność") lub ograniczenie możliwości wypłacania środków z kont użytkowników, budzą kontrowersje. Tak to bywa w przypadku dużych zmian, że rozbieżności opinii nie da się uniknąć, pytanie jak poradzą sobie z nimi twórcy serwisu.

Tak czy inaczej, zachęcam do zapoznania się z nową odsłoną serwisu MegaTotal.pl. Trudno w tej chwili oceniać jak w długim terminie zostanie ona odebrana przez użytkowników, niewątpliwie jednak warto samemu wyrobić sobie opinię na temat odświeżonego wyglądu MegaTotal.pl. Wygląda na to, że w najbliższych miesiącach MT2.0 będzie jednym z najciekawszych miejsc w polskim internecie.

poniedziałek, 14 listopada 2011
Universal Music kupuje wytwórnię EMI a Sony/ATV EMI Publishing

Jeszcze niedawno tłumaczyłem studentom, że na rynku działają cztery globalne koncerny muzyczne, a tu 12 listopada media polskie i zagraniczne doniosły, że Universal Music kupuje wytwórnię EMI a Sony/ATV przejmuje EMI Publishing.

Grupa EMI od pewnego czasu miała problemy finansowe. W 2007 została przejęta przez fundusz private equity, który nie był w stanie wyprowadzić EMI na prostą. Spółka w zamian za umorzenie długów została w 2011 r. przejęta przez Citygroup, który wystawił ją na sprzedaż. W efekcie część koncernu  trafiła do Vivendi (właściciela Universal Music), a część do konsorcjum, któremu przewodzi Sony. Powstają dwa pytania:

  1. Kto zrobił lepszy interes? Universal kupił wytwórnię, a więc część EMI zajmującą się produkcją , dystrybucją i sprzedażą nagrań. W katalogach EMI są m.in. nagrania The Beatles i Pink Floyd, które - wziąwszy pod uwagę nadchodzące wydłużenie ochrony praw pokrewnych - ciągle są atrakcyjnym aktywem. Z drugiej strony sprzedaż nagrań spada i wątpliwe by Universal, nawet wyposażony w potężny katalog EMI, był w stanie odwrócić ten trend. Sony/ATV kupiło natomiast publishingową część koncernu, a więc firmę zajmującą się zarządzaniem majątkowymi prawami autorskimi do tekstów i kompozycji (ale nie nagrań). Ta branża nie jest w takich opałach jak branża fonograficzna, nie powinno więc dziwić, że Sony/ATV zapłaciło więcej niż Vivendi (już nawet abstrahując od faktycznej wartości przejmowanych aktywów). Czas pokaże kto zrobił lepszy interes.
  2. Co na tę transakcję powiedzą instytucje dbające o konkurencję rynkową? O fuzji firm fonograficznych, która miała zredukować liczbę globalnych koncernów z czterech do trzech, mówiło się od lat. Warner próbował połączyć się z EMI, Sony z EMI, itd. Transakcje nie dochodziły do skutku ponieważ takie fuzje zagroziłyby konkurencji na rynku nagrań. Teraz sytuacja jest o tyle inna, że oligopol największych koncernów nie jest tak silny - na rynku pojawiło się kilku nowych graczy (m.in. Live Nation), nie istnieje groźba powstania wertykalnie zintegrowanych koncernów (dominującym detalistą pozostaje niezwiązany z wydawcami iTunes Music Store), a sprzedaż nagrań spada. Nie wiem jeszcze czy zapowiedziane właśnie przejęcia muszą być zatwierdzone przez instytucje zajmujące się regulacją rynku, ale nawet jeśli tak to strzelam, że tym razem zgoda zostanie wydana.

Tak czy inaczej na rynku muzycznym stało się coś ciekawego, a skutki transakcji (neutralne lub niekorzystne dla konsumentów) ujrzymy dopiero za jakiś czas. Więcej o globalnych koncernach muzycznych przeczytacie tu. Do tematu wrócę jak poznamy szczegóły transakcji.

niedziela, 06 listopada 2011
Polskie tłumaczenie The Power of Open

Niedawno ukazało się polskie tłumaczenie The Power of Open - raportu/książki pokazującej jak z powodzeniem wykorzystuje się licencje Creative Commons do rozpowszechniania twórczości. A do tego trochę pozytywnie nastrajających danych, mówiących o tym że np. łączna liczba utworów wydanych na licencjach Creative Commons wynosi ponad 400 milionów (stan na 2010 r.). Nie jestem pewien czy chodzi o to by takich utworów było jak najwięcej, tak czy inaczej 400 milionów brzmi imponująco. Zainteresowanych tematem odsyłam tutaj (plik pdf).

poniedziałek, 17 października 2011
Tekst o MegaTotal.pl w Gazecie Wyborczej

Dzisiaj w Gazecie Wyborczej ukazał się tekst Jędrzeja Słodkowskiego o serwisie MegaTotal.pl. Piszę o tym nie dlatego, że tekst cytuje moją wypowiedź, ale z powodu zmian jakie niebawem zajdą w omawianym serwisie. O tym jednak za chwilę, najpierw o tekście z dzisiejszego wydania GW. Można w nim przeczytać m.in., że na 70 projektów, które zakończyły zbieranie środków:

"fani wpłacili ponad pół miliona złotych! Nakład płyt waha się od 500 do 2 tys. egzemplarzy. Niektóre już się rozeszły, inne sprzedały się w kilku sztukach" (...)

i że "Liczby MegaTotalu" to:

  • "110 tys. fanów muzyki...
  • ...i 4 tys. artystów (...)
  • Na 70 płyt zebrano pieniądze
  • 50 płyt już się ukazało
  • 500 tys. zł wpłacili fani tylko na ukończone wydawnictwa
  • 300 fanów składa się średnio na jeden album
  • 40 tys. zł zebrał Dorian Mono, twórca muzyki elektronicznej z Tychów, na swoją płytę" (Źródło: Jędrzej Słodkowski Gazeta Wyborcza z dnia 17.10.2011 r.). 

Te dane ładnie komponują się ze wstępnymi wynikami naszego badania, o którym pisałem tutaj i tutaj. Danych tego typu będzie jeszcze więcej - jesteśmy obecnie na etapie kończenia raportu z badania.

Warto przy tym wspomnieć o tym, że całe badanie poprzedza uruchomienie nowej wersji serwisu MegaTotal.pl. Prace nad nią są bardzo zaawansowane, a można je śledzić tutaj. Uproszczony zostanie m.in. system inwestowania, rozszerzone funkcjonalności, a serwis zostanie otwarty na inwestycje pozamuzyczne (np. książki). Zapowiada się to bardzo ciekawie.

czwartek, 22 września 2011
Prawa artystów wykonawców i producentów chronione przez 70 lat

We wrześniu 2008 r. napisałem następujące słowa:

"...Unia Europejska snuje całkiem realne plany wydłużenia ochrony praw wykonawców i producentów muzycznych. W tej chwili w Europie okres ten wynosi 50 lat, a jako że w USA jest dłuższy, naturalne dla pewnych grup interesów jest dążenie do zrównania tych wartości w obu regionach."

I oto we wrześniu 2011 r. owe "całkiem realne plany" dochodzą do skutku. Jak donoszą VaGlaGazeta Wyborcza, Rada Ministrów UE zdecydowała o przedłużeniu ochrony praw wykonawców i producentów muzycznych (nie chodzi o producentów w znaczeniu potocznym ale o wytwórnie muzyczne) z 50 do 70 lat.

Ruchu tego można było się spodziewać, ponieważ już w 2013 r. wygasłyby prawa do pierwszych nagrań zespołu The Beatles, a następnie nagrań całej masy artystów, którzy rozpoczęli karierę w latach 60. XX w. Gra toczyła się więc o duże pieniądze i można było się spodziewać, że właściciele majątkowych praw autorskich do nagrań włożą sporo wysiłku w przekonanie ustawodawców do swoich racji.

Osobom nie znającym prawa autorskiego należy się wyjaśnienie: prawa autorów (np. kompozytorów lub autorów tekstów) już od dłuższego czasu chronione są przez 70 lat od śmierci ostatniego ze współautorów. Wspomniane zmiany dotyczą praw pokrewnych, czyli praw producentów i artystów wykonawców. Upraszczając: producenci to z reguły wytwórnie muzyczne, a artyści wykonawcy to np. ci, którzy grają lub śpiewają w danej wersji nagrania, ale niekoniecznie skomponowali utwór lub napisali tekst. Gdyby ochrona praw pokrewnych nie została wydłużona to właśnie producenci i artyści wykonawcy przestaliby czerpać korzyści z danych nagrań jako pierwsi, twórcy chronieni byliby natomiast dłużej na podstawie wcześniejszych przepisów. Jakie to korzyści? Np. tantiemy płacone przez ZPAVSAWP i STOART z przychodów zebranych od podmiotów wykorzystujących nagrania, np. stacji radiowych, klubów muzycznych, hipermarketów, etc.

Tak jak we wcześniejszych przypadkach wydłużania okresu ochrony własności intelektualnej powstaje pytanie o faktyczny cel istnienia prawa autorskiego. Jednym z ekonomicznych uzasadnień istnienia prawa autorskiego jest bowiem stworzenie finansowych bodźców, które będą skłaniać artystów do tworzenia. Powstaje wobec tego pytanie: czy wydłużenie czasu ochrony z 50 do 70 lat skłoni posiadaczy majątkowych praw autorskich do nagrań do większej kreatywności? Być może wytwórnia kontrolująca nagrania Beatlesów wyda jeszcze jedną reedycję ich płyt. Może zainwestuje nowe środki w specjalne, jeszcze lepsze techniki oczyszczenia starych masterów. Może stworzy jakieś remiksy lub nowe wersje wcześniej wydanych płyt (tak jak było w przypadku płyty Let It Be... Naked). Powstają jednak dwa pytania:

  • czy nie jest tak, że wszystkie nowe, specjalnie wyczyszczone i zremiksowane wersje starych nagrań, które miały powstać już powstały i wydłużenie czasu ochrony niewiele zmieni? Zwróćmy bowiem uwagę, że np. bezprecedensowy wysyp nowych płyt zespołu The Beatles rozpoczęty wydaniem w 1995 r. płyty Anthology 1 miał miejsce właśnie dlatego, że wytwórnia widziała już na horyzoncie rok 2013 i wygaśnięcie czasu ochrony nagrań... Czy kolejne wydłużenie praw producentów przyniesie jakieś korzyści społeczeństwu?
  • jaką mamy gwarancję, że gdy po wejściu w życie nowych przepisów zbliży się kolejny termin wygaśnięcia majątkowych praw autorskich do ważnych nagrań (np. w przypadku The Beatles w 2033 r.) nie dojdzie do lobbingu mającego na celu wydłużenie ochrony o kolejne x lat?

Naturalnie można też znaleźć argumenty na obronę wydłużenia czasu ochrony. Nie jest zaskoczeniem, że najłatwiej znaleźć je producentom i artystom wykonawcom. Zacytuję Gazetę Wyborczą:

"W takiej sytuacji znalazł się Jan Ptaszyn-Wróblewski. Legendarny saksofonista i popularyzator jazzu nagrywał swoje pierwsze płyty z zespołem Krzysztofa Komedy pod koniec lat 50. Teraz ukazują się na rynku bez jego wiedzy i zgody, bo minął 50-letni okres ochrony.
 - O wielu takich wydawnictwach dowiaduję się z półek sklepowych. Niedawno na przykład ukazała się w Poznaniu płyta z pierwszymi nagraniami sekstetu Komedy. Nikt mnie nie zawiadomił, nie przesłali mi nawet egzemplarza. Dlatego dobrze oceniam nowe przepisy, bo doszedłem do takiego etapu, że niektóre rzeczy by mi przepadały. 70 lat ochrony to słuszny" (Roman Pawłowski "Unia rozszerza ochronę praw autorskich", Gazeta Wyborcza z dnia 21.09.2011 r.)

Oczywiście jest też argument czysto pragmatyczny - zrównanie czasu ochrony praw pokrewnych w różnych krajach. Jeśli bowiem wszędzie poza UE prawa pokrewne chronione będą przez 70 lat, trzymanie się 50 lat staje się dyskusyjne.

Czy wobec tego istnieją inne sposoby uregulowania czasu ochrony majątkowych praw autorskich? Owszem, w literaturze są rozważane różne propozycje. Pisałem o nich np. tutaj.

piątek, 16 września 2011
Usieciowiona publiczność i promocyjna siła fanów

Nancy Baym - profesor University of Kansas - od kilku lat prowadzi badania zachowań fanów na scenie muzycznej. Opublikowała na ten temat kilka interesujących tekstów. Poniżej parę słów na temat jednego z nich.

Autorka wychodzi od analizy tego jak zmieniła się sytuacja branży fonograficznej w przeciągu kilkunastu ostatnich lat. Konkluzji możemy się domyślić: podstawowy produkt branży fonograficznej nie jest już tak pożądany jak dawniej. Przykłady:

  • "badania pokazują, że mniejszość Amerykańskich użytkowników Internetu i jedynie 66% tych, którzy kupują pliki muzyczne uważa, że są one czymś za co warto płacić;
  • przychody branży od lat 1998 - 1999 spadły o więcej niż 40%;
  • ok. 90% muzyki jest dystrybuowane za pośrednictwem "'nieautoryzowanych sieci'" (Baym, 2010).

Przykłady można by mnożyć. Baym pokazuje, że w tej sytuacji, zamiast walczyć z zachowaniami internautów, lepiej spróbować je wykorzystać do promocji muzyki. Autorka, opierając się na swoich badaniach, formułuje rady dla wytwórni muzycznych. Trudno jest streścić wszystko w tej krótkiej notce, dlatego zainteresowanych odsyłam do oryginalnego tekstu oraz do wcześniejszych badań autorki. W skrócie, Baym uważa że:

  • wymiana plikami w internecie jest odpowiedzią na żywotne potrzeby słuchaczy - chcą oni mieć łatwy dostęp do nagrań w każdej sytuacji;
  • stała i łatwa dostępność nagrań online ułatwia zwiększenie liczby odbiorców nagrań, szczególnie pomaga zdobyć słuchaczy w innych krajach (tzw. "international audience");
  • zachowania fanów (np. prowadzenie blogów o ulubionych artystach, recenzowanie płyt online) mogą wzmocnić i zwiększyć zaangażowanie słuchaczy;
  • zachowania słuchaczy w internecie dostarczają bardzo ciekawych oraz łatwych do zdobycia i analizy danych marketingowych; duże wytwórnie nie do końca potrafią wykorzystać łatwą dostępność takich danych;
  • dostarczanie słuchaczom zasobów (np. darmowych wersji nagrań, materiałów z koncertów, zdjęć) i wspieranie wymiany takimi zasobami sprzyja budowaniu zaufania do producentów (wytwórni, artystów) i stwarza zachętę do rewanżowania się (np. zakupem winyla, gadżetu) (Baym, 2010).

Oczywiście łatwiej jest powiedzieć niż wykonać. Baym formułuje następujące rady dla wydawców:

  1. zamiast bać się fanów, ufajcie im (słuchacze i tak ściągną wasze nagrania, więc pogódźcie się z tym i potraktujcie to jako działanie promocyjne);
  2. zachowujcie się jak ludzie, a nie jak instytucje (warto zrozumieć, że słuchacze nie kierują się zyskiem, ale sympatią dla artysty i motywami społecznymi, np. potrzebą budowania prestiżu w grupie fanów);
  3. dostarczajcie słuchaczom zasoby, którymi będą mogli się dzielić (fani dzieląc się informacjami, nagraniami, pomysłami etc. będą promować waszych artystów);
  4. docierajcie do słuchaczy za pośrednictwem różnych mediów społecznościowych, ale nie wykorzystujcie większej liczby serwisów niż jesteście w stanie na bieżąco obsłużyć (nic bardziej irytującego niż nieaktualizowany profil...);
  5. nie kontrolujcie słuchaczy, pozostawcie im swobodę (nie stosujcie DRM, nie wytaczajcie procesów sądowych);
  6. zachęcajcie słuchaczy do kreatywności, wynagradzajcie ją (konkursy, zachęcanie do tworzenia remiksów, etc.) (Baym, 2010). 

Trudno się nie zgodzić, choć zapewne nie każdy artysta i wytwórnia będą mogli wykorzystać wszystkie narzędzia. Mam wrażenie, że autorka adresuje rady przede wszystkim do artystów, z którymi fani mogą się mocno utożsamiać. Artyści budzący jedynie "letnie" odczucia, nużące, brzmiące jednakowo gwiazdki pop lub artyści jednego sezonu, a przede wszystkim wydające ich wytwórnie, nie do końca będą zadowoleni z sugestii autorki. Włączając pierwszą lepszą prywatną tradycyjną stację radiową przychodzi mi do głowy, że może to i dobrze gdyby artystów takich było wokół nas nieco mniej...

niedziela, 04 września 2011
Właśnie przejrzałem wszystkie linki do stron netlabeli...

Właśnie przejrzałem wszystkie linki do stron netlabeli, które w 2008 i 2009 r. zamieściłem w bocznej szpalcie bloga. Pamiętam, że zaczynałem wówczas moje badania netlabeli i miałem ambicję by na blogu znajdowała się na bieżąco aktualizowana lista wszystkich najważniejszych netlabeli.

Niestety potem nie miałem czasu tej listy aktualizować. Co jakiś czas dorzucałem do niej nowo znalezione netlabele i usuwałem nieaktywne linki, jednak nigdy nie było czasu na gruntowny przegląd listy. Teraz też czasu nie ma, jednak dokonałem szybkiej reorganizacji linków, czego jednym z etapów było sprawdzenie aktualności każdego z adresów www.

Optymistycznym jest, że decydowana większość z netlabeli, które działały w 2008 i 2009 cały czas prowadzi swoje strony www. Część z linków nieco się zmieniła - niektóre netlabele nie przedłużyły własności swoich domen i przeniosły się na Blogspota lub MySpace. Inne miały więcej ambicji i po wykupieniu ładnie brzmiących domen przeniosły się pod nowe adresy. Ślad po tych kilkanastu netlabelach, które znikły permanentnie można w większości przypadków znaleźć na Archive.org lub na Sonicsquirrel.

Wątpię bym znalazł czas na bieżące aktualizowanie listy. Ponieważ ciągle prowadzę badania netlabeli, zapewne odwiedzę stronę każdego z netlabeli jeszcze co najmniej kilka razy. Będą więc okazje do wprowadzania w liście drobnych zmian i dzielenie się spostrzeżeniami. Jeśli jednak szukacie bardziej dokładnej i aktualnej listy netlabeli, odwiedźcie jedną z tych stron: SonicsquirrelClongclongmoo lub Netlabels.de.

środa, 31 sierpnia 2011
Netaudio dla początkujących: składanka nagrań z Jahtari.org

Zastanawiam się od pewnego czasu jak popularyzować scenę netaudio pośród osób nie mających pojęcia o istnieniu netlabeli. Zdaję sobie sprawę z tego, że obecnie tak dużo dobrej muzyki jest dostępne za darmo (zarówno udostępnianej legalnie przez tradycyjne wytwórnie, jak i krążącej w sieciach P2P), że możliwość nieodpłatnego ściągnięcia nagrań sama w sobie jest dla "zwykłego słuchacza" słabą zachętą. Dlatego chciałbym poświęcić parę wpisów ciekawym, wpadającym w ucho wydawnictwom, które mimo tego, że mogłyby próbować swoich sił na rynku komercyjnym, dostępne są za darmo.

Na początek jeden z moich ulubionych netlabeli - Jahtari. Wyróżnia go ciekawa oprawa graficzna oraz wysoka jakość dystrybuowanych nagrań. Jahtari jest moim zdaniem jednym z tych netlabeli, które można polecić osobom nie znającym specyfiki sceny darmowej muzyki, szczególnie jeśli zainteresowane są nagraniami reggae, dub i 8-bit.

Idealną okazją do prezentacji oferty Jahtari jest składanka nagrań netlabela opublikowana przez Phlow Magazine pod tytułem Phlow Jahtari Mixtape – “A Fistful Of Dub”. Od premiery składanki minęło już sporo czasu, jednak sądzę, że jest warta przypomnienia. Zachęcam do odsłuchania całości tutaj. Warto też zajrzeć na stronę netlabela.

 Jahtari Phlow Magazine Mixtape

wtorek, 16 sierpnia 2011
Aplikacja do odsłuchiwania netaudio na telefonie komórkowym z systemem Android

Magazyn Phlow miał już w 2009 r. uruchomić nową wersję netlabels.org - katalogu netlabeli i nagrań przez nie wydawanych. Pisałem o tym tutaj. Niestety mamy już rok 2011 a nowego netlabels.org nie widać. Co więcej sam Phlow Magazine ograniczył działalność anglojęzycznej wersji magazynu, w której prawie nie ukazują się nowe teksty (na szczęście prężnie działa wersja hiszpańska - Phlow.es).

Świat netaudio nie znosi jednak próżni. Pod nieobecność netlabels.org pojawiło się szereg nowych serwisów poświęconych netlabelom (pisałem o tym tutaj). Co więcej, dawni konkurenci Phlow udoskonalili swoją ofertę. Obecnie bodaj najbardziej zaawansowany katalog i serwis poświęcony netlabelom to sonicsquirrel.net (choć nie zapominajmy o clongclongmoo). 

sonicsquirrel.net oferuje aktualny katalog netlabeli, możliwość odsłuchiwania i ściągania nagrań, informacje o netlabelach itd. Właściwie mają wszystko co mógł mieć nowy netlabels.org.

Najnowsza propozycja sonicsquirrel.net to aplikacja dla telefonów wyposażonych w system Android. Znajdziecie ją w sklepie Android Market po wpisaniu "sonicsquirrel". Z aplikacją dopiero się zapoznaję, ale muszę przyznać, że już po paru chwilach użytkowania byłem pod jej wrażeniem. Jeśli macie telefon z Androidem (szczególnie taki, który można podłączyć do wieży) i lubicie netaudio - koniecznie spróbujcie. Dzięki tej aplikacji ściąganie całych płyt na dysk komputera właściwie przestaje mieć sens. Oczywiście jeśli chce się słuchać wielu nagrań trzeba pamiętać o opłatach za transfer danych. Warto jest więc korzystać z aplikacji mając dostęp do Wifi. 

Oto screen aplikacji:

sonicsquirrel na android 

poniedziałek, 25 lipca 2011
Przychody koncertowe w Ameryce Północnej w 2009 r.

Czy można utrzymać się wyłącznie z grania koncertów? Niejednokrotnie pisałem, że w Polsce sprzedaje się stosunkowo niewiele nagrań, wobec czego występy na żywo stanowią jedno z ważniejszych źródeł przychodów muzyków. Oczywiście można wygłosić wiele zastrzeżeń, które skutkują tym, że trudno jest formułować rady mające zastosowanie w każdym przypadku: nie każdy artysta występuje na żywo, poszczególne gatunki muzyki mają swoją specyfikę, etc. Ponadto, w przypadku tych, którzy występują, koncerty stanowią niejednokrotnie nie tylko źródło przychodu, ale również formę promocji i okazję do sprzedaży nagrań i gadżetów, co dodatkowo utrudnia pokazanie konkretnych wyliczeń.

Między innymi dlatego mam spore zastrzeżenia do wyliczeń, które znalazłem w artykule pt. "W obronie prawa autorskiego..." (Day, Brian R., In Defense of Copyright: Creativity, Record Labels, and the Future of Music. Seton Hall Journal of Sports and Entertainment Law, Vol. 21, No. 1, 2011.). Wyliczenia mogą być mało dokładne, a zbiorowość trudna do zbadania i policzenia, co sam autor odnotowuje w tekście. Nie zmienia to jednak faktu, że  sama obserwacja rozkładu przychodów jest interesująca. Otóż największe 50 tras koncertowych przyniosło w 2009 r. przychody w wysokości 1,8 miliarda USD. Druga pięćdziesiątka przyniosła 476 milionów USD przychodów, a pozostałe trasy 489 milionów USD. Ukazuje to poniższy wykres (przy okazji: nie wiem jak w badaniu zdefiniowano "trasę koncertową" oraz jak przychody mają się do nakładów).

Przychody z tras koncertowych w Ameryce Płn.

Jak można interpretować te dane? Moim zdaniem jedynie odnotowując, że największe trasy koncertowe przynoszą największe przychody. Wykres uwzględnia bowiem jedynie duże trasy czyli artystów kalibru Madonny, U2 i ok. setkę im podobnych lub nieco mniej znanych. Można więc stwierdzić, że pośród tych największych, absolutna czołówka zgarnia większość przychodów. Nie wiadomo jednak jak dane te wyglądają w przypadku artystów średniego kalibru, początkujących, grających okazjonalnie, artystów ze scen niezależnych, etc.

Ponieważ w naszym kraju nie mamy globalnych supergwiazd (tzn. odwiedzają nas zagraniczne gwiazdy, ale żaden z lokalnych artystów nie ma tego statusu), więc rozkład przychodów w przypadku rodzimych muzyków z pewnością wygląda inaczej. Reasumując, dane pokazane we wspomnianym badaniu mówią jedynie tyle, że jak się jest U2, wówczas zarabia się na koncertach zapewne więcej niż jak się jest artystą z drugiej pięćdziesiątki. To chyba obserwatorzy rynku muzycznego wyczuwają intuicyjnie. Fascynującym byłoby przeprowadzić podobne badania na rynku polskim.

środa, 13 lipca 2011
Polskie blogi o netaudio - stan na lipiec 2011

Emeliks na swoim blogu zapytał czy "…epoka blogów o netaudio już minęła?" po czym ogłosił, że to już koniec Netmuzyka.com, i wprawdzie pisze nowy blog, ale mamy sobie go sami znaleźć. Pytanie jest zasadne, więc postanowiłem zrobić przegląd polskich blogów poświęconych darmowej muzyce. Z braku czasu nie śledzę nowo pojawiających się blogów, które piszą o netlabelach (jeśli takie w ogóle się pojawiają), więc siłą rzeczy przegląd ograniczony jest do znanych mi stron.

Wspomniana Netmuzyka.com niby zakończyła działalność, ale znając autora - odpocznie i wróci do pisania, czego sobie i reszcie świata życzę.

Good netlabels dalej nadaje, tradycyjnie po angielsku, ostatni wpis jest z niedzieli, świetnie. Tylko że to raczej liga światowa, a nie polska...

CCM miał różne przestoje, ale w początkach 2011 wyprodukował parę zacnych postów, ostatni z kwietnia.

Netaudio.pl - stara domena wygasła, na szczęście strona dalej działa na blogspocie - ostatni wpis jest z grudnia 2010, pół roku nieaktywności.

Brenislav miał audioterror, no właśnie, gdzie go miał? Na blogspocie nie widać, więc czy nie tutaj? Też niezbyt aktywnie.

Coffee and Music nieaktywne.

Netlabel.blox.pl też nieaktywne, oficjalnie zakończone i przeniesione tutaj, co też niezbyt często uaktualnianym jest.

No i wreszcie mój skromy wkład w blogowanie o netaudio: dwa wpisy o darmowej muzyce w przeciągu pół roku. Fakt, że ostatni ukazał się całkiem niedawno nie jest usprawiedliwieniem. Recenzje muzyki wydawanej w netlabelach były zawsze jednak tylko jednym z tematów tego bloga, więc w sytuacji gdy cały blog pozostaje w uśpieniu, siłą rzeczy temat darmowej muzyki również. OK, ostatnio blog wyszedł trochę z uśpienia (wiadomo - rok akademicki się zakończył), więc i wpisów o netaudio przybędzie.

Pewnie kogoś pominąłem, a może  pojawiły się jakieś nowe blogi poświęcone netaudio? Chętnie się dowiem, chętnie wpiszę na listę linków... bo jeśli polskie blogi o netaudio można policzyć już tylko na palcach jednej ręki (kiedyś na palcach dwóch rąk - wiem, nigdy nie było fenomenalnie), to może Emeliks ma jednak rację i "…epoka blogów o netaudio już minęła?" A może w ogóle epoka blogów już minęła? A może epoka netlabeli już minęła? Jak to jest?

 

piątek, 08 lipca 2011
Crowdfunding - finansowanie społecznościowe - skrócony raport z badania artystów MegaTotal.pl

W uzupełnieniu poprzedniego wpisu zachęcam do zapoznania się ze skróconym raportem z badania przeprowadzonego wśród artystów zbierających z pomocą serwisu MegaTotal.pl środki na wydanie swoich nagrań (jak do tej pory już 69 się to udało). Nie będę wyjaśniał ponownie na czym polega funkcjonowanie serwisu MegaTotal.pl. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o nim i o  crowdfundingu - zachęcam do przeczytania tego wpisu.

Tymczasem by zachęcić do zerknięcia do pełnej wersji skróconego raportu z badania artystów - jeden wykres. Pokazuje - podobnie jak wykres ukazany w poprzednim wpisie, że w MegaTotal.pl dominują gatunki rockowe. Co ciekawe jednak, wśród artystów częściej można spotkać specjalizujących się w elektronice niż wskazywałoby na to badanie fanów.

Artyści MegaTotal.pl - wykres 1

Wykres prezentuje odpowiedzi na pytanie o grupę gatunków muzycznych, która najlepiej charakteryzuje muzykę artystów zarejestrowanych w serwisie MegaTotal.pl. Odpowiedzi udzieliło 215 respondentów, można było wybrać tylko jedną odpowiedź. Na interpretację - podobnie jak w przypadku badania fanów - przyjdzie jeszcze czas - na jesieni powinniśmy mieć gotową pełną wersję raportu. Tymczasem zachęcam do lektury wersji skróconej opublikowanej na stronie Megazinu.

piątek, 01 lipca 2011
Crowdfunding - finansowanie społecznościowe - skrócony raport z badania fanów MegaTotal.pl

Od pewnego czasu razem z kolegą z Instytutu Ekonomii UŁ oraz załogą serwisu MegaTotal.pl pracujemy nad badaniami tzw. crowdfundingu. Termin crowdfunding pochodzi od określenia crowdsourcing, które przypisuje się Jeffowi Howe (2006). Użył on tego terminu by opisać stosowaną w biznesie praktykę delegowania przez firmy niektórych zadań „tłumowi" konsumentów za pośrednictwem internetu.

Z językowego punktu widzenia termin crowdsourcing jest neologizmem powstałym od słów „crowd" i „outsourcing", co dość dobrze oddaje jego naturę. W crowdsourcingu chodzi bowiem o zastąpienie zewnętrznych partnerów biznesowych (tak jak w przypadku outsourcingu) „tłumem" złożonym np. z wolontariuszy realizujących powierzone zadania za pomocą internetu. 

Crowdfunding jest specyficznym przypadkiem crowdsourcingu, polegającym na wykorzystaniu internetu do zbierania środków pieniężnych służących sfinansowaniu jakiegoś przedsięwzięcia. Belleflamme, Lambert i Schwienbacher (2010, s. 7) definiują crowdfunding jako „otwarte wezwanie, dokonywane przeważnie przez Internet celem zebrania zasobów pieniężnych w formie dobrowolnej darowizny lub wymiany w zamian za pewne wartości lub/i przyznanie praw głosu". 

Ujmując sprawę prościej: serwisem crowdfundingowym jest opisywany kiedyś przeze mnie Sellaband. Jest nim również dynamicznie rozwijający się, polski serwis MegaTotal.pl. I to właśnie jego dotyczą nasze badania. Cały czas pracujemy nad opracowaniem zebranych danych, zajmie to sporo czasu. W międzyczasie postanowiliśmy jednak podzielić się wybranymi obserwacjami w formie skróconego raportu. Można go przeczytać na stronie Megazinu. By zachęcić Was do zajrzenia na stronę Megazinu, poniżej jeden z wykresów zaprezentowanych w skróconym raporcie.

 Wykres 1. Ulubiona grupa gatunków muzycznych

Wykres prezentuje odpowiedzi na pytanie o ulubioną grupę gatunków muzycznych użytkowników serwisu MegaTotal.pl. Odpowiedzi udzieliło 800 respondentów, można było wybrać tylko jedną odpowiedź. Na interpretację przyjdzie jeszcze czas - na jesieni powinniśmy mieć gotową pełną wersję raportu. Tymczasem zachęcam do lektury wersji skróconej opublikowanej na stronie Megazinu.

poniedziałek, 27 czerwca 2011
Egzotyczny dubstep od Secret Archives of the Vatican

Spodobała mi się nowa produkcja pochodząca od Secret Archives of the Vatican. Lubię egzotyczne dźwięki. Także jeśli są zmieszane z elektroniką. Link tutaj i tutaj. Odsłuch poniżej:

I to wszystko za darmo na licencjach Creative Commons. Nie do wiary!

środa, 22 czerwca 2011
Trzy książki Gerda Leonharda do ściągnięcia

Kiedyś pisałem, że znawca rynku muzycznego Gerd Leonhard udostępnił za darmo swoją nową książkę. Link, który wtedy podałem wydaje się już być nieaktualny, więc wykorzystam pretekst uaktualnienia go do zareklamowania nowych książek Leonharda. Powinny one zainteresować każdego kto interesuje się zmianami dokonującymi się na rynku muzycznym i czyta po angielsku.

Oto one:

Więcej publikacji autora w formie darmowych pdfów znajdziecie tutaj. Szczególnie warto zwrócić uwagę na The Future of Music. Wprawdzie udostępniony jest tylko jeden rozdział, ale ponieważ książka zawiera wiele trafnych prognoz dotyczących rozwoju rynku muzycznego, warto zapoznać się przynajmniej z tym co jest dostępne za darmo. Przy okazji warto zwrócić uwagę na konsekwencję Leonharda - jest on zwolennikiem szerszej dostępności muzyki i zasadę tę stosuje też do swoich książek. Zachęcam do lektury.

 

poniedziałek, 13 czerwca 2011
Pierwsza Konwencji Muzyki Polskiej - podsumowanie

W dniach 9-11 maja odbyła się w Warszawie I Konwencja Muzyki Polskiej. Wziąłem czynny udział w jednym z paneli (Muzyka polska w dobie ekspansji Internetu), więc miałem okazję sprawdzić jak wygląda takie spotkanie w praktyce. Parę ciekawych rzeczy powiedziano, większość dyskutantów pozostała pewnie przy swoich zdaniach, ale też nie o to chodziło by się przekonywać, a raczej by wymienić opinie.

Jeśli interesują was szczegóły - podsumowanie Konwencji można znaleźć tutaj.

środa, 08 czerwca 2011
Muzyka w chmurze

Gazeta Wyborcza wspomina o modelu "muzyki w chmurze". W opublikowanym 7 czerwca tekście można przeczytać m.in., że:

"Apple - koncern, do którego należy iTunes, największy dziś sklep z cyfrową muzyką (ok. 150 mln klientów), ma już umowy z głównymi wytwórniami - Universalem, EMI, Sony Music oraz Warnerem. Wczoraj sam Steve Jobs ogłaszał na scenie usługę iCloud, która ma rywalizować z Amazonem i Google'em. Filozofia jest nieco inna - iCloud to usługa, dzięki której na "półce" można przechowywać dokumenty, zdjęcia czy inne pliki. W tym także muzykę. Jeśli to pliki zakupione w iTunes, klienci Apple mogą bezpłatnie wrzucić je w chmurę i odsłuchiwać z różnych urządzeń (do 10 sztuk). Jeśli ktoś kupował muzykę w innych e-sklepach lub zgrał je z płyt CD, też może je wrzucić na serwery Apple'a, ale wówczas klient musi zapłacić za ich przechowywanie i udostępnianie 25 dol. rocznego abonamentu. Usługa ruszy jesienią tego roku." (Źródło: Grynkiewicz T., Muzyka w chmurze - login i hasło zastąpią płytoteki, Wyborcza.pl z dnia 2011-06-07)

Termin "muzyka w chmurze" pochodzi od anglojęzycznego terminu "cloud computing". W dużym skrócie można stwierdzić, że chodzi o model, w którym dane (np. pliki muzyczne) i niektóre aplikacje znajdują się na zewnętrznych serwerach firm dostarczających usługę, a nie na dyskach twardych indywidualnych użytkowników.

Warto przy tej okazji poczynić rozróżnienie pomiędzy usługami przechowywania plików muzycznych na serwerach firm zewnętrznych (tak jak opisywany iCloud), a serwisami subskrypcyjnymi dostarczającymi dostęp do katalogu nagrań. W pierwszym przypadku na zewnętrznym dysku klient musi mieć co przechowywać - np. zakupić wcześniej pliki muzyczne w iTunes. W drugim przypadku można nie mieć na własność żadnej muzyki - wystarczy płacić subskrypcję w Spotify lub Rhapsody by mieć nieograniczony dostęp do nagrań. Oczywiście oba rodzaje usług będą w pewnej perspektywie czasowej się przenikać.

Już w początku 2008 r. pisałem, że model subskrypcyjny proponowany przez Spotify lub Rhapsody będzie najprawdopodobniej dominował na rynku muzycznym w przyszłości. Cały czas jednak dominującym modelem jest model "płać-za-ściągnięcie" proponowany m.in. przez Apple. Być może jest zbyt wcześnie by Apple porzuciło go na korzyść modelu subskrypcyjnego, jednak uruchomienie usługi iCloud może być krokiem w tę stronę.

O ile model "płać-za-ściągnięcie" ma dużo wad, o tyle model subskrypcyjny też nie jest ich pozbawiony - postaram się poświęcić temu kolejny wpis. Tymczasem pozwolę sobie przypomnieć, że "chmury" proponowane dziś przez Apple, Amazon czy Google nie są niczym nowym. 

Jednym z pierwszych przedsięwzięć internetowych, oferujących bardzo podobne usługi był amerykański serwis MP3.com. Powstał on w listopadzie 1997 r. i opierał się na bardzo prostym pomyśle - udostępniał artystom miejsce na serwerach, na których mogli umieścić swoje utwory w formacie mp3. To jeszcze nie była "muzyka w chmurze" w całej okazałości, a jedynie zwykły - z dzisiejszej perspektywy - serwis udostępniający darmowe, legalne pliki.

W 2000 r. firma uruchomiła jednak usługę My.MP3.com, umożliwiającą konsumentom dostęp do muzyki z dowolnego komputera. Z usługi tej można było skorzystać na dwa sposoby. Po pierwsze, konsument mógł zakupić płytę kompaktową, która wysyłana była do niego pocztą, przy czym kupujący uzyskiwał już w momencie zakupu dostęp do nabytych nagrań, zapisanych w formie plików w serwisie  My.MP3.com. Oznaczało to, że zakupionej muzyki można było słuchać z dowolnego komputera jeszcze zanim płyta z nagraniami dotarła do nabywcy. I to już była realizacja pomysłu cloud computing.

Po drugie, serwis My.MP3.com zakupił 45 tys. albumów i umieścił ich cyfrowe wersje na swoich serwerach. Dzięki temu każdy użytkownik My.MP3.com, który udowodnił, że posiada daną płytę w swojej kolekcji (umieszczając jej egzemplarz w komputerowym odtwarzaczu CD celem jednorazowej weryfikacji legalności), uzyskiwał dostęp do plików znajdujących się na serwerach serwisu. W konsekwencji korzystający z serwisu nie musieli sami tworzyć cyfrowych wersji posiadanych płyt i mogli odtwarzać swoją muzykę z dowolnego komputera na świecie. Było to szczególnie wygodne dla tych konsumentów, którzy posiadali wiele płyt i dużo podróżowali. Dzięki My.MP3.com nie musieli wozić ze sobą kompaktów, uzyskując dostęp do posiadanej przez siebie muzyki przez łącza internetowe. To była już "muzyka w chmurze" niemal dokładnie według zasad proponowanych dziś przez Apple i inne firmy. Przypomnę: był rok 2000, nie było jeszcze iTunes, wciąż działał pierwszy "piracki" Napster.

Po co o tym piszę? Bo pouczające jest to dlaczego wtedy się nie udało. A nie udało się ponieważ duże koncerny muzyczne doprowadziły do zamknięcia My.MP3.com w jego ówczesnej formie. Proces wytoczony firmie jeszcze w styczniu 2000 r. (zaraz po uruchomieniu usług w ramach My.MP3.com) zakończył się w kwietniu 2000 r. orzeczeniem wyroku niekorzystnego dla MP3.com. Poszło oczywiście o prawa do nagrań.

Dlaczego jednak teraz nie ma procesów, a  zamiast nich są negocjacje? Chyba dlatego, że firmy fonograficzne są słabsze niż w 2000 r., a Apple, Amazon i Google dużo silniejsze niż ówczesne MP3.com. W efekcie zmiany sił oraz otoczenia rynkowego, zamiast spotykać się w sądzie firmy fonograficzne  wolą spróbować negocjacji. Największe koncerny muzyczne mogą żałować, że nie myślały tak w roku 2000, być może nie straciłyby tak dużej części rynku, a ich dzisiejsza wartość byłaby dużo większa. Swoją drogą to bardzo ciekawy temat dla badaczy relacji pomiędzy technologią a prawem...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20
Zakładki:
ENGLISH VERSION
o autorze
serwisy poświęcone netaudio
muzyka: katalog netlabeli (legalne mp3 za darmo)
muzyka stąd (PL, CZ, YU, UA...itd.)
muzyka, kultura: blogi, czasopisma
muzyka: nowości z netlabeli
muzyka: portale (informacje, nowości)
Nauka
Organizacje, wiki
Programy
Zaprzyjaźnione

Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznej

Kliknij aby dowiedzieć się więcej
Ksiazka: Biznes Muzyczny


Add to Technorati Favorites
Creative Commons License
Pewne prawa zastrzeżone
Patryk Gałuszka
katalog blogów - wjo.pl
hit counter