|
przemysł kulturowy, biznes muzyczny, ekonomia kultury, muzyka popularna, media, fonografia, ekonomia własności intelektualnej, zarządzanie kulturą, marketing muzyki, netlabel, mp3 blog, popular music studies
Blog > Komentarze do wpisu
O tym jak trzeba uważać z gatunkami badając muzykę popularną
Jak pisałem we wcześniejszym wpisie, uczestniczę w konferencji "Arts, Culture and the Public Sphere" i organizowanej przez IUAV University oraz European Sociological Association. Kilka referatów - głównie o branży telewizyjnej i filmowej - było bardzo ciekawych. Jeden (akurat ten o muzyce) był - moim zdaniem - co najmniej kontrowersyjny. Powiedziałbym, że to klasyczny przykład tego, jak bardzo można się przejechać nadużywając pojęcia "gatunek muzyczny". W referacie tym autorzy postawili m.in. hipotezę, że w krajach, w których więcej osób ma wyższe wykształcenie, większa też jest tolerancja dla "niższych" gatunków muzyki. Innymi słowy, tam gdzie osób z wyższym wykształceniem jest dużo, tam osoby te słuchają i "wyższych" i "niższych" gatunków. Tam gdzie jest duża polaryzacja - osoby z wyższym wykształceniem trzymają się tylko gatunków "wyższych", a te niższe są popularne wśród niższych klas. Ciekawa hipoteza (nie jedyna) i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, jak pogrupowano gatunki (albo że je w ogóle pogrupowana na wyższe i niższe, w domyśle bardziej i mniej artystyczne). Po pierwsze, wyróżniono trzy grupy: gatunki wyższe (muzyka klasyczna, opera), średnie (m.in. folk, jazz, ale też "easy listening"!) i niższe (m.in. house, techno, rock/pop, hard rock/heavy metal). Tu się można doczepić do kilku rzeczy - czemu jazz jest "średni" a nie "wyższy"? Czemu rock i pop są podawane razem, a house i techno oddzielnie? Czemu brakuje tego lub tamtego gatunku? Albo robimy dużo kategorii albo mało, ale tu zastosowano bardzo niewyraźne podziały. Po drugie, niektórych gatunków wyraźnie brakuje - skoro połączono rock i pop, gdzieś powinien też znaleźć się odrębny gatunek "rock alternatywny" lub przynajmniej "indie". Punk rocka też brakuje - ale gdzieś musi być uwzględniony - jako rock/pop czy jako hard rock/heavy metal? Oba rozwiązania są bzdurne, szczególnie że punk punkowi nierówny. Po trzecie wreszcie, gatunki to sprawa bardzo subiektywna, ciągle są tworzone nowe terminy (przez muzykologów, branżę i fanów), a do tego granice pomiędzy gatunkami są bardzo mocno dyskutowane i często się zacierają. W związku z powyższym, co z tego, że autorzy wyliczyli sobie świetne korelacje, zweryfikowali ciekawe hipotezy i wyciągnęli daleko idące wnioski, skoro wszystko oparte jest na bardzo dyskusyjnych klasyfikacjach? Ale może to i dobrze, że ktoś robi takie błędy - przynajmniej jest o czym dyskutować. I tak to w świecie nauki wygląda. Ps. Dodam, że nie mam pojęcia jak twór określany mianem "easy listening" można traktować na równi z jazzem! środa, 05 listopada 2008, patrykgaluszka
TrackBack
Komentarze
2009/01/03 12:50:54
teraz juz nie przypomne sobie na ile w wyzej wspomnianym referacie oparto sie na Bourdieu... ale pamietam, ze strukturalno-instytucjonalnych założen swojej klasyfikacji nie podali... nie watpie, ze jakies mieli, ale w referacie o tym nie bylo mowy
zgadzam sie co do dystynkcji, to wyjatkowo wplywowe dzielo, przelomowe... w ostatnich kilkunastu latach (od czasu gdy wydano je po angielsku) zrobiono wiele badan rozwijajacych koncepcje kapitalow, np. ksiazka s. thornton lub fragment, ktory napisal fiske w ksiazce pod red. l. lewis - wprowadzaja oni tam na bazie bourdieu narzedzia dobrze pasujace do pewnych scen muzycznych i w tym kontekscie zalozenia i wnioski tworcow referatu: "W referacie tym autorzy postawili m.in. hipotezę, że w krajach, w których więcej osób ma wyższe wykształcenie, większa też jest tolerancja dla "niższych" gatunków muzyki. Innymi słowy, tam gdzie osób z wyższym wykształceniem jest dużo, tam osoby te słuchają i "wyższych" i "niższych" gatunków. Tam gdzie jest duża polaryzacja - osoby z wyższym wykształceniem trzymają się tylko gatunków "wyższych", a te niższe są popularne wśród niższych klas." sa ciekawe, gdyby nie to, ze wyszli od takiego podzielenia na gatunki, ktore niestety nie broni sie i wypacza sens calego badania - problem nawet nie polega na tym za jaki gatunek uznali rocka czy jazz (wysoki, sredni czy niski), ale jak dobrali zestaw podgatunkow! jedno chcialbym podkreslic - moje propozycje by dolaczyc ten lub inny gatunek nie wynikaja z niczego innego jak z wiedzy o gatunkach - jest to jedno z najbardziej metnych pojec dyskutowanych od dawna przez muzykologow, socjologow i branze muzyczna... pozdrawiam |
Pewne prawa zastrzeżone Patryk Gałuszka
Who links to me? |
@Skoro wszystko oparte jest na bardzo dyskusyjnych klasyfikacjach
To zależy, na ile jasno podali ewidentne strukturalno-instytucjonalne założenia swojej klasyfikacji.
Chyba najważniejszą dla mnie książką ubiegłego roku jest "Dystynkcja" P. Bourdieu. Bardzo ładnie tam pokazane jest, jak - niezależnie od wszelkich cech samej muzyki - poszczególne style są wiązane i kojarzone z określonymi grupami społecznymi.
Z tej - owszem, można powiedzieć, że bardzo redukcjonistycznej - perspektywy, przedstawiona przez Turków klasyfikacja wydaje się być całkiem poprawna
(Aczkolwiek muszę się zgodzić ws. dewaloryzacji jazzu - ale czy w Polsce jakieś 30 lat temu też nie byłby zaliczany (co najwyżej) do 'muzyki średniej'?)
Twoje propozycje, aby dołączyć kategorie jak "punk" czy "alternatywny rock" pochodzą nie z wertykalnego wymiaru pozycji społecznej, ale drugiej przedstawionej przez Bourdieu osi - sposobu realizacji tej pozycji społecznej (poprzez kapitał kulturowy/ekonomiczny)
Pozdrawiam serdecznie