|
przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
Blog > Komentarze do wpisu
Optymalny czas ochrony utworów
Ostatnio trochę czasu spędziłem na lekturze bardzo przyjemnej pozycji The Economic Structure of Intellectual Property Law (W. M. Landes, R. A Posner, 2003). Jak przystało na ekonomistów, autorzy zastanawiają się nad tym co jest optymalne. W jednym z rozdziałów zajmują się tym jak długo powinna być chroniona własność intelektualna, tzn. jak długo utwory powinny przynosić zyski właścicielom praw majątkowych zanim trafią do domeny publicznej. Utwór w USA jest chroniony 70 lat po śmierci autora (z pewnymi wyjątkami), o czym pisałem już kiedyś. Autorzy wspomnianej publikacji rozważają alternatywną konstrukcję prawa autorskiego. Polegałaby ona na chronieniu utworu przez krótki okres, po czym właściciel miałby możliwość przedłużenia okresu ochrony po wniesieniu opłaty. Autorzy argumentują, że najbardziej optymalne byłoby zezwolenie na dowolnie długie przedłużanie ochrony utworów, związane jednak z każdorazowym wnoszeniem opłaty. W efekcie dzieła o znacznej wartości mogłyby być chronione nieskończenie długo, ale dzieła o mniejszej wartości szybciej trafiałyby do domeny publicznej. To ile utworów byłoby chronionych zależałoby od ustalonego czasu trwania ochrony oraz wielkości opłaty jaką należałoby wnieść by ochronę przedłużyć. Im wyższa owa opłata, tym więcej dzieł trafiałoby do domeny publicznej, ponieważ konieczność poniesienia kosztów by przedłużyć ochronę zniechęcałaby część właścicieli praw autorskich. W skrajnych przypadkach dzieł, których wartość jest bliska zeru, właścicielom mogłoby się nie chcieć wypełnić wniosku o przedłużenie, nawet gdyby opłata była minimalna. Zdaniem autorów dzięki zastosowaniu tych rozwiązań więcej dzieł trafiałoby do domeny publicznej, a zarazem motywacja do tworzenia byłaby wyższa (bo dzieła wartościowe przynosiłyby zyski dłużej niż obecnie). Ponadto rozwiązania te zniechęciłyby koncerny (medialne, muzyczne, filmowe, itp.) do nacisku na ustawodawców by ci przedłużyli ustawowy czas ochrony. Dziś naciski takie skutkują znacznymi wydatkami na lobbing i wobec tego są kosztowne dla społeczeństwa. W myśl proponowanych rozwiązań Disney nie musiałby już naciskać na uchwalenie Sonny Bono Act - wystarczyłoby zapłacić za przedłużenie czasu ochrony. Wady takiego rozwiązania są oczywiste. Po pierwsze, wszystko zależy od ustalonego czasu ochrony i kwoty jaką należałoby wnosić celem jej przedłużenia. Autorzy argumentują, że społeczne koszty nacisku zainteresowanych stron na ustawowe zmienianie tych wartości byłyby niższe niż w przypadku obecnego systemu. Coż, mam wątpliwości czy w istocie tak by było. Po drugie, trochę przeraża możliwość nieskończonej ochrony utworów - zgodnie z tym modelem ktoś byłby ciągle właścicielem praw do wydania dajmy na to Iliady Homera... Po trzecie wreszcie, trzeba by zbudować biurokratyczny system monitorujący płatności. Byłoby to szczególnie skomplikowane w przypadku utworów wykorzystujących inne chronione utwory. Jako że możliwa byłaby nieskończenie długa ochrona, można sobie wyobrazić rosnące koszty monitorowania systemu. Autorzy rozważają część tych wątpliwości proponując bardzo szerokie zdefiniowanie dozwolonego użytku. Podsumowując - to tylko rozważania teoretyczne, fajnie jednak, że ktoś się tym zajmuje w USA... Ciekawe jak z ekonomiczną analizą prawa jest u nas? środa, 10 grudnia 2008, patrykgaluszka
TrackBack
Komentarze
iulius
2008/12/10 12:05:23
Po co komu prawa autorskie? Największe dzieła sztuki powstały, gdy nikomu się o nich nie śniło. Nikt nie płacił za kopiowanie utworu Kochanowskiemu czy Bachowi. Kto tworzy dla korzyści majątkowych, nie jest artystą - lepiej, żeby w ogóle nie tworzył.
2008/12/10 14:39:59
po to by chronic interesy autora, tworcy, wydawcy, dystrybutora i stymulowac powstanie nowych dziel? nie twierdze, ze prawo autorskie w obecnym ksztalcie te cele spelnia, ale w zalozeniu przynajmniej ma spelniac... ciekawa polemika jest np. tu mises.pl/pliki/upload/kinsella-przeciwIP.pdf
artysci w przeszlosci tworzyli bo mieli wsparcie mecenasow, wiec srodki na tworzenie, teraz srodki te zapewnia przemysl kulturalny wsparty prawem autorskim, przynajmniej jesli chodzi o produkcje masowa... zdecydowanie zgadzam sie, ze caly system jest do gruntownej reformy, ale z zadna czescia Twojego komentarza zgodzic sie nie moge :) 2008/12/10 16:26:28
Lepiej chronić interesy użytkowników utworu, jest ich znacznie więcej. I stymulować niepowstawanie dzieł, które miałyby powstać dla pieniędzy.
2008/12/10 17:46:41
e tam, niektore dziela powstale dla pieniedzy sa bardzo fajne... wielcy kompozytorzy muzyki klasycznej tez nie odzywiali sie energia kosmiczna, choc motywacje do powstania konkretnych utworow mogly byc rozne, niekoniecznie stricte finansowe
2008/12/10 19:04:36
Co innego szeroko pojęte "odżywianie", na które artysta może zarobić np. koncertami, a co innego wielomilionowe honoraria otrzymywane nie na wolnym rynku, ale dzięki zapewnionemu przez państwo monopolowi.
2008/12/10 19:07:14
Jeszcze przy okazji z innej beczki: polecam Kresy.pl, portal ze sporą kolekcją dawnej muzyki stąd :)
2008/12/10 22:46:48
nie kazdy artysta gra koncerty niestety... ale co do monopolu w pelni sie zgadzam... zaczac trzeba od stopniowych zmian, bo opor materii duzy... swoja droga tez byloby ciekawie zbadac przyczyny monopolu np. takiego zaiks..
na Kresy.pl zajrze, dzieki za info 2008/12/16 19:34:03
A ja tak sobie pomyslalem dzis....
1. Zakres ochrony praw autorskich nie jest rowny we wszystkich dziedzinach. Np. bardzo czesto wykorzystuje sie czyjes zdjecie np na blogu i nic sie nie dzieje. A przeciez nie jest to cytat czyli fragment z calosci. Uzycie riffa z Zeppelinow byloby juz scigane... 2. Skoro prawa autorskie sa tak dochodowe, i tak dlugo trwaja, to chyba najlepszym interesem jest zaglasznie kilku nutowych, fajnych polaczen i potem sciganie autorow ktorzy ich uzyli. Bez sensu? Prawie kazdy ma Windowsa, gdzie kilku nutowe dzwieki sa opatentowane itp. Starczy wiec patentowac dowolne np 3 nutowe polaczenia i trzepac kase za prawa autorskie ;) 3. Wydaje mi sie, ze geneza problemu jest oderwanie praw autorskich intelektualnych od majatkowych. Jakby piosenki Beatelsow nadal byly wlasnoscia McCartneya moze by je rozdal, a tak ratuja finanse Jacksona :( 4. Ogolnie w kontekscie obecnego kryzysu mozna naocznie swtwierdzic, ze chciwosc prowadzi do zguby. Na majors tez wiec przyjdzie czas... 2008/12/16 21:37:13
grimperpl - dawno Cie tu nie widzialem ;)
AD1. tak, jest rozna. Sa tu 2 kwestie - czasu trwania i oplacalnosci scigania w przypadku naruszenia. Czas trwania - np. patenty chronione sa krocej niz utwory muzyczne. Oplacalnosc scigania w przypadku naruszenia - dlatego wlasnie nie sciga sie bloggerow ze to sie nie oplaca... gdyby jednak Agora zlamala prawo autorskie, wlasciciel upomnialby sie o to (jesli by sie dowiedzial) AD2. W ksiazce, ktora w tym poscie wspominam autorzy rozwazaja i ten przypadek... to co promonuja (koniecznosc wnoszenia oplaty co jakis czas by odnowic prawo autorskie) przeciwdzialaloby temu procederowi AD3. hm to bylaby arcyciekawa intelektualnie analiza - dowiedziec sie co by bylo gdyby nie bylo owego rozdzielenia... bardzo jestem ciekaw AD4. zobaczymy ;) ponoc koncerny filmowe jako jedne z niewielu zarabiaja dzieki kryzysowi lepiej niz przed (ludzie jeszcze nie rezygnuja z kina) 2008/12/16 22:11:31
Oj zajetym byl kryzysem gospodarczym ;)
Zauwaz jedna podstawowa rzecz. Dziela sztuki nie mozliwe do powielenia mechanicznego (Leonarda czy Rembrandta) byly nierozerwalnie zwiazane z wlascicielem. Ilezto obrazow mamy, ktore nam sie podobaja, a nawet nie wiemy kto je namalowal... Tak wiec wszelkie decyzje sa podejmowane przez wlasciciela owego obrazu - moze po prostu nie zgodzic sie na zrobienie zdjecia i mozna sobie pomazyc o zobaczeniu dziela w albumie... Mozarta kazdy zna choc z nazwiska. Czy ktos zna rzeczywistych tworcow współczesnej muzyki?? Oczywiscie interpretacja wykonawcy wiele wnosi (vide Joe Cocker i pewien kawalek Beatelsow), ale chyba nie powinna przycmiewac autora. 2008/12/17 13:39:24
hm chyba wszystko zalezy od zainteresowania odbiorcow... jesli sa kompetentni w danej dziedzinie (np. w reggae z argentyny) to moga wiedziec kto co nagral, co jest kowerem a co oryginalem i wyrecytowac to z pamieci nawet obudzeni w srodku nocy... inna sprawa, ze wiekszosc raczej nie jest az tak zainteresowana kultura
za malo jednak wiem o ekonomii wlasnosci intelektualnej by miec jakas radykalna opinie w tej sprawie, jeszcze troche musze nad tematem posiedziec :) |
Biznes Muzyczny: książka o branży fonograficznejKliknij aby dowiedzieć się więcej
Pewne prawa zastrzeżone Patryk Gałuszka |